Podcast Crazy Nauka · odc. 91

Nauka na czasie: Skąd się bierze chrypka i kim były ofiary w Pompejach

19-11-2024 · 55 min · Nauka na czasie, Ciało i zdrowie, Historia nauki i odkryć

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Piotr: Dlaczego, kiedy jesteśmy przeziębieni, nasz głos brzmi tak strasznie?

Ola: I czy dziecko na kolanach oraz złota bransoletka na nadgarstku muszą cię koniecznie identyfikować jako kobietę? Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.

Ola: Dziś opowiemy wam o tym, dlaczego nie należy sądzić innych po pozorach, zwłaszcza kiedy jest się archeologiem badającym starożytne Pompeje.

Piotr: I będzie też o tych strasznych rzeczach, które dzieją się w naszych gardłach i które skutkują tym, że czasem trudno nas poznać.

Ola: A już na pewno mają z tym problem urządzenia, które działają na rozpoznawanie głosu.

Piotr: A to owszem, chociaż to bardziej skomplikowane.

Ola: Okej, ten dzisiejszy odcinek to jest odcinek z cyklu Nauka na Czasie, czyli taka lżejsza wersja naszego podcastu, chociaż to różnie u nas bywa. Omawiamy w niej dwa wybrane przez nas naukowe doniesienia. I to niekoniecznie są te najnowsze doniesienia, my sobie po prostu…

Piotr: Chcemy być na czasie i ciekawe.

Ola: Na czasie i ciekawe. I ten cykl publikujemy co drugi tydzień, na przemian z tymi dłuższymi odcinkami. Chociaż to też różnie bywa, bo czasami jest tak, że jeden i drugi jest równie długi. Patrz, jaki lapsus.

Piotr: Tak, ale dziś wygląda na to, że chyba będzie krócej, bo tak zaplanowaliśmy. Zresztą dzisiaj ruszamy w drogę, która też będzie skutkowała odcinkiem podcastu, ale o tym jeszcze później.

Ola: Tak, to możemy nawet zapowiedzieć, że będą tematy zdrowotne dotyczące szerzenia się chorób w czasach wojny. Tak mówiąc najogólniej.

Piotr: Będziemy rozmawiali z bardzo dobrymi fachowcami w chyba najlepszym do tego miejscu, przynajmniej w Europie, czyli…

Ola: W siedzibie ECDC, czyli Europejskiego Centrum do spraw Zapobiegania i Kontroli Chorób.

Piotr: Tylko Ola umie to powiedzieć.

Ola: Mogę nawet to powiedzieć po angielsku: European Centre for Disease Control and Prevention.

Piotr: Dziś mam tu na konsoli takie coś z oklaskami, ale może lepiej nie będę naciskał.

Ola: Dałam radę.

Piotr: Dobrze.

Ola: Jesteśmy z ciebie dumni, Olu. Muszę sobie to mówić czasami.

Piotr: Tak, oklaski, dołożymy oklaski. W każdym razie bardzo wam dziękujemy – za to, że jesteście, że nas słuchacie, że udostępniacie nasze podcasty innym, że o nich rozmawiacie, że komentujecie. Szczególnie dziękujemy tym, którzy nas wspierają na Patronite i na BuyCoffee – tu właśnie popijam kawę z tych źródeł. Bardzo dziękujemy. I jeszcze jedna informacja techniczna: u nas trwa obecnie remont dachu i różne działania okołodachowe, więc jeżeli będzie coś stukało w tle, to przepraszamy, postaramy się ograniczyć. Najwyżej będziemy przerywali nagrywanie, jak będzie za dużo stukania, ale nie bądźcie przerażeni, to nie dach wam się na głowę wali, tylko nam.

Ola: A wy jesteście bezpieczni.

Piotr: Właśnie, tak.

Ola: No i och, zapomnielibyśmy.

Piotr: Właśnie, ważna informacja, nowa.

Ola: Nie wiem, czy wiecie, ale jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Piotr: Tych nieliczących się też, to co ruszamy.

0:03:30 Pompeje: erupcja Wezuwiusza i gipsowe odlewy ofiar

Ola: To zaczynamy od tego, że po pozorach nie można sądzić innych, a będzie to opowieść o Pompejach, starożytnych Pompejach, które zostały zniszczone przez erupcję wulkanu Wezuwiusz w 79 roku naszej ery. Na pewno wszyscy słyszeli o tym wydarzeniu. Pompeje znajdują się 20 kilometrów na południowy wschód od współczesnego Neapolu, a w czasach Imperium Rzymskiego był to ważny węzeł komunikacyjny. W związku z czym było to miasto, które kwitło, było bogate. Wiele się tam działo, aż do tego feralnego dnia. I tutaj przez wiele lat archeolodzy uważali, na podstawie doniesień Pliniusza, że ten wybuch miał miejsce w sierpniu. Bo on tak to zapisał, ale zapisał to wiele lat później, jako kronikarz rzymski.

Piotr: Jest opcja, zdaje się, październikowa.

Ola: Jest opcja październikowa, ponieważ podczas tego wybuchu działały piecyki, które dogrzewały domy. A wiadomo, że we Włoszech dogrzewanie się w sierpniu jest trochę nielogiczne.

Piotr: Teraz to nawet w styczniu już przestaje być, w związku z tym, co się dzieje.

Ola: To prawda. A w tych piecykach grzały się kasztany jadalne. To też jest sygnał, że nie mogło się to dziać w sierpniu, tylko raczej w październiku.

Piotr: Przestawił mu się kalendarz, temu Pliniuszowi.

Ola: I ten jeden jedyny dzień sprawił, że Pompeje przestały istnieć, również w świadomości ludzkiej, na wiele set lat. Jeszcze na chwilę wrócę do Wezuwiusza, który był winny całej tej sytuacji. Jest to jeden z najniebezpieczniejszych wulkanów na świecie i jedyny czynny wulkan, który leży bezpośrednio na kontynencie europejskim. Wiem, że to trochę kategoria jak filmy o wielbłądach – mamy przecież Etnę, ale ona leży na wyspie.

Piotr: Faktem jest, że to rzeczywiście niewielka odległość, ale trzeba przyznać, że owszem, były w Europie wulkany, ale wyspiarskie. No, w sumie Islandia też niby Europa.

Ola: To też prawda, tam są te wulkany chyba znacznie bardziej…

Piotr: Tam to dzieci wrócą do szkoły, kilkanaście mijają.

Ola: Kontynentalnej Europy się trzymajmy. Z tym Wezuwiuszem jest tak, że jest bardzo aktywny i w ciągu ostatnich 2 tysięcy lat wybuchał kilkadziesiąt razy, nawet do 50 razy, a ostatni naprawdę potężny wybuch miał miejsce w roku 1944.

Piotr: Przy czym też te jego wybuchy są różne. Niektóre są takie eksplozywne, jak te pompejskie, a niektóre to po prostu gwałtowne wylewy lawy – to też bywa różnie.

Ola: No tak, a w roku 79, kiedy zniknęły Pompeje, ten wybuch miał przebieg bardzo gwałtowny. Na miasto, i nie tylko na Pompeje, również na Herkulanum i Stabie, spadł deszcz skalnych okruchów. Takie skalne okruchy nazywają się lapille. Spadły gorące popioły. Miasto pokryła również chmura gazów i pyłów, wszystko rozgrzane do kilkuset stopni Celsjusza – około 300 stopni Celsjusza, mówiąc bardziej precyzyjnie. Erupcja trwała trzy dni. Pokryła miasto warstwą grubości od pięciu do sześciu metrów, praktycznie zamurowała je aż do poziomu sześciu metrów. Ten pył i okruchy skalne zastygały w coś na kształt twardego pumeksu, tworząc warstwę skały, którą rozkopano dopiero w roku 1748 i wtedy stwierdzono, że tam istniało kiedyś miasto. Ten popiół, ta warstwa popiołów, okruchów i tego wszystkiego zmieszanego, gorącego, co spadło na miasto, sprawiła, że świetnie zakonserwowały się różne przedmioty codziennego użytku, mozaiki, budynki.

A to, co się stało z ludźmi – no wiadomo, zginęli wszyscy, od 2 do 3 tysięcy osób, tyle ofiar naliczono póki co. Zginęły też wszystkie zwierzęta. Ten gorący popiół w ciągu kilku minut ostygł i stwardniał wokół ich ciał, tworząc taką twardą warstwę i otoczył te ciała, zamurował je. A z biegiem czasu ciała się rozkładały, tkanki miękkie się rozkładały, i w jamach, które ukształtowały się wokół ciał na samym początku, pozostały jedynie kości i pusta przestrzeń w popiele. Kiedy odkryto, że tam jest miasto, i zaczęto odnajdywać takie puste kształty ludzkie i zwierzęce z kośćmi wewnątrz, archeolodzy wpadli po jakimś czasie na pomysł, żeby te wnęki, te kieszenie napełniać gipsem. Robią to od blisko 150 lat, właściwie ponad 150 lat. W ten sposób tworzy się gipsowe odlewy tych postaci, w których znajdują się szczątki ich szkieletów. To są te postacie zastygłe w dramatycznych, strasznych, poskręcanych, poprzytulanych do siebie pozach. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych elementów, które wiążą się z Pompejami. Istnieje wystawa tych odlewów, widok jest straszny. Wciąż odkrywa się nowe postacie.

Piotr: Czyli rozumiem, że jeżeli była taka jama, to jak na nią trafiano, to zanim ją rozkuto, wlewano tam gips, żeby tę formę wypełnić. Później musiano chyba jakoś rozkuć, żeby wydobyć tę gipsową postać, ale w ten gips chyba wtapiały się też te kości, tak?

Ola: W gips wtapiały się kości i to tworzyło taką strukturę, że nie można powiedzieć, że to są odlewy tych ciał, bo kości uległy przemieszczeniu z czasem, w trakcie rozkładu. Gips sprawił, że się mieszały, w związku z czym nie można powiedzieć, że to są szkielety oblane gipsem i zastygłe, tylko po prostu napełnione…

Piotr: W ten gips wmieszane kości.

Ola: Tak, dokładnie to. To dziwna struktura i od wielu lat próbuje się badać te odlewy, żeby coś z nich wywnioskować na temat życia mieszkańców tego miasta, jak ono wyglądało, kim byli ci ludzie. Do tej pory archeolodzy mieli sporo ugruntowanych przekonań co do niektórych słynnych postaci odnalezionych w Pompejach. Na przykład była taka sytuacja, że znaleziono cztery osoby w jednym pomieszczeniu – dwoje dorosłych, dwoje dzieci – i naukowcy byli przez wiele lat przekonani, że to jest rodzina: matka, ojciec, dwoje dzieci. Zaraz wrócę do tej opowieści, bo takich historii, opisanych zresztą w muzeum Pompejów, przy tych gipsowych odlewach, które są tam wystawiane, jest sporo. A teraz się okazuje, że trzeba będzie chyba pozmieniać te etykiety muzealne, bo naukowcy znowu coś złośliwie zepsuli.

Piotr: I grzech, przyjdą naukowcy.

Ola: 86 tych odlewów przeskanowano za pomocą tomografii komputerowej. Okazało się – i tutaj nie jest to dziwne – że w 26 przypadkach odlewy nie zawierały kompletnych szkieletów. Mogło się tak zdarzyć, gdzieś część kości zaginęła.

Piotr: To też pytanie, co z tym – one w różnych warunkach mogły być, przecież parę lat minęło, więc część tych kości pewnie też mogła ulec jakiemuś rozkładowi pod wpływem temperatury. Różne mogły być okoliczności.

Ola: Jakieś pęknięcia skał i tak dalej. Część kości z różnych szkieletów była wymieszana – to też można zrozumieć, bo jeżeli ludzie ci zginęli, będąc w bezpośrednim swoim sąsiedztwie, przytulając się do siebie, to wiadomo, że jak ciała ulegały rozkładowi, mogły się wymieszać te kości. I jest jeszcze jeden element, o którym warto wspomnieć. Otóż nie jest tak, że te odlewy, zwłaszcza te starsze, stanowią jeden do jednego odwzorowanie tego, co pozostało w tych skalnych kieszeniach.

Piotr: Czyli że kształty są inne?

Ola: Otóż tak – jak zaczęto te odlewy wydobywać, okazało się, że trzeba je jakoś ukształtować, żeby bardziej przypominały ludzi. Można powiedzieć, że konserwacja czy renowacja, po jakimś czasie, nie polegała już na tym, że się po prostu naprawiało jakieś drobne ubytki, tylko są bardzo uzasadnione podejrzenia co do tego, że konserwacja była prowadzona kreatywnie.

Piotr: Kreatywna konserwacja, kreatywna księgowość.

Ola: Tak, tak. Żeby różne cechy uwypuklić – na przykład była taka sytuacja, kiedy znaleziono szczątki kobiety i ten odlew wskazywał na to, że była w ciąży. Rzeczywiście tak to prezentowano, po czym się okazało, że to nie była ciąża, tylko warstwy ubrań.

Piotr: Aha, rozumiem.

Ola: Ale też tak podkręcono ten artefakt, ten odlew, że wyglądało to bardziej dramatycznie. Archeolodzy starali się, jak mogli, te historie ludzkie odczytać, bo wiadomo, że to, co nas ludzi porusza, to są dramatyczne historie innych ludzi. Sam widok już jest straszny, jak się ogląda te postacie na zdjęciach.

Piotr: Tak, jakby nie były same w sobie dość dramatyczne, trzeba było jeszcze dramatyzować.

Ola: No tak. I powiem ci, co mnie poruszyło, na przykład – to odkrycie sprzed kilku lat, poczytałam sobie o wcześniejszych odkryciach. W jednej z piwnic w Pompejach znaleziono szkielety pana i niewolnika. Rozpoznano, że to pan i niewolnik po strojach, których resztki ostały się w tych odlewach. Okazało się, że żyli jeszcze przez jakiś czas po tym, jak powierzchnia miasta została zasypana.

Piotr: Zostali zamurowani w tej piwnicy.

Ola: Zostali zamurowani w tej piwnicy i umarli prawdopodobnie z szoku termicznego, na co mogą wskazywać skurcze dłoni i stóp, przykurcze palców. Jak się poszuka pod hasłem "pan i niewolnik w Pompejach", to dramatycznie te postacie wyglądają. Ale wróćmy do tych najnowszych badań, do których nawiązuję.

0:15:55 Badania DNA: czego naprawdę dowiedzieliśmy się o mieszkańcach Pompejów

Ola: W piśmie "Current Biology" opublikowano niedawno wyniki badań DNA uzyskane z gipsowych odlewów z Pompejów i trzeba tu zaznaczyć, że to były pierwsze w historii wyniki tego typu analiz DNA, prowadzone na szkieletach z wnętrza tych odlewów. Czyli te badania dotyczyły kości, a nie samych odlewów. I tu wiele zaskakujących rzeczy się okazało. Otóż dwójka dorosłych i dwoje małych dzieci razem – to nie jest rodzina. Sądzono, że jedna z tych osób to, z niemal stuprocentową pewnością, bogata matrona, ponieważ na nadgarstku tej osoby znaleziono bardzo bogatą złotą bransoletę, która ważyła pół kilograma. A w dodatku na kolanach tej osoby siedziało dziecko – ta osoba pół leżała, a dziecko na jej kolanach. To musi być matka z dzieckiem, prawda? Otóż okazało się, że nie – że i dorośli, i dzieci byli mężczyznami. Żadne z nich nie było spokrewnione biologicznie.

Piotr: A, to jeszcze lepiej.

Ola: Czyli nie była to rodzina w znaczeniu biologicznym.

Piotr: Grupa, którą po prostu zaskoczyło.

Ola: Albo grupa zaskoczona razem. Albo, co też jest wielce prawdopodobne, w ówczesnych czasach słowo "familia" w Imperium Rzymskim było szersze niż obecnie. Familia to byli również domownicy i niewolnicy, osoby niespokrewnione. Zresztą bardzo często ludzie adoptowali dzieci, dlatego że była duża śmiertelność zarówno dorosłych, jak i dzieci. W związku z czym było wiele sierot. W dodatku ludzie tracili swoje dzieci, więc adoptowali te, które zostały osierocone. Rodziny, familie, to było bardzo szerokie pojęcie. I być może rzeczywiście…

Piotr: Niekoniecznie więzy krwi.

Ola: Tak, po prostu ludzie mieszkali ze sobą, byli ze sobą blisko, a niekoniecznie byli krewnymi w znaczeniu biologicznym. Może to być grupa osób przypadkowych, ale równie dobrze mogą to być po prostu domownicy, którzy razem ze sobą przebywali i mieszkali w jednym domu. A co z tą bransoletą? Tu można tylko spekulować. Czy to była taka moda, że mężczyźni w tamtych czasach nosili grube, złote bransolety? Dlaczego by nie. Z drugiej strony inne wykopaliska na to nie wskazują, podobnie jak zdobienia. Być może ta złota bransoleta to było coś najcenniejszego dla tej osoby i w momencie zagrożenia życia po prostu porwała ją ze sobą, próbując wybiec z domu – coś, co było dla niej najcenniejsze, co mogłaby potem sprzedać i przeżyć za to. Albo po prostu, kiedy ludzie muszą natychmiast opuścić dom, zabierają najdziwniejsze rzeczy, niekoniecznie racjonalne – na przykład ludzie w czasie wojny uciekali, mając ze sobą jako jedną z głównych rzeczy zdjęcia bliskich.

Piotr: No tak, to jest emocjonalne.

Ola: Emocjonalne. Być może ta bransoleta to była emocjonalnie wiążąca pamiątka. Generalnie jest tak, że żeby zbadać te kości, należałoby rozwiercić te odlewy. Samo w sobie to nie wydaje się dobrym pomysłem, bo to są już artefakty, których nie należy ruszać. To, co sprawiło, że można było bez uszkadzania tych odlewów pobrać próbki, to właśnie to zjawisko mieszania się kości, które sprawiło, że niektóre z nich na niektórych odlewach znalazły się na wierzchu i po prostu dotykały powierzchni odlewu. Można było bezpiecznie pobrać próbki. Pobrano je z 14 gipsowych odlewów, a 6 z nich zawierało DNA.

Piotr: No tak, bo to też jest tak, że przy wysokiej temperaturze i przez taki czas tego DNA mogło niewiele zostać, tak sobie myślę. Chociaż 2 tysiące lat to akurat…

Ola: To nie jest długi czas, natomiast warunki były nie do końca sprzyjające. Kolejna historia, którą naukowcy zrekonstruowali i obalili wcześniej postawioną hipotezę, dotyczyła domu, który znajdował się kilka przecznic od Domu Złotej Bransolety – tak nazwano tamto miejsce – gdzie znaleziono dwoje dorosłych, trzymających się za ręce w tej ostatniej chwili, przytulających się, jedna osoba większa od drugiej. Spekulowano, że to są siostry, że to kochanka i kochanek, ludzie, którzy byli sobie bliscy, albo – i to była dominująca hipoteza – matka i córka, przytulające się do siebie w chwili tej strasznej śmierci. I co się okazało? Mniejsza z osób, po badaniach DNA, okazała się być mężczyzną – czyli hipoteza matki i córki, dwojga kochanków czy dwóch sióstr pada.

Piotr: Nie do końca pada – dwóch sióstr pada i matki z córką pada.

Ola: Ale oczywiście może być większa osoba kobietą, a mniejsza mężczyzną. Natomiast rzeczywiście nie mogła to być matka z córką, ponieważ okazało się, że ta para nie była spokrewniona w linii żeńskiej, a nie mogły to być również siostry. Nie udało się uzyskać wystarczającej ilości DNA z większego szkieletu, żeby określić jego płeć, więc to pozostanie tajemnicą – tym niemniej nie jest to matka z córką i nie są to siostry.

Piotr: To brzmi rzeczywiście… Zastanawiam się, czy nie będzie tak, że za jakiś czas będą lepsze techniki badania, ale możliwe, teoretycznie tak.

Ola: I jeszcze, co ujawniły badania DNA – można nimi określić takie cechy jak kolor oczu czy włosów, a nawet dalsze pochodzenie tych osób, których DNA udało się przebadać. Wyniki pokazują, że stosunkowo niewielka liczba osób z tej niewielkiej przebadanej próbki miała jakikolwiek związek z wcześniejszymi populacjami, które żyły w centralnych Włoszech.

Piotr: Przyjezdni.

Ola: Tak, to byli przyjezdni ze wschodniej części Morza Śródziemnego i z Anatolii. Ta grupa etniczna dominowała wówczas na terytorium Imperium Rzymskiego, zdominowała ludność, populację Imperium. Dzięki temu, co odkryto, można powiedzieć, że dowiedzieliśmy się o mieszkańcach Pompejów znacznie więcej niż przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Wszystkie te historie o adopcjach, o familiach, o tych różnych sytuacjach, które tam miały miejsce, pokazują, że nic nie jest tak oczywiste od pierwszego wglądu i od pierwszych skojarzeń. Że intuicyjny scenariusz, podpowiadany przez nasze standardowe widzenie różnych spraw, niekoniecznie jest tym, co jest prawdą, co jest faktem.

Piotr: Tak, jestem też ciekaw, bo na pewno nie wszystkie ciała są jeszcze odkryte. Nie wiem, czy tam się jeszcze prowadzi takie prace. No, prowadzi się, bo całkiem niedawno były doniesienia o tym, że coś odkryto.

Ola: Właśnie, tego pana i niewolnika.

Piotr: Tak, ale nawet nie o ciałach, tylko o jakichś strukturach architektonicznych były doniesienia z Pompejów, więc też sobie myślę, że…

Ola: Tak, ciągle jakieś nowe mozaiki, jakieś elementy kuchenne.

Piotr: Muszą trafiać jeszcze chyba na takie komory po tych ciałach czasami, więc…

Ola: Do niedawna odkryto około tysiąca takich ciał, w związku z czym to już naprawdę pokaźna liczba.

Piotr: Teraz, jeżeli odkrywa się kolejną taką niszę, taką strukturę, dziurę po ciele, to pewnie zanim zrobi się jakiś odlew, pobiera się te próbki kości, które się tam mogą znajdować. Tak sobie wyobrażam.

Ola: Tak sądzę, w tym artykule nie było nic na ten temat powiedziane.

Piotr: No tak, to było skupione na tych wcześniejszych.

Ola: Natomiast ja będę śledzić te doniesienia, bo jestem bardzo ciekawa, co jeszcze na temat mieszkańców Pompejów odkryją archeolodzy i badacze DNA. Jeszcze jedną rzecz powiem. W ogóle Pompeje były już wcześniej bardzo mocno niszczone przez wybuchy Wezuwiusza.

0:26:41 Wezuwiusz dziś: historia wybuchów i zagrożenie dla Neapolu

Ola: Nawet dosłownie kilkanaście lat wcześniej, przed tą straszną erupcją z 79 roku, zdarzyła się zagłada miasta, po której jednak mieszkańcy Pompejów zdołali odbudować swoje domy. Ale po kolejnej zagładzie, tej definitywnej, trudno już było stwierdzić, że tam było miasto.

Piotr: A Wezuwiusz jest wciąż aktywnym wulkanem. Pytanie, co na przykład z Neapolem i innymi miastami – zakładam, że jednak zdają sobie sprawę z ryzyka, jakie tam istnieje. Czy na pewno sobie zdają sprawę?

Ola: Neapol jest nawiedzany przez trzęsienia ziemi, ale doświadcza też tych erupcji. Rzeczywiście tam żyje się niebezpiecznie. Już od dawna nie było żadnej poważnej erupcji, ale ta z 1944 roku wciąż jest…

Piotr: Ale ona chyba nie była eksplozywna, o ile pamiętam – poczekaj, spojrzę tu do ściągawki. Nie, ona była efuzywna, czyli wylewna, po prostu lała się lawa. Chyba ostatnia eksplozywna erupcja była w 1861.

Ola: To w 1600, chyba koło…

Piotr: 1779, 8 sierpnia, tu mam według ściągawki.

Ola: A jeszcze wcześniejsza to coś z około 1630 roku.

Piotr: Potem jeszcze jedna, 1831, efuzywno-eksplozywna, i jeszcze kolejna eksplozywna w 1694 – więc od mniej więcej początku XVIII wieku do mniej więcej połowy XIX było tam sporo, z 10 czy coś, takich właśnie efuzywno-eksplozywnych erupcji, czyli wylewu lawy ze stosunkowo niedużym wybuchem, i jedną mieliśmy taką wylewną, efuzywną, w XX wieku – od 1944 roku jest spokój. Pytanie, jak długo się utrzyma. To oczywiście nie znaczy, że już zawsze będzie ten spokój, bo wulkany mają to do siebie, że nie wiadomo, więc trudno powiedzieć. Ten wulkan ma jednak długą historię różnych intensywnych działań.

Ola: Czytam w tej chwili, że u stóp Wezuwiusza mieszka bezpośrednio około 100 tysięcy osób, które są bezpośrednio narażone na skutki erupcji wulkanicznej, a szacunki mówią, że gdyby ta chmura pyłów i popiołów, w razie erupcji, poszła w stronę Neapolu, mogłoby ucierpieć nawet 3 miliony ludzi. I jeszcze, ponieważ w tej chwili grzebię w Googlu – jedno z pierwszych pytań, na które trafiłam: czy Wezuwiusz zagraża Polsce? No tak, oczywiście, Wezuwiusza sprawa polska. Informacja jest taka, że każda potężna erupcja w naszym regionie świata może sprawić, że chmura pyłu wulkanicznego dotarłaby także do Polski.

Piotr: Najbardziej oczywisty kierunek wiatrów, powiedzmy sobie szczerze.

Ola: Powiedzmy sobie szczerze – nam bardziej zagrażają erupcje z Islandii.

Piotr: To ja tylko powiem, że podlinkujemy też polską Wikipedię, hasło Wezuwiusz, będzie to, jak zwykle, w opisie odcinka, wszelkie nasze źródła. Jest tutaj też film, słuchajcie, z 1944 roku.

Ola: Oglądałam go, to jest trochę na kształt amerykańskiej kroniki filmowej.

Piotr: No tak, coś takiego, ale czarno-białe oczywiście. Warto go sobie zobaczyć – to jest sześciominutowy film pokazujący tę erupcję, i on bardzo wyraźnie pokazuje też, że – nie wiem, czy to na Neapol, ale jakieś miasteczka – tam się budynki burzą, lawa wjeżdża, więc to też nie jest tak, że tam sobie coś bulknie i właściwie śladu nie pozostawia. To jest naprawdę takie życie na wulkanie, dosłownie.

Ola: O, proszę, znalazłam też informację. Przepraszam, już miałeś kończyć, ale ja tutaj – jak wybuch Wezuwiusza zniszczył amerykańskie bombowce? Chodzi o erupcję z 1944 roku. Czyli były bombowce w rejonie Wezuwiusza, kiedy nastąpiła erupcja.

Piotr: No dobrze, to jest zawsze problem, jak się zaczyna jakiś temat eksplorować, bo człowiekowi się wydaje – zresztą myślałem, że będzie krócej – że ano powiemy o tym, powiemy, a potem zaczynamy docierać i mamy taki syndrom Wikipedii, który zresztą nie zawsze na Wikipedii się pojawia, czyli jeszcze o, ojej, a o tym nie wiedziałem, jeszcze ten kawałek. Generalnie, wiecie, ja wiem, że lubicie długie odcinki, ale na tej zasadzie moglibyśmy robić taki live non stop właściwie, z przerwami na sen krótkimi, i opowiadać o kolejnych rzeczach.

Ola: O kolejnych rzeczach – jeszcze powiem, że dokopałam się, kiedy to mówiłeś, że tych bombowców zostało zniszczonych 88. Stały na lotnisku, zostały pokryte przez popioły i bomby wulkaniczne w 1944 roku.

Piotr: Może za jakiś czas je odkopią i będzie kolejny temat.

Ola: Myślę, że już je odkopali.

Piotr: Ojej, no muszę odpuścić, miałem raczej nadzieję, że za dwa tysiące lat zrobimy 85942 odcinek naszego podcastu i tam będziemy opowiadali o odkopaniu tych bombowców.

Ola: A wiesz, że zaraz ktoś to obliczy i powie, że bardzo, bardzo się pomyliłeś.

Piotr: Wiem, wiem, powinienem był policzyć, ale nie policzyłem. Dobra, lecimy dalej. Słuchajcie, to teraz temat…

Ola: Ten krótszy odcinek, pamiętajcie.

0:32:56 Skąd się bierze chrypka: budowa krtani i domowe sposoby

Piotr: Tak, tak, nie, będzie trochę krótszy. Temat bliski sercu, naszemu zwłaszcza, czyli, można powiedzieć, sezonowo dopasowany – czyli jak stracić głos. Nie tak całkiem, nie na amen, tylko czasowo, a nawet jeżeli nie stracić całkiem, to wiecie, brzmieć tak dziwnie, tak nisko i chrypliwie.

Ola: Tak trochę jak Piotrek w radiu, bo on ma taki radiowy głos. Ojej. Ale wszyscy ci to mówią, że masz taki radiowy głos.

Piotr: Dziękuję.

Ola: A wiesz, jakoś tak nikt mi nie mówi, Olu, jaki masz głęboki radiowy głos.

Piotr: Ale mówią: ej, czy ja was mogłem słyszeć w radiu, na przykład.

Ola: I ten głęboki radiowy głos Piotra, i ta piskliwa Ola przy nim.

Piotr: Już nie dramatyzuj, nigdy w życiu nikt ci nie powiedział, że masz piskliwy głos.

Ola: Oczywiście, że nikt mi nie powiedział, a teraz ja wymuszam głaski. Olu, nie masz takiego głosu. Takie żebrolajki.

Piotr: Dobrze, to możecie Olę pocieszyć albo powiedzieć jej prawdę, czy ma piskliwy głos.

Ola: Ja tylko chciałam powiedzieć, że celowo obniżam głos, kiedy mówię do was, ponieważ normalnie mówię trochę wyżej, a tutaj mówię cicho i moje usta są blisko mikrofonu, i celowo obniżam głos, ponieważ moją idolką w kwestii mówienia w radiu, w telewizji, czy w jakimkolwiek dubbingu, jest Krystyna Czubówna. Nieustannie ją podziwiam i adoruję – kiedy widziałam ją nawet na żywo, ledwo to przeżyłam, bo atak serca był bliski z ekscytacji.

Piotr: Dodajmy, że Olę niedawno przerzucili z sopranów do altów, więc wyraźnie z wiekiem jej się głos obniża.

Ola: Dowiedziałam się, że mam duże możliwości głosowe, w związku z czym powinnam się rozwijać również w tym kierunku – więc teraz jestem już w altach, nie w najwyższych sopranach, ot, nagle nieoczekiwana zmiana. Możecie więc oczekiwać dalszego obniżania się głosu.

Piotr: W 85942 odcinku Ola będzie miała…

Ola: Ja będę mówiła takim głosem jak twój.

Piotr: Dobra, wracając do tematu – w niektórych naszych odcinkach nawet się zdarza, chociaż staramy się tego unikać, że nasze głosy brzmią trochę inaczej. Chodzi o wszelkie choroby, przeziębienie i tak dalej, przy czym nie skupiamy się tu na poważnych chorobach typu, nie wiem, na przykład nowotwory czy jakieś inne trwałe zmiany, które mogą zmienić głos albo go całkowicie człowiekowi odebrać. Chodzi nam o te dobrze znane, przejściowe choroby – infekcje górnych dróg oddechowych.

Ciekawa sprawa, bo głos jest chyba tym, co najlepiej znamy ze swojego ciała, ze swojej identyfikacji, bo znacznie częściej siebie sami słyszymy, niż widzimy się w lustrze. Naszą twarz jakoś tam rozpoznajemy, natomiast głos to jest coś, co słyszymy bardzo często, prawie stale.

Ola: A właśnie, i nasz głos słyszymy jako niższy niż ten, który słyszą ludzie, którzy nie są nami. Mamy na ten temat fragment jednego z naszych odcinków z pytaniami i odpowiedziami na dziwne naukowe pytania.

Piotr: Teraz pewnie Ola znajdzie, ale też mamy…

Ola: Tak, Piotr zajmuje się mówieniem, ja szukam.

Piotr: Mamy o tym filmik, dość stary już, na YouTubie, ale warto obejrzeć.

Ola: Też podlinkujemy go.

Piotr: Tak, o tym mówiliśmy. W każdym razie, o co chodzi właściwie z tym zmienianiem się głosu? Co się nam psuje w gardle, że ten głos się czasowo zmienia, i jakie to są procesy fizyczne i fizjologiczne? Przede wszystkim warto spojrzeć, co się dzieje na tej trasie, która wiedzie od naszej jamy nosowo-gardłowej do płuc. To wcale nie jest tak łatwe, jak się niektórym wydaje, że po prostu rura tu wpada, tam płuca i z powrotem wypada – po drodze dzieją się rzeczy niezwykle interesujące. Między innymi jest krtań, i krtań to jest absolutnie – jak zacząłem wczoraj grzebać w budowie krtani, znowu link w opisie – to jest zupełny kosmos. Ma raptem od 4 do 6 centymetrów u człowieka, natomiast jest niesamowicie złożona i cała jej konstrukcja to naprawdę jakieś mistrzostwo świata. Dość powiedzieć, że do jej obsługi jest 9 mięśni, i to do tego 4-6-centymetrowego odcinka.

To, co nas szczególnie teraz interesuje, to jest to, co jest przymocowane do bocznych ścian krtani – składa się to z mięśni, więzadeł, chrząstek, błony śluzowej, które są bardzo porządnie unerwione i ukrwione. I to wszystko razem to są fałdy głosowe. Fałdy głosowe to jest obowiązująca nazwa, chociaż zwykle posługujemy się hasłem "struny głosowe" – natomiast prawda jest taka, że fałdy głosowe mają ze strunami, w znaczeniu strun instrumentów, właściwie niewiele wspólnego. Bardzo niewiele – to znaczy, one zupełnie tak nie wyglądają.

Ola: Ja się tutaj szybko wtrącę – odcinek 31, "Jak obliczyć odległość od burzy i inne naukowe odpowiedzi na trudne pytania", część 2, z lipca 2023 roku.

Piotr: Ktoś ponumerował te odcinki.

Ola: Całe szczęście. I tu mamy między innymi odpowiedź na pytanie: dlaczego mój głos tak dziwnie brzmi na nagraniu?

Piotr: Tak, no więc tam macie wyjaśnienia dotyczące przewodnictwa kostnego. Wracamy do naszego gardła. Te fałdy głosowe mają specjalną zdolność – potrafią się do siebie zbliżać lub oddalać, naprężać, napinać. Gdy na przykład po prostu nabieramy powietrza albo je wydychamy, oddalają się, i wtedy zapewniają swobodny przepływ tych gazów lecących w jedną lub w drugą stronę. Natomiast kiedy staramy się wydać jakiś dźwięk, tak jak ja teraz mówię do was, te fałdy zamykają częściowo przepływ powietrza i zaczynają wibrować, wytwarzając dźwięk. To jest źródło tego dźwięku, a potem dźwięk ulega wszelkim zmianom – to już tutaj ukłon w stronę logopedów: język, wargi, zęby, nos, wszystko, co po drodze mamy, przyczynia się do tego, że finalnie wychodzi z nas dźwięk, nie wiem, śpiew, mowa, buczenie, cokolwiek sobie życzymy. Natomiast źródłem dźwięku są fałdy głosowe, i kiedy one szwankują, coś tam jest nie tak, to już na starcie ten dźwięk jest zniekształcony.

Co się dzieje w tym momencie, kiedy zaczynamy chorować, kiedy łapiemy jakąś klasyczną wirusową chorobę górnych dróg oddechowych, przeziębienie czy coś – różne one mogą być. Wtedy te fałdy głosowe zaczynają się zmieniać, na przykład puchną, albo pojawia się na nich śluz – pamiętajmy, że jest tam błona śluzowa, muszą być nawilżone, natomiast co za dużo, to niezdrowo – albo nam wysychają. Wtedy zaczynają się robić dziwne rzeczy, co łatwo sobie wyobrazić, bo jeżeli przeniesiemy to źródło dźwięku na zewnątrz, to trochę podobnie do tych fałd głosowych mogą zadziałać nasze wargi. Jak zrobię tak, żeby te wargi po prostu terkotały o siebie – no, ten dźwięk jest podwójny, bo poza robieniem tego samymi wargami, bez zaangażowania fałd głosowych, wargi po prostu trzepoczą, wydają ten dźwięk. Podobnie działają fałdy głosowe, i teraz wyobraźmy sobie, że mamy spuchnięte wargi – jakiś dźwięk wydamy, ale będzie brzmiał inaczej niż normalnie, szczególnie dotyczy to osób grających na przykład na jakichś trąbkach i tego typu instrumentach, gdzie wargi są tym źródłem dźwięku, który jest potem wzmacniany, zmieniany – wibracja warg. Podobnie jest z fałdami głosowymi – jeżeli są w jakimś nie takim stanie, dźwięk będzie zmieniony, czyli na przykład spuchnięte nie będą dobrze wibrowały, wysuszone również, bo – nawet jeżeli ktoś umie gwizdać, to wie, że jeżeli ma zupełnie suche wargi, trudno wydobyć ten gwizd, oblizujemy wtedy odruchowo wargi. Tu będzie podobnie – jeżeli będzie za dużo śluzu, ten śluz będzie zakłócał działanie. Stąd, jeżeli jesteśmy zakatarzeni, to zanim zaczniemy mówić, co robimy – odchrząkujemy. To jest nic innego jak wydanie takiego dźwięku razem z gwałtownym przepływem powietrza, który zrzuca nam ten śluz z fałd głosowych. Mamy więc cały zestaw różnych rzeczy, które się tam mogą wydarzyć – fałdy mogą być nadmiernie przekrwione, spuchnięte, mogą po prostu zniekształcać dźwięk, ale też mogą to być takie dosłownie fizyczne urazy – to znaczy jeżeli jesteśmy na jakiejś imprezie, gdzie jest strasznie głośna muzyka i drzemy się cały wieczór, albo jesteśmy na jakimś koncercie, gdzie po prostu wrzeszczymy przez długi czas, to nasze fałdy głosowe mają dosłownie urazy fizyczne od tej ciągłej gwałtownej wibracji.

Ola: Do tego jeszcze dodajmy – jeszcze w dawnych czasach, jak można było w różnych barach palić papierosy, i jak był koncert, jakaś kapela na żywo przygrywała, do tego dym papierosowy – chrypa albo nawet utrata głosu następnego dnia była murowana.

Piotr: Tak, dokładnie, bo tam mogą być wręcz jakieś naderwania mięśni, które obsługują fałdy głosowe, mogą być urazy w rodzaju jakichś mikropęknięć, mikrouszkodzeń włókien. Bywa nawet, że po takim długim wydzieraniu się pojawiają się krwawienia, bo to jednak dość delikatna struktura, która ma swoje ograniczenia. Zresztą wiadomo, że chorobą zawodową nauczycieli są właśnie problemy z tym związane – mogą się pojawiać guzki na tych fałdach głosowych. Wystarczy nawet prowadzić jakieś zajęcia przez kilka godzin – jeżeli człowiek nie jest dobrze nauczony profesjonalnego używania tego głosu, i będzie gadał dość głośno do całej klasy przez kilka godzin, to pod koniec dnia ten głos zacznie mu siadać, i to jest poważny problem. Więc rzeczywiście tu widać, co się może dziać. I teraz pytanie: dlaczego właściwie najczęstszym objawem jest obniżenie głosu? Bo to tak działa, że jeżeli ktoś ma chrypkę i ma taki niski głos, to mówi się, że jest przeziębiony, tak? Ja tam czasami słyszałem takie teksty. To jest tak, że jeżeli mamy opuchnięte i podrażnione fałdy głosowe, to tracą one swoją naturalną elastyczność i trudno im wtedy drgać bardzo szybko, a przecież to właśnie szybkie drgania to te wyższe tony – czyli jeżeli trudno nam zmusić fałdy głosowe do szybkiego drgania, mamy dominację tonów niskich. Te niższe drgania są łatwiejsze do wygenerowania. Do tego jest też tak, że dodatkowo śluz, na przykład w gardle, w krtani, powoduje, że warstwa śluzu na fałdach głosowych pojawia nam się, znowu ograniczając ich drgania.

Ola: Bardzo ładnie to ująłeś. Po prostu nam się gardło zagluca.

Piotr: No tak, dokładnie. To wszystko też może prowadzić do pełnej utraty głosu przy zapaleniu krtani czy czymś takim. Fałdy mogą być w takim stanie, że po prostu nie jesteśmy w stanie ich odpowiednio napiąć, żeby wibrowały. Dodajmy, że szeptanie tu nie jest rozwiązaniem. To zresztą bardzo często, jeżeli ktoś ma zapalenie krtani i ma bardzo wyraźne zalecenie, żeby nie gadać, to lekarze dodają też: i nie szeptać, bo ludziom się wydaje, że szeptanie to nie gadanie. Rzeczywiście ten przepływ jest mniejszy, jeżeli na przykład boli gardło, łatwiej jest nam szeptać, bo ten ból jest wtedy mniejszy. Natomiast nadal jest to obciążenie dla fałd głosowych, więc szeptanie nie załatwia sprawy.

Są oczywiście różne sposoby, często tak zwane ludowe. Pierwsza sprawa – picie różnych rzeczy, i tu na całe szczęście, uwaga: picie czegokolwiek nie dociera nam do fałd głosowych. Nie polecam próbować inaczej, bo się wtedy utopimy. Przypominam, że jesteśmy tak zrobieni, że mamy na początku jedną dziurkę i do tej dziurki wpada i jedzenie, i powietrze, i picie, i potem następuje rozdzielenie – jedno trafia do układu trawiennego, drugie do oddechowego. Jak nam się coś pomiesza i trafi nie do tego układu, co trzeba, to mamy problem. Jak powietrze trafi do pokarmowego, to się wybekamy i nic nam nie będzie. Natomiast gorzej, jak to, co ma trafić do trawiennego, trafi do oddechowego, bo wtedy w najlepszym razie się po prostu zakrztuszamy, a w najgorszym – topimy.

Ola: I to, że te dwa układy się krzyżują, to jest dowód na niedoskonałość ewolucji, że to nie jest głęboko przemyślany projekt, tylko jakiś przypadkowy przebieg, który dziś mamy i odczuwamy tego skutki, kiedy możemy się zakrztusić.

Piotr: Kiedyś taki model się utrwalił i jest teraz rozwijany przez ewolucję, bo to jest dowód właśnie na to, że to nie było zaplanowane – jeden z wielu dowodów. W każdym razie picie nie dociera do fałd głosowych, więc to nie jest tak, że napijemy się jakiegoś specjalnego roztworu z jajeczkiem i to nam fałdy głosowe pokryje i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Chociaż rzeczywiście różne napitki, leki, substancje, docierają do tego miejsca, gdzie następuje rozdzielenie tych dwóch dróg, do układu oddechowego i trawiennego, i ta część gardła również odpowiada w jakimś stopniu za generowanie głosu, więc to nie jest tak, że w ogóle nie ma to sensu. Natomiast nie łudźmy się, nie jesteśmy w stanie w ten sposób nawilżyć samych fałd głosowych. Jest jeszcze cała opowieść o piciu ciepłego czy zimnego – to wszystko jest blisko siebie, to znaczy jeżeli będziemy pili ciepłe albo zimne napoje, jesteśmy w stanie zmienić temperaturę i ukrwienie fałd głosowych, mimo że to nie tą dziurką leci. W związku z tym bardzo ciepły napój może zwiększyć ukrwienie fałd głosowych, co jest dobre albo nie – to zależy, bo jak mamy je opuchnięte, to większe ukrwienie akurat nam tu specjalnie nie pomoże. Z kolei bardzo zimne picie może zmniejszyć przekrwienie, ale generalnie nie bezpośrednio. Więc ci, którzy zawodowo zajmują się aktorstwem głosowym, czytaniem, są lektorami i tak dalej, najczęściej zalecają picie wody w temperaturze pokojowej lub troszkę cieplejszej, i to najczęściej sama woda bez żadnych dodatków. Znowu, na fałdy głosowe to nie wpływa, natomiast może nawilżyć, ułatwić działanie całej reszcie tego narządu generującego dźwięk, czy tam serii narządów. Mamy więc odpowiedź na to, dlaczego nasz głos czasami brzmi tak nisko.

I powiem szczerze, że rzeczywiście to brzmienie głosu bywa czasami dziwne, bo czasami trudno nas poznać. Tak jak mówiłem, głos jest taką rzeczą, która identyfikuje nas przede wszystkim przed samymi sobą, sami najczęściej go słyszymy. Urządzenia, o których wspomniałaś, które rozpoznają głos, radzą sobie z tym lepiej lub gorzej, bo jednak nasz głos to nie jest tylko jego wysokość – tam jest znacznie więcej czynników. Trochę jak z twarzą, chociaż inaczej – to znaczy, nawet jeżeli twarz się mocno zmienia, pewne elementy pozostają stałe. Ja na przykład mam – Google Photos ma bardzo dobry system rozpoznawania twarzy, czasami zaskakująco dobry, i jak widzę zdjęcia jakichś znajomych osób, już nawet nie mówię o naszych dzieciach, ale jakichś ich kolegów czy koleżanek, którzy gdzieś byli na jakiejś imprezie, i widzę, że te dzieciaki miały wtedy, nie wiem, po siedem lat, a jeżeli mam jakieś współczesne zdjęcie tej samej osoby, to jest bez najmniejszego problemu rozpoznawana. Mimo tej różnicy wieku i bardzo dużych zmian w tych twarzach zachodzących, te stałe elementy pozostają – typu rozstaw oczu, odległość od nosa, wargi i tak dalej. Jest ileś tych czynników, i podobnie jest z głosem – to znaczy, nawet jeżeli głos jest dość mocno, bez przesady, zmieniony przez jakąś chorobę, współczesne systemy całkiem nieźle są w stanie zidentyfikować nas na podstawie tego głosu. Taki nam się temat jesienny zrobił.

0:51:25 Jak umierały ofiary erupcji: nowe badania rentgenowskie

Ola: Tak, ja jeszcze na chwileczkę chciałabym wrócić do Pompejów.

Piotr: Ale ty coś jeszcze wyszukałaś, tam też intensywnie grzebałaś.

Ola: Siedzę – to znaczy, Pompeje to jest temat, który chyba należało raczej wziąć na dłuższy odcinek, dopiero teraz się zorientowałam.

Piotr: 85 tysięcy…

Ola: Tak, natomiast jeszcze ważna rzecz, którą przed chwilą doczytałam i którą chyba warto wspomnieć – w jaki sposób umierały ofiary erupcji Wezuwiusza w 79 roku. Wielu z nas sądzi, że wynikało to z tego, że zostały zasypane grubą warstwą gorącego popiołu i drobin skalnych. I tutaj rzeczywiście część osób zginęła w wyniku szoku cieplnego, po prostu ginęły w skutek spalenia tkanek, inne ginęły z powodu uduszenia się trującymi gazami, które były emitowane w ramach erupcji. Ale jest jeszcze jedna grupa ofiar, które ginęły natychmiast, kiedy palący się, gorący gaz odparowywał z nich płyny ustrojowe. To jest taka natychmiastowa śmierć, i rzeczywiście miało to miejsce w trakcie drugiej fazy wybuchu, to znaczy kiedy nastąpiła seria fal piroklastycznych i dotarły do miasta – ludzie, którzy znaleźli się bezpośrednio na drodze takiej gorącej fali, umierali w skutek kontaktu z samym gorącym gazem. Jest też oczywiście wiele dowodów na to, że sporo osób w Pompejach umarło powoli, w skutek uduszenia i poparzeń. Nie ma tu dobrych wniosków w tym sensie, że nie – oni wszyscy się nie męczyli. Niestety to nie było przyjemne. Tak czy inaczej warto śledzić te doniesienia, bo to, o czym przed chwilą powiedziałam, to badania, które zostały opublikowane rok temu, prowadzone również z użyciem aparatu rentgenowskiego i promieni X.

Piotr: Widzę, że szykuje się nam większy temat – myślę, że można by to zrobić, tylko pewnie zachowamy jakiś odstęp, żeby was nie zanudzić zbyt często powtarzającymi się tematami. Ale to rzeczywiście brzmi jak temat dla nas, tak sobie myślę, w kontekście naukowym, mnogości tych badań i tego, od jak dawna się ten wątek eksploruje. Słowo na dziś nam zostało, ale zanim – chciałem przypomnieć, że jakbyście chcieli nam na przykład postawić kawę, bo wam się ten odcinek podobał albo się przydał, albo jakiś inny wam się podobał czy przydał, to na BuyCoffee serdecznie zapraszamy. Po każdym odcinku jakieś kawy nam wpadają, jest nam wtedy naprawdę bardzo, bardzo miło, i to jest bardzo motywujące. Czasami piszecie też przy tym miłe rzeczy razem z tymi kawami, to jest też super, więc bardzo dziękujemy. Właśnie, kawa mi się skończyła, musimy kończyć.

Ola: No to słowo na dziś to bransoletka.

Piotr: To dzięki, cześć.

Źródła

Kolumna "źródła (z opisu)" w indeksie jest pusta dla tego odcinka. W nagraniu prowadzący zapowiadają linki w opisie odcinka na Spreakerze do: hasła "Wezuwiusz" w polskiej Wikipedii, sześciominutowego filmu z erupcji 1944 roku, materiału o budowie krtani oraz odcinka 31 ("Jak obliczyć odległość od burzy i inne naukowe odpowiedzi na trudne pytania – część 2"). Same adresy URL nie zostały jednak uzupełnione w arkuszu.

Źródła

Pompeje

Chrypka