Podcast Crazy Nauka · odc. 110

Nauka na czasie: 4 na 2, czyli zgadnij, które z tych newsów są prawdziwe

01-04-2025 · 50 min · Nauka na czasie, Mity, dezinformacja i teorie spiskowe, Zwierzęta i przyroda

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Na Prima Aprilis przygotowaliśmy 6 naukowych newsów: 4 prawdziwe, a 2 – nie. Zgadniecie, które są fake newsami?

  • Perfumowane rzeźby antyczne
  • Ośmiornica jedzie na głowie rekina
  • Mech z dachów Mumbaju i sonosynteza
  • Stworzono przezroczyste drewno
  • Modyfikowana genetycznie mysz-mamut
  • Gen niechęci do zmywania naczyń Sapofo-21

Po zakończeniu odcinka jest chwila przerwy i wtedy wyjaśniamy, co jest, a co nie jest prawdą. Kto chce, może wysłuchać tego wyjaśnienia. Kto woli sam zgadywać, może wziąć udział w ankiecie na naszym profilu na Spotify i oznaczyć, co było nieprawdą. Dobrej zabawy!

Polecajka na dziś: Philomena Cunk w wydaniu książkowym pt. “Cunk o wszystkim” oraz do oglądania: seria “Świat oczami Cunk” (Cunk on Earth) i dokument “Życie oczami Cunk” (Cunk on Life).

Fot. Liebieghaus Skulpturensammlung / Norbert Miguletz, wystawa “GODS IN COLOR—GOLDEN EDITION”

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Czy antyczne posągi to szlachetny kanon piękna, czy może królestwo kiczu?

Piotr: Dlaczego tak bardzo nie lubimy myć naczyń? Cześć, to Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Mamy dziś prima aprilis, a my, jak wiecie, jesteśmy znanymi krotochwilnikami. Piotrek tutaj takie słowo zanurczał.

Piotr: Sprawdziłem u Doroszewskiego.

Ola: I sowizdrzałami. Mi się jeszcze kojarzy marchołtami, ale może to już jest za daleko.

Piotr: Nie, to złe skojarzenie, ale trefnisiami jak najbardziej. Krotochwilnikami.

Ola: Nie, nie, nie wyłączajcie jeszcze tego podcastu, nie regulujcie odbiorników. Nie będziemy robili sobie głupich żartów, takich, wiecie, z wąsem. Natomiast bardzo głęboko to przemyśleliśmy i przygotowaliśmy coś bardzo takiego inspirującego i wyrafinowanego.

Piotr: Możecie podziękować za tę grę, ale możecie nie.

Ola: Dziś przypada odcinek tak zwany krótszy. Jak wiecie, to różnie u nas bywa. Przeważnie te krótkie odcinki zawierają dwa naukowe newsy.

Dziś przygotowaliśmy sześć takich newsów. 4 prawdziwe, a 2 całkiem nieprawdziwe. I proponujemy wam zabawę, grę.

Dosłuchajcie do końca tego odcinka. Oceńcie, co waszym zdaniem było prawdziwe, a co było fałszywe.

Piotr: Bo po tym jak się odcinek skończy, już się pożegnamy i wiecie, wszystkie tamte oznaki zakończenia będą. Będzie chwila przerwy, żeby ci, co nie chcą, mogli się wyłączyć. I dopiero powiemy, co jest, a co nie jest prawdą z tych opowieści.

Więc kto chce, może wysłuchać tego wyjaśnienia. Kto woli sam zgadywać, niech się pobawi. Na przykład ci, co sami zgadują, mogą wziąć udział w ankiecie.

Na Spotify ją wrzucimy i tam możecie oznaczyć, co waszym zdaniem było nieprawdą. A potem możecie sobie dosłuchać tej końcówki, albo może w następnym odcinku powiemy czemu nie.

Ola: No i na Spotify i na innych różnych platformach, i na platformach społecznościowych jesteście z nami, słuchacie, czytacie to, co my piszemy. I bardzo wam dziękujemy, że komentujecie, że nas polecacie.

I oczywiście polecamy się w dalszym ciągu waszej uwadze i zaglądajcie, bo różne rzeczy w naszych kanałach społecznościowych się pokazują.

Piotr: Oceniajcie, szczególnie gwiazdkami na Spotify, tam jest takie miejsce, gdzie się oznacza, ile tych gwiazdek. Oczywiście gdybyście chcieli nas wesprzeć jakoś głębiej, mocniej, bardziej, to zapraszamy bardzo na Patronite, zapraszamy na BuyCoffee. Tu właśnie popijam kawę, która jest dzięki wam kupiona.

Bardzo dziękujemy.

Ola: No i oczywiście przypominamy, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się, tak Piotruś, tak, platformach podcastowych.

Piotr: I czekaj, jesteśmy też obecni na nieliczących się platformach również podcastowych.

0:03:11 Perfumowane posągi starożytne

Ola: No i jednak był ten dowcip z wąsem. Ideał antycznego piękna. Tu plumkać powinna jakaś muzyczka.

Piotr: To ja coś może o tym plumkam potem.

Ola: Rzeźby antyczne postrzegane są jako takie bardzo szlachetne, wyważone, harmonijne.

Piotr: Wzór piękna.

Ola: Tak, wzór piękna, estetycznego umiaru. I ci antyczni twórcy też byli przez długie lata tak postrzegani, jako ci, którzy ten umiar w sobie mieli.

Piotr: Może poza Arystotelesem.

Ola: No dobrze, nie mówimy dziś o Arystotelesie. Już nawet mi się przy nim język załamuje.

Piotr: Mi też.

Ola: Tymczasem wyglądało to zupełnie inaczej, bo gdybyśmy dziś zobaczyli oryginały tych autentycznych greckich czy rzymskich rzeźb, no to byśmy na pewno uznali je za rażący kicz.

Piotr: Ale dlaczego?

Ola: Nie mów tak, przykro mi się robi. Już od ładnych paru lat, żeby nie powiedzieć więcej, ale my tego nie do końca chcemy wiedzieć, bo właściwie po co nam taka wiedza. Trwają dyskusje, a właściwie już nawet nie dyskusje, tylko istnieje pewność co do tego, że starożytni Grecy i Rzymianie po prostu malowali swoje rzeźby, swoje posągi, i to bardzo jaskrawymi farbami, niekiedy.

I nawet była taka wystawa, która pokazywała posągi pomalowane na podstawie tego, co wiedziano o tamtejszych, o ówczesnych technikach. I to wygląda strasznie.

Piotr: Znaczy, nie jest to wandalizm, jak rozumiem, ani objaw pijackiej fantazji, tylko tak miało być pięknie.

Ola: Tak miało być pięknie. Chodzi o to, że po pierwsze w różnych dziełach literackich z okresu starożytności pojawiały się takie dziwne wzmianki, które mogłyby sugerować, że z tymi posągami nie było do końca tak, jak sądzimy. Na przykład w jednym z utworów Eurypidesa pojawia się sformułowanie o ścieraniu koloru z posągu.

Jak można z białego marmuru ścierać kolor? Potem naukowcy jeszcze bliżej się temu przyjrzeli i zastosowali techniki fotografowania w ultrafiolecie, analizę spektroskopową. Okazało się, że na tych antycznych rzeźbach, które stały zazwyczaj w pomieszczeniach, ale nie tylko, odkryto resztki barwników, farb.

Między innymi na tej podstawie odtworzono oryginalny wygląd posągu cesarza Augusta, znanego jako August z Prima Porta. Taki szacowny cesarz, który jest takim marmurowym, wyniosłym posągiem. Po pomalowaniu ma…

Piotr: Słyszałem, że miał różowe slipki.

Ola: Prawie. Beżową skórę, czerwony płaszcz i brązowe włosy. Wygląda trochę jak taki nieudany Avenger.

Piotr: Byliśmy kiedyś, pamiętasz, trafiliśmy do takiego super ogródka, gdzie były najróżniejsze dziwne rzeźby, jakieś krasnale ogrodowe, ale jeszcze takie odrąbane.

Ola: Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Piotr: I to było absolutnie magiczne. Ja mam na Instagramie zdjęcia stamtąd.

Ola: Obawiam się, że to w podobnej estetyce było utrzymane.

Piotr: Krasnale ogrodowe, cesarz ogrodowy.

Ola: W starożytnym Rzymie i w starożytnej Grecji. Ale to jeszcze nie wszystko, ponieważ wiadomo, że rzeźby, zwłaszcza te, które przedstawiały wizerunki bogów, były ozdabiane tkaninami, biżuterią, kwiatami, girlandami, wstążkami.

Po to, żeby stworzyć jeszcze bogatsze wrażenie przepychu. Ale idziemy o krok dalej, ponieważ to jest to badanie, o którym dzisiaj można powiedzieć jako o newsie.

To są badania przeprowadzone przez duńskich naukowców. Okazuje się, że antyczni Grecy i Rzymianie również perfumowali swoje posągi władców i bogów.

Piotr: O Zeusie.

Ola: Tak, o Zeusie. Namaszczali je cennymi olejkami. No i właśnie, regularnie perfumowali.

Można o tym znaleźć wzmianki między innymi u Cycerona. A na jednym ze stanowisk archeologicznych odkryto warsztaty perfumeryjne, które sąsiadowały ze świątyniami. I tam też odkryto inskrypcje, które pokazywały, w jaki sposób olejki różane były wykorzystywane do pielęgnacji posągów bogiń.

Na przykład Hery czy Artemidy.

Piotr: Czyli chcesz mi powiedzieć, że były wymalowane w cudaczne, jaskrawe kolory i perfumą różaną waliło.

Ola: No tak, ale również pokrywano posągi woskiem. Akurat jest tak, że ten wosk miał służyć konserwacji, więc tutaj można…

Piotr: Czyli jeszcze się błyszczały, jak wiecie, co komu na wiosnę.

Ola: I ten wosk miał służyć temu, żeby rzeźby nie ulegały niekorzystnym warunkom atmosferycznym, jeżeli były trzymane pod gołym niebem. Natomiast rzeczywiście odkryto na niektórych posągach ślady wosku pszczelego. Są też wzmianki w dziełach starożytnych o kąpielach perfumowanych, które robiono posągom.

Piotr: Czekaj, czyli już idę tylko w scenę. Juliuszu, idź wypastować posąg wuja, bo brązowieje i nie błyszczy się.

Ola: A jakiego zapachu mam dziś użyć po kąpieli? Czy borsalino, czy może brutal?

Piotr: Tak, w wersji rzymskiej.

Ola: Podsumowując ten nieszczęśliwy dla nas wszystkich kawałek historii dawnej, wychodzi na to, że posągi starożytne to były takie, można powiedzieć, multimedialne instalacje, które miały poruszać każdy ze zmysłów. Może nie aż każdy, ale węch, wzrok na pewno. Być może, jeżeli ktoś miał potrzebę, mógł się do tych kwiatów i kokard przytulić.

Piotr: Czekaj, czy odkryto ślady instalowania głośników na plecach?

Ola: Tego jeszcze nie odkryto, ja aż się boję myśleć, co będzie.

Piotr: Odkrywające jakieś Romana Polo. Wyobraź sobie, dzisiaj jest 1 kwietnia, więc wolno nam.

Ola: Właściwie to chyba dobrze, że do naszych czasów dotrwały te posągi wyłącznie w formie marmurowej. Notabene to renesans i oświecenie narzuciły taką interpretację antyku jako epoki, która kierowała się bardzo harmonijnymi ideałami, złotymi proporcjami, i w ogóle traktowała z umiarem ideały piękności.

0:11:01 Ośmiornica na grzbiecie rekina

Piotr: Okazało się, że proporcje były owszem, ale wielokolorowe. To teraz spójrzmy sobie na pewnego rekina, Ostronosa, którego przyuważono w grudniu [? niepewne: 1923 roku]. Przyuważyli go naukowcy z Uniwersytetu Auckland, czyli u wybrzeży Nowej Zelandii.

Ten rekin Ostronos pomykał sobie dziarsko, mając dziwną pomarańczową plamę na głowie. Profesor Rochelle Constantine, biolożka morska z tegoż Uniwersytetu Auckland, jak to zobaczyła, podejrzewała, że ten rekin może być ranny, że to może jakaś choroba, może po prostu jest zaplątany w jakiś sprzęt rybacki, wędkarski. Coś mu się tam przyczepiło.

Udało się przeprowadzić obserwację tego rekina, używając drona i kamery GoPro. Okazało się, że ta pomarańczowa plama to nic innego jak ośmiornica jadąca na gapę na głowie tego rekina. Dodajmy, że jest to najszybszy na świecie rekin.

Osiąga ponad 70 km na godzinę. Pływając to wcale nie jest łatwo. Jak strzała.

Prawie jak strzała. Udało się rozpoznać, że to była ośmiornica maoryska, [? niepewne: makrotopu], dobra, odpuszczę nazwę łacińską, litościwie, dziękuję. To jeden z największych i przy okazji najbardziej agresywnych gatunków ośmiornic, jakie żyją na południowej półkuli.

Ola: Ale ty tak uznałeś za stosowne, żeby wspomnieć tutaj, czy to będzie miało znaczenie, że ona jest taka agresywna.

Piotr: Wiesz co, jak ktoś komuś siada na głowie…

Ola: To ma ułańską fantazję.

Piotr: Można to tak powiedzieć. Przynajmniej jedna z tych osób musi mieć ułańską fantazję. Było na czym siedzieć, powiem, bo to jest kawał rekina.

Te rekiny ostronosy dorastają do ponad 3,5 metra długości i potrafią ważyć ponad pół tony. Więc taki kawał rybki, że tak powiem. Są niestety gatunkiem zagrożonym, bo różni ludzie, o których, z racji tego, że nie będziemy oznaczali tego podcastu jako…

Ola: Tylko dla dorosłych.

Piotr: Tylko dla dorosłych, więc nie użyję odpowiednich słów, ale różni ludzie łowią niestety te rekiny dla ich płetw. No a poza tym one są też łapane przy okazji połowów tuńczyka, miecznika. To się jakoś tak ładnie nazywa przyłów.

Czyli innymi słowy, zabijanie zwierzątek, których zamierzać się nie zabijało.

Ola: Zamierzać się nie zabijało.

Piotr: Zamierzać się nie zabijać się nie zamierzało. Dziękuję bardzo. Co ciekawe, ta obserwacja była dość długa, bo 10 minut obserwowano tego rekina i on w ogóle nie był jakiś zestresowany.

Ręce mu się nie trzęsły, czy cokolwiek tam się rekinom trzęsie w takich sytuacjach. Płynął sobie spokojnie, bez stresu. Ośmiornica sobie po prostu płynęła na nim.

I nawet taką nazwę im tutaj ukuto: sharktopus. Bardzo ładna.

Bardzo mi się podoba. Generalnie jest to o tyle dziwne, że…

Ola: W ogóle to jest dziwne.

Piotr: Nie, dlaczego? Jak u nas tu patrzysz, spójrz za okno. Nie widzisz nic takiego tam?

Ola: Tak to było. Grając na fortepianie, koń przeleciał za oknem.

Piotr: Tak, im jest wesoło, takie niebezpieczne. W ogóle ośmiornice raczej mieszkają na dnie morskim, a rekiny tego gatunku preferują wody bardziej powierzchniowe. Więc jak oni się tam spotkali?

Co to była za jakaś tajemnicza [? niepewne: schacka]? Czy to był jakiś, nie wiem, Uber rekin? Czy coś takiego?

Trudno powiedzieć. W każdym razie wspomniana profesor Constantine przyznała, że nie jest jasne, jak w ogóle do takiego spotkania doszło. Z takich dwóch gatunków, z różnych miejsc, z różnych środowisk.

Więc nie wiem, może to miał być sposób na uniknięcie, znaczy na ukrycie się.

Ola: Ale jak można się ukrywać na głowie drapieżnika?

Piotr: No wiesz co, zależy przed kim się ukrywasz. To znaczy inaczej, spójrzmy na Diunę i pamiętasz jeżdżenie na tych robakach pustynnych.

Ola: To jest jakiś patent. Na czerwiach, w pustyni.

Piotr: Ale zależy przed kim się ukrywasz, bo być może ukrywasz się jeszcze przed kimś innym, kto cię na przykład, nie wiem, obserwuje od dołu, z dna. Ty jesteś na górze, na tym rekinie.

Ola: A co, te macki i tak nie powiewały po bokach?

Piotr: No właśnie nie, bo miała wciągnięte wszystkie, przymocowane, i się trzymała dzielnie. Sprawa jest wybitnie podejrzana, więc nie wiadomo, czy to była jakaś ucieczka, czy to była po prostu podwózka. Nie wiadomo, jak oni się rozliczyli, czy ten rekin w ogóle się na to zgodził.

Sprawa jest wybitnie podejrzana, acz niezwykle ciekawa, i musiała być bardzo, bardzo widowiskowa.

0:16:02 Mech, który zamienia hałas w energię

Ola: Pozostajemy w rejonach odległych i tak, naukowcy z Danii i Indii zrobili badanie, w którym przebadali możliwości niezwykłej rośliny, mchu, który roboczo został nazwany Bryum sonorophyllum.

Piotr: Bryum to jest prądnik, po ludzku rzecz mówiąc, znaczy się po polsku, ale nazwa jest tylko łacińska.

Ola: I tenże mech został odkryty na dachach bardzo starych budynków, które znajdują się blisko centrum Mumbaju, czyli w Indiach, stąd też obecność w tych badaniach naukowców indyjskich.

Piotr: Dlaczego forma Mumbaj i Bombaj jest dopuszczalna? Obie są dopuszczalne, chociaż raczej Mumbaj.

Ola: No i dlaczego właściwie mówimy o jakimś mchu z jakiegoś dachu w Mumbaju czy Bombaju? Cóż, jak się wydaje, w tej chwili jeszcze czekamy na kolejne badania, które będą w stanie to ostatecznie potwierdzić. To może być pierwszy znany przykład rośliny, która wykształciła zdolność, teraz uwaga, pozyskiwania energii z fal dźwiękowych.

To jest proces, który został nazwany akustyczną fotosyntezą lub w skrócie sonosyntezą. Główną autorką badania, które zostało niedawno opublikowane, jest doktor Preya Sharma, i ona uważa, że ten mech przeszedł niezwykłą adaptację ewolucyjną, będącą odpowiedzią na intensywny hałas miejski. Jak wiadomo, miasta w Indiach należą do najbardziej hałaśliwych miejsc chyba na Ziemi.

Piotr: Ale i zanieczyszczonych, o czym tu jeszcze też będzie mowa.

Ola: Tak, i naukowczyni twierdzi, że w przeciwieństwie do tradycyjnej fotosyntezy, która wykorzystuje energię światła słonecznego, wygląda na to, że ten Bryum sonorophyllum wykształcił unikalne struktury komórkowe, które potrafią przechwytywać i przekształcać energię dźwięku w użyteczne związki chemiczne. Nie takie rzeczy ewolucja widziała i nie takie rzeczy wyprawiają bakterie, w związku z czym, właśnie, co tu się dzieje? To jest akurat, jeśli chodzi o bakterie, bakterie są dużo mniejsze, tutaj mamy makroskalę.

Kluczem do tej niezwykłej zdolności tegoż mchu okazała się seria mutacji w mitochondrialnym DNH. DNA.

Piotr: DNA się wyszło.

Ola: DNA mchu, bo to miało…

Piotr: A troszeczkę taki skrót, DNA mcha.

Ola: I w typowych komórkach roślinnych mitochondria odpowiadają za oddychanie komórkowe. Natomiast w przypadku tego dziwnego mchu doszło do rozwoju specjalistycznych białek błonowych, wrażliwych na wibracje. Białka te zostały nazwane sonoporynami, znów od tego, że reagują na fale dźwiękowe, a są to konkretne fale dźwiękowe o częstotliwości między 80 a 120 Hz.

Piotr: To są dość niskie dźwięki, ale to jest typowy zakres hałasu wynikającego z ruchu, z komunikacji w dużych miastach. Więc bardziej takie drgania niż normalnie słyszalny hałas.

Ola: Te fale dźwiękowe są przekształcone w potencjał elektrochemiczny, który zasila następnie syntezę ATP, czyli uniwersalnego nośnika energii.

Piotr: To jest akurat ten sam system, który jest w każdej żywej komórce. Znaczy ATP jest tym uniwersalnym nośnikiem.

Ola: No i tutaj jeszcze ciekawsza rzecz się pojawia, bo ta zdolność do sonosyntezy u tego mchu nie zastąpiła w całości tradycyjnej fotosyntezy, ale ją uzupełniła. Wygląda na to, że ten mech jakoś kompensuje różne niekorzystne warunki.

Piotr: Przede wszystkim to, że masz duże zanieczyszczenie w takich miastach. Między innymi jest w nich dość ciemno, nie tak jasno, jakby być mogło, ze względu na smog, zanieczyszczenia.

Ola: I zacienienie, które pochodzi od wysokich budynków, w związku z czym, jeżeli to rzeczywiście potwierdzi się w kolejnych badaniach, to zupełnie niesamowita informacja.

0:20:44 Przezroczyste drewno z naturalnych składników

Piotr: Takie dopasowania do życia, powiedzmy, miejskiego, przy ludziach, to w ogóle dość częste zjawisko. Bardzo dużo znamy gatunków, które zmieniają w jakiś sposób swoje zachowania, wygląd, czy jakieś systemy, właśnie dlatego, że żyją w pobliżu ludzi i potrafią się jakoś dostosować do tego, co ludzie generują, nie zawsze celowo. Uniwersytet Stanowy Kennesaw, nawet nie sprawdziłem, jak to się czyta, przepraszam, Kennesaw, wymyślili coś bardzo ciekawego, mianowicie przezroczyste drewno, do którego wytworzenia użyto praktycznie niemal samych naturalnych składników.

Ola: Przezroczyste drewno?

Piotr: Tak, przezroczyste drewno, dzień dobry. To wynalazek profesora chemii Barata Barua. Ogłosił go podczas wiosennego zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego w San Diego.

Problem polega na tym, jak wiemy z plastikiem, zresztą tak właśnie profesor wyjaśnia, że używamy tego plastiku, a potem już przestaje być potrzebny i coś z nim trzeba zrobić. Jakimś rozwiązaniem jest oczywiście plastik biodegradowalny, ale wciąż nie jesteśmy w tym dobrzy. To, że torebki foliowe zaczęły się w pewnym momencie rozpadać na taki proszek, tylko generuje mikroplastik, a to nie jest żadna…

Ola: Który jest jeszcze gorszy.

Piotr: Dokładnie, więc to nie tak.

Ola: O mikroplastiku mieliśmy dwa odcinki temu.

Piotr: Chyba dwa odcinki temu, tak. Tu chodziło o to, żeby opracować coś, co jest naturalne, nie opiera się na paliwach kopalnych, bo spora część plastiku ma właśnie takie pochodzenie, i żeby jeszcze było dobrze biodegradowalne. Profesor, który to wymyślił, czerpał inspiracje ze swojego hobby, czyli stolarstwa.

To nietypowe może jak na chemika, ale w sumie czemu nie.

Ola: Hobby naszej córki to też jest stolarstwo. Nasza córka jest w liceum humanistycznym.

Piotr: Dziwne rzeczy, które się dzieją z ludźmi. I w ogóle istniały już wcześniej metody wytwarzania takiego przezroczystego drewna. One głównie polegały na tym, że drewno pozbawiało się części składników, ale zastępowało się to jakimiś żywicami epoksydowymi, które de facto są plastikiem, po to, żeby przywrócić mu wytrzymałość. Więc tu chodziło o to, żeby to drewno zachowało trwałość, stabilność, ale jednocześnie, żeby nie ładować tam po prostu dużej ilości plastiku.

Ola: A co zostaje w drewnie, jak się zlikwiduje te rzeczy, które widać?

Piotr: Zostaje celuloza, cieniutka.

Ola: Chodzi o takie struktury jak…

Piotr: Komórkowe. Coś takiego, można tak powiedzieć. Generalnie drewno jest złożone z trzech głównych składników.

Celulozy, hemicelulozy i ligniny. I jak się chemicznie wyciągnie z tego lignię i hemicelulozę, zostaje celuloza, taka porowata sieć, którą właśnie czymś trzeba wypełnić, żeby to zachowało sztywność, żeby się trzymało. I zamiast wspomnianych epoksydowych plastików, profesor, przepraszam, jego nazwisko mi uciekło, [? niepewne: Barła] (chodzi zapewne o wspomnianego wcześniej profesora Barua), sięgnął po rzeczy, które są w jakimś stopniu, można powiedzieć, tradycyjne.

Dlatego, że pochodzi ze swojego rodzinnego stanu Asam w północno-wschodnich Indiach.

Ola: A znowu Indie.

Piotr: Tak, właśnie znowu Indie. Wziął pomysł z tego, że tam buduje się niezwykle trwałe konstrukcje, wykorzystując mieszaninę piasku, kleistego ryżu i białek jaj.

Ola: I teraz to nie spływa?

Piotr: Nie, bo jak się dobrze utrwali i wysuszy, to nie. Zresztą ostatnio wspominaliśmy takie pomysły z lat chyba osiemdziesiątych, jak się robiło irokezy, takie, wiecie, na głowie. To były dwie takie główne tradycje.

Jedna była na cukier, i to było tylko do pierwszego mycia. A druga była na białko, właśnie kurzych jaj. I to było do pierwszego golenia, bo jak się już zrobiło coś takiego na kurzym białku, to nawet nie śmierdziało bardzo.

Ola: A czego ty używałeś?

Piotr: To jest zupełnie oddzielny temat. Czego ja używałem? Ja nie miałem takiego irokeza na pełnym wypasie, długiego. To musiało być z długich włosów.

Ola: I co? I białko się nie dało zmyć?

Piotr: Nie, białko jak zaschnie, to już do widzenia. Zresztą przecież białka dodaje się chociażby do… Boże, jak się nazywa to, czym się cegły spaja?

Zaprawy. Do zaprawy. Więc tu podobny pomysł wykorzystano, żeby tę sztywność utrzymać.

Więc tu profesor eksperymentował na drewnie balsa. To jest, kojarzycie, takie bardzo leciutkie drewno. Po usunięciu ligniny i hemicelulozy, przy pomocy, to akurat nie chemicznie, tylko fizycznie, w komorze próżniowej robiono, z udziałem różnych dodatków chemicznych.

I zastępowano te składniki właśnie mieszanką białek jajka i ekstraktu z ryżu. Jak wiecie, kto gotował ryż inaczej niż tylko w torebce, ten wie, że ryż ma tendencję do klejenia się. Jak się chce mieć bardzo sypki ryż, taki tradycyjnie przechowywany, trzeba go wcześniej porządnie wypłukać, bo ma bardzo dużą tendencję do klejenia się.

I właśnie tymi składnikami wypełniano tę strukturę celulozową. Okazało się, że to bardzo dobrze się sprawdza, że powstaje coś, co jest na bazie drewna, wykorzystuje naturalne składniki, jest trwałe i nawet może się nadawać jako okna, jako szyby. Te szyby nie będą idealnie przezroczyste, ale wystarczająco przepuszczają światło.

Robiono takie doświadczenie, zrobiono domek z oknem z takiego drewna, i ono znacznie lepiej termoizoluje niż zwykłe szkło. Dodawano do tego jeszcze, w ramach eksperymentu, nanodruciki srebrne, więc w ogóle to drewno przewodziło prąd. Czyli generalnie mieliśmy już zestaw: przezroczyste drewno, przewodzące prąd.

Ola: Ale to trochę skomplikowane jest wykonanie czegoś takiego, więc to nie zastąpi nam plastiku.

Piotr: Oczywiście, że to nie jest do wszystkiego, natomiast wciąż poszukujemy takich rozwiązań, które pozwolą nam ograniczyć ten plastik i zastąpić go rzeczami, które generalnie nie będą ani zaśmiecały, ani powodowały zwiększenia wydobycia paliw kopalnych, bo jak wiemy, to wcale nie jest najlepszy pomysł. Więc jakkolwiek brzmi to dziwacznie, jak się okazuje, jednak działa.

0:28:09 Genetycznie zmodyfikowane "mamucie" myszy

Ola: A teraz z przezroczystego drewna przechodzimy do puchatych, uroczych stworzonek, czyli myszy.

Piotr: A myślałem, że myszy w pudełkach.

Ola: No nie, akurat wyjątkowo, może kiedyś będą też pudełka z futrem mamucim. Już sobie to wyobraziłem. Chodziło o genetycznie zmodyfikowane myszy, które są pokryte takim futrem i zostały zmodyfikowane pod kątem uzyskania cech mamucich, czyli właśnie włochatości, ale też odporności na zimno i tworzenia odpowiedniej warstwy tkanki tłuszczowej, po to, żeby przetrwać w chłodnym środowisku.

Nie wiem, czy nie przydeptują, bo wyglądają na takie, które by sobie przydeptywały. Trochę tak to wygląda. Ta modyfikacja genetyczna objęła dziewięć zmian w ośmiu genach, głównie tych, które są odpowiedzialne za cechy sierści i strukturę.

I te myszy są takie faliste, trochę wyglądają, jakby ktoś je mocno naelektryzował. Amerykańska firma Colossal Biosciences przekazała te informacje jako przełom naukowy. Przełom naukowy na drodze do przywracania do natury mamuta włochatego, który wyginął 4000 lat temu.

Piotr: Mi się ciśnie pytanie, ale po co?

Ola: To się wszystkim ciśnie.

Piotr: A nie przesłyszeliście się, że 4000 lat temu?

Ola: Tak, mamuty wyginęły całkiem niedawno, i w dodatku bardzo dobrze zachowały się ich szczątki w wieloletniej zmarzlinie arktycznej, w związku z czym można było pozyskać z nich całkiem dobry materiał genetyczny, i teraz można go porównywać z tym, co ewentualnie udało się uzyskać u myszy. A to, co uzyskano u myszy, to są warianty genów podobne do tych mamucich. Nie można powiedzieć, żeby to była mysz z genami mamuta, bo to są po prostu takie same albo podobne warianty genów u myszy do tych, które pozwalały na wykształcenie włochatości i puchatości u mamutów.

Piotr: I mamuty potem miały taką moc, żeby się nie przewracać, bo jak potknął się mamut, mógł się oprzeć na kłach i tak bujnąć z powrotem, a myszy tego nie mają.

Ola: No i dlatego mamuty wyginęły, a myszy nie.

Piotr: Dobrze, idźmy dalej. Jakby ktoś pytał, czy Arystoteles widział mamuty, to nie, dlatego że Arystoteles umarł w 322 roku przed naszą erą.

Ola: A poza tym i tak by ich nie zobaczył.

Piotr: Podobno miał słaby wzrok. Dobra, idźmy dalej.

Ola: Dziękuję bardzo, bo wprowadzenie dziewięciu zmian do genomu jakiegoś organizmu to jest raczej standard w inżynierii genetycznej, a nie przełom, rewolucja czy cokolwiek. Firma Colossal Biosciences przedstawia ten eksperyment jako krok w kierunku modyfikacji genomu słoni indyjskich. Słonie indyjskie są najbliższymi żyjącymi krewnymi mamutów.

Piotr: Dużo tych Indii dzisiaj.

Ola: Naukowcy nie zamierzają tworzyć repliki mamuta, tylko właśnie stworzyć organizm podobny, owłosić słonia, i wypełnić w ten sposób podobną niszę ekologiczną, którą zajmowały mamuty.

Zarodki mamutosłoni mają powstać do 2026 roku, a w 2027 roku ma powstać pełny, hybrydowy organizm, czyli takie słoniowo-mamuty. I te przekazy medialne mówią o zbliżającym się powrocie mamutów, i w ogóle o tym, jak te mamuty będą sobie po Arktyce biegały, i jakie to będzie wspaniałe.

Tylko tutaj taki drobiazg: do tego jest bardzo, bardzo daleko. Otóż myszy są łatwiejszym modelem do takich modyfikacji, bo ciąża u myszy trwa 22 dni, a u słonia indyjskiego ciąża trwa 21 miesięcy, co sprawia, że ten wymagany okres będzie dłuższy. Nie wiadomo, jak z tymi procedurami, które sprawią, że słonicom te zarodki będą wszczepione.

Nie wiadomo w ogóle, jak ten organizm mógłby docelowo wyglądać. Naukowcy mówią, że osiągnięciem, które dokładnie jest autorstwa Colossal Biosciences, jest stworzenie ślicznych, kudłatych myszy, które mają pewne specjalne geny, ale głównie są słodkie. Natomiast relacja firmy jest taka, że projekt ma rzekomo służyć odbudowie wymarłych gatunków i utraconej bioróżnorodności.

Piotr: Takich projektów to już kilka różnych słyszeliśmy.

Ola: Teraz posłuchaj, ku czemu to ma dążyć. Przywrócenie mamutów jest nazywane przez tę firmę deekstynkcją.

Piotr: Piękne określenie.

Ola: Ja nawet nie wiem, czy po polsku coś takiego istnieje, ale nie da się tego inaczej przetłumaczyć.

Piotr: Deekstynkcja to jest wymieranie. Wmieranie?

Ola: Nie mam pojęcia. Ta deekstynkcja, piękne słowo, ma ponoć służyć w szerszym planie temu, żeby te mamuty, rzekomo te słoniomamuty, wypuszczone na wolność, przekształciły arktyczną tundrę, obecnie porośniętą krzewami, z powrotem w trawiaste stepy, które lepiej wiążą glebę i pomogą w utrzymaniu wieloletniej zmarzliny, zapobiegając jej topnieniu.

Piotr: Ciśnie mi się na usta takie naukowe określenie.

Ola: Tak, to bardzo dobry komentarz. Dziękujemy za ten komentarz. I to właściwie mówią naukowcy, tylko ładniejszymi słowami.

Natomiast dodajmy, że oprócz tego, że to jest trochę w kategoriach fiction, mniej science, to jeszcze do tego mamy te ekosystemy arktyczne, które obecnie podlegają naprawdę dramatycznym zmianom wskutek ocieplania się klimatu.

Piotr: Najbardziej brakuje im pseudomamutów po prostu w tej chwili, jak nic.

Ola: Tak, słoniomamutów, które będą tam biegały. I co, w jaki sposób miałyby się przyczynić? Nie wiem, całą Syberię przerobią?

Nie wiem.

Piotr: Ale jak nie wiadomo, o co chodzi…

Ola: To chodzi, wiadomo, o pieniądze. I tutaj rzeczywiście ten projekt, który ma ogromny potencjał medialny, już jest w naszym stopniu eksploatowany, po prostu chodzi o to, że nagłaśnianie tematu służy zdobywaniu grantów, i rzeczywiście ogromne pieniądze są zaangażowane w ten projekt. No właśnie, po co firma to robi?

Nie wiem, może ktoś czuje potrzebę zrealizowania się jako genetyk.

Piotr: To na pewno, ale no wiesz, fajnie jest mieć z czego żyć. Jak wymyślisz jakiś chwytliwy projekt i ktoś ci to sfinansuje, no to żyjesz z tego, tak myślę.

Ola: I owszem, natomiast tutaj jeszcze warto podkreślić, i ja widzę w tym ogromny problem, że to jest trochę przekierowywanie uwagi, że firmy, powiedzmy, komercyjne, bądź co bądź, twierdzą, że są w stanie przywrócić do życia wymarły gatunek. To właściwie, może to jest sposób na to, żeby przy wielkim wymieraniu szóstym, którego jesteśmy świadkami, nie warto było ratować gatunków, tylko po prostu patrzeć, jak wymierają, a potem je odtwarzać.

Piotr: Brawo, tak, znakomity plan.

Ola: No i to, powiem szczerze, sprawia, że opinia publiczna przestaje z takim, nie wiem, przerażeniem czy troską patrzeć na to, jak wymierają, znikają gatunki, ponieważ gdzieś w kącie głowy jest taka nadzieja, że uda się je jeszcze odtworzyć.

Piotr: Co z tego, że wyginą, skoro my je z powrotem wginiemy? No nie, pomysł jest dziwaczny i moim zdaniem to zwykłe wyciąganie kasy, no ale…

Ola: No tak, może warto by skupić się na wydawaniu tej kasy na ochronę ginących gatunków przed wymieraniem.

Piotr: A nie udawanie, że się coś odtwarza, dokładnie tak, no cóż.

0:37:40 Gen niechęci do zmywania naczyń

Piotr: I teraz zapowiadany na początku temat związany z myciem naczyń, a może raczej z niechęcią do mycia naczyń. Tu odwołujemy się do niedawno opublikowanego badania, przeprowadzonego przez zespół neurogenetyków z King's College London, i wyniki, trochę spojleruję, sugerują, że coś, co jest dość powszechne, czyli można powiedzieć niechęć do zmywania naczyń, tak to nazwijmy, może mieć podłoże genetyczne.

Ola: I tutaj zapewne duża część naszych słuchaczy zastrzygła uszami.

Piotr: Wow, to ja! Tak, strzyżenie uszami słyszymy po naszej stronie słuchawek. Wyniki tego badania opublikowano w czasopiśmie Behavioral Discoveries Journal, i mowa tam o odkryciu genu, który został roboczo nazwany Sapofo-21.

Nazwy genów bywają przedziwne, niektórzy mają zupełnie niezłą wyobraźnię. Tu akurat daje się to jakoś wytłumaczyć, bo sapo to po łacinie mydło, a phobos to, wiemy, lęk, wszystkie te fobie są z greki, czyli sapopho, czyli, nie wiem, mydłofobia czy coś takiego.

Ola: To też chyba by uzasadniało problemy niektórych z myciem się.

Piotr: Nie, wiesz co, nie. Ale poczekaj, zaraz będziemy. Generalnie badanie prowadzone jest przez zespół doktora Alistera Gudmana, i tam przebadano ponad 200 osób, 200 ochotników od 18 do 65 roku życia.

Zsekwencjonowano geny tych osób, a później monitorowano ich reakcje fizjologiczne na widok brudnych naczyń, takiego stosu brudnych naczyń, i dość zaskakująco się okazało, że u osób, które wykazywały znacznie wyższy poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, i w ogóle reakcje podobne do tych w innych fobiach, mamy przyspieszone bicie serca, zwiększoną potliwość, czasem nawet zawroty głowy, że te osoby, które miały taką reakcję, miały właśnie ten gen Sapofo-21, ten wariant genu.

Oczywiście pierwszym odruchem, jak ktoś nie chce zmywać, jest wiadomo, że lenistwo albo brak dyscypliny, i w ogóle co to za wychowanie. Natomiast może się okazać, że rzeczywiście taka awersja ma silne biologiczne podłoże. Teraz pytanie, oczywiście, jak zwykle, skąd to się mogło wziąć, bo skądś takie genetyczne rzeczy się u nas biorą.

Coś musiało ten gen utrwalić.

Ola: No to jeszcze za czasów ludzi jaskiniowych na pewno zmywanie naczyń nie było ulubioną czynnością, i wówczas…

Piotr: Trzeba było mieć niezłe mięśnie, wyobraź sobie takie kamienne talerze, impreza, 12 osób, i wyobraź sobie zmywanie takich gigantycznych kamiennych talerzy.

Ola: A półmiski?

Piotr: O rany, nawet nie mów. W każdym razie, a tak na serio, badacze sugerują, że ten gen Sapofo mógł być ewolucyjnie promowany jako przystosowanie do unikania miejsc wilgotnych, związanych ze stojącą wodą. Wiadomo, że w takich miejscach, zwłaszcza ze stojącą wodą, może być zwiększone ryzyko zakażeń bakteryjnych czy innymi mikroorganizmami, dlatego że w takiej wodzie różne rzeczy się lęgną, w związku z czym stojąca, brudna woda, kojarząca się z takim stosem naczyń w zlewie, może mieć z tym związek.

Oczywiście to można poszerzyć, bo jest więcej tego typu prac domowych, które mogą takie efekty wywoływać, chociażby mycie sedesu, to też jest znowu miejsce brudne, wilgotne.

Ola: A mycie się nie wchodzi w ten zakres?

Piotr: Nie, raczej nie sądzę, bo nie jesteś zazwyczaj brudna i wilgotna, znaczy to nie jest najbardziej oczywista cecha, i nie masz za dużo stojącej wody w sobie, znaczy po otwarciu ciała tak, ale generalnie na zewnątrz nie, więc raczej nie sądzę, żeby to był ten wątek.

Ola: Ale zwróć uwagę, skoro ten gen był promowany w tych populacjach żyjących dawno temu, to w jakim stopniu musiał dominować? To cud, że dotrwaliśmy do naszych czasów i że jeszcze ktokolwiek jest w stanie zmywać te naczynia.

Piotr: Ale to jest bardzo dużo takich rzeczy, takie geny potrafią być sprzężone z innymi genami. Są takie cechy, które mimo że są korzystne, nie występują w całej populacji, tylko u jakichś grup. Trudno powiedzieć, można też wnioskować, że to jest z jakimś etnicznym pochodzeniem związane, bo takie cechy, jak kolor oczu czy nietolerancja laktozy, są jakoś geograficznie przywiązane.

Tak tutaj też można zakładać, że coś takiego ma miejsce. Ale wzbudziło to wielkie zainteresowanie, i nic dziwnego, bo to znakomita okazja do wytłumaczenia się, że hej, ja nie mogę zmywać, mam to w genach, no nice try. Natomiast jest też sporo wątpliwości, bo po pierwsze rzadko kiedy jest tak, żeby pojedyncze geny były w stanie tak mocno wpływać na zachowanie ludzi.

Raczej jest to kwestia jakichś zespołów genów, czy bardziej złożonych mechanizmów.

Ola: Mam zestaw genów, który wywołuje u mnie wstręt do brudnych naczyń.

Piotr: Anyway, tak czy inaczej.

Ola: I do sprzątania.

Piotr: Prawda jest też taka, że to news, który znakomicie rozniósł się w mediach, i niekoniecznie, czasami można przyjąć, że badacze trochę naciągają swoje wyniki, żeby coś lepiej poszło. Kiedyś były takie zabawne opowieści, że naukowiec coś tam ogłasza, później to przechodzi przez całą procedurę, jak dział promocji uniwersytetu to usensacyjnia, potem podchwytują to dziennikarze specjalistyczni, naukowi, którzy też to jakoś uatrakcyjniają, a potem już tacy dziennikarze, co się na tym mniej znają…

Ola: Jak to ląduje w tabloidach, to już nie przypomina tego, co było na wejściu.

Piotr: Więc trudno powiedzieć, czy to rzeczywiście tak jest i czy jest to jednoznaczne. Natomiast niewątpliwie daje to, mam wrażenie, wielu osobom dużą nadzieję, jak nie na wymiganie się od tego typu działań, to przynajmniej na jakieś usprawiedliwienie swojej niechęci do tego.

Ola: Albo akceptację tej sytuacji.

Piotr: Ciekawe, co się też rozciąga na niechęć do opróżniania zmywarki.

Ola: Ja mam wrażenie, że nasze dzieci…

Piotr: Nasze dzieci są idealne, i nasze psy też, więc to na pewno nie jest ten przypadek. Tak czy inaczej, zapamiętajcie: Sapofo-21, i zastrzyżcie uszami, bo to może być właśnie ten wątek.

0:45:18 Polecajka na dziś: Philomena Cunk

Ola: No to zostaje nam polecajka na dziś, i ja wam bardzo gorąco polecam autorkę, która jest personą, de facto Philomena Cunk. To persona stworzona przez brytyjską komiczkę, aktorkę, reżyserkę Diane Morgan.

Ta persona to jest ktoś, kto używa tak zwanego zdrowego chłopskiego rozumu. I akurat w tych przypadkach, które wam tutaj chcę polecić, używa go w stosunku do bardzo szacownych brytyjskich naukowców. I to jest absolutnie niszczące, jeśli chodzi o efekt, bo ci naukowcy po prostu przegrywają te pojedynki myślowe z Cunk, która jest prosta.

Piotr: Myślowe to dużo powiedziane. To jest komedia, to jest wygłup, natomiast pojawiają się tam rzeczywiście prawdziwi i wybitni naukowcy. Z tego co słyszeliśmy, oni oczywiście wiedzą, dokąd idą, i wiedzą, że to jest program satyryczny, natomiast z tego, co kiedyś tam słyszałem czy czytałem na ten temat, mają za zadanie rozmawiać z nią tak, jakby rozmawiali, nie wiem, z pięciolatką, tłumaczyć jej rzeczy, natomiast ona ich trochę zagina.

Rzuca rzeczy tak dziwaczne, głupie, ale nie tylko, bo czasami to są rzeczy naprawdę głębokie, że ich to wyraźnie rozkłada, że oni się nie spodziewają takiego podejścia.

Ola: Wytrąca ich ze strefy komfortu, ze strefy bezpiecznej dla nich. I tutaj polecam, jest książka, mamy ją, "Cunk o wszystkim", bardzo fajna, ale jeżeli ktoś woli oglądać, a warto zobaczyć Diane Morgan w akcji, to można obejrzeć serial "Świat oczami Cunk", czyli "Cunk on Earth", ale jest również taki pojedynczy dokument "Cunk on Life", i to jest całkiem świeża produkcja. Można to sobie zobaczyć, to jest absolutnie fenomenalny kawałek związany z podejściem do nauki, i bardzo gorąco wam to polecam.

I nie tylko prima aprilisowo, ale w ogóle całościowo.

Piotr: To jest ostatecznie na Netflixie do obejrzenia, to nie jest reklama. Zobaczcie sobie, wiem, że niektórych to może drażnić, ale wydaje mi się, że to jest fajne zderzenie, trochę, wiem, nawet takiego paranaukowego podejścia z rzeczywistością. Ciekawe, fajnie zrobione, do wyluzowania.

Myślę, że na prima aprilis idealne.

0:48:07 Słowo na dziś i rozwiązanie zgadywanki

Ola: Jeszcze tak powiem, że zanim będzie słowo na dziś, to potem będzie ta krótka przerwa, i ci, którzy będą chcieli poznać, które z newsów były fałszywe, a które prawdziwe, niech z nami zostaną. A ci, co wolą zagłosować sobie w ankiecie najpierw, niech sobie przejdą do ankiety na Spotify, a potem wrócą i sobie dosłuchają, jak jest faktycznie. Słowo na dziś to jest sonosynteza.

Piotr: No to cześć. Wracamy z obiecanymi wyjaśnieniami. Bardzo jestem ciekaw, czy udało wam się zgadnąć, co było zmyślone, a co nie.

Dlatego, że jeden z prawdziwych newsów sprawdzałem kilka razy w różnych miejscach, żeby się upewnić, że to nie jest wymyślona opowieść. Drewno przezroczyste jest prawdziwe.

Ola: Ośmiornica na głowie rekina też jest prawdziwa.

Piotr: I myszy, które sobie przydeptują futro, też są prawdziwe.

Ola: Natomiast fałszywe jest odkrycie akustycznej fotosyntezy, niezwykły mech z dachów Mumbaju, oraz gen niechęci do zmywania naczyń Sapofo-21. Ale może go jeszcze odkryją.

Piotr: Podejrzewamy, że to ostatnie mogliście zgadnąć, natomiast z tymi pozostałymi jestem bardzo ciekaw, co tam jeszcze było prawdziwego.

Ola: Jeszcze były perfumowane rzeźby greckie.

Piotr: To też jest prawda, bo że malowane, to wszyscy, może nie wszyscy wiedzą, ale wiele osób wie. Prawda, to były jeszcze raz, lecimy po kolei.

Ola: Perfumowane rzeźby, ośmiornica autostopowiczka, przezroczyste drewno z naturalnych składników, mysz zamiast mamuta.

Piotr: Natomiast nieprawda to mech, który prowadzi sonosyntezę, oraz gen niechęci do zmywania naczyń Sapofo-21. Bardzo żałujemy, że to ostatnie jest nieprawdą. To żegnamy się jeszcze raz.

Ola: Nie ma wymówki.

Piotr: To ja idę opóźnić zmywarkę. Cześć.

Źródła

* https://www.smithsonianmag.com/smart-news/ancient-greek-and-roman-statues-were-not-only-beautiful-but-also-smelled-nice-too-180986280/

* https://archaeologymag.com/2025/03/ancient-sculptures-were-scented-study-reveals/

* https://www.livescience.com/animals/sharks/octopus-spotted-riding-on-top-of-worlds-fastest-shark

* https://www.science.org/content/article/mouse-mammoth-s-pelt-makes-superfuzzy-debut

* https://www.acs.org/pressroom/presspacs/2025/march/making-sturdy-semi-transparent-wood-with-cheap-natural-materials.html

Źródła