Podcast Crazy Nauka · odc. 108

Nauka na czasie: Mikroplastik w naszych głowach i powrót pechowych astronautów

18-03-2025 · 48 min · Nauka na czasie, Ciało i zdrowie, Kosmos i astronomia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Kosmiczna podróż, która miała trwać 10 dni, a skończyła się po 9,5 miesiącach, kilka słów o księżycowym lądowniku, który woli leżeć, niż stać oraz doniesienia o mikroplastiku, który – dosłownie – włazi nam do głowy. Czyli dwa (no, dwa+) naukowe newsy w ramach krótszej wersji naszego podcastu.

Małe ogłoszenie: jeśli mielibyście ochotę wyskoczyć z nami jako przewodnikami do Szkocji na wyprawę stworzoną specjalnie dla ludzi ciekawych świata (czyli słuchaczy Podcastu Crazy Nauka 😀), to są jeszcze miejsca!
Zapisy:
onesmallstep.travel/szkocjacrazynauka-2025

Polecajka na dziś: książka “Marsjanin” Andy Weir / film “Marsjanin” w reż. Ridleya Scotta
Mark Watney miał przebywać na Marsie przez 31 dni marsjańskich (soli), a ostatecznie spędził tam 549 dni soli, co odpowiada 564 dniom ziemskim.

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Gdzie w ludzkim ciele najchętniej gromadzi się mikroplastik?

Piotr: Co się najczęściej wywraca na Księżycu? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Dziś opowiemy wam o tym, jak mikroplastik dosłownie włazi nam do głowy i co nam w tej głowie robi.

Piotr: Oraz o dwóch kosmicznych podróżach, każda z problemami. Jedna miała trwać 10 dni, a trwała prawie 10 miesięcy, a druga ma pewne związki z kaczką, ale o tych szczegółach opowiemy później.

Ola: Czyli to są dwa naukowe newsy w ramach krótszej wersji naszego podcastu. Jak zwykle się okaże, czy to będzie krótsza wersja. W mojej części, poświęconej mikroplastikowi, też są dwa newsy, więc łącznie mamy właściwie cztery.

Piotr: Za trzy, cztery godzinki będziemy się zbliżali do połowy podcastu.

Ola: Teraz niektórzy myślą, że to żart. Nie, żarcik, żarcik.

Piotr: Jeszcze szybkie ogłoszenie. Gdybyście mieli ochotę wyskoczyć z nami jako przewodnikami do Szkocji, na wyprawę, którą stworzyliśmy specjalnie dla ludzi ciekawych świata, którzy chcą zobaczyć kawałek świata w zupełnie inny sposób niż zazwyczaj, to są jeszcze miejsca. Link do tej wyprawy znajdziecie w opisie odcinka. Zachęcamy, zapraszamy. Jak lubicie nas słuchać, to tam można nas słuchać aż po kokardę.

Ola: Gadać będziemy sporo. Dziękujemy tym wszystkim spośród was, którzy nie tylko nas słuchają, ale też komentują w mediach społecznościowych kolejne odcinki podcastu, oceniają je, to nam się bardzo przydaje, i dzielą się nimi ze znajomymi.

Piotr: To też bardzo cenne. Jeśli chcielibyście nas wesprzeć, na przykład na Patronite albo jednorazowo na BuyCoffee, to też zapraszamy, link w opisie odcinka.

Ola: I nie wiem, czy wiecie, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych i na tych nieliczących się również.

0:02:15 Mikroplastik i nanoplastik: czym są i jak trafiają do organizmu

Ola: Zacznijmy od mikroplastiku, właściwie mikro- i nanoplastiku, i o wpływie tych dwóch frakcji plastiku na środowisko. Doniesienia na ten temat są coraz bardziej niepokojące, a to, czego dowiedzieliśmy się niedawno, oznacza, że najmniejsze drobiny plastikowe szczególnie upodobały sobie ludzki mózg, akumulują się w nim w znacznie większej ilości niż w innych narządach wewnętrznych.

Skąd to rozróżnienie na mikro- i nanoplastik? Mikroplastik to szersza kategoria, to cząstki, drobiny tworzyw sztucznych o średnicy mniejszej niż 5 milimetrów. Nanoplastik jest najmniejszą frakcją mikroplastiku, to drobiny mniejsze niż jeden mikrometr, czyli jedna tysięczna milimetra. Naprawdę maleńkie.

Skąd one się w ogóle biorą? Przez to, że produkowanych jest mnóstwo tworzyw sztucznych. My je sobie nosimy, jeździmy samochodami, które też je zawierają, przemysł na nich polega, kupujemy różne rzeczy z plastiku, nie tylko osławione torby zakupowe. Ulegają one degradacji, gdzieś się poniewierają w środowisku, rozpadają się pod wpływem słońca, wiatru, wody i zaczynają się rozdrabniać na coraz mniejsze kawałki, aż w końcu są to kawałki tak maleńkie, że sięgają rozmiarów liczonych w nanometrach.

Od dawna wiemy, że ten mikroplastik w środowisku wokół nas coś robi. Trafia do ciał organizmów morskich, wodnych, do ryb, dużo było o tym mowy. Natomiast teraz okazuje się, że jak się skupimy na tym, co się dzieje z mikroplastikiem w ludzkim ciele, to również nie mamy wesołego obrazu, wręcz przeciwnie, jest to co najmniej, tak jak wspomniałam, niepokojące.

Mikro- i nanoplastik wdychamy wraz z powietrzem, wypijamy wraz z wodą, zjadamy z jedzeniem. Taki przykład: jeden litr wody butelkowanej zawiera około 240 tysięcy takich drobin, z czego około 90 procent stanowią nanoplastiki. Rozmiar ma tu ogromne znaczenie, bo im drobniejsze są te cząstki, tym łatwiej przenikają do organizmów. Co one robią? Przenikają przez błony komórkowe, przez śluzówki, rozprzestrzeniają się po wnętrzu naszego ciała, a następnie gromadzą się w różnych narządach.

Naukowcy postanowili się przyjrzeć temu, w jakim stopniu w różnych narządach są obecne. Już wcześniej były doniesienia, że właściwie nie ma obszarów w naszych organizmach, które są od mikroplastiku wolne. Wykryto go również w łożysku czy w wodach płodowych, więc to jest tak powszechne zjawisko, że można się już tylko zastanawiać, czy gdzieś jest go więcej czy mniej, bo to, że w ogóle jest, wiadomo z góry.

Dodam jeszcze, zanim przejdę do konkretnych wyników badań, że te drobiny plastiku mogą uwalniać substancje chemiczne, z których zostały wyprodukowane, i to w zależności od tego, jaka jest domieszka, może ona trafić czy do środowiska, czy do naszego krwiobiegu. A niektóre tworzywa sztuczne, zwłaszcza jeżeli podlegają promieniowaniu słonecznemu, gdzieś się poniewierają na słońcu lub trafią do wody, mają zdolność wiązania cząsteczek chemicznych, w tym metali ciężkich. Problem polega na tym, że jak taka cząsteczka trafi do naszego organizmu, to razem z nią wnikają też związane z nią metale ciężkie i inne substancje.

Piotr: To pewnie bardziej wiązanie fizyczne niż chemiczne, tak sobie myślę.

Ola: Tak, tak.

Piotr: Po prostu one mają dużą powierzchnię.

Ola: Absorpcja tutaj działa.

Piotr: Zwłaszcza jak na słońcu czy coś ulegają rozpadowi pod wpływem ultrafioletu, to po prostu jest się gdzie zaczepić tym rozmaitym substancjom chemicznym.

Ola: I tutaj pojawia się jeszcze jeden problem, taki, że nanoplastik bez trudu pokonuje nawet barierę krew-mózg.

Piotr: I to jest dziwne.

0:07:32 Plastik w mózgu a ryzyko demencji

Ola: No tak, to jest bariera, która ma zapobiegać przedostawaniu się różnych szkodliwych substancji, w tym neurotoksyn, do tkanek mózgowych, a nanoplastik sobie z tego nic nie robi. I właśnie tego dotyczyły badania, które opublikowano niedawno w piśmie "Nature Medicine". Pokazują one, że w przeciętnym ludzkim mózgu znajduje się tyle nagromadzonego mikro- i nanoplastiku, głównie nanoplastiku, że dałoby się z niego zrobić plastikową łyżeczkę. Naukowcy posłużyli się właśnie takim porównaniem: ilość odpowiadająca temu, co się zbiera na plastikowej łyżeczce.

Piotr: Sama łyżeczka.

Ola: Taka łyżeczka, w postaci mikroplastiku rozprzestrzeniona po całym mózgu przeciętnego człowieka. Taka łyżeczka do mieszania kawy czy herbaty. Ale idźmy dalej.

Okazało się, że ilość plastiku zgromadzonego w mózgu jest wyższa, tak trzy do pięciu razy, u osób, które cierpią na demencję. Demencja to choroba mózgu wynikająca z różnych przyczyn, między innymi może się to dziać wskutek choroby Alzheimera.

Piotr: Demencja to raczej jest objaw bardziej niż… nie wiem, jak to się klasyfikuje.

Ola: Sprawdzałam to. To jest choroba, która może mieć różne przyczyny, ale skutki są takie, że wskutek tej demencji mózg traci wyższe funkcje poznawcze, czyli między innymi pamięć, orientację, możliwość rozumienia czy przetwarzania danych. Na demencję cierpi około 55 milionów ludzi na całym świecie. Podejrzewam, że to są zaniżone dane.

Piotr: Pewnie więcej, bo diagnozowanie tego nie jest jednoznaczne, nie jest łatwe, i też pytanie, kiedy się zaczyna demencja, bo to jest przecież zwykle dość płynne przejście.

Ola: W tych badaniach, które właśnie omawiam, wzięto pod uwagę zawartość mikro- i nanoplastików w mózgach osób, które cierpią na demencję, i okazało się, że to stężenie jest 3 do 5 razy wyższe u tych osób niż u osób, które nie cierpią na tę chorobę. To pierwszy taki niepokojący sygnał. Drugi jest taki, że jeżeli porównamy ze sobą stężenie mikro- i nanoplastików w różnych ludzkich narządach, tu już badania dotyczą ogółu populacji, to okazuje się, że mózg przeciętnego człowieka gromadzi aż 7 do 30 razy więcej mikro- i nanoplastiku niż na przykład wątroba czy nerki, niż inne narządy.

Piotr: To ogromna różnica.

Ola: Ogromna różnica, i tutaj należałoby się zastanowić, dlaczego mózg właściwie, można powiedzieć, przyciąga mikroplastik.

Piotr: Przyciąga albo nie wypuszcza.

Ola: Albo nie wypuszcza. Tego jeszcze naukowcy nie wiedzą. Natomiast to, co sugerują te wyniki, to to, że istnieje związek pomiędzy zanieczyszczeniem mózgu plastikiem a demencją.

Trzeba tu takie zastrzeżenie poczynić, że w tych badaniach brało udział zbyt mało osób cierpiących na demencję, żeby te wyniki mogły okazać się jednoznacznie wiążące. One raczej pokazują pewną tendencję, badania trzeba powtórzyć na większej grupie. Druga rzecz jest taka, że trudno jeszcze w tej chwili ostatecznie orzec, czy obecność mikroplastiku powoduje demencję, bo tego związku jeszcze nie zbadano. Na razie badano korelację, czyli współwystępowanie, a nie kauzację, czyli związek przyczynowo-skutkowy. To pozostaje do ostatecznego stwierdzenia w kolejnych badaniach.

Są natomiast inne, wcześniejsze badania, które wskazują na to, że ten mikroplastik może szkodzić mózgowi i wywoływać w nim zmiany związane z demencją. Otóż drobinki plastiku są w mózgu atakowane przez komórki odpornościowe organizmu. Wskutek tego formują się większe drobiny, większe ziarna, i one mogą blokować naczynia krwionośne. Wywołują stan zapalny i sprawiają, że mózg staje się niedotleniony, a jego komórki wskutek tego ulegają uszkodzeniom. To wydaje się logicznym wytłumaczeniem, ale trzeba je jeszcze potwierdzić badaniami. Niemniej jest to sygnał ostrzegawczy, w którym kierunku to idzie, i że to nie wygląda za dobrze.

I jeśli te wyniki się potwierdzą, to tak naprawdę wychodzi na to, że nasze zdolności poznawcze na starość będą zależały od tego, co się dzieje z mikroplastikiem. Co się w ogóle z plastikiem dzieje, czy będziemy go nadal produkować, czy świat będzie produkował plastik na potęgę, jak to do tej pory się dzieje, i czy ten plastik będzie odpowiednio utylizowany, czyli po wyrzuceniu nie będzie się gdzieś poniewierał po środowisku. Jak wiadomo, z tym jest ogromny problem. U nas mniejszy w tej chwili, ale jeżeli słuchaliście naszych wcześniejszych odcinków podcastu, to wiecie, że są takie rejony w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie plastik wręcz zatyka rzeki w niektórych miejscach. I tu trzeba powiedzieć, że te prognozy nie są zbyt optymistyczne, produkcja plastiku raczej nie będzie spadała, wręcz przeciwnie, co roku bite są kolejne rekordy.

0:15:09 Jak ograniczyć kontakt z mikroplastikiem i jego wpływ na rośliny

Ola: Co właściwie można zrobić, kiedy wokół nas jest pełno mikroplastiku? Nie wiadomo, co on do końca nam robi, ale najprawdopodobniej, zwłaszcza mózgowi, nie robi dobrze. Naukowcy wskazują, w jaki sposób ograniczyć dostęp mikroplastiku do naszych organizmów. Przede wszystkim mowa o tym, żeby zastąpić picie wody butelkowanej wodą kranową.

Piotr: Proste i skuteczne rozwiązanie, jak rzadko.

Ola: Proste i skuteczne, bo to może zmniejszyć naszą ekspozycję na mikro- i nanoplastik nawet o 95 procent. To istotna różnica.

Piotr: W Polsce nie ma żadnego sensownego powodu, żeby pić wodę butelkowaną.

Ola: Bo kranówkę mamy wysokiej jakości.

Piotr: Kranówkę mamy bardzo dobrą w ogromnej większości miejsc.

Ola: Równie ważne jest parzenie herbaty i ziół luzem zamiast w torebkach. Tu nasza wygoda może ucierpieć, ale niestety okazuje się, że torebki to zwykle wprawdzie torebki papierowe, celulozowe, ale jest też sporo takich z domieszkami plastikowymi, a są również takie, które są rzeczywiście wykonane z tworzyw sztucznych. Tu trzeba po prostu uważać. Ewentualnie, no nie wiem, przesypywać zawartość takiej torebki, ale to już byłoby chyba absurdalne. Po prostu kupować herbaty sypane albo w papierowych torebkach.

Szkodliwe może być również podgrzewanie jedzenia w plastikowych pojemnikach, zwłaszcza w mikrofalówce. Jeżeli chcemy podgrzać coś w mikrofalówce, dobrze jest przełożyć jedzenie do porcelanowej czy szklanej miseczki, wtedy to nie jest szkodliwe.

Jeszcze jedno doniesienie, jeśli chodzi o mikroplastik. Okazało się, że w środowisku może on jeszcze jedną złą rzecz robić, o której do tej pory nie wiedziano. Otóż drobinki mikroplastikowe utrudniają roślinom i glonom prowadzenie fotosyntezy. To poważny problem, bo fotosynteza to sposób odżywiania się roślin i glonów.

Piotr: Całego życia na Ziemi.

Ola: Tak, w większości ekosystemów ziemskich. My na nim opieramy się jako jedno z wyższych ogniw łańcucha pokarmowego, jesteśmy jak najbardziej zależni od tego, co do jedzenia, i nie tylko do jedzenia, wyprodukują dla nas rośliny. Badanie, o którym mówię, jest metaanalizą, czyli taką analizą wielu różnych badań, w tym przypadku 157, poświęconych temu, jak mikroplastik reaguje z roślinami i glonami. Wyniki są bardzo nieprzyjemne. Zanieczyszczenie plastikiem ogranicza wydajność fotosyntezy u roślin i glonów o 7 do 12 procent.

Piotr: Jaki jest mechanizm tego?

Ola: Nie do końca wiadomo, jaki jest mechanizm, ale obserwacje mogą wskazywać na to, że obecność tych drobin tworzyw sztucznych, które zanieczyszczają komórki roślin i glonów, przypomnijmy, mikro- i nanoplastik, głównie nanoplastik, może przenikać przez błony komórkowe, wpływa na zmniejszenie zawartości chlorofilu, czyli zielonego barwnika, a ten barwnik wychwytuje światło niezbędne do przeprowadzenia fotosyntezy. To wymaga dalszych badań, ale być może właśnie ten mechanizm jest głównym sprawcą tego nieszczęścia.

Dodajmy, że już widać konsekwencje gospodarcze tego, że fotosynteza robi się mniej wydajna. Badania dotyczyły kluczowych upraw, takich jak ryż, pszenica i kukurydza, gdzie spadek wydajności oscyluje mniej więcej między 4 a 14 procent rocznie.

Piotr: To sporo, to nie brzmi groźnie, ale jak się pomyśli o tym w skali makro…

Ola: Absolutnie, i równolegle widać 7-procentowy spadek wydajności ekosystemów wodnych. Szczególnie to ostatnie powinno nas niepokoić, bo oceaniczne glony dostarczają połowę atmosferycznego tlenu, a dostępne modele przewidują, że wskutek tego procesu, który zachodzi pod wpływem mikroplastiku, ich zdolność produkcyjna może się zmniejszyć o dodatkowe 5 do 15 procent w przyszłości, co oznacza, że będą produkowały mniej tlenu i będziemy mieli coraz poważniejszy problem. Tu oczywiście znowu kwestia podejścia do plastiku, kwestia ograniczenia produkcji opakowań jednorazowych jest niezwykle istotna. Skuteczny system recyklingu i inwestowanie w takie alternatywy plastiku, które mogą ulegać biodegradacji, to niezwykle istotne sprawy. Mam wrażenie, że nie do końca zajmuje to decydentów i tych, którzy zajmują się ochroną środowiska od strony oficjalnej.

0:20:44 Polityka a plastik: opór wobec regulacji

Piotr: Ostatnie ruchy w Stanach też nie sprzyjają w ogóle myśleniu o tym. To jest chyba większy problem.

Ola: I tutaj stoimy przed dużym wyzwaniem. Tak naprawdę jesteśmy pierwszym pokoleniem, które w pełni doświadcza skutków tej rewolucji plastikowej. Rozgrywa się ona od lat pięćdziesiątych XX wieku. Widać, że ludzkość bardzo na niej skorzystała, bo tworzywa sztuczne dały nam ogromny progres. Natomiast widać tu skutki uboczne, które już w tej chwili okazują się nieprzyjemne, a wręcz niepokojące, żeby nie powiedzieć przerażające.

Piotr: To też jest trochę przyczynek do tego, że może niektórym to przemówi do rozsądku, bo zwróć uwagę, na jak wielki opór napotykają takie działania, które się uznaje za absolutnie idiotyczne. W ogóle Unia Europejska jest najgorsza i najgłupsza, w ogóle to zawracanie głowy, przepraszam bardzo.

Ola: Tak, ograniczenie tych jednorazówek w sklepach, jak były protesty.

Piotr: Ostatnio wiadomo, że to, co najbardziej uraziło ludzi, to są zakrętki na butelkach, które się nie odrywają i nie przemieszczają się dowolnie w środowisku. I to jest bardzo ciekawe, dlatego że wciąż mnóstwo ludzi tego nienawidzi. Ja nawet to rozumiem, bo to jest niewygodne. Ale teraz pytanie: czy wiedząc, że tego typu działania ograniczają powstawanie mikroplastiku, bo ułatwiają recykling tych zakrętek, i czy mając świadomość, że to może zmniejszyć na przykład ryzyko demencji, tu już wychodzę poza te badania, o których mówisz, bylibyśmy bardziej skłonni zgadzać się na tego typu działania?

Ola: Na przykład nie bojkotować słomek plastikowych.

Piotr: Donald Trump zrobił dramę, że w ogóle słomki plastikowe są dobre, a te papierowe to najgorsze, bo się rozmaczają. Rozmaczają się, zgoda.

Ola: Ale te papierowe nie spowodują demencji, a te plastikowe raczej mogą.

Piotr: Nie wiemy, czy mogą, ale zakładając, że by tak było, a to jest jedna z wielu rzeczy, które może ten mikroplastik wywołać, ciekawe, czy to by trochę zmieniło podejście, czy nie. Ale nie wiem, zobaczymy, zobaczymy, jak to będzie działało.

0:23:07 W kosmosie: ląduje sonda Athena

Piotr: To teraz się odlepiamy od ziemi, na chwilę, chociaż plastik jest też tam obecny. Zaglądamy sobie w kosmos, to się nam ostatnio często dzieje w podcastach, jak już będziecie mieli dosyć, to przyznajemy, że przestaniemy.

Ola: Ale to jest naprawdę fascynująca historia.

Piotr: Tam się teraz bardzo dużo ciekawych rzeczy dzieje. Naprawdę są takie momenty, kiedy jest stagnacja, a w tej chwili dzieje się dużo. W każdym razie trochę tych historii nam spowszedniało, takich jak udane starty do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Inne wciąż okazują się być dość wyjątkowe.

Dwa odcinki temu mówiliśmy wam o bardzo udanej misji Świetlika, czyli sondy Blue Ghost. Wylądowała ona na Księżycu, bardzo dobrze sobie tam poradziła, w ogóle szacunek. Natomiast dwa dni po tym odcinku, który wtedy wypuściliśmy, wylądowała na Księżycu druga sonda. To w ogóle druga sonda tej samej firmy, czyli Intuitive Machines, tym razem nosząca dumną nazwę Atena. Poprzednia sonda to był Odyseusz.

To jest część programu, o którym już mówiliśmy króciutko, nazywa się on NASA Commercial Lunar Payload Services, CLPS, już poprzednio żartowałem, że w tym skrócie zabrakło samogłoski. Generalnie NASA zleca komercyjnym partnerom szybki transport ładunków naukowych i technologicznych na powierzchnię Księżyca. Chodzi o włączenie sektora prywatnego, co bardzo dobrze sprawdziło się przy transporcie na ISS, na Księżycu też chcieliby to znormalizować.

To, co poleciało na tej Atenie, to naprawdę fajny, bardzo ciekawy zestaw, bo celem misji było badanie tego, co w eksploracji Księżyca jest w tej chwili właściwie chyba najważniejsze, czyli woda. Znowu chodzi o wodę, tak jak i na Marsie, tylko z trochę innych powodów, bo wiemy, że na Księżycu woda jest, tylko nie do końca wiemy, jak dużo jej jest i przede wszystkim na ile jest dostępna. To podstawowy problem, a woda jest potrzebna do właściwie całej dalszej eksploracji Księżyca, i do tego, żeby móc na nim mieszkać, ale też, żeby w ogóle budować tam coś poważniejszego, a w przyszłości ta woda mogłaby być paliwem dla statków wysyłanych w dalsze misje kosmiczne, o czym już opowiadaliśmy, na przykład przy okazji Marsa.

Misja Atena miała cel dość, przyznam, nietypowy, bo najdalej wysunięty na południe na Księżycu, mieli siadać w pobliżu południowego bieguna, na płaskowyżu Mons Mouton, to około 150 kilometrów od południowego bieguna. Nie przypadkiem właśnie tam, dlatego że te rejony okołobiegunowe to obszary, w których liczy się szczególnie na obecność wody.

Ola: Coś na kształt czap lodowych na biegunach.

Piotr: Nie, nie do końca, trochę powody podobne, ale nie do końca. Chodzi o to, że tam słońce pada pod bardzo dużym kątem.

Ola: No tak, tak jak na naszych ziemiach.

Piotr: Natomiast tu nie chodzi o gromadzenie się wody, tylko o to, że jeżeli w takim miejscu jest krater, to w tym kraterze będą miejsca, które są zawsze zaciemnione, i tam promieniowanie słoneczne po prostu nie wybiło tej wody. Więc jest największa nadzieja na znalezienie łatwo dostępnej wody właśnie w takich kraterach, gdzie słońce nie dociera, że tak powiem. Prawie mi się zrymowało.

Ola: Brawo.

Piotr: Dzięki.

Ola: Poezja mówiona.

Piotr: Dzięki. I właśnie badanie tego było misją Ateny. Rzeczy, które ona ze sobą zabrała, bo to jest główna rola tych misji, zabieranie różnych ważnych rzeczy, instrumentów. No, nie do końca instrumentów, szerzej. W każdym razie to, co tu było najważniejsze naukowo, to pakiet o nazwie PRIME-1. Jak zawsze podziwiam amerykańskie talenty do tworzenia akronimów: Polar Resources Ice Mining Experiment 1, bardzo ładnie, ktoś pewnie siedział z tydzień, żeby to tak wymyślić.

Ola: Albo wrzucił sztucznej inteligencji.

Piotr: Albo tak, ale wiesz co, oni tak już robili, kiedy jeszcze sztuczna inteligencja to nawet pod dywan nie wchodziła, więc to jest długa tradycja. W tym PRIME-1 przede wszystkim jest wiertło Trident. To takie wiertło, które, jak sama nazwa wskazuje, ma się wwiercać w grunt księżycowy, żeby z różnych głębokości pobrać próbki w poszukiwaniu wody, a te próbki miały zostać zanalizowane przez spektrometr masowy, który miał określić, czy ta woda tam jest.

To jest to, co jest słuszne i ważne. Natomiast to, co jest ciekawe, to, uwaga, czeski system monitorowania promieniowania kosmicznego na Księżycu, czyli pierwszy w ogóle czeski instrument, który miał trafić na Księżyc, poleciał na tej Atenie. Ale to, co mnie najbardziej kręci, to są dwie, przepraszam, powiem to, zabaweczki, chociaż oczywiście mają głęboki, w zasadzie naukowy sens. Jedna to japoński robot Yaoki, który, myśmy już dawno temu o nim mówili, nie pamiętam kiedy, bo tego typu konstrukcje już się pojawiały, to dwa duże kółka połączone jakimś silniczkiem i podpórką z tyłu, totalnie wygląda jak zabaweczka złożona z dwóch kółek. To cudeńko ma dzięki tej konstrukcji szansę dzielnie popylać po Księżycu i po innych nieprzyjaznych terenach, bo właściwie składa się niemal z samego napędu.

Ola: To fajny pomysł.

Piotr: Fajny pomysł, i jeszcze na pokładzie był dron, który się nazywa Micro Nova. Zaraz powiem, czemu akurat tak. Miał się odczepić, odłączyć od głównego lądownika, który nazywa się Nova-C, stąd Micro Nova. To z kolei cudeńko, które ma być dronikiem napędzanym własnymi rakietkami, ma skakać po Księżycu. Chodzi o to, że wjechanie do niektórych kraterów, a już na pewno wyjechanie z nich, jest trudne albo wręcz niemożliwe, a takie coś miałoby po prostu wlecieć do takiego krateru, zbadać go, po czym znowu dopalić rakietką, wylecieć i polecieć dalej.

Ola: Zgadnijcie, czy Piotrek jest gadżeciarzem i dlaczego tak, bo ta część jest poświęcona głównie tym robocikom, ale to fajne zabawki.

Piotr: Wyobraźcie sobie, jak to wygląda pięknie, macie gdzieś tam w opisie odcinka linki do tych rzeczy, i jak ktoś uważnie słucha, to pewnie zauważył, że mówię o tym w takim lekkim trybie, no bo to wszystko było upakowane do wspomnianego lądownika Nova-C. To projekt teksańskiej firmy Intuitive Machines, kto uważnie słuchał, ten już o niej wspominaliśmy w innych odcinkach.

To dokładnie ten sam projekt, właściwie drugie wydanie sondy Odyseusz, misji, która w lutym 2024 roku rzeczywiście wylądowała na Księżycu, tylko nie dokładnie tam, gdzie powinna, bo, uwaga, nie zadziałały dalmierze laserowe, które były jednym z kluczowych elementów nawigacji tego systemu. W związku z czym lądowanie odbyło się na zbyt pochyłym zboczu, sonda się przewróciła i szybko przestała działać, bo jak sonda leży, to nie działają panele słoneczne jak trzeba i tak dalej. To była historia Odyseusza sprzed roku.

Teraz Atena. Co zrobiła Atena? Uwaga, źle zadziałały dalmierze laserowe. Lądowanie nastąpiło nie w tym miejscu, gdzie powinno, tylko 250 metrów dalej. Sonda się przewróciła, w dodatku jeszcze przetoczyła się, i wyłączyła po kilku godzinach, bo nie miała zasilania, panele słoneczne nie działały, a w dodatku było bardzo zimno, bo koło południowego bieguna jest bardzo zimno.

Ola: No to ja powiem tak, producent tych dalmierzy laserowych powinien odejść w niesławie albo odczołgać się pod dywan.

Piotr: Założyć karton na głowę i się rozpędzić. Niestety, no dobra, na razie to wszystko oczywiście wymaga dalszej analizy, i ta analiza będzie na pewno prowadzona.

Ola: Ale czemu one się tak przewracają?

Piotr: Uwaga, już wcześniej podnoszono tę kwestię, że lądowniki Nova-C mają 4,3 metra wysokości i 1,6 metra szerokości, czyli są wysokie i wąskie, takie wieżyczki. I ktoś już wpadł na pomysł, że być może coś takiego łatwo się może przewracać. Co prawda szef firmy Intuitive Machines powiedział, że wcale nie, bo mają one nisko środek ciężkości i w ogóle nie ma żadnego problemu. Ale nawiązując do wspomnianej kaczki, tak się mówi, nie chcę wyciągać zbyt pochopnych wniosków, ale mówi się, że jak coś chodzi jak kaczka, wygląda jak kaczka i kwacze jak kaczka, to być może jest to kaczka. Więc jak coś jest wysokie, wąskie i już dwa razy się przewróciło przy lądowaniu na Księżycu, to być może coś jest nie tak z tym kształtem.

Ola: Poczekaj, tam jeszcze są planowane kolejne misje, w kolejnych miesiącach, latach.

Piotr: Są kolejne misje planowane, co najmniej jeszcze jedna.

Ola: I to będą kolejne wieżyczki, które będą kaczkami?

Piotr: I przewraca się jak kaczka. No więc tak, są planowane kolejne misje, zobaczymy, co NASA na to, dlatego że NASA w to poładuje potężne pieniądze. Jak na razie z całego programu o dźwięcznej nazwie CLPS udała się jedna z czterech misji.

Ola: Może CLAPS powinien być?

Piotr: Może, ale tu akurat urządzenie robi klaps. Może akurat wrzucili to do jakiejś kiepskiej AI i ona im zapomniała o samogłosce.

W każdym razie nie jest to spektakularny sukces, jak na to, zwłaszcza, powiem tak, a psy już szczekały na tę sondę, bo jak ktoś buduje wieże i próbuje je stawiać na Księżycu, i one się przewracają, to słabo. Najbardziej to mi szkoda tych wszystkich rzeczy, które były w środku, robocików, ale szczerze, tego wiercenia w poszukiwaniu wody też mi szkoda. W firmie próbowano ratować sytuację, mówiąc, że przyspieszyli kamienie milowe misji, tylko że misja miała trwać 14 dni, mieli w tym czasie robić mnóstwo rzeczy, a zostało im kilka godzin, bo po prostu kończyły się akumulatory. Wiedzieli o tym, próbowali coś jeszcze zrobić, ale sonda się wywaliła, przeturlała się, w dodatku wzbiła sporo pyłu księżycowego, który osiadł na panelach, więc nawet jakby jeszcze cokolwiek do nich docierało, to generalnie kompletna klapa.

Jakbyście chcieli posłuchać o wcześniejszych misjach księżycowych, to w odcinku 49 i 106 o tym mówiliśmy, ja tu zrobiłem skrót sporej części tych tematów, zwłaszcza w 49 mówiliśmy więcej o tym, dlaczego w ogóle wszyscy się na ten Księżyc pchają.

0:34:15 Powrót Starlinera: Suni Williams i Butch Wilmore wracają na Ziemię

Piotr: No w każdym razie tak to jest z tymi kaczkami. Natomiast wygląda na to, że inna kosmiczna historia, o której już też wspominaliśmy, właśnie zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu, i to z dużą prędkością, bo gdzieś tak 27 tysięcy kilometrów na godzinę jeszcze. Ale zanim nastąpi to zakończenie, ta misja musi wyhamować z tych 27 tysięcy do 25 kilometrów na godzinę, bo to jest w ogóle najtrudniejszy element, dlatego że z taką prędkością uderza kapsuła osiadająca na morzu.

Krótko rzecz ujmując, chodzi o to, że wreszcie na Ziemię wraca słynna załoga niesławnej kapsuły Starliner. Załoga jest słynna, bo zamiast około 10 dni spędziła na orbicie około 10 miesięcy, a niesławna jest kapsuła, bo to wszystko jej wina. Od 5 czerwca 2024 roku trwała misja z tą kapsułą Starliner, która wyniosła na Międzynarodową Stację Kosmiczną parę astronautów.

Ola: I to jest Suni Williams i Butch Wilmore.

Piotr: Dokładnie.

Ola: Tylko dwójka, tak?

Piotr: Bo to był eksperymentalny, załogowy lot. Mieli tam posiedzieć parę dni i wrócić do domu, tylko że im się trochę delegacja przedłużyła i spędzili tam ponad 9,5 miesiąca.

Ola: Wyobrażacie to sobie?

Piotr: Wychodzisz na chwilę z domu i "kochanie, zaraz wracam, idę tylko po mleko", i wracasz 10 miesięcy później.

Ola: Ale to jest problem poważny.

Piotr: Tam w ogóle się pojawił temat odszkodowania za to, ale do tego pewnie jeszcze przejdziemy.

Ola: Odszkodowania od kogo?

Piotr: No właśnie, niech oni na razie wylądują. W ogóle ze Starlinerem problemy zaczęły się zaraz po starcie, zaczęły być wycieki z silników i tak dalej. Szczęśliwie zadokowali do ISS, ale już nie odważono się wykorzystać Starlinera do tego, żeby sprowadzić ludzi z powrotem na Ziemię, więc trzeba było czekać, a to nie jest takie proste, bo plan lotów jest w ogóle ustalony i tak dalej.

Opisywaliśmy tę sytuację w odcinku 80, to wrzesień 24, tam jest więcej szczegółów, są też szczegóły dotyczące tego, jak w tym wszystkim wypadła firma Boeing, czyli twórca Starlinera, odsyłamy do tego odcinka po poszczególne szczegóły.

W tej chwili, dokładnie w momencie, kiedy nagrywamy ten odcinek, i w momencie, kiedy będziemy go publikowali, astronauci są na pokładzie Dragona, konkurencyjnej wobec Boeinga firmy SpaceX, i rozpoczęli swój powrót na Ziemię. Mają wylądować około 23 czasu polskiego, dokładnie 22 czasu uniwersalnego, a 23 czasu polskiego, na wodach zatoki meksykańskiej.

Jak startowali, to jeszcze nie wiemy, jak wylądowali, to już zostawmy, w każdym razie powiem tak: zakładamy, że wszystko będzie dobrze, że to lądowanie dobrze wyjdzie, bo chociaż nie kibicujemy działaniom Elona Muska, to trzeba absolutnie przyznać, że SpaceX robi robotę świetną i bardzo dobrze wykorzystuje te grube miliardy dolarów dotacji otrzymywanych od rządu USA, a Dragony po prostu są bardzo dobrymi i bezpiecznymi statkami, które rzeczywiście sprowadzają ludzi bezpiecznie na Ziemię. Więc jeśli wszystko się uda, to ta nieszczęsna misja szczęśliwie się zakończy, a co z tego dalej będzie, to zobaczymy.

Ola: Zobaczymy, jak oni się będą czuli po tylu miesiącach. Czuli się będą pewnie dobrze, bo to byli doświadczeni astronauci. Dostali jakieś dostawy jedzenia, zaopatrzenia.

Piotr: To nie tak, że musieli polować na siebie nawzajem. Taka jeszcze refleksja: okej, rzeczywiście teraz te loty wzbudzają ogólnie mało emocji, ale zwróćmy uwagę, że wbrew temu, co zapowiadano jeszcze pod koniec lat 70., że loty na orbitę będą właściwie takie rutynowe, że niemalże jedziesz do pracy i wracasz z tej pracy i właściwie nie budzi to specjalnych emocji, to się nie udaje. Wciąż loty kosmiczne, nawet te najbardziej rutynowe, wiążą się z pewnym sporym ryzykiem. Oczywiście są tam bardzo wyśrubowane standardy bezpieczeństwa, tyle tylko, że powrót takim częściowo rozwalonym Starlinerem to nie jest jak powrót samochodem, w którym coś stuka, tylko ryzyko jest jednak znacząco większe, więc nic dziwnego, że te standardy są, jakie są. Te loty księżycowe też pokazują, że mimo całej standaryzacji, całej wiedzy, automatyzacji, wciąż bardzo, bardzo często coś nam nie wychodzi, jak choćby ten dalmierz laserowy. Ja nie wiem, dlaczego wysłali drugą misję z tym samym problemem do końca, wiem, że niby naprawiali te dalmierze i bardzo się na tym skupili, ale jak widać, efekty są umiarkowanie skuteczne.

Ola: Ale wiesz, oni mają mądrych ludzi na pokładzie.

Piotr: To by dopiero była załogowa misja.

Ola: Chodzi o te firmy, konstruktorów, mądrzy ludzie myślą, trudno tu przypuszczać, że to po prostu jest głupota z ich strony.

Piotr: To jest skomplikowane, jak zawsze. Wiesz co, ja w tej chwili czytam książkę o katastrofie Challengera, to były inne czasy, będzie o tym osobny odcinek. I tam widać bardzo dużo takich mechanizmów.

Ola: Inercji?

Piotr: Tak, trochę inercji, trochę "jakoś to będzie". Jest też bardzo ciekawy mechanizm normalizacji nienormalnych sytuacji, dlatego że to, co doprowadziło do katastrofy Challengera, tu mały spoiler, jeśli ktoś jeszcze od 86 roku się w tej sprawie nie zaktualizował, było znane od samego początku, od pierwszego startu. Ten problem był znany i się nie zmniejszył, tylko zmniejszył się w głowach ludzi. To jest chyba podstawowa kwestia. Ludzie po prostu przyzwyczaili się do tego, że coś, co jest de facto awarią, ponieważ przez wiele lotów nie spowodowało katastrofy, to jakoś to będzie. I to przyzwyczajenie zostało oprawione w ramki pewnych procedur i znormalizowane, aż do czasu, kiedy pierdyknęło. Ale dobra, o tym będzie oddzielny odcinek, to niezwykle ciekawa rzecz.

0:43:01 Polecajka na dziś, poprawki i słowo na dziś

Piotr: A my przechodzimy do nowego punktu stałego.

Ola: Polecajka na dziś. Dzisiaj Ola wybrała, ja wybrałam "Marsjanina", książkę Andy'ego Weira, albo film, bardzo dobry, w reżyserii Ridleya Scotta.

Piotr: Nie będę nieoryginalny, powiem: książka lepsza.

Ola: Książka lepsza, ale ja mam słabość do Ridleya Scotta, nie do wszystkich jego produkcji.

Piotr: To jest nasz stały element sporów, bo ja mam do niektórych.

Ola: W każdym razie bardzo lubię książkę i troszkę mniej lubię film, ale myślę, że jedno i drugie jest godne polecenia. Dlaczego akurat ta pozycja? W książce Andy'ego Weira Mark Watney, no i tu, czy ja powinnam to zdradzać, przebywa znacząco dłużej na Marsie, niż wskazywałaby…

Piotr: To jest punkt wyjścia do tej opowieści.

Ola: No dobrze, mogę zdradzić. 549 dni marsjańskich, czyli soli, co odpowiada 564 dniom ziemskim. Natomiast pierwotna misja zakładała pobyt na Marsie przez 31 soli.

Piotr: To lepiej się wyrobili, a nie gorzej, przepraszam, to byłoby… no tak, to on na Marsie proporcjonalnie dłużej poczekał niż ci na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Mówię o proporcji do planowanej długości.

Ola: No tak, i właśnie mam jeszcze jedną poprawkę, autokrytykę, ponieważ w poprzednim odcinku wyszło z moich ust coś, co sugerowało, że topnienie lodu morskiego może podnosić poziom morza, co się nie dzieje, co nie jest prawdą, więc to nasz błąd.

Piotr: Przyznajemy się, dziękujemy za zwrócenie nam uwagi, zwłaszcza że czasami się coś takiego walnie, jeżeli coś wyłapiecie, to dajcie znać. A propos walenia byków, to ja też źle policzyłem szybko w głowie, i oczywiście jednak bohater "Marsjanina" wypadł proporcjonalnie lepiej niż ci na orbicie okołoziemskiej.

Jeszcze nawiązując do "Marsjanina", chciałem powiedzieć, że to, co w tej książce bardzo lubimy, i w filmie też, ale bardziej w książce, to całe podłoże naukowe tego. Jest tam parę punktów, ten punkt wyjścia, którego nie chcę zdradzać, jest naukowo bardzo naciągany, ale to nie stanowi problemu dla reszty opowieści, natomiast spora część tej opowieści jest bardzo spójna naukowo. Nie całkiem i nie wszystko, ale nie jest to taka opowieść, jak to kiedyś w science fiction czasami robiono, że co tylko autorowi ślina na język przyniesie, to on to napisze. Tu rzeczywiście autor się dobrze przygotowywał, zresztą w ogóle historia powstawania książki jest ciekawa, dlatego że robił to, można powiedzieć, społecznościowo, to znaczy wrzucił tę książkę, o ile pamiętam, do internetu, i tam cała społeczność pracowała, pomagała mu wymyślać różne rzeczy, uwiarygadniać ją z naukowego punktu widzenia. To naprawdę fajna historia, i znowu książka lepsza dla mnie, głównie dlatego, że jest w niej więcej tych fajnych, praktycznych, naukowych szczegółów, które w filmie, wiadomo, musiały zostać pominięte, ale jedno i drugie zdecydowanie możemy wam śmiało polecić.

Ola: Polecamy serdecznie. A ja jeszcze, zanim przejdziemy do słowa na dziś, mam jeszcze jedną poprawkę. Ja miałam rację, mówiąc o tym, że lądowanie tej kapsuły z astronautami będzie [? niepewne: o 22:00, za 15:10] wieczorem naszego czasu, bo sprawdzałam to sobie na [? niepewne: World Time Body]. 21:45, i tutaj tak, 21:45 naszego czasu ma się odbyć lądowanie, więc trzymamy kciuki za Suni Williams i Butcha, zapomniałam nazwiska, ale trzymamy za nich kciuki, żeby wylądowali i żeby wreszcie wrócili do swoich rodzin.

Piotr: No tak, bo to rzeczywiście misja wyjątkowo dramatycznej historii. Dobra, słuchajcie, to co, chyba zostało nam słowo na dziś, tak? Dobrze mi się zdaje?

Ola: Tak, a tym słowem jest kaczka.

Piotr: Kaczka, to cześć. Cześć.

Źródła

* https://www.nih.gov/news-events/nih-research-matters/plastic-particles-bottled-water

* https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0160412020322297

* https://www.eurekalert.org/news-releases/1074296

* https://www.science.org/doi/10.1126/sciadv.adr8243

* https://www.nature.com/articles/s41591-024-03453-1

* https://www.pnas.org/doi/abs/10.1073/pnas.2423957122

* https://biotechnologia.pl/farmacja/wplyw-mikroplastikow-i-niebezpiecznych-substancji-farmaceutycznych-na-inne-zanieczyszczenia-oraz-organizmy-wodne,21648

* https://www.space.com/space-exploration/international-space-station/boeing-starliner-astronauts-spacex-crew-9-return-to-earth

* https://www.intuitivemachines.com/nova-c

* https://en.wikipedia.org/wiki/Intuitive_Machines_Nova-C

* https://en.wikipedia.org/wiki/IM-2

* https://www.nytimes.com/2025/03/07/science/intuitive-machines-moon-lander-dead.html

* https://wyborcza.pl/7,75400,31751181,przewrocil-sie-i-lezy-amerykanski-ladownik-atena-nie-przetrzymal.html

Źródła

Mikroplastik

Kosmos