Podcast Crazy Nauka · odc. 79
Czy glutaminian sodu szkodzi i inne odpowiedzi na trudne pytania – część 6
Posłuchaj też na:
Naukowo wyjaśniamy zagadkowe zjawiska, rozwiewamy popularne przesądy i mity:
- Czy glutaminian sodu szkodzi zdrowiu?
- Dlaczego ocean właśnie stygnie, skoro jest globalne ocieplenie?
- Jak działają silniki odrzutowe w przestrzeni kosmicznej, skoro nie mogą się odpychać od powietrza?
- Czy jak zrobię zeza, to mi tak zostanie?
- Dlaczego w ciele człowieka jedne narządy występują parami, a inne nie?
- Czy rzeczywiście używamy 10% mózgu?
To szósty odcinek z tego cyklu – poprzednie zestawy pytań i odpowiedzi znajdziecie w odcinkach: 30, 31, 70, 73 i 75.
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
Data publikacji: 2024-08-27
Długość: 1:16:46
0:00:00 Wstęp
Ola: Dlaczego ocean właśnie stygnie, skoro jest globalne ocieplenie?
Piotr: Czy glutaminian sodu szkodzi zdrowiu?
Ola: I czy jak zrobię zeza, to mi tak zostanie? Cześć, tu Ola Stanisławska.
Piotr: Piotrek Stanisławski, podcast…
Ola: Crazy Nauka.
Piotr: Dzięki. Proszę bardzo.
Ola: I dziś znowu zajmujemy się naukowymi odpowiedziami na trudne pytania. Takie pytania, które dotyczą zjawisk codziennych albo niecodziennych, mogą dotyczyć też przesądów naukowych mitów, właściwie antynaukowych mitów. I część z tych pytań, jak zaznaczamy, pochodzi z waszych komentarzy. Dziękujemy tym spośród was, którzy nam je nadesłali.
Piotr: No i tak, udajemy, że wcale nie, ale wakacje się trochę kończą.
Ola: Niestety.
Piotr: No ale tak, no dobrze, udawajmy na to, że nie. W każdym razie trochę też jest…
Ola: I Bożenka niedługo, Wszystkich Świętych i Boże Narodzenie.
Piotr: I Wielkanoc i znów będzie wiosna. To taki mem, jakby ktoś nie kojarzył. No w każdym razie, w związku z tym, że te wakacje jednak, przynajmniej kalendarzowo się kończą, to my też na razie kończymy kolejny cykl tych naszych pytań i odpowiedzi. Będziemy do tego wracali, bo zaczęliśmy w czasie poprzednich wakacji trochę teraz, ponieważ wam się spodobało, więc było dużo. I może przy następnych wakacjach będzie znowu, zobaczymy. No w każdym razie to jest, jak Ola wyliczyła starannie, szósty odcinek z tych pytań i odpowiedzi. I poprzednie zestawy znajdziecie w odcinkach 30-31, to właśnie zeszłoroczne. No i 70-73-75, czyli już tegorocznych.
Ola: No widzisz, jak ktoś ładnie ponumerował te nasze odcinki.
Piotr: Prawda, no a jak ktoś ładnie to wyszukał, Boże, jak się miło zrobiło.
Ola: No i chcemy zapowiedzieć, że wrócimy niebawem z naszymi dobrze już wam znanymi tematami katastroficznymi.
Piotr: Tak, od tego, no nie powiem, że zaczęliśmy, bo zaczęliśmy od czego innego, ale tego było dużo na początku, potem różnie, ale na pewno będziemy teraz wracali do tych tematów. Trochę nam się tam nazbierało pomysłów, więc spodziewajcie się też takich wątków.
Ola: A dziś opowiemy wam o tym, dlaczego wody oceaniczne w niektórych obszarach, zaznaczam, się ochładzają, skoro na powierzchni ziemi bite są wciąż nowe i nowe rekordy gorąca.
Piotr: Tak, bo od razu tu krótkie wyjaśnienie ten temat, dlatego m.in. się pojawia, że ostatnio w kilku miejscach widziałem, że o, patrzcie, nie ma zmiany klimatu, żadnej bzdury, przecież się ochładza, a miało się ocieplać. Powiem tylko, że wielokrotnie również w naszych podcastach zapowiadaliśmy to zjawisko i nie mówię tylko o zjawisku ochładzania się, ale o zjawisku tego, że będę mówić, że nie ma ocieplenia, ale to do tego za chwilę.
Ola: No tak i rozprawimy się dzisiaj również z mitami na temat szkodliwości glutaminianą z sodu, na temat skutków celowego robienia zeza. Tak, wam też mówili, że nie rób zeza, bo tak ci zostanie.
Piotr: Ja taką bardziej skomplikowaną wersję tego miałem, że jak zrobisz zeza i ktoś cię nastraszy, to ci wtedy zostanie.
Ola: A, to coś jeszcze…
Piotr: Jak już robisz zeza, to musisz robić bardzo…
Ola: [? niepewne: Zdraszenie] to miało jakiś związek z czkawką, ale to…
Piotr: Nie, to miało przerywać czkawkę, nawet przerywa czasem.
Ola: Będziemy mówili też o tym, czy i dlaczego nie używamy zaledwie 10% naszych mózgów i dlaczego to jest taką straszną bzdurą. Tu taki spoiler maleńki. No i wynikniemy również w to, jak działają silniki odrzutowe i dlaczego w naszych ciałach, w naszych organizmach jedne narządy występują parami, a inne nie. Na przykład serce czy mózg.
Piotr: No tak, coś trzeba…
Ola: Chociaż mózg ma dwie półkule, a serce ma dwie komory, dwa przeciągi.
Piotr: No to już u kogo, no ale generalnie tak. No właśnie, dziękujemy wam bardzo, że jesteście, że słuchacie, że komentujecie coraz intensywniej na Spotify'u. Bardzo dzięki, że lajkujecie, że share'ujecie. Bardzo szczególnie dziękujemy tym, którzy nas wspierają na Patronite i na BuyCoffee. Tam są linki w opisie. To bardzo dla nas miłe i przydatne. Jeżeli ktoś chce dołączyć do tego zacnego grona, to serdecznie zapraszamy.
Ola: No i pamiętajcie, że jesteśmy przecież obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.
Piotr: I tych nieliczących się również. Tłumaczyliśmy, które są, które ze dwa albo trzy odcinki temu, a teraz zaczynamy.
0:04:49 Dlaczego ocean stygnie, skoro trwa globalne ocieplenie
Ola: No to na pierwszy ogień idzie pytanie o wodę. Dlaczego ocean właśnie stygnie, skoro jest globalne ocieplenie. No i tutaj od razu zdradzę, że uwagę ostatnio przykuł ocean atlantycki, na którym w tym roku zachodzi szczególne zjawisko. Po ponad 12 miesiącach rekordowo wysokich globalnych temperatur morza, równikowy Atlantyk, ważna rzecz, równikowy Atlantyk, ochładza się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. A to może mieć wpływ na pogodę na całym świecie, a zwłaszcza w Europie, no bo my jesteśmy pod wielkim wpływem mas powietrza nad Atlantyku, również w Europie środkowo-wschodniej. No i w 72 odcinku naszego podcastu mówiliśmy o tym, że większa część północnego Atlantyku, w odróżnieniu od tego równikowego, o którym będziemy mówili dzisiaj, była w tym roku wyjątkowo ciepła i to właśnie napędziło takie potwory jak huragan Beryl, który pojawił się na początku lipca tego roku i spustoszył Karaiby, w tym Haiti, Dominikanę i Jamajkę. Właśnie o tym opowiadaliśmy w tym 72 odcinku. Natomiast, i tutaj przechodzę do tego problemu ochładzania się oceanu, od początku czerwca temperatura powierzchni morza w centralnej części równikowego Atlantyku spadła. O pół do jednego stopnia Celsjusza była niższa od średniej temperatury dla tej pory roku. Tak, mówimy, centralna część równikowego Atlantyku. I dlaczego to takie ważne i czy to jest duża zmiana? Tak, zmiana o pół do jednego stopnia Celsjusza, to jest duża zmiana, jak na wody powierzchniowe, tak dużego oceanu jak Atlantyk, tak, one wpływają, ta temperatura tych wód powierzchniowych w ogromnym stopniu wpływa na temperaturę i zawartość pary wodnej w masach powietrza, które znajdują się nad tymi częściami Atlantyku. No i to, jak już wspomniałam, przekłada się na pogodę w naszej części świata i nie tylko w naszej, bo również i w Afryce, i w Ameryce Południowej, o tym za chwilę. No i tutaj ważna uwaga, jeśli te chłodniejsze warunki na powierzchni równikowego Atlantyku utrzymają się do końca sierpnia, co zapewne nastąpi, no bo już mamy właściwie koniec sierpnia, no to będzie to oznaczać początek zjawiska, które jest znane jako Atlantycka Ninia. No i tutaj następuje wyjaśnienie tego, czym jest ta Atlantycka Ninia, co ona może oznaczać dla pogody i klimatu wokół tropikalnego Atlantyku. No i zacznijmy od określenia Ninia. Jak może słyszeliście, występują takie zjawisko jak La Ninia i El Nino, co po hiszpańsku znaczy dziewczynka i chłopiec, tak po prostu. A są to nazwy faz naturalnego wzorca klimatycznego, które zachodzą na największym z ziemskich oceanów, o oceanie spokojnym, czyli Pacyfiku.
Piotr: No właśnie, bo te nimi nie wszystkie się kojarzą z Pacyfikiem.
Ola: Tak, i to dotyczy równikowej strefy Pacyfiku, tak. Mówimy teraz, zostawiamy na chwilę Ocean Atlantycki, który jest nam najbliższy i przenosimy się na Pacyfik, który jest największy i wywiera największy wpływ na klimat i pogodę na świecie.
Piotr: Mimo, że jest względem nas prawie, że na antypodach, no tak prawie.
Ola: Ale jakby nie przekłada się to bezpośrednio tak bardzo na pogodę w naszej części świata, ale za to w naszych, w sumie nawet bezpośrednich okolicach, owszem. Chodzi o to, że La Ninia to są chłodniejsze niż przeciętnie warunki. Na Pacyfiku zimniejsze są wody powierzchniowe oceanu i w związku z tym chłodniejsze stają się masy powietrza ponad nimi. A to decyduje bądź o ulewach, bądź o suszach, które występują, pojawiają się na wybrzeżach Pacyfiku, tak. Od Ameryki Południowej, to są wybrzeża Peru, Chile, po Australię, Azję, no i oczywiście oceanie. Tam pojawiają się susze albo powodzie, albo też ekstremalne burze wskutek tego właśnie zjawiska, jakim jest La Ninia. A El Nino to cieplejsze niż przeciętnie warunki w równikowej strefie Oceanu Spokojnego, czyli Pacyfiku, tak. Czyli mamy jakby przeciwne sobie zjawiska, które następują co jakiś czas. No tutaj nie można podać konkretnego cyklu, czy to jest co kilka lat, bo one też pojawiają się niekiedy co kilkanaście miesięcy. Jeszcze na początku tego roku mieliśmy El Nino, a teraz właśnie wkracza La Ninia na Ocean Spokojny i dlatego on się ochładza. No i coś podobnego dzieje się na bliższym nas Atlantyku, tak. Chodzi o równikowy pas Oceanu Atlantyckiego, gdzie od początku czerwca temperatura powierzchni wód w centralnej części tego oceanu jest nawet o jeden stopień niższa od średniej dla tej pory roku. No i to jest właśnie ten sygnał, że najprawdopodobniej rozpoczyna się tam Atlantycka Ninia. No i ta Atlantycka Ninia to nie jest jakieś bardzo dobrze znane zjawisko. No i co ono właściwie może oznaczać dla pogody, klimatu wokół tropikalnego Atlantyku? No to jest oczywiście faza zimna naturalnego wzorca klimatycznego. I zazwyczaj wygląda to tak, że temperatury powierzchni wody we wschodniej części równikowego Atlantyku, tak wyobraźmy sobie, czyli wschodnia część, czyli bliżej Afryki, mają taki trochę zaskakujący cykl sezonowy. Najcieplejsze wody występują wiosną, podczas gdy najchłodniejsze wody w ciągu roku, mające poniżej 25 stopni Celsjusza, pojawiają się od lipca do sierpnia. W sumie powinny być odwrotnie, no bo w ciągu lata powinny się te wody nagrzewać.
Piotr: No to jest równik, tam nie masz takiej, ten cykl nie jest taki.
Ola: To prawda, no właśnie. No i to letnie ochłodzenie jest wywoływane przez pasaty. To są takie stałe, silne wiatry wiejące w strefie międzyzwrotnikowej. One wieją w kierunku równika, a są odchylane ze względu na siłę Coriolisa na jednej i drugiej półkuli. No i kiedy na półkuli północnej jest lato, ten równikowy pas opadów i pasatów pod wpływem silniejszego nagrzewania przez słońce przemieszcza się na północ, co powoduje wciąganie niejako nad równikowy Atlantyk powietrza z południowego wschodu, tak wyobrażamy to sobie. Od południowo wschodnich, od południowej wschodniej części, która leży w pobliżu Afryki, wybrzeży Afryki, wciągane są takie właśnie silnie nagrzewane masy powietrza. No i wiejące wówczas pasaty i towarzyszące im burze są tak silne, że właśnie one są w stanie wciągnąć powietrze z południowego wschodu nad ten równikowy Atlantyk i w efekcie tego odciągają gorące wody powierzchniowe od równika, co powoduje wynoszenie nad powierzchnię oceanu zimnej wody z głębszych jego warstw. I to nosi nazwę upwellingu, czyli wskutek tam silnych wiatrów i bardzo silnych burz.
Piotr: Zdmuchuje ciepło i wypływa zimno.
Ola: Tak, jest ciepłe i wypływa zimne. No i w ten sposób latem wzdłuż równikowego Atlantyku tworzy się pas takiej stosunkowo zimnej wody. Jednak, no i tutaj jak zwykle są wyjątki, co kilka lat ten zimny pas wód bywa znacznie cieplejszy lub zimniejszy niż przeciętnie. A to właśnie wynika z wahań typu ninio lub ninia. Kiedy jest cieplej to jest ninio, a kiedy jest zimniej to jest ninia. No i tutaj to zjawisko nie jest tak dobrze opisane i przebadane jak to, co się pojawia na Oceanie Spokojnym, czyli Pacyfiku, ale i te definicje dotyczące tych zmienności na Atlantyku są różne, ale zazwyczaj trzy miesięczne średnie anomalie temperatury powierzchni morza, anomalie, czyli odchylenia od średniej w górę lub w dół, te temperatury, te anomalie mierzone we wschodniej równikowej części Atlantyku muszą przekraczać pół stopnia Celsjusza przez co najmniej dwa nakładające się ze sezony, aby to mogło zostać zakwalifikowane jako atlantyckie ninio lub atlantycka ninia. No i teraz sprawa, która tutaj jest dyskusyjna i wciąż prosi się o dalsze badania i tutaj naukowcy nie do końca wiedzą, co tak naprawdę zachodzi w tym oceanie. Trwają badania, ponieważ to, co się dzieje nie zachodzi według wzorca, który był wcześniej obserwowany, bo od lutego do marca 2024 roku na Atlantyku wschodnim równikowym panowały niezwykle wysokie temperatury powierzchni morza. One przekroczyły 30 stopni Celsjusza i to było najsilniejsze ocieplenie od roku 1982. No i również niezwykłe było to, jak szybko przeszły warunki bardzo gorące do tych zimnych na Atlantyku. Nigdy wcześniej wschodni równikowy Atlantyk nie przechodził tak szybko z jednego ekstremalnego wydarzenia do drugiego. Tak, najpierw było wyjątkowo gorąco, teraz jest wyjątkowo chłodno. No i to zaskakujące jest również to, że zaobserwowane zimne anomalie na wschodnim równikowym Atlantyku w czerwcu i lipcu 2024 pokrywają się z osłabieniem, a nie wzmocnieniem południowo-wschodnich pasatów w pobliżu równika. Czyli to, co powinno tłumaczyć, nie jest, ten stan rzeczy nie jest tak silny, żeby aż wywiewać te ciepłe wody i pozwalać wynosić się głębszym warstwom wód oceanicznych, tym zimnym warstwom na powierzchnię. Czyli co? No i właśnie, jesteśmy trochę przy znaku zapytania, bo właśnie łagodniejsze wiatry równikowe są zwykle wiązane ze zmniejszonym wynoszeniem na powierzchnię tej wody zimnej, z głębszych warstw oceanu i to zazwyczaj wiązało się z ciepłymi anomaliami, czyli ninio. No tam jest jeden taki warunek spełniony na południe od równika, gdzie pasaty są silniejsze niż zwykle, ale to nie tłumaczy tego zjawiska, które zachodzi. To jest dość zagadkowe i naukowcy z Amerykańskiej Narodowej Administracji Oceanicznej i Atmosferycznej, czyli NOAA, już zapowiedzieli, że będą uważnie śledzić te wszystkie parametry i pod koniec sierpnia, czyli właśnie teraz, mają opublikować komunikat na temat tego, czy atlantycka ninia w pełni się rozwinęła. A jeśli tak, to czy np. będzie miała tłumiący wpływ na aktywność huraganów w tym sezonie, czy nie, czyli czy huraganów będzie więcej, będą np. silniejsze, czy też będzie ich mniej, bo to ma ogromne znaczenie, zwłaszcza dla rejonu Karaibów Ameryki Środkowej i południowych wybrzeże Stanów Zjednoczonych. No a ja jeszcze dorzucę tutaj informację, że te pół stopnia Celsjusza, czy ten jeden stopień Celsjusza, to są naprawdę istotne różnice w temperaturach powierzchniowych wód tropikalnych na oceanach i taka różnica w średnich temperaturach w danym okresie może skutkować np. mniejszymi opadami deszczu w regionie Sahelu, czyli w Afryce związanej z Saharą, może skutkować większymi opadami deszczu w Zatoce Gwinejskiej no i sezonowymi zmianami pory deszczowej w północno-wschodniej Ameryce Południowej. To są właśnie te efekty, które mogą wynikać z tej zmienności La Nina El Nino na Atlantyku właśnie. Jeszcze jest dowód na to, że zjawisko Nino przepraszam, na Atlantyku zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia potężnych huraganów w pobliżu Wysp Zielonego Przylądka. To są takie wyspy, które wcale nie leżą gdzieś bardzo daleko, ale u wybrzeże Afryki na wysokości Senegalu. To wbrew pozorom nie jest aż tak strasznie daleko od nas. No i tutaj warto obserwować to zjawisko, bo ja sama jestem bardzo ciekawa, z czego ono się bierze i czy to ma jakikolwiek związek z tym, że nasz klimat się ociepla i że te oceany zaczynają się zachowywać w sposób mało przewidywalny.
Piotr: To ja dodam od siebie to co już wspomniałem, że powodem dla którego ten temat się tu u nas znalazł jest to niezdrowe wzmożenie tych grup denialistów zmian klimatycznych, którzy wzbudzili się gwałtownie przy tej okazji. Zresztą to nie pierwszy raz, że ha, patrzcie, ochładza się, a miało się ocieplać, więc w ogóle nie ma żadnego globalnego ocieplenia. Dziękuję, do widzenia, wszyscy idziemy do domu. Ja już nawet do Łukasza Warzechy nie zaglądałem, nie zdziwiłbym się, gdyby on też wyskoczył ze swoimi kolejnymi przemyśleniami. Możesz w wolnej chwili sprawdzić na Twitterze. I w związku z tym warto powiedzieć tak, że po pierwsze nie, to nie znaczy, że nie ma zmian klimatu i to nie znaczy, że się nie ociepla. Po drugie to, że naukowcy jeszcze czegoś nie rozumieją, to nie znaczy, że nie rozumieją wszystkiego i generalnie nic nie wiedzą, także to dla tych, nie sądzę, żeby wśród was było wielu akurat tak myślących, ale może traficie na jakiegoś wuja czy kogoś takiego, kto tam będzie miał takie myśli. To jest dość skomplikowane jednak i to, że nie wszystko rozumiemy, że poznajemy dopiero pewne mechanizmy nie oznacza, że nie rozumiemy innych mechanizmów i nie w żaden sposób to, o czym tu Ola mówiła, nawet jakkolwiek bardzo skomplikowanie nie brzmiało, nie oznacza, że nie ma zmian klimatu, proszę się pakować i w ogóle spisek, spisek, także to już tak dla porządku powiem. Ola sprawdza co tam u warzechy, a nawet jeśli w tej kwestii nic nie wygenerował, to ja tak czy inaczej widziałem sporo innych przemyśleń.
Ola: [? niepewne: Jest pooznaczony] pod takimi przemyśleniami, więc ja w ogóle nawet nie chcę tam [? niepewne: w tym szefie], nie będę się denerwować.
Piotr: W ogóle lepiej w Xie nie grzebać, czyli Twitterze, ponieważ właśnie ostatnio, nie wiem czy wiecie, wyszły ciekawe związki Elona Muska i jego 44 miliardów dolarów, które wydał na Twittera, na zakup Twittera. Okazuje się, że swój udział w tym mieli Rosjanie również, dość tak powiem pokrętne, ale mieli co być może wyjaśnia pewne mechanizmy zachodzące obecnie na Twitterze, ale mnie o tym w tej kwestii odsyłamy, odsyłamy do wspaniałego podcastu TechStorie, naszych dobrych koleżanek, czyli Joasi Sosnowskiej i Sylwii Czubkowskiej. No cóż, my lecimy na nasze kawałki, więc teraz część kolejna. I tu pytanie, jak działają silniki rakietowe w kosmosie, skoro nie mogą się odepchnąć od powietrza?
0:21:33 Jak działają silniki rakietowe i odrzutowe w kosmosie
Ola: I to jest również pytanie od naszego słuchacza, dziękujemy za nie. Gdzie zostało zadane?
Piotr: Na YouTubie. I ja przeczytam, to jest moja taka uproszczona wersja tego pytania, przeczytam pełną wersję tego pytania, jak ono zostało zadane, bo tam się chcę do tego odnieść, więc tak, na jakiej zasadzie działają silniki odrzutowe w rakietach nośnych i silniczki korekcyjne w satelitach, jeśli w przestrzeni kosmicznej panuje próżnia, a każdy silnik tego typu działa na zasadzie odpychania się od jakiegoś gęstego ośrodka, czyli powietrza? OK, i to pytanie wymaga pewnego rozebrania na części pierwszą, bo tam jest jedno takie główne błędne założenie, zresztą ja doskonale rozumiem to błędne założenie, bo ono jest bardzo intuicyjne, ale też intuicja w takich sprawach nie zawsze ta nasza taka tutaj dobrze działa. No zresztą OK, warto bym przytoczyć angielskie powiedzenie it's not rocket science, czyli w znaczeniu takim, że to nie jest aż takie trudne, no więc rocket science w tym stwierdzeniu jest właśnie czymś takim punktem odniesienia, czymś najbardziej trudnym i skomplikowanym, no rzeczywiście trochę tak i trochę nie, znaczy jak bardzo skomplikowany jest rocket science pokazuje historia nie tylko lotów kosmicznych, ale w ogóle rakiet balistycznych, przeciekawa, znowu się do jakiegoś podcastu odniosę, tu nerdy nocą bardzo fajnie to było omawiane, więc z jednej strony to rzeczywiście jest skomplikowane, żeby to działało, z drugiej strony same podstawy fizyczne są dość jednak proste, no właśnie pierwsza i kluczowa sprawa i wokół niej się będziemy kręcili, silniki rakietowe, a szerzej w ogóle silniki odrzutowe nie, nie działają na zasadzie odpychania się od jakiegoś ośrodka, tak w tym wypadku powietrza, to jest to właśnie błędne założenie w tym pytaniu, one się opierają bezpośrednio na trzeciej zasadzie dynamiki Newtona, tu jak kto słucha nas uważnie to wie, że są pewni filozofowie starożytni, których szczególnie darzymy nienawiścią, zwłaszcza ja, więc zasady dynamiki Newtona rozwaliły wreszcie w proch i pył bzdurne, durne założenia fizyki Arystotelesa, któremu się, który miał tradycję pisania, co mu ślina na paluchy przyniosła, nie mówię, że tak wiecie już, czasami nie trafiał, ale tu bardzo nie trafiał, więc przez całe wieki, a wręcz można powiedzieć tysiąclecie wstrzymywał rozwój nauki swoimi durnymi pomysłami, ale zostawmy go w spokoju, więc okej, jak to jest z tą trzecią zasadą dynamiki Newtona, najpierw będzie taka wersja bardzo oficjalna, nie przestraszcie się, bo to będzie bardziej łagodna, żeby się nikt nie czepiał, okej, czyli, że oddziaływania ciał są zawsze wzajemne, w inercjalnym układzie odniesienia siły wzajemnego oddziaływania dwóch ciał mają takie same wartości, taki sam kierunek, przeciwne zwroty i różne punkty przyłożenia, czyli każde działa na inne ciało, to jest za Wikipedią podane, bardziej ludzka wersja, trochę już tu się niektórzy, co bardziej skrupulatni mogą buntować, ale z grubsza rozumie się, że każdej akcji towarzyszy reakcja, no o takiej samej sile, tylko przeciwnie zwrócona, to już bardziej rozumiemy, jak wyrżniemy łbem w ścianę, to rozumiemy to przez chwilę bardzo dokładnie, bo to jest dokładnie właśnie to, to znaczy, że nie, nie to, że tylko ścianie, ściana odczuwa nasze wyrżnięcie, ale nasz łeb też odczuwa, no i właśnie na tym się opiera z grubsze działanie silników rakietowych, to znaczy to, co one robią, to jest to, że gwałtownie wyrzucają z siebie masę w kierunku przeciwnym do tego, w którym ma lecieć rakieta i skoro w jedną stronę jest wyrzucana jakaś masa, to zgodnie z tą zasadą, ta siła działa również w przeciwnym kierunku, czyli ta rakieta w tym wypadku jest odrzucana i teraz uwaga, uwaga, co może być szokiem dla niektórych, na tej dokładnie samej zasadzie działają silniki odrzutowe, tak, to znaczy zarówno silniki, bo silnik rakietowy też jest silnikiem odrzutowym, a my przez silniki odrzutowe rozumiemy najczęściej takie turboodrzutowe, które są stosowane w samolotach, tak, tu na przykład przed chwilą nad nami przeleciał Boeing 737-800, właśnie napędzany takim silnikiem i on.
Ola: Mieszkamy przy ścieżce podejścia do lądowania na lotnisku Chopina.
Piotr: Staramy się wszystko pozamykać, żeby nie było słychać przelatujących nad nami samolotów, ale jak dobrze pójdzie to co dwie minuty nad nami przelatuje.
Ola: Startujących czy lądujących, bo u nas zazwyczaj lądują.
Piotr: U nas lądujących, czasem startujących, zależy od kierunku wiatru.
Ola: Ale właśnie to ciekawe, bo zazwyczaj w drugiej połowie sierpnia trwał remont tej części pasa startowego, ale w tym roku nie ma, bo mieliśmy przez dwa tygodnie taki błagi spokój tutaj.
Piotr: Tak, za to mieszkańcy Ursynowa wyklinali na czym świat stoi, no ale to już inna historia. Ale ciekawe, muszę sprawdzić jak to jest z tym pasem. Może ktoś wie jak jest z remontem dłuższego pasa na Chopinie, na Okęciu. Czy był w tym roku, nie było w tym roku? Dobra, jak wiecie to napiszcie w komentarzach, jak nie wiecie to sobie sprawdzę. W każdym razie to co przede wszystkim różni silnik samolotowy od silnika rakietowego to jest źródło tlenu. I to jest właściwie jedyna istotna różnica, znaczy oczywiście konstrukcyjnie tam jest więcej, ale mówię o fizycznym działaniu, dlatego że w silniku samolotowym źródłem tlenu jest powietrze, ono wpada z przodu tego silnika, jest sprężane i w tej postaci kierowane do komór spalania, natomiast w silniku rakietowym tlen nie jest dostarczany z zewnątrz, tylko jest zawarty w paliwie.
Ola: To jest zrozumiałe, bo rakiety niektóre mogą latać bardzo wysoko.
Piotr: Czyli tego tlenu nie ma wystarczająco. Dokładnie, tylko główną myślą moją jest to, że główną zasadą działania obu typów tych silników jest ta trzecia zasada dynamiki, czyli to nie jest tak, że silnik samolotowy odpycha się od powietrza. Nie odpycha się, chociaż to by się wydawało na pierwszy rzut oka logiczne, ale jak zaczniemy zastanawiać co tam się od czego miałoby odpychać, to już byłoby trudniej, bo to jest taka nasza intuicja oparta na tym, że jak się odpychamy od ściany, to się odepchniemy, jak się odpychamy od powietrza, to się nie odepchniemy. To znacznie bardziej skomplikowane i jakby wynika z czego innego. Natomiast tu oba te silniki nie odpychają się od niczego, tylko wyrzucają coś, więc same lecą w drugą stronę. No i oczywiście tu jest tak, że silniki rakietowe ten tlen mają w paliwie, to już nie będziemy wchodzili w szczegóły, czy tam to jest płynne paliwo, stałe paliwo itd. Głównie chodzi o to, że dzięki temu, że same sobie zabierają swój tlen, to mogą działać gdziekolwiek, równie dobrze mogą działać w powietrzu, im wszystko jedno, jak i w próżni, czy tam prawie próżni w przestrzeni kosmicznej. Co ważne, to wcale nie zawsze musi być spalanie, to znaczy nam w tej chwili najczęściej zależy na tym, żeby uzyskać maksymalnie duży ciąg takiej rakiety, w związku z czym, żeby w krótkim czasie ją rozpędzić do bardzo dużej prędkości, więc używamy bardzo gwałtownych reakcji chemicznych, powodujących wyrzucanie bardzo dużej ilości materii i generowanie tego ciągu, ale równie dobrze można sobie zrobić silnik, który też będzie technicznie rzecz biorąc silnikiem odrzutowym, bo działa na zasadzie odrzutu, ale który będzie w ogóle oparty na innych zupełnie reakcjach, to może być np. silnik jonowy, który będzie właśnie wyrzucał jony, ale to może być silnik wyrzucający światło, silnik fotonowy, tam się świeci laserem, ten laser odbija się od zwierciadeł, wyrzuca się na zewnątrz i dokładnie mamy to samo, tyle tylko, że silniki jonowe, silniki fotonowe dają bardzo słaby ciąg, ale za to mogą działać bardzo długo.
Ola: I to właśnie w przestrzeni kosmicznej.
Piotr: Dokładnie, w przestrzeni kosmicznej, gdzie nie ma tarcia, nie ma oporu, bo to jest ta rzecz, którą trzeba wmienić, jeszcze tutaj pomijałem, one mogą stopniowo rozpędzać jakiś obiekt. Nie sprawdziłyby się w powietrzu, bo opór powietrza byłby zbyt silny, zresztą dla silników rakietowych, właśnie silnikom rakietowym lepiej się leci bez powietrza, bo tego oporu nie ma. Zresztą nie musi być nawet żadnego silnika, wystarczy, że cokolwiek wyrzucamy, coś co trzymamy w ręku, to również powstaje ten odrzut w drugą stronę. No i oczywiście, jeżeli jesteśmy, nie wiem, stoimy sobie na trawniku i rzucimy kamieniem, no to również powstaje taki efekt, ale on jest dla nas nieodczuwalny, bo ta masa kamienia jest na tyle mała, a też tarcie ziemi, powietrza i tak dalej jest na tyle duże, że nic się nie dzieje, ale jeżeli ktoś strzelał z pistoletu, no to wie, że pistolet kopie, jak to się ładnie mówi, czyli ma odrzut dokładnie. I to jest dokładnie to zjawisko. To nie jest tak, że pistolet czy pocisk się odbija, odpycha od powietrza, tylko dokładnie mamy ten kop, to jest ten efekt reakcji w przeciwnym kierunku. I o ile na ziemi, no w przypadku pistoletu trzeba go mocno trzymać, tam jak ktoś źle, nie wiem, czy czegoś przyłożonego do ramienia strzela, czy źle przykłada, czy coś, to będzie miał siniaki i tak dalej. Natomiast już w przestrzeni kosmicznej, w stanie nieważkości, tam gdzie nie ma tarcia wywołanego tym, że stoimy na czymś, nie wiem, na podłodze czy coś, to tam już każda taka kontrreakcja ma bardzo duże znaczenie, o czym się przekonują chociażby astronauci, nie wiem, znajdujący się chociażby na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jeżeli coś wyrzucą, coś odrzucą, to lecą w przeciwnym kierunku, muszą się do tego przyzwyczaić.
Ola: I to bywa naprawdę zaskakujące i nieintuicyjne.
Piotr: Tak, no zupełnie, nie jest to coś, co znamy z Ziemi. Co ważne, ten mechanizm właśnie jest wykorzystywany, bo tu w tym oryginalnym pytaniu jest wspomniany, wspomniane są silniczki manewrowe, korekcyjne w satelitach czy coś. To jest dokładnie ten sam mechanizm, tylko że tam tych silniczków, to zresztą bardzo dobrze widać. Bardzo ładnie, jeżeli chcecie obejrzeć np. lądowanie rakiet SpaceX, tych członów, które wracają na Ziemię, to widać, że one, mimo że to nie jest w przestrzeni kosmicznej, że one tuż przed podejściem, już przed wylądowaniem, tam z nich na boki tryskają takie trwające ułamki sekund strumienie czegoś. Nawet nie wiem, na czym to silniczki są oparte. Jakieś chemiczne pewnie reakcje i, a może nie, raczej mogą być. Dobra, nieważne. W każdym razie to jest właśnie korekcja polegająca na tym, że komputer, no bo człowiek tego nie jest w stanie przetworzyć, koryguje tor lotu, odchylenie rakiety takimi króciutkimi impulsami. I dokładnie to samo się dzieje.
Ola: O to, żeby ona osiadła na Ziemi pionowo.
Piotr: Dokładnie, dokładnie, w takiej pozycji, w jakiej powinna. I to samo się dzieje w kosmosie, jeżeli mamy, nie wiem, jakieś manewry, chociażby międzynarodowa stacja kosmiczna musi zmienić orbitę z jakichś względów, czy coś, to znowu są to silniczki manewrujące, które dają takie króciutkie, ale bardzo mocne, w skali tego silniczka, impulsy zmieniające tor lotu. No i tu jeszcze nawiązanie do jednego z filmów, które bardzo lubimy. Film Grawitacja. Nie mówię, że on jest taki szczególnie poprawny naukowo, ale tam jest dużo bzdur i tak dalej. Ale jest tam taka scena, link do niej macie, zresztą podobnie jak linki do wszystkich innych źródeł tradycyjnie, macie w opisie odcinka. Tam jest taka scena, kiedy Sandra Bullock przemieszcza się w przestrzeni kosmicznej przy pomocy gaśnicy. To znaczy gaśnica jest w miarę dobrym przybliżeniem takiego silnika, bo wypycha stosunkowo gwałtownie jakiś strumień gazu, czy tam jakiejś innej substancji gaszącej w jednym kierunku, więc sama jest odrzucana w drugim. To zresztą możemy sobie, nie wiem, obejrzeć czasami na jakichś filmach. W każdym razie w kosmosie to ma dwie wady. Po pierwsze, bardzo trudno tym manewrować, więc bardzo tylko ogólny kierunek można sobie w ten sposób uzyskać. A po drugie, a może nawet po pierwsze, ten ciąg jednak jest słaby. To znaczy, żeby taką Sandrę Bullock rozpędzić do rozsądnej prędkości przy pomocy gaśnicy, no to nawet uwzględniając to, że tam jest, nie ma właściwie tarcia i tak dalej, to ta gaśnica musiałaby stosunkowo długo działać. Jak na tym filmie jest taka scena, gdzie ona lata tą gaśnicą i co nią siknie, to ją urzuca w inną stronę. To aż tak by nie działało. Serio?
Ola: Nie działałoby tak?
Piotr: Nie, nie, nie. Sprawdzali to pogromcy mitów w jednym odcinku.
Ola: A, no to właśnie, ciekawe.
Piotr: Tam nie w stanie nieważkości, tylko tam minimalizowali opór na lodzie. To dość skomplikowane było, ale oni dość nieźle to przybliżali. No w każdym razie gaśnica nie jest dobrym silnikiem napędowym w kosmosie. Natomiast konkluzja jest taka, że nie, nie odpycha się silnik ani rakietowy, ani samolotowy od powietrza, tylko odpycha się, tylko działa ta trzecia zasada dynamiki Newtona. Oczywiście w przypadku samolotów to jest znacznie bardziej złożone, bo do tego dochodzi element faktycznie oparty na powietrzu, dosłownie, no bez siła nośna powstaje w wyniku ciśnienia, podciśnienia i tak dalej wokół skrzydeł. Ale to już jest inna opowieść. Tym niemniej silniki nie działają na zasadzie odpychania się od powietrza.
0:35:38 Czy celowe robienie zeza może zostać na stałe
Ola: Nie rób zeza, bo tak ci zostanie. Ja to wielokrotnie słyszałam, no właśnie, ale ja nie słyszałam tego, że jak ktoś cię przestraszy, tylko tak po prostu, że jak będziesz tak robić, to to już tak ci zostanie na stało.
Piotr: Ja nie wiem na ile to jest częsty mit, czy tam jak tam bzdurna opowieść, trudno mi powiedzieć, ja na pewno słyszałem w takiej wersji, że ktoś zrobi BUM, w trakcie jak się wygłupia, robi zeza i wtedy ci się coś zablokuje i już tak zostanie.
Ola: No dobrze, to tak się nie zablokuje i nie zostanie, ale powolutku wytłumaczmy to, dlaczego w ogóle da się zezować. No więc nasze oczy są kontrolowane przez sześć mięśni zewnętrznych, właściwie to przez osiem, ale tych sześć odpowiada bezpośrednio za aparat ruchowy gałki ocznej, no i dzięki temu możemy patrzeć w górę, w dół czy na boki. I w ciągu pierwszego roku życia nasz mózg rozwija zdolność tworzenia jednego obrazu z tych dwóch odbieranych przez dwoje oczu, czyli stereoskopia. No tak i w związku z tym nie widzimy dwóch oddzielnych obrazów, tylko jeden.
Piotr: No i nawet mamy możliwość wykasowywania z naszego pola widzenia nosa, bo normalnie widzimy nos i nawet jak wystarczy zamknąć jedno oko, żeby już zwrócić uwagę na to, że ten nos jest, a jak ktoś nie wierzy, że mózg wykasowuje nos, to są dwie metody. Albo można się walnąć mocno w nos, żeby spuchł, czego nie polecamy. Albo można sobie na przykład nakleić plasterek na nos. Można też zrobić kropkę flamasterem, ale to trochę głupio wygląda. Można sobie nakleić plasterek na nos, tak żeby on był w polu widzenia i od razu nasz mózg zacznie ten plasterek widzieć, co będzie trochę irytująco, po jakimś czasie niezbyt długim znowu przestaniemy ten plasterek dostrzegać, bo się mózg przyzwyczai.
Ola: No i teraz właśnie ten moment, kiedy patrzymy na coś, co znajduje się bardzo blisko naszej twarzy, naszego nosa, oczy automatycznie kierują się do wewnątrz, w stronę grzbietu nosa, żeby to prawidłowo zobaczyć. Jest to zupełnie normalne i stanowi ważną cechę widzenia. No i właśnie to sprawia, że nie doświadczamy tego zjawiska podwójnego widzenia. No i ta właśnie funkcja, ta funkcja, która pozwala nam skupić wzrok na czymś, co jest blisko naszych oczu, daje nam też zdolność zezowania. No i tutaj taka uwaga, mięśnie oka są bardzo silne. One są, gdzieś znalazłam informację, że nawet 100 razy silniejsze niż właściwie powinny być, niż tego potrzebujemy. Ale mamy sporo naddatków, takiego nadmiaru w naszych organizmach. O tym powiem za chwilę. No i to są ponoć najsilniejsze mięśnie w ludzkim ciele.
Piotr: To jest mocno dyskusyjne, bo to trzeba by odnieść do czegoś. Czy względem, no bo…
Ola: Tak, tak, tak, to zostawmy to. W każdym razie są silne i są na tyle silne, że mogą zignorować sygnały mózgu nakazujące im przestać się poruszać i dlatego właśnie możemy zmusić oczy do zezowania, mimo że to nie jest naturalny ruch gałek ocznych. No i czy to zezowanie może uszkodzić wzrok? No nie, zdecydowanie nie i to jest coś, co można znaleźć w wielu miejscach internetu, na różnych stronach poświęconych optometrystyce, właśnie zdrowiu oczu i ta informacja powinna wszystkim zapaść w pamięć. Nie, to nie może uszkodzić wzroku. Wielu z nas często się wygłupia zezując, jak na przykład Piotrek w tej chwili wygląda niezbyt mądrze i na szczęście nie spowoduje to u niego trwałych uszkodzeń. Dobrze, tutaj zawieszę ten wątek. No ale zezowanie może oczywiście spowodować zmęczenie mięśni.
Piotr: No tak, nawet po chwili zezowania już czuć takie głupie uczucie jest.
Ola: No tak, tak jak każde inne mięśnie, których się silnie używa, mogą czuć się zmęczone, tak samo i mięśnie poruszające gałkami ocznymi też mogą odczuwać zmęczenie, ale to nie powoduje żadnego trwałego efektu. Można czuć ból czy dyskomfort w okolicach oczu czy nawet ból głowy niedługo po tym jak zezujemy, ale po jakimś czasie, po krótkim odpoczynku wszystko wraca do normy. No a czy taki zez może pozostać na stałe? Nie, nie może. Celowe zezowanie nie może sprawić, że pozostaniemy już na zawsze z tym zezem. No ale tutaj jest jedna uwaga z gwiazdką, bo istnieje zaburzenie, które powoduje, że zez utrzymuje się na stałe, no ale nie wskutek tego, że celowo zezujemy, tylko jest to cecha np. dziedziczna wynikająca z osłabienia mięśni ocznych albo wynikająca ze znacznych różnic w mocy optycznej oczu. Może być też spowodowana chorobą czy urazem oka. No i skorygowanie takiej wady, takiej choroby często wymaga operacji, ale na pewno nie jest to zaburzenie, które można samodzielnie wywołać. Po raz kolejny podkreślam i też zaznaczam, że taki zez, który może być efektem jakichś zaburzeń, nieprawidłowości, to określenie się odnosi do jakiegokolwiek nieprawidłowego ustawienia oka, nie tylko do tego, które jest skierowane w stronę nosa. No i jeśli takie zaburzenie nie zostanie skorygowane, no to może prowadzić do niedowidzenia w jednym oku, co nazywane jest ambliopią, czyli tak zwanym leniwym okiem. No i w skrajnych przypadkach może to powodować podwójne widzenie czy utratę wzroków dotkniętym tym schorzeniem oku. Warto podkreślić również to, że zez jest dość powszechną przypadłością dotykającą oczu. Ona dotyka około 4 proc. populacji, czyli całkiem dużo.
Piotr: To zwłaszcza u dzieci to widać.
Ola: Jak dziecko ma zasłonięte jedno oko, no to jest właśnie sposób leczenia tego leniwego oka.
Piotr: O ile pamiętam, zwykle się zasłania to nie zezujące oko, żeby to drugie się wyrównało.
Ola: Tak, tak i jest to ta częstość występowania zeza, zwłaszcza u dzieci, może być powodem powstania tego mitu, który dotyczy tego, że jak będziesz celowo zezować, no to tak Ci już zostanie. Być może właśnie powiązano skłonność do zezowania, celowego zezowania u dzieci z tym, że wiele dzieci cierpi właśnie na to leniwe oko i być może jakoś ktoś połączył kropki i stworzył takie karkołomne, taką karkołomną konstrukcję, że jak będziesz celowo zezować, to już Ci tak zostanie, a jeszcze bardziej Ci zostanie, jak Cię ktoś przestraszy, nie, nie, tak się nie stanie.
0:43:02 Czy glutaminian sodu szkodzi zdrowiu
Piotr: Nie wiemy do końca skąd się ten mit z tym zezowaniem wziął, bo to jest zawsze problem wytropić źródła takich mitów, no ale tak czy inaczej wiemy, że to nie zostaje. To teraz wskakujemy na temat kolejnego właściwie mitu, chociaż to skomplikowane. Pytanie brzmi, czy glutaminian sodu jest szkodliwy? No i to jest bardzo złe pytanie, dlatego, że wszystko jest szkodliwe, a to zależy od…
Ola: Paracelsus powiedział, że to dawka czyni truciznę, w związku z czym nawet to, co ja w tej chwili robię, czyli popijam wodę, możesz sprawić, że umrę.
Piotr: Życie na krawędzi ryzykujesz? Uważaj, uważaj, bo ile musiałabym wypić wody, żeby umrzeć? To jest, to się mówi tak, bo to się podaje w kilogramach na, w gramach na kilogram masy ciała, czy tam w innych jednostkach. Musiałabyś wypić mniej więcej 90 gramów wody na kilogram masy ciała.
Ola: Jesteś bardzo uprzejmy, że nie mówisz głośno, ile by to było?
Piotr: Powiedzmy sobie, że dla większości osób dawka śmiertelna wody wynosi tak między 6 a 7 litrów. Tak, 5-7 litrów zależy od wagi, od masy ciała. I to jest rzeczywiście dużo, umiera się z przypicia wodą na skutek zaburzenia głównie gospodarki elektrolitowej, przewodzenia, ale też uszkodzenia nerek i tak dalej i tak dalej. Były takie przypadki, kiedyś o takim przypadku mówiliśmy, ale to już jest inna historia. Natomiast no dobra, ile w takim razie wynosi dawka śmiertelna glutaminianu sodu? To jest około 18 gramów na kilogram masy ciała. To może sobie każdy policzyć w serduszku. Może brzmi to groźnie, ale jest znacznie groźniejsza trucizna. I na przykład jest to sól kuchenna, bo tu nie jest to cyjanek. Znaczy jest cyjanek też, ale w przypadku soli kuchennej ta dawka śmiertelna wynosi około 3 gramów na kilogram masy ciała, czyli znacznie, znacznie mniej. Gdybyśmy chcieli dawać głupie odpowiedzi na to pytanie, to byśmy powiedzieli, że sól kuchenna jest 6 razy bardziej trująca od glutaminianu sodu. Ale to jest głupia odpowiedź. Więc wróćmy może do samego tematu glutaminianu sodu, bo tak naprawdę pytanie, czy glutaminian sodu jest szkodliwy, zwykle nie sprowadza się do tego, czy umrę po nim, tylko do tego, że ma rzekomo wywoływać różne tam zjawiska. Więc dolegliwości, dolegliwości, między innymi. Więc glutaminian sodu generalnie to jest, często się go oznacza angielskim skrótem MSG, to jest sodowa sól kwasu glutaminowego i to jest związek chemiczny, który występuje, można powiedzieć, masowo w różnych produktach spożywczych, produktach pochodzenia czysto naturalnego, że tak powiem.
Ola: Czysto naturalnego zabrzmiało, bo dosyć zimne. Może być nieczysto naturalne.
Piotr: Może być nieczysto naturalne, bo możesz wziąć pomidor i na przykład go pokroić i podać z cebulą. Normalnie w przyrodzie nie występują pomidory z cebulą razem. Więc to, o co mi chodzi, to że jeżeli weźmiemy sobie taki pomidor, to w nim jest całkiem dużo glutaminianu sodu, czyli około 0,14%. Jeżeli sobie weźmiemy wołowinę, no to tam jest około 1,1% glutaminianu sodu. Na przykład już w parmezanie, to jest jeden z powodów, dla których jest tak pyszny. Znaczy wiem, że nie wszyscy lubią, ale jest raczej smaczny. W parmezanie jest około 1,2%. W wodorostach określonych, takich, które są spożywane, bo zaraz do tego przejdę w kuchni japońskiej, to może być ponad 2%, ale też jest na przykład w pszenicy glutaminan sodu. I to jest bardzo ważny element, dlatego że glutaminan sodu nie jest czymś, nie wiem, sztucznym dodatkiem do żywności, który nasza zła cywilizacja postanowiła dodawać, żeby na tym zarobić duże pieniądze. To zdecydowanie bardziej skomplikowane, dlatego że glutaminan sodu jest w kuchni na przykład chińskiej, a szczególnie w kuchni japońskiej wykorzystywany od bardzo, bardzo dawna, od setek lat. Tyle tylko, że właśnie w takiej postaci produktów, które go dużo zawierają. Celowo one są pozyskiwane, tak jak chociażby te wodorosty, jak na przykład listownica japońska, właśnie po to, żeby uzyskać ten szczególny smak. A ten szczególny smak to jest smak umami. Smak umami, który jest piątym smakiem poza tymi czterema klasycznymi, o których się wszyscy uczyli zawsze, czyli słodki, słony, kwaśny, gorzki. To mamy jeszcze oddzielne receptory od odczuwania smaku umami. To jest taki smak, który się tak kojarzy bulionowo trochę. Taki trochę mięsny smak, bo faktycznie właśnie smaki mięsne są w dużym stopniu wywołane obecnością tego glutaminanu sodu. I tu bardzo ważna uwaga, kluczowa. To znaczy glutaminian sodu to jest glutaminian sodu i koniec.
Ola: No właśnie, bo być może jest tak, że jest ten naturalny glutaminian sodu, który znajduje się w tych produktach, o których powiedziałeś, a jest też ten sztuczny zły, który może nam szkodzić. Takie są elementy tego mitu.
Piotr: Tak się na to patrzy i w ogóle się na wiele rzeczy tak patrzy. Często się uważa, że jakaś, nie wiem, że witamina C może być naturalna albo nienaturalna, albo w ogóle jakiś tam związek chemiczny naturalny, nienaturalny. No nie, to znaczy, jeżeli coś jest związkiem chemicznym określonym, to jest tylko jeden. Składa się z określonej liczby ułożonych w określony sposób atomów. Tam już pomijam w tej chwili kwestię ewentualnej chiralności czy coś, bo to nadal są te związki chemiczne. I konkretnie glutaminian sodu ma w sobie pięć atomów węgla, osiem atomów wodoru, jeden atom azotu, jeden atom sodu i cztery atomy tlenu. No po prostu i koniec. I jak się odpowiednio ułoży, to będziemy mieli glutaminian sodu. I wszystko jedno, czy wyprodukujemy go w laboratorium, czy uzyskamy go z pomidora, czy uzyskamy go w wyniku np. fermentacji prowadzącej do powstania sosu sojowego, bo sos sojowy swój szczególny smak, bardzo lubiany przez wiele osób, zawdzięcza właśnie w dużym stopniu wysokiej zawartości glutaminianu sodu oraz soli. I to znowu jest właśnie wątek, do którego jeszcze będę wracał, bo ta sól jest dość istotnym elementem, dlatego że wiele potraw właśnie łączy ten smak słony ze smakiem umami i to nam daje dużą przyjemność. Lubimy takie zestawienia i na tych zestawieniach jest oparte wiele charakterystycznych, powiedzmy, smaków kuchni azjatyckiej. Wiem, że określenie kuchnia azjatycka jest ekstremalnie ogólne, no bo kuchnia azjatycka to trochę jak kuchnia europejska, czyli właściwie wszystko, no ale mamy pewne tam jakieś wątki, które nam się z tym kojarzą, m.in. np. ostre przyprawy, do których za chwileczkę jeszcze wrócimy. Więc rzeczywiście często glutaminian sodu jest w tej kuchni mocno obecny, czy to ze źródeł takich jak chociażby te wodorosty, czy świadomie celowo dodawany. Zresztą u nas też można glutaminian sodu kupić w sklepie w postaci takiej jak sól, kryształów po prostu białych i sobie dodać jak ktoś chce. I teraz gdyby ktoś się, nie wiem, wzbudzał i oburzał, że to takie tam kolejne jakieś nowomodne bzdury i czego oni teraz do tej żywności nie dodają, no to prawda jest taka, że coś, co dla wielu osób może być wręcz smakami dzieciństwa, wiecie, sentyment tutaj wjeżdża na pełnej tej, to są np. nie wiem, Vegeta albo Maggi, to są produkty, które wiele osób jeszcze z lat 80-tych albo i wcześniej może wspomina jako takie super smaki właśnie wowa wow. Więc oba te produkty są w dużym stopniu oparte na glutaminianie sodu. Znaczy używam tutaj nazw konkretnych marek handlowych, tak. Vegeta była, chyba nadal jest własnością firmy Podravka, to jest chorwacka firma. Maggi jest własnością firmy Nestlé i to jest jakby historycznie tak, natomiast tych produktów jest bardzo wiele podobnych, tak, poza Vegetą tam były jakieś, nie wiem, kucharzyki, jarzynki i inne rzeczy. One wszystkie mają mniej więcej to samo w sobie, znaczy trochę suszonych warzyw, dużo soli i glutaminian sodu i podobnie Maggi, czyli takie brązowe coś, co się dochlapuje do zupy i np. krupnik, którego w ogóle nie lubię za bardzo, nie ma żadnego smaku dla mnie specjalnego, wiem, pewnie część osób się oburzy. Jak się do niego dochlapie porządną porcję tego Maggi czy innego podobnego, to nagle się nadaje do jedzenia.
Ola: No to tak właśnie czyniono w stołówkach PRL-a, gdzie jak były te zupy słynne wodzianki, to na każdym stole stało Maggi i można było sobie nadać zupie swoim jakikolwiek smak.
Piotr: No to jest właśnie ta szczególna umiejętność glutaminianu sodu, że byle czego jest w stanie zrobić coś całkiem smacznego. I teraz ku czemu my tu zmierzamy? Ku temu, że jest wciąż mocno obecny taki mit, że glutaminian sodu jest szkodliwy, a tam różne rzeczy się do tego dorabia, nie będę się przez wszystkie przeczołgiwał. Zresztą efektem tego są liczne produkty, na których jest wielkimi literami napisane nie zawiera glutaminianu sodu. To nie jest najważniejsza informacja o produkcie, bo nikt nie dodaje glutaminianu sodu w ilości takiej, żeby to była dawka toksyczna z oczywistych względów. Natomiast w dawkach mniejszych on nie jest szkodliwy. Natomiast oskarżany był wielokrotnie o wywoływanie różnych efektów u ludzi go spożywających, nie spożywających łyżeczkami, tylko w jakiejś tam potrawie. Czyli na przykład mówiło się o tym, że wywołuje bóle głowy, że wywołuje gwałtowne pocenie się albo w ogóle takie uderzenia gorące, takie uczucie. I zrobiono na ten temat sporo porządnych badań. Te badania znajdziecie jak zwykle w opisie odcinka. I te badania nie potwierdziły żadnej z tych testów, to znaczy nie potwierdziło się, żeby glutaminian sodu powodował albo bóle głowy, albo uderzenia gorące, albo gwałtowne pocenie się. Co więcej, stosowano w tych doświadczeniach, robiono taką podłą sztuczkę, czyli podawano ludziom żywność i mówiono im, że ona zawiera glutaminian sodu.
Ola: Jak tak można?
Piotr: To nie jest w porządku. Okropność. I obserwowano u nich te oczekiwane przez nich zjawiska, czyli na przykład ludzie deklarowali, że występuje tutaj, że się pojawia ból głowy wywołany glutaminianem sodu, podczas gdy de facto tego glutaminianu w tym produkcie nie było.
Ola: To naprawdę, to się nazywa efektem nocebo, tak?
Piotr: Dokładnie, czyli negatywny, to tak jak placebo tylko dające negatywne efekty, a nie pozytywne. Porządnie to przebadano i nie potwierdziło to się. Natomiast wiąże się te domniemane symptomy z raczej ogólnie tym, co w ogóle jest obecne mocno w tej, no znowu użyję tej nazwy określenia kuchni azjatyckiej, czyli na przykład ostre przyprawy. Rzeczywiście ostre przyprawy mogą wywoływać gwałtowne pocenie się. Mogą wywoływać je wtedy, kiedy mózg dostaje z jamy ustnej sygnał, że jest gorąco, dlatego że ostre jedzenie pobudza te receptory, które odpowiadają również za odczuwanie temperatury i mamy nagle sygnał, że o Jezus Maria, jak gorąco trzeba się pocić. To się zresztą zdarza czasami, jak zjemy coś bardzo ostrego. Więc raczej, jeżeli już chciećby tropić te dziwne efekty, to raczej należałoby iść tą drogą, albo mogą być to inne składniki zawarte w żywności, ale akurat na fali tych oskarżeń względem glutaminianu przebadano go bardzo dobrze. Przebadano go również pod kątem domniemanego znowu wpływu jakiegoś negatywnego na ośrodkowy układ nerwowy, więc nie ma takiego wpływu m.in. dlatego, że w ogóle nie przenika przez tą barierę krew-mózg. Więc nie potwierdziło się i na pytanie, czy glutaminian sodu jest szkodliwy, można w rozsądny sposób odpowiedzieć nie, nie jest. Jest tu jednak gwiazdka zastrzeżenia, mianowicie taka, że owszem glutaminian sodu jest często składnikiem jedzenia, które jest wysoko przetworzone, dlatego, że ono z różnych względów może tracić smak albo może w ogóle nigdy tego smaku nie zawierać, bo ktoś tam przeoszczędził na tych smakowych elementach i wtedy często dodaje się glutaminianu sodu po to, żeby jakiś smak nadać temu jedzeniu. To dotyczy chociażby, nie wiem, zwłaszcza tych tanich tzw. chińskich zupek, które nie są zwykle chińskie, tylko wietnamskie, ewentualnie koreańskie, one mają dość dużą zawartość glutaminianu sodu, zwłaszcza te tanie, tak jak mówię, bo po prostu niewielkim kosztem można poprawić ten ich smak, więc jeżeli rzeczywiście chcielibyśmy się przed czymś chronić, to uwaga, chronimy się bardziej przed solą kuchenną, która to sól kuchenna faktycznie jest bardziej szkodliwa i nie tylko chodzi o dawkę śmiertelną, ale też chodzi o to, że nadmierne spożycie sodu, a sód spożywamy nadmiernie właśnie w postaci soli kuchennej nagminnie, to jest rzeczywiście coś, co nam zagraża, coś co wywołuje chociażby, może się przyczyniać do powstawania nadciśnienia. Natomiast glutaminian sodu w takich ilościach, w jakich jest zawarty w żywności naprawdę niczego złego nie powoduje i warto o tym pamiętać, warto nie ulegać takiej propagandzie, bo to jest trochę na takiej samej zasadzie, chociaż to oczywiście bardziej złożony wątek, jak napisanie wielkimi literami na produkcie nie zawiera GMO, znaczy dla mnie to jest bardzo dobry sygnał, żeby takiego produktu nie kupować.
Ola: Tak, bo ktoś sobie robi marketing zupełnie w jakiś wynaturzony sposób.
Piotr: Zbudowany na strachu i antynaukowym podejściu do różnych rzeczy, więc jeżeli coś ma wielkimi literami napisane nie zawiera glutaminianu sodu, no to na pewno dla mnie nie jest to rekomendacja, żeby ten produkt kupić.
0:57:52 Dlaczego niektóre narządy występują parami, a inne pojedynczo
Ola: Kolejne pytanie dostaliśmy od słuchacza, a brzmi ono, dlaczego niektóre narządy w ciele człowieka, takie jak oczy, jajniki, nerki czy płuca są zdublowane, a inne ważne organy, takie jak serce czy wątroba występują pojedynczo. No i mówiąc najogólniej.
Piotr: To jest dobre bardzo pytanie, przepraszam.
Ola: Tak, bardzo, bardzo dobre pytanie. Ludzki organizm, mówiąc najogólniej, ma dużo nadmiarowych możliwości, oznacza to, że nasze narządy wewnętrzne mają więcej rezerw niż większość z nas będzie kiedykolwiek potrzebować. Taka naturalna redundancja, czyli ten taki zbytek, nadmiarowość, to jest coś, co cechuje nasze organizmy, ale właściwie skąd, dlaczego nasze organy wewnętrzne mają tak duże rezerwy? No i tutaj oczywiście odpowiedzią jest ewolucja.
Piotr: To jest ciekawe, z moją drogą też ci wypadnę w słowo, że te, które są dla nas kluczowe, niekoniecznie właśnie mają, to nie ma dobrej reguły, no bo serca dwa by się przydały.
Ola: No trudno powiedzieć, bo wtedy, dobra, nie będę się zagłębiać tutaj w szczegóły anatomiczne, natomiast ta ewolucja sprawiła, że przodkowie człowiekowatych, czyli tej grupy, z której my się wywodzimy, wytwarzali niektóre podwójne narządy i oni właśnie byli lepiej przygotowani do przetrwania, rozwoju i rozmnażania się niż inni, dzięki czemu mogli przekazywać dalej swoje geny i to oni zdominowali daną populację i to ich potomkami my dzisiaj jesteśmy, tak? Właśnie, te geny, które były związane z nadmierną pojemnością, czyli nadmiernymi możliwościami różnych organów, czyli np. dwie nerki, a nie jedna, czy dwoje uszu, a nie jedno, no to właśnie one były z większym prawdopodobieństwem przekazywane kolejnym pokoleniom. No i tak naprawdę ta zasada nadmiarowości dotyczy również narządów pojedynczych, nie tylko podwójnych, takich jak wątroba czy jelita, ale o tym powiem za chwilę.
Piotr: Akurat uszy to jest szczególny przypadek, bo dzięki uszom mamy też namierzanie kierunku dźwięku.
Ola: No tak, ale bez jednego ucha da się żyć, tak samo jak bez jednego oka. Jak zresztą mówiliśmy przed chwilą, da się żyć, natomiast oczywiście wiąże się to z pogorszeniem jakości tego życia. Stało się tak, że ci nasi ewolucyjni przodkowie, którzy mieli te duże rezerwy w narządach wewnętrznych, mogli przetrwać wystarczająco długo, żeby się rozmnażać i właśnie oni byli najskuteczniejsi w przekazywaniu swoich genów i ta siła doboru naturalnego doprowadziła do tego, że my mamy te organy, niektóre nasze organy zostały zdublowane. No i oczywiście tu mamy oczy, uszy, nerki, płuca. To są, czy jajniki, jajowody i tak dalej. Tak, to są te narządy, które występują podwójnie. Wiadomo, że jeżeli jeden z tych narządów zostanie usunięty bądź przestanie pracować, no to funkcję jego przejmuje drugi narząd. Trochę się pogarsza komfort życia, ale można nadal żyć. No i tutaj dochodzę do tego, do tej nadmiarowości w przypadku jelit czy wątroby. No właśnie, jeśli chodzi o jelita, no to one są tak długie, że jeżeli trzeba, to można stosunkowo duże ich odcinki, długie ich odcinki usunąć bez większego wpływu na zdrowie. Można również usunąć całe jelito grube bez ryzyka dla życia osoby, której to jelito usuwamy. No oczywiście też jakość życia się pogarsza zawsze. Usunięcie części jelita jest właściwie stosunkowo powszechną operacją i taka operacja nie pogarsza zdrowia i nie skraca długości życia. A z kolei, jeśli chodzi o wątrobę, no to ona ma ogromne możliwości regeneracji. Wiemy, że to jest najlepiej regenerujący się narząd w ludzkim organizmie. Nie jesteśmy w ogóle dobrze w regeneracji, ale tu akurat wątroba ma te możliwości, co dla wielu z nas ma kluczowe znaczenie, właściwie dla wszystkich. No i można usunąć stosunkowo dużą część wątroby, oczywiście pod warunkiem, że pozostała część tego narządu jest zdrowa, bo jest w niej dużo rezerwowej tkanki i ta tkanka łatwo podlega tej regeneracji. No i czy to właściwie oznacza, że te części naszego ciała, sporo jest takich części naszego ciała, naszego organizmu, są naprawdę zbędne? No tak, można odpowiedzieć naukowo, być może albo prawdopodobnie tak.
Piotr: No to bardzo zależy od tego, o czym mówimy, bo można żyć z jednym płucem, ale nasza wydolność energetyczna de facto jest znacząca spada, natomiast z jedną nerką można żyć bezproblemowo, oczywiście pod warunkiem, że się nam ta nerka nie zepsuje.
Ola: Można żyć też bezśledziony na przykład. I to jest ogromne szczęście dla nas, że nasze organizmy mają tak duże rezerwy, że dysponują tak dużymi rezerwami, bo dzięki temu mogła się rozwinąć transplantologia. Można przeszczepiać te podwójne organy, które mogą istnieć dawcy żywi, którzy przekazują np. swoim bliskim jedną nerkę czy część wątroby. I to nie szkodzi ich jakości życia, nie zmienia drastycznie tego, jak funkcjonują. I to ważne, żeby mieć to zawsze na uwadze, że nawet jeżeli niektóre części organizmu nie są absolutnie niezbędne, to tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać. A ewolucja, która notabene nie jest w żaden sposób celowa, nieinteligentna, po prostu tak nas ukształtowała, że po prostu działamy skutecznie. I właśnie taka strategia okazała się najbardziej skuteczna, żeby posiadać niektóre narządy podwójnie. Dlaczego więc rodzimy się z dwiema nerkami, dwoma płucami, ale z jednym sercem czy jednym żołądkiem? Teraz podejdźmy do tego od rozwoju zarodkowego, od fizjologii.
Piotr: Embriologii.
Ola: Posiadanie dwóch nerek czy dwóch płuc jest częścią tego, co nazywa się symetrią dwustronną. No i oznacza to z grubsza, że ludzie są tacy sami po obu stronach swojego ciała. Z grubsza. Jakby je podzielić w osi pionowej. Z grubsza, bardzo z grubsza. No bo można tak wyliczyć, że po każdej stronie naszego ciała mamy rękę, nogę, ucho, płuco, nerkę, oko. Otóż te narządy, które są podwójne, one powstają w rozwoju zarodkowym z somitów. Są to takie, najogólniej rzecz ujmując, segmenty, które powstają u zarodków kręgowców parami. Pojawiają się parami i właśnie tworzą potem nerki, jajniki, jądra czy oczy. No a na przykład, chociaż mamy tylko jedno serce, to ono również zaczyna się jako dwa narządy. To są cewy sercowe, ale one później łączą się ze sobą. I dlatego mamy dwie komory serca i dwa przedsionki.
Piotr: Czyli nasze serce to są dwa serca, tylko zrośnięte w jedno serce.
Ola: Wiem, że upraszczam odrobinkę, ale tak. Cewy, dwie cewy sercowe. A mamy jedną wątrobę, jeden żołądek czy jedną tarczycę, dlatego że one rozwijają się wzdłuż żył. I tak, na przykład wątroba, można powiedzieć, że rozwija się z żyły, która w początkowym etapie rozwoju zarodka posiadała, czy miała swoją parę. Miała drugą żyłę, ale ta druga żyła jednak zanikła albo została zredukowana. W związku z czym, w taki sposób powstają nasze pojedyncze narządy. Jak widać tutaj, nie ma takiej jednej żelaznej reguły, prostej odpowiedzi. I na pewno można wymienić jeszcze ileś tam różnych procesów, które doprowadzają do tego, że narządy są podwójne albo pojedyncze.
Piotr: Czyli wygląda na to, że tak, niektóre z tych narządów, które wydaje nam się być pojedyncze, tak naprawdę pierwotnie pojedyncze nie są, tylko potem lądują w wersji pojedynczej. Te, co są podwójne, to się rozwijają tak symetrycznie z tych modułów, jakie tam ładne.
Ola: Somitów.
Piotr: Somitów, dziękuję. No i jeszcze oczywiście mamy też wątek tej linii środkowej ciała, no bo to, że mamy nos to nie narząd, tak, ale mamy jednak tą symetrię, ta linia przebiega nam właśnie przez środek nosa i pępek i tak dalej. To też jest tak, że pewne z tych elementów to nie takie proste, bo np. one się zamykają, tak jak tam cewa nerwowa i tak dalej, to są, to jest dość, no w ogóle embriologia to jest taki kawał nauki, który bardzo ciekawe rzeczy pokazuje.
Ola: Ale to jest szalenie skomplikowane. Właśnie chciałem powiedzieć, pamiętam, że się uczyłem dawno temu. To, co się dzieje z tymi żyłami pępowinowymi, które się potem zamieniają w jakieś inne rodzaje żył, potem jedne z nich właśnie zaczynają doprowadzać do serca krew, a inne gdzieś do wątroby, a jeszcze inne zanikają. To jest bardzo, bardzo skomplikowane.
Piotr: Nie będziemy się tutaj… Zostań embriologiem w weekend.
Ola: Kiedyś takie były. Kiedyś kilka takich książek już powstało i to napisali je ludzie. Dziękuję. Chciałam powiedzieć, że napisali je ludzie dużo mądrzejsi ode mnie.
1:08:58 Czy naprawdę wykorzystujemy tylko 10% mózgu
Piotr: Jakby w sumie tak, to może już idźmy dalej. I na koniec, jeszcze się nie rozłączajcie. I na koniec taka, trzeba powiedzieć, perełka, to taka trochę nadgniła perła. Perła w koronie antynaukowych różnych opowieści, choć już dawno, mam wrażenie, dawniej to było powszechne, a teraz to już tak chyba, już tak zostało ośmieszone. Czyli czy rzeczywiście używamy 10% mózgu?
Ola: Ale mózg, zwróć uwagę, że również jest rozwinięty podwójnie. Mamy dwie półkule mózgowe.
Piotr: I co więcej, jak dobrze pójdzie, to one całkiem nieźle są w stanie zastępować swoje działania. A i przypominamy uprzejmie, że to nie jest tak, że jedna półkule jest analityczna, a druga artystyczna. To właśnie, to jest taki, kurczę, tegośmy nie rozbrajali dawno.
Ola: To myślę, że na przyszły rok sobie to zostawmy.
Piotr: To jest jedna z większych bzdur w ogóle takich, najbardziej. Ona chyba wie, co tak. Ja śmiem twierdzić, że jak kiedyś taką bzdurą super rozpowszechnioną było to 10% mózgu, tak teraz wciąż super rozpowszechnioną bzdurą jest to, że jedna półkule jest jakaś tam, a druga jest jakaś tam. I że jak ktoś jest, nie wiem, artystyczny, to ma którąś tam półkulę bardziej, a którąś mniej. Straszne pierniczenie.
Ola: Potem się okazuje, że istnieją ludzie, którzy są w stanie przeżyć bez jednej półkuli i jakoś tak funkcjonują w miarę sprawnie.
Piotr: W ogóle to nic nie potwierdza. Tak, ale to w ogóle mózg jest elastyczny. Dobra, nie o tym w tej chwili. Chodziło o to właśnie opowieść o tym, jak to niby tylko 10% mózgu używamy. I zawsze oczywiście ta opowieść pojawiała się w kontekście tego, że człowiek ma niezbadane ogromne możliwości.
Ola: Ale nie umie ich wykorzystywać. Nie umie ich wykorzystać, bo mamy dostęp tylko do 10% swojego mózgu. I jak tylko się postara i zapłaci szamanom za to, żeby odtworzyli mój czakry i pozwolili mózgowi wznieść się na wyżyny swoich możliwości, to wówczas pod wpływem tych wielkich pieniędzy stanie się właśnie.
Piotr: Albo jakichś innych dziwnych, czyli innymi słowy, jak zostać geniuszem w weekend. To są filmy, które w ogóle były na tym oparte. Ja trafiłem [? niepewne: na 2.1], to pamiętałem, czyli Lucy. To z chyba 2014 roku czy coś. Nawet go miałem ochotę przez chwilę obejrzeć, dopóki się nie dowiedziałem, że cały koncept jest oparty na tym, że wykorzystujemy tylko 10% mózgu.
Ola: No i tak wtedy odpadłeś.
Piotr: Tak, jeszcze był Limitless chyba po polsku. To jest jestem Bogiem, to już w ogóle. I tak samo też taki wątek. Czyli generalnie, że niby w tym naszym mózgu się kryją różne niezbadane rzeczy itd. Ja nie twierdzę, że się nie kryją, bo się pewnie kryją, bo badanie mózgu to jest dość skomplikowana część wiedzy. Natomiast to 10% to jest kompletna bzdura. Przede wszystkim mamy w tej chwili dobre badania, takie jak chociażby funkcjonalny rezonans magnetyczny albo pozytronowa tomografia emisyjna, które nam dobrze pokazują, jakie obszary danego mózgu są aktywne i pokazują nam bardzo wyraźnie, że nie mamy nieaktywnych obszarów mózgu. Wszystkie obszary mózgu są aktywne, choć oczywiście nie równocześnie. I to jest bardzo ważne. Co więcej, to byłoby ekstremalnie niekorzystne ewolucyjnie. Mózg zużywa 20-25% energii ciała, mimo że waży ok. 2%. Jest strasznie energożerny, więc gdybyśmy nie wykorzystywali większości mózgu, to byłoby ewolucyjnie niekorzystne posiadanie takiego organu.
Ola: Jeśli chodzi o rozwój ewolucyjny, to nie wszystko jest bardzo korzystne dla nas.
Piotr: Tak, ale akurat oszczędność energii jest bardzo istotnym elementem. Gdyby się w takim układzie pojawiali ludzie, którzy mieliby o 20% niższe zapotrzebowanie na energię dzięki redukcji tych 90% mózgu, to niewątpliwie byłoby to bardzo korzystne ewolucyjnie i z całą pewnością tacy by wygrywali w wyścigu. W związku z czym to jest dowód pośredni. Teraz bardziej interesujące jest pytanie, skąd się ten mit bzdurny wziął. Jest trochę tropów, chociaż nigdzie nie ma wskazania na te 10%. Na przykład w 1907 roku psycholog, filozof William James napisał, że wykorzystujemy tylko małą część naszych możliwych zasobów mentalnych i fizycznych. OK, można powiedzieć, że spora część ludzi działa na autopilocie trochę i to jest też ewolucyjne.
Ola: Dzięki temu oszczędzają energię. Między innymi.
Piotr: Einstein, który powiedział, że nie wszystko co przeczytacie w internecie jest prawdą, powiedział również, że używamy 10% naszego mózgu. Myślę, że on używa więcej, co oczywiście jest kompletną bzdurą, bo niczego takiego nie powiedział, nigdzie śladu po tym nie ma itd. Takich tropów jest więcej. Głównie to były jakieś stwierdzenia dotyczące tego, że nie wykorzystujemy naszego potencjału. Być może, tu jest jeszcze jeden wątek, wczesne badania mózgu wykorzystujące mocno niedoskonałe metody wskazywały, że rzeczywiście jest aktywna tylko jakaś część mózgu, co wynikało raczej z tego, że to były bardziej zdjęcia niż filmy. Pokazywały dany moment i rzeczywiście w danym momencie aktywność neuronów była tylko w części mózgu. Skąd akurat 10%? Nie wiem dokładnie. Ale możliwe, że rzeczywiście przy takim jednorazowym, krótkim spojrzeniu spora część mózgu przy danej czynności mogła pozostawać nieaktywna. Również jakimś wątkiem jest to, że przez wiele lat, jeszcze jak ja się uczyłem, nawet na studiach byłem, mówiło się o tym, że komórki glejowe w mózgu stanowią taki wypełniacz, taką zapchaj dziurę. Nie znano ich funkcji i rzeczywiście one stanowią istotną część objętości mózgu. Być może to jest tak, że skoro wedle tego rozmowania tak duża część mózgu składa się z jakiegoś szlamu, to tylko 10% i tak dalej. Nie ma to wszystko razem większego sensu. Ja raczej staram się wytropić jakieś źródła tego mitu. Ale ten mit przez wiele lat funkcjonował właśnie dokładnie w tym kontekście, o którym Ola mówiła, czyli takiego budzenia nadziei, że może uda się aktywować te 90% mózgu i wtedy będziemy myślami przenosili ser, chleb i masło i nie trzeba będzie wstawać, żeby sobie zrobić kanapkę. Nie bardzo się to póki co sprawdza. Wciąż czekamy na takie rozwiązania, a jak na razie wykorzystujemy wedle naszej wiedzy 100% naszego mózgu, chociaż nie jednocześnie cały w tym samym momencie.
Ola: I też nie wszyscy.
Piotr: Bez złośliwości i wybiegów pod adresem niektórych osób, a sporo by ich było. I teraz to jest ten moment, w którym pada nasze słowo na dziś. I tym słowem na dziś jest zez. Takie odrobienia zeza wpisujcie w komentarzach. Kto dosłuchał do końca, temu gratulujemy. No i do zobaczenia, nie, do usłyszenia.
Ola: Do usłyszenia.
Piotr: Następnym razem. Cześć.
Źródła
* https://www.climate.gov/news-features/event-tracker/atlantic-nina-verge-developing-heres-why-we-should-pay-attention
* https://en.wikipedia.org/wiki/Atlantic_Equatorial_mode
* https://www.youtube.com/watch?v=e-TXdddWODs
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Silnik_odrzutowy
* https://spacex.com.pl/baza-wiedzy/silniki-rakietowe
* https://www.wired.com/story/sorry-sandra-bullock-a-fire-extinguisher-is-a-lousy-thruster/
* https://ftp.idu.ac.id/wp-content/uploads/ebook/tdg/DESIGN%20SISTEM%20DAYA%20GERAK/Fundamentals%20of%20Rocket%20Propulsion.pdf
* https://heliooptometry.ca/blog/is-crossing-your-eyes-bad-for-you
* https://www.optometristsclinic.com/b/is-crossing-your-eyes-harmful
* https://flei.com/10-vision-myths/
* https://www.crazynauka.pl/nie-rob-zeza-bo-tak-ci-zostanie-prawda-czy-falsz/
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Zez
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Amblyopia
* https://www.health.harvard.edu/blog/kidneys-eyes-ears-and-more-why-do-we-have-a-spare-202310202984
* https://www.urologyhealth.org/healthy-living/urologyhealth-extra/magazine-archives/winter-2023-kidney-lumps-n-bumps/insights-what-do-the-kidneys-do-and-why-do-we-have-two
* https://www.newscientist.com/lastword/mg25834392-500-why-do-some-of-our-organs-come-in-pairs-but-we-only-have-one-heart/
* https://podyplomie.pl/system/products/sample_pdfs/000/008/570/original/Wady_serca_srodki_tom_1_%281%29.pdf
* https://www.crazynauka.pl/glutaminian-sodu-sprawdzamy-co-nauka-mowi-o-tej-substancji/
* https://www.crazynauka.pl/zupa-miso-ten-straszny-glutaminian-sodu/
* https://www.crazynauka.pl/to-chyba-najbardziej-rozpowszechniony-mit/
* https://www.scientificamerican.com/article/do-people-only-use-10-percent-of-their-brains/
* https://www.britannica.com/story/do-we-really-use-only-10-percent-of-our-brain
Źródła
- climate.gov/news-features/event-tracker/atlantic-nina-ver…
- en.wikipedia.org/wiki/Atlantic_Equatorial_mode
- youtube.com/watch
- pl.wikipedia.org/wiki/Silnik_odrzutowy
- spacex.com.pl/baza-wiedzy/silniki-rakietowe
- wired.com/story/sorry-sandra-bullock-a-fire-extinguishe…
- ftp.idu.ac.id/wp-content/uploads/ebook/tdg/DESIGN%20SISTEM%…
- heliooptometry.ca/blog/is-crossing-your-eyes-bad-for-you
- optometristsclinic.com/b/is-crossing-your-eyes-harmful
- flei.com/10-vision-myths/
- crazynauka.pl/nie-rob-zeza-bo-tak-ci-zostanie-prawda-czy-fa…
- pl.wikipedia.org/wiki/Zez
- pl.wikipedia.org/wiki/Amblyopia
- health.harvard.edu/blog/kidneys-eyes-ears-and-more-why-do-we-hav…
- urologyhealth.org/healthy-living/urologyhealth-extra/magazine-a…
- newscientist.com/lastword/mg25834392-500-why-do-some-of-our-or…
- podyplomie.pl/system/products/sample_pdfs/000/008/570/origi…
- crazynauka.pl/glutaminian-sodu-sprawdzamy-co-nauka-mowi-o-t…
- crazynauka.pl/zupa-miso-ten-straszny-glutaminian-sodu/
- crazynauka.pl/to-chyba-najbardziej-rozpowszechniony-mit/
- scientificamerican.com/article/do-people-only-use-10-percent-of-thei…
- britannica.com/story/do-we-really-use-only-10-percent-of-our…
