Podcast Crazy Nauka · odc. 15
Kosmiczne kłamstwa w służbie propagandy i dezinformacji
Posłuchaj też na:
Kosmiczne kłamstwa w służbie propagandy i dezinformacji
🚀 Dlaczego Rosjanie ukryli szczegóły lądowania Gagarina?
🚀 Jak naprawdę zginęła Łajka?
🚀 Czy amerykańska astronautka potajemnie wywierciła dziurę w rosyjskim statku Sojuz?
🚀 I czy “pierwszy Amerykanin w kosmosie” w ogóle się w tym kosmosie znalazł?
W najnowszym odcinku Podcastu Crazy Nauki mówimy przede wszystkim o dotyczących kosmosu kłamstwach radzieckich i rosyjskich. Ale nie tylko, bo – zwłaszcza w okresie zimnej wojny – Amerykanie również mieli tendencję do ubarwiania lub przemilczania niewygodnej prawdy.
Rosjanie przez kilkadziesiąt lat pracowali nad lotami kosmicznymi przy całkowitej blokadzie informacyjnej, która nie przepuszczała żadnych porażek do opinii publicznej. Dopiero po latach niektóre z nich ujrzały światło dzienne.
NASA – z tego punktu widzenia – była w gorszej sytuacji, bo społeczeństwo przez cały czas patrzyło jej na ręce, co utrudniało przemilczanie wieści o porażkach. Ale za to sukcesy były w NASA propagandowo rozdmuchiwane, a czasem brak sukcesu ukazywano jako sukces.
Opowiemy Wam o wybranych grzechach i grzeszkach jednej i drugiej strony wyścigu kosmicznego!
Nasza strona z podcastami:
spreaker.com/show/crazy-nauka
(0:00) Cześć
(2:17) Czy bez Rosji ISS spadnie nam na głowy?
(11:24) Rosyjsko-amerykańskie dziury w Stacji Kosmicznej
(25:48) Łajka – prawdziwa historia
(33:32) Ham – szympans, któremu nie chciano dać imienia
(46:25) Gagarin – ogromnie sprytne kłamstwa
(50:40) Pierwszy Amerykanin zaczepił o kosmos
—
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Dlaczego Rosjanie kłamali na temat lądowania Gagarina po jego locie na orbitę?
Piotr: Jak naprawdę zginęła Łajka?
Ola: Czy amerykańska astronautka potajemnie wywierciła dziurę w rosyjskim statku Sojuz?
Piotr: I czy pierwszy Amerykanin w kosmosie w ogóle się w tym kosmosie znalazł? Tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka. Cześć.
Ola: Cześć. Dziś opowiemy wam o kosmicznych kłamstwach w służbie propagandy i dezinformacji. Będzie to podcast przede wszystkim o kłamstwach radzieckich i rosyjskich. Ale nie tylko, bo zwłaszcza w okresie zimnej wojny Amerykanie również mieli trochę za uszami, mieli tendencję do ubarwiania lub przemilczania niewygodnej prawdy.
Piotr: Z kolei Rosjanie przez większość czasu, przez kilkadziesiąt przynajmniej lat, pracowali nad swoimi kosmicznymi lotami przy całkowitej blokadzie informacyjnej, która przede wszystkim nie przepuszczała żadnych porażek do opinii publicznej. NASA z tego punktu widzenia była w gorszej sytuacji, bo opinia publiczna cały czas patrzyła jej na ręce, przez co właściwie żadnej porażki nie dawało się ukryć, zwłaszcza że kontrola organów państwa była tam bardziej przejrzysta. Za to sukcesy były w NASA zawsze bardzo rozdmuchiwane. Ta propaganda była niezwykle aktywna i często, jak nie było sukcesu, to się też ogłaszało sukces. Zanim zaczniemy na dobre, chcieliśmy was poprosić, żebyście subskrybowali nasz podcast wszędzie, gdzie się tylko da. Tym razem będziemy chyba bez błędu. I również go oceniali, jak są tam jakieś gwiazdki, plusiki, to zawsze zwiększa jego widoczność. Bardzo o to prosimy.
Ola: I przypominamy, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych. Znajdziecie nas wszędzie. Jak spróbujecie otworzyć lodówkę, to być może my też tam będziemy.
Piotr: Za śmietaną.
Ola: Za śmietaną, taką pięciotygodniową. OK, zaczynamy. Zacznijmy jednak od Rosji.
0:02:14 Czy bez Rosji stacja kosmiczna spadnie nam na głowy?
Ola: Wiadomo, Rosja w okresie zimnej wojny poczynała sobie grubo, jeśli chodzi o mówienie nieprawdy na temat swoich sukcesów kosmicznych oraz zatajania różnych porażek. Ale ważne jest również to, że obecnie Rosja prowadzi absolutną propagandę kłamstw na temat kosmosu, która nasiliła się po ataku na Ukrainę w lutym 2022 roku, a zwłaszcza po nałożeniu na Rosję sankcji przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską. Co ciekawe, pokażemy, że ten proces, który obecnie jest nasilony, rozpoczął się już kilka lat wcześniej. Ta propaganda antyamerykańska w tematyce kosmosu po stronie rosyjskiej działa od kilku lat w jednym konkretnym celu. Jakim? Zaraz wam to zdradzimy.
Piotr: Zaczynamy od tego, co się działo w kwietniu tego roku, czyli już kilka miesięcy po ataku, tegorocznym ataku, mówię o 2022, bo przecież zaraz się kończy, ataku Rosji na Ukrainę. Wtedy, w tym kwietniu, szef Roskosmosu, czyli Rosyjskiej Agencji Kosmicznej, Dmitrij Rogozin, wydał absolutnie kuriozalne oświadczenie, które zacytuję w całości. To jest przemowa naprawdę godna dobrych czasów zimnowojennych. Jedziemy. Cytat: "Korygowanie orbity stacji kosmicznej, unikanie niebezpiecznych śmieci kosmicznych, którymi wasi utalentowani biznesmeni zaśmiecili orbitę okołoziemską, możliwe jest tylko dzięki silnikom rosyjskich statków transportowych Progress. Jeśli zablokujecie współpracę z nami, to nikt nie uchroni ISS przed niekontrolowanym wejściem w atmosferę i upadkiem na terytorium Stanów Zjednoczonych lub Europy. Czy możliwe, że 500-tonowa stacja spadnie na Indie lub Chiny? Podejmujecie takie ryzyko? Stacja kosmiczna nie przelatuje nad terytorium Rosji, więc ryzyko jest po waszej stronie. Jesteście na to gotowi?" Przerażające, prawda?
Ola: Cóż, niekoniecznie, bo to wszystko nieprawda. Jeszcze tylko wyjaśnię, że ISS to jest angielski skrót od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i będziemy się tutaj tym skrótem posługiwali. Co do fostowania kłamstw Rogozina, to po kolei: nieprawda, że Międzynarodowa Stacja Kosmiczna nie przelatuje nad Rosją, przelatuje tak samo często jak nad innymi rejonami Ziemi, a przebieg jej trasy można śledzić na bieżąco, na przykład pod adresem www.heavens-above.com. Nieprawda również, że śmieci kosmiczne są wyłącznie amerykańskie.
Piotr: Umieszczone przez tych strasznych biznesmenów.
Ola: Przez straszliwych, rozpasanych biznesmenów amerykańskich. Więcej śmieci zostawili Rosjanie, a wcześniej Związek Radziecki. Dodajmy, że ostatnio Rosjanie wygenerowali ekstra porcję śmieci, o niej też za chwilę powiemy. I nieprawda, że stację da się sterować wyłącznie dzięki statkom rosyjskim Progress. Owszem, obecnie odbywa się to właśnie za pomocą tych statków, które są na stałe zadokowane do ISS, ale równie dobrze można zadokować inne statki, na przykład takie, które mają silnik i zapas paliwa, czyli praktycznie wszystkie, które latają na orbitę. Niektóre manewry zmiany orbity stacji wykonywał amerykański statek Cygnus. A to jak się to czyta?
Piotr: Chyba Cygnus, ale jeżeli jesteś Amerykaninem, to nie czytasz tego jako Cygnus.
Ola: No więc ja nie wiem, jak to przeczytać. Możecie się teraz ze mnie śmiać, ale ja naprawdę nie wiem, jak się czyta Cygnus po angielsku.
Piotr: Ja mam tutaj niestety efekt uśmiechu, o klaski możesz dostać.
Ola: Dziękuję bardzo. Gdyby Rosjanie postanowili opuścić stację, trzeba będzie po prostu na stałe doczepić statki należące do innych agencji kosmicznych. Będą wówczas korygowały trajektorię orbitalną lotu stacji.
Piotr: Właśnie to jest chyba, mam wrażenie, jeden z głównych bólów tylnej części ciała Rosji, dlatego że rzeczywiście przez lata ISS była uzależniona od Rosjan, ale już nie jest.
Ola: To się działo w czasach, kiedy już nie latały wahadłowce, a jeszcze nie latały statki SpaceX.
Piotr: To był w ogóle trudny moment, jeśli chodzi o eksplorację. Szczęśliwie jeszcze wtedy te kontakty rosyjsko-resztoświatowe były w miarę poprawne, chociaż już wtedy różne niefajne rzeczy się działy. W tej chwili oprócz Rosjan mogą zaopatrywać stację przynajmniej dwie amerykańskie konstrukcje, czyli Dragon i wspomniany Cygnus. Ha, ha, ten śmiech. Europejska konstrukcja ATV i japońska HTV to są te statki, które w tej chwili mogą rzeczywiście zabrać stąd kapustę, ziemniaki, cebulę, cokolwiek tam potrzebne, polecieć na tę orbitę, przycumować. Czyli w domyśle też statki, które po przycumowaniu mogą robić za silniki Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Ola: Tak więc oświadczenie szefa Roskosmosu od początku do końca składa się z kłamstw. Ale co zatem jest prawdą? Prawdą jest to, że w obecnej sytuacji rosyjski segment ISS nie może funkcjonować bez energii elektrycznej z amerykańskiej części stacji, a z kolei strona amerykańsko-europejska polegać musi na rosyjskich systemach napędowych.
Piotr: Póki co.
Ola: No właśnie, czyli tych podczepionych statkach Progress, będących, zdaje się, nową konstrukcją wykonaną na bazie Sojuza.
Piotr: Takie Sojuz Plus.
Ola: Problem polega więc nie na tym, że stacja nie przetrwa bez Rosji, tylko na tym, w jaki sposób bezpiecznie przeprowadzić ten rozwód bez strzelania fochów. Obawiam się, że bez strzelania fochów się nie obędzie, bo już jest foch za fochem. Machina propagandowa poszła w ruch, machina dezinformacyjna również. Wchodzimy w ten grząski obszar przerzucania się różnymi nieprzyjemnymi rzeczami.
Piotr: No właśnie, bo żeby nie było, że to tylko Rosjanie kombinują jakąś podgrywkę: Amerykanie, reagując na to oświadczenie i na różne rosyjskie zabiegi, wdrożyli własną, de facto, dezinformację i nagłośnili w mediach ominięcie przez stację rosyjskich śmieci kosmicznych. Fakt, że to były wyjątkowe śmieci, bo były to fragmenty rosyjskiego satelity Kosmos 1408. Ten satelita został zniszczony przez Rosję rok wcześniej, podczas testów rosyjskiej broni antysatelitarnej.
Ola: To dajmy, że to w ogóle niezła akcja, bo broń antysatelitarna to jest coś, czego użycia Amerykanie jeszcze rok temu chyba nie podejrzewali, że może być skierowane pod ich adresem, a teraz jak najbardziej zaczyna być to realne.
Piotr: Absolutnie, i rzeczywiście ISS dwukrotnie musiała unikać tych rosyjskich śmieci. To było w czerwcu i w październiku 22 roku. Wiadomo, że trzeba się odsunąć z drogi, jak coś takiego leci, bo stacja ma cienkie ściany, jest podatna na tego typu uszkodzenia. I oczywiście Amerykanie zrobili z tego wielką sensację, hype itd., podkreślając przy tym, że Dmitrij Rogozin bardzo się mylił, kiedy mówił o tych amerykańskich śmieciach. A teraz realnie jest tak, że ten manewr omijania kosmicznych śmieci stacja wykonuje średnio raz do roku, więc to, że wykonała go dwa razy, to…
Ola: Czekaj, trzy.
Piotr: Trzy, poczekaj, dwa, czerwiec i październik. No to trochę częściej, ale bez przesady. Ja oczywiście rozumiem potencjał propagandowy, który Amerykanie postanowili wykorzystać, ale to też jest część jakiejś nie do końca uczciwej informacji.
0:11:26 Rosyjsko-amerykańskie dziury w Stacji Kosmicznej
Ola: Spójrzmy teraz szerzej na kwestię wycofania się Rosjan z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Rosja mówi o tym od kilku lat, przy wielu różnych okazjach. Najnowsza wersja jest taka, że Rosja opuści stację po 2024 roku, a Amerykanie i Europejczycy będą ją eksploatować aż do 2030 roku, po czym stacja zostanie poddana deorbitacji i rozbije się w odległej części Oceanu Spokojnego. Następcami ISS na orbicie Ziemi mają być komercyjnie obsługiwane platformy kosmiczne.
Piotr: I tu od razu warto zwrócić uwagę na to, że ta wizja stacji rozbijającej się wszędzie po drodze… Powiedzmy, że nawet teoretycznie, gdyby Rosjanie się stamtąd zabrali, to nie jest tak, że już nic się nie da zrobić i stacja po prostu runie pionowo, jak w jakiejś kreskówce.
Ola: Tylko wiadomo, że nie na Rosję, tak?
Piotr: Tak, i akurat cudownym płaszczem owinięta Rosja jakoś ominie. Bzdura za bzdurą.
Ola: To jeszcze tutaj kontekst nakreślę. Kilka dni temu magazyn Forbes poinformował, że Rosja wydała na wojnę z Ukrainą 82 miliardy dolarów, co stanowi jedną czwartą jej rocznego budżetu. Nic więc dziwnego, że nie stać jej na takie zbytki jak utrzymywanie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do spółki z wrogimi państwami NATO. Może więc, kto tu pospekuluje, wypisać się ze stacji przed terminem 2024 roku. Przypuszczam, że wszystkie te działania, o których tu mówimy, mają na celu zapowiedzieć strzelenie focha, w domyśle uzasadnionego focha, i wyjście z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, trzasnąwszy drzwiami.
Piotr: Tak właśnie, to jest też ciekawe, bo już o tym wspomniałaś: to nie jest tak, że Rosjanie zaczęli tę całą akcję z wymeldowywaniem się ze stacji po rozpoczęciu wojny, czy tuż przed nią. Rosja bardzo kiepsko przędzie finansowo od dłuższego czasu.
Ola: Zwłaszcza w segmencie kosmicznym, na który może nie chce przyznać takich pieniędzy, jakie należałoby, przy jej udziale w stacji.
Piotr: Absolutnie, więc różne syfy od dawna się toczą i różne kombinacje urządzali od dłuższego czasu. Ale mniej więcej cała szopka zaczęła się gdzieś w 2020 roku, kiedy rosyjskie moduły stacji zaczęły mieć poważne problemy. Był szereg naprawdę poważnych awarii. W 2020 roku pojawiły się pęknięcia w module, w którym są kwatery załogi i cały system podtrzymywania życia, Zwiezda, to jest ta rosyjska część. Potem pojawiły się tam też pęknięcia w 2021 roku, to już nie byle co, pękające elementy stacji. W sierpniu 2021 roku odkryto pęknięcia w module ładunkowym Zaria. I również w sierpniu 2021 roku, bo to już jest mistrzostwo świata, dołączono do stacji moduł Nauka. To był moduł laboratoryjny, którym Rosjanie wozili się strasznie długo, miał tam dawno być gotowy, ale nie był, bo przecież to i tamto. Więc go podłączyli i wkrótce potem, w wyniku prawdopodobnie błędu oprogramowania, ten moduł odpalił silniki.
Ola: Tak sobie samodzielnie.
Piotr: Tak sobie, i zaczął spychać stację z kursu. To już jest poważna rzecz.
Ola: Bo nie mogli nad tym zapanować przez 47 minut. Agencje kosmiczne, centra kontroli lotu stawały na głowie, inżynierowie odchodzili od zmysłów, bo po prostu nie panowano nad lotem stacji przez całe 47 minut. Dodajmy, że całe okrążenie stacji wokół Ziemi to jest półtorej godziny.
Piotr: I to rzeczywiście było coś bardzo dramatycznego, bo to jest bezpośrednie zagrożenie deorbitacją, i to nagłą, z załogą i wszystkim. To było grube. Po tym incydencie Amerykanie zaczęli bardzo ostro krytykować Rosjan za stan ich sprzętu. Tu jeszcze dodam jedną rzecz: my teraz z Olą nadrabiamy i oglądamy fenomenalnie dobry serial "For All Mankind" na Apple TV Plus. Ma trzy sezony w tej chwili. Nie chcę tu za bardzo spoilerować, ale w trzecim sezonie też jest takie niekontrolowane odpalenie silników. Zacząłem nawet sprawdzać, czy to nie było zainspirowane tym zdarzeniem z modułem Nauka, ale nie, bo kończyli kręcenie tego sezonu mniej więcej w tym czasie, gdy to się zdarzyło, plus minus, to się zdarzyło trochę przed końcem kręcenia, więc raczej nie była to inspiracja. Raczej pokazuje to, że ten serial naprawdę fajnie przewiduje różne rzeczy i jest bardzo dobrze zrobiony. Wszystkim, którzy choć trochę interesują się kosmosem, polecam, warto nawet zapłacić – nie wiem, ile to w tej chwili kosztuje, chyba z 40 miesięcznie – zapłacić sobie przez dwa miesiące i obejrzeć. Może kiedyś zrobimy o tym osobny odcinek. Wracając do tematu: Rosjanie oczywiście poczuli się zaatakowani, bo jak to oni, fenomenalnie…
Ola: Amerykanie ich krytykowali bardzo ostro, wzięła się za to cała prasa amerykańska, naprawdę po nich pojechali.
Piotr: No więc wiadomo, że jak cię ktoś atakuje i chcesz się obronić, to najlepiej go zaatakować. Więc tu Rosjanie, powiem tak, chylę czoła, naprawdę dowieźli, znowu sięgnęli po dobre wzorce zimnowojenne i wymyślili grubą historię.
Ola: Ale to jest wielopiętrowa historia, naprawdę kunsztownie wymyślona, bo wykorzystali do tej dezinformacji incydent odległy, nie tak bardzo odległy, bo zdarzył się w 2018 roku. Chodziło o to, że wtedy w ich statku Sojuz odkryto półtoramilimetrową szczelinę. Każda szczelina jest problemem, zwłaszcza że ten Sojuz był akurat zacumowany do stacji i uchodziło z niego powietrze.
Piotr: No tak, Rosjanie wtedy, w 2018 roku, kiedy najwyraźniej jeszcze nie mieli tego planu mocnego wymiksowywania się połączonego z atakiem, po prostu poinformowali, nieoficjalnie, ale ta informacja wyszła, a jak z Rosji wychodzi informacja tego typu, to raczej wiadomo, że nie zdarza się to przypadkiem. W każdym razie poinformowali, że do tej usterki doszło jeszcze na ziemi i że pracownik, który zajmował się tym elementem, odkrył jakąś niedoróbkę, mikroszczelinę, zasklepił ją specjalistycznym klejem, więc podczas testów hermetyczności statku nie wykryto żadnego przecieku.
Ola: Ja sobie już wyobrażam tego pracownika z tym super glue produkcji rosyjskiej, albo jeszcze radzieckiej.
Piotr: Kleju Plastuś.
Ola: Kleju Plastuś, który dziurę, szczelinę w statku kosmicznym zakleja klejem.
Piotr: Gumą do żucia.
Ola: Coś pięknego. Ale piękne jest to, co się później wydarzyło. Piękne i straszne.
Piotr: Ta usterka rzeczywiście została w miarę skutecznie zalepiona. Dwa miesiące to się wszystko trzymało, a potem przestało. I najwyraźniej, według tego, co wtedy mówili Rosjanie, ten klej puścił, mikroszczelina się otworzyła i zaczęło uciekać powietrze.
Ola: I właśnie, w 2021 roku, kiedy było gęsto na temat tego, co się działo z modułem Nauka, Rosjanie bardzo mocno zmienili zdanie co do przyczyn pojawienia się tej szczeliny w Sojuzie.
Piotr: To już było wyraźnie dobrze przemyślane.
Ola: Było przemyślane. Dziennik "Komersant" podał, że eksperci z Roskosmosu uważają, że najbardziej prawdopodobna jest wersja o, uwaga, celowym uszkodzeniu Sojuza przez amerykańskich astronautów.
Piotr: Oczywiście.
Ola: Zimna wojna znowu tu daje o sobie znać. Miał to być sabotaż rzekomo prowadzony przez astronautkę [? niepewne: Syrene Union-Chancellor], Amerykankę, która wówczas przebywała na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i, uwaga, miała tym Sojuzem wrócić do domu. Grube to jest.
Piotr: Miała wrócić Sojuzem, ale go uszkodziła. Dobra, idźmy dalej.
Ola: Nie wnikajmy tu w szczegóły, zaraz usłyszycie, co dalej. Uzasadnienie Rosjan było naprawdę bardzo ciekawe: czemu ich zdaniem miałby służyć ten sabotaż? Otóż astronautka NASA dlaczego miała chcieć wcześniej wrócić na Ziemię? Ponieważ odkryto u niej na orbicie zakrzepicę i to właśnie miało sprawić, że chciała szybciej wrócić na Ziemię. I dlatego wywierciła dziurę w Sojuzie.
Piotr: Czyli miała wrócić Sojuzem i żeby nim szybciej wrócić, postanowiła go zepsuć.
Ola: Oj, ty naprawdę się czepiasz szczegółów. Nie wszystko musiało być tak dobrze dopracowane w każdym przypadku.
Piotr: I ona zakrada się po prostu w nocy, lecąc na paluszkach z jakimś pilnikiem do paznokci, i wierci dziurę w Sojuzie, który ma wracać.
Ola: Czekaj, bo co jeszcze zasugerowali Rosjanie? Oni właściwie powiedzieli wyraźnie, że przeżyła załamanie psychiczne na tej orbicie, innymi słowy oszalała, to już jest moja interpretacja, i zaczęła jak szalona wybijać dziury w Sojuzie.
Piotr: To jest szczerze mówiąc grube.
Ola: To jest bardzo grube. I dodajmy, że te szczegóły o oszalaniu to jest rok 2021, a w ten sposób tą informacją o zakrzepicy Rosjanie zdradzili szczegóły dokumentacji medycznej tej Amerykanki.
Piotr: Właśnie, to jest niezłe draństwo, delikatnie rzecz ujmując.
Ola: Grube to jest naprawdę mało powiedziane, ponieważ to są informacje poufne. To, że dotarły do Rosjan, to jedna rzecz, a druga rzecz to ujawnienie czegoś takiego światowej opinii publicznej, to jest w ogóle skandaliczne.
Piotr: Ale wiesz co, najlepsze jest to, że oni uzyskali w ten sposób dokładnie ten efekt, o który chodziło.
Ola: Ale czekaj, zanim powiesz, jaki efekt uzyskali, powiem jeszcze, w jaki sposób to uzyskali, bo to jest tak klasycznie dezinformacyjnie rosyjskie: wynikło to podczas rozmowy przedstawiciela Rosyjskiej Agencji TASS z anonimowym przedstawicielem Roskosmosu. To jest w ogóle klasyka.
Piotr: Tak, bo nie ma się kogo czepnąć, chociaż rzeczywiście jest się czego czepiać, bo wiadomo, że tego typu dokumentacja medyczna jest poufna, a Rosjanie mogą mieć do niej dostęp ze względu na to, że te loty są wspólnie realizowane.
Ola: Sprawa jest zupełnie absurdalna, w ogóle nie mieści się w głowie, żeby ktoś mógł mieć motywację, żeby robić coś tak bzdurnego.
Piotr: Wszystko to razem jest mocno kijem i pilnikiem do paznokci podparte, kupy się trochę nie trzyma, jest dziwaczne, ale oburzenie Amerykanów było zrozumiałe.
Ola: Oni się po prostu zakrztusili z oburzenia.
Piotr: Nie dziwię się, bo to jest naruszenie wszelkich zasad. Ale efekt udało się uzyskać, bo zaczęły się oburzenie i obrona przed tymi oskarżeniami wobec Amerykanki, a temat modułu Nauka, który miał ogromne szanse na rozwalenie stacji i pozabijanie będących tam ludzi, a może kogoś jeszcze, zniknął. Oczywiście istnieje w świadomości, ale przestał być tematem medialnym. Tematem medialnym stała się domniemana niepoczytalność Amerykanki i naruszenie wszelkich zasad prywatności przez Rosję. Ten manewr był bardzo skuteczny, chociaż to zresztą dość charakterystyczne, że czasami Rosjanie odwalają coś, co jest głupie, co po rozpisaniu na kartce nie trzyma się kupy do końca i wcale nie jest majstersztykiem jakiejś manipulacji, tylko trochę z cyklu: nasrajmy na wentylator, rozrzuci po okolicy i wtedy wszyscy będą się tym zajmowali.
Ola: Ale zobacz, jak to jest bardzo emocjonalnie podbudowane dobrze, oni uderzyli w rejony szczególnie wrażliwe: dokumentację medyczną, poczytalność umysłową.
Piotr: Szczególnie wrażliwe dla cywilizacji zachodu, nie dla cywilizacji wschodu, gdzie kwestia prywatności i szacunku jest zupełnie inaczej traktowana.
Ola: A dodajmy, że w ten sposób, kwestionując poczytalność astronautki, kwestionują system selekcji amerykańskich astronautów, bo przecież przechodzą oni bardzo skomplikowane testy wytrzymałości psychicznej, odporności na różne warunki i sytuacje.
Piotr: Dodajmy, że kompletnie nic nie potwierdza tego załamania psychicznego, nerwowego i tego obłędu, działania na niekorzyść wszystkich i samej siebie. To jest piękna opowieść.
Ola: Natomiast ta zakrzepica była prawdą, była leczona z tej choroby już po powrocie na Ziemię. I to też jest elementem całej tej układanki, w każdej układance jest ziarno prawdy. Ale teraz przejdźmy do innego elementu dezinformacji, do innego motywu, jakim jest robienie sukcesów z porażek albo częściowych porażek, albo z takich sukcesów, które tymi sukcesami nie do końca były. Cofniemy się do samego początku wyścigu kosmicznego między ZSRR a Ameryką, wyścigu, który zaczął się w latach pięćdziesiątych.
Piotr: Ostatnio Rosja w ogóle nie ma żadnych sukcesów, więc nawet trudno coś udawać.
0:26:23 Łajka: prawdziwa historia pierwszego psa na orbicie
Ola: Minęło 65 lat od lotu w kosmos Łajki, tego słynnego pierwszego psa na orbicie okołoziemskiej, bo nie było to…
Piotr: Pierwsze żywe stworzenie na orbicie okołoziemskiej.
Ola: Tak, bo to nie było pierwsze zwierzę w kosmosie, tylko na orbicie. To była naprawdę skomplikowana i dramatyczna historia, a my znamy jej taki dobry finał.
Piotr: Tak.
Ola: Opowiedzmy trochę o tej Łajce.
Piotr: Łajka nie nazywała się Łajka, tylko nazywała się Kudriawka.
Ola: Bardzo ładnie.
Piotr: Bardzo ładna nazwa. Jak leciała w kosmos, miała mniej więcej 2-3 lata, nie wiadomo do końca ile, bo była, można powiedzieć, złapana z ulicy. Podobno zwabiono ją na chleb. Ważyła około 6 kilogramów.
Ola: Ale nie wtedy, kiedy ją zwabili, tylko kiedy ją wysłali w kosmos.
Piotr: Tak, jak ją zwabili, to ważyła mniej. 6 kilogramów to mniej więcej tyle, co nasz pies. Nie był to duży pies. Nasz pies, jak nagrywamy, często wpycha się nam na kolana, więc da się nagrywać z 6-kilowym psem na kolanach, dla informacji. Przed samym lotem nadano jej imię Łajka, co po rosyjsku znaczy coś mniej więcej jak "szczekaczka" czy "oszczekiwaczka", dlatego że jak ją przedstawiano publiczności w radiu, zaczęła szczekać.
Ola: Uwaga: przedstawiano publiczności w radiu. To były piękne czasy, pies w radiu. Jak sprawić, żeby psa usłyszano? To pewnie ją tam podszczypano.
Piotr: Też tak pomyślałem, że to nie przypadek. Zresztą samo słowo "łajka" to jest określenie grupy psich ras, zdaje się, syberyjskiego pochodzenia, ale ta Łajka nie miała z tym wiele wspólnego, to był po prostu kundelek, więc to tylko takie skojarzenie. Łajkę, jak już mówiłem, zwabiono w Moskwie na kawałek chleba gdzieś na ulicy, przekazano do testów, do Instytutu Medycyny Lotniczej. Zresztą przekazanych tam psów było wtedy przynajmniej chyba 10, jeśli się nie mylę. Wybierano je pod kątem różnych parametrów. W każdym razie finalnie Łajka została wybrana do tego lotu w kosmos, ponieważ była bardzo spokojna, bardzo cierpliwa. Była jedna suczka, która była od niej lepsza, ale ta suczka zaszła w ciążę, urodziła szczeniaki, nie chciano jej od nich oddzielać, więc finalnie stanęło na tym, że poleciała Łajka.
Ola: I Łajka poleciała na pokładzie Sputnika 2. Celem tego lotu było przeprowadzenie eksperymentów biomedycznych na psie przed wysłaniem w kosmos człowieka. Chodziło o to, żeby takie badania zrobić, zanim jeszcze Jurij Gagarin poleciał w kosmos, jeszcze wtedy oczywiście nie było mowy o Gagarinie. I tutaj propaganda radziecka odtrąbiła sukces, jakim miało być utrzymanie Łajki przy życiu przez 7 dni, a ostatniego dnia, wraz z wydzieloną porcją jedzenia, Łajka miała otrzymać truciznę, bo nie przewidywano jej powrotu na Ziemię. Nie było takich możliwości technicznych, czy chciano, żeby było taniej, wszystko jedno.
Piotr: Ta wersja była w powszechnej świadomości. Jak ja pamiętam, o Łajce słyszałem zawsze właśnie w tej wersji.
Ola: Tymczasem ja ostatnio trochę pogrzebałam w historii Łajki i włosy mi się na głowie zjeżyły, bo to już żadna tajemnica nie jest, wiadomo od ładnych kilkudziesięciu lat, jak było naprawdę. A było bardzo, bardzo nieprzyjemnie. Wychodzi na to, że Łajka ani nie miała łatwego życia, ani spokojnej śmierci. Na pokładzie Sputnika 2 najprawdopodobniej znalazła się tylko jedna porcja karmy i po 7 dniach w kapsule miał się po prostu skończyć tlen. Taki był plan radziecki. Prawdopodobnie również, choć nigdy nie udało mi się tego potwierdzić, któraś z lekarek w ostatniej chwili nakarmiła Łajkę przed lotem, chociaż nie jestem pewna, czy to zgodne z prawdą, bo przecież nakarmienie zwierzaka wiązałoby się z torsjami po uzyskaniu stanu nieważkości.
Piotr: Niekoniecznie, to zależy, różnie się reaguje. Nie mamy, prawdę mówiąc, dużego doświadczenia, jeśli chodzi o psy w kosmosie.
Ola: Natomiast w ogóle do tych sytuacji nie doszło. Łajka nic nie zjadła, ponieważ zmarła w ciągu pierwszych godzin lotu, a lot nastąpił 3 listopada 1957 roku. Odtajniono po latach zapis funkcji życiowych Łajki i pokazuje on, że rytm jej serca wzrósł trzykrotnie w stosunku do normalnego rytmu, a częstość oddechu aż czterokrotnie. Co było tego przyczyną? Nastąpiło przegrzanie kapsuły, jakiś element rakiety nośnej się nie odczepił, zaczęło być potwornie gorąco. Zwierzę doznało ogromnego stresu, dołożyły się do tego ogromne hałasy i przeciążenia. To nawet dla zwierzęcia przygotowywanego, tresowanego do tego, żeby wytrzymywało różne bardzo stresujące sytuacje, było za dużo. Sputnik 2 z ciałem nieszczęsnej psiny krążył jeszcze po orbicie przez 5 miesięcy, aż w końcu spłonął w atmosferze.
Piotr: I same przygotowania też nie były niczym fajnym.
Ola: Ja sobie tego nie potrafię wyobrazić.
Piotr: Przygotowywano ją między innymi do przeciążeń w jakiejś wirówce, tak że było 5G, i do przebywania w ubraniu ochronnym w ciasnej kapsule, gdzie przypinano ją do siedzenia.
Ola: Do siedziska. Była ubrana w specjalnie skrojony dla psa kombinezon, coś pomiędzy szelkami a takim ubiorem, jaki się wkłada psu, gdy jest chłodny dzień.
Piotr: I tam była przypinana, mogła siedzieć, stać, leżeć, trochę się przesuwać, ale tylko tyle, i stopniowo wydłużano ten czas aż do 20 dni.
Ola: Ja tego po prostu sobie nie mogę wyobrazić.
Piotr: To jakiś koszmar, coś upiornego. Było to dramatyczne przeżycie, niewątpliwie. Oczywiście można powiedzieć, że w skali całych lotów w kosmos poświęcenie jednego psa to niewiele, ale jakby na to nie patrzeć, ktokolwiek ma psa, ktokolwiek zna psy, wie, że to są naprawdę bardzo wrażliwe zwierzęta. Dość to dramatyczna i smutna historia. Ta opowieść o Łajce, która spokojnie kończy życie gdzieś w kosmosie, nie, tak to zdecydowanie nie było. Zresztą Łajka nie była pierwszym zwierzęciem wysłanym przez Rosjan w kosmos, wspominałaś już o tym.
Ola: Tak, było wiele zwierząt, które poniosły śmierć w kosmosie w testach lotów. Oprócz psów były między innymi małpy, żółwie, myszy.
0:33:34 Ham: szympans, któremu nie chciano nadać imienia
Piotr: Z kolei teraz, żeby nie było, że Rosjanie tacy straszliwi, a Amerykanie tacy sympatyczni: jest historia nie tak tragiczna, ale też dość dramatyczna. To jest historia szympansa znanego pod imieniem Ham, który poleciał w kosmos 31 stycznia 1961 roku, wysłany tam przez Amerykanów. Ale dlaczego akurat szympans? Wcześniej testowano loty na innych zwierzętach, to były myszy albo mniejsze małpy. Tu chodziło o przetestowanie już takiego finalnego elementu, trudnego do sprawdzenia na myszach, czyli wpływu stresu i ogólnej odporności psychicznej u organizmu wysoko rozwiniętego, wystawionego na stres startu, lotu, nieważkości. Potrzebne było więc zwierzę możliwie bliskie biologicznie człowiekowi. I tu właśnie, uwaga, muszę zrobić chwilę przerwy, bo nasz sześciokilowy piesek ładuje mi się na kolana, o to Fala. Dzień dobry. Teraz nie powinno jej być słychać, mam nadzieję, że nie będzie niczego robiła, jest u mnie na kolanach. Właśnie, ona jest dopiero Kudriawka. Ok, wybrano szympansa. Wybrano szympansa młodego, i to jest pierwsza gruba rzecz, bo to był bardzo młody szympans, w chwili zakupu przez NASA miał dwa lata. Dwa lata to jest naprawdę małe dziecko u szympansów, bo młode zostają z matką zazwyczaj do czwartego, piątego roku życia.
Ola: To jest grube. Kto choć trochę interesował się psychologią szympansów, takich wysoko rozwiniętych małp człekokształtnych, wie, że to są niezwykle inteligentne i niezwykle wrażliwe zwierzęta, i rzeczywiście one wyjątkowo mocno przeżywają rozdzielenie z matką.
Piotr: Potrzebny im był mały szympans, nie duży, silny, potężny, który jest w stanie rzucić człowiekiem o ścianę, tylko, bo takie są dorosłe szympansy, naprawdę mały, więc wzięli dziecko. Kupili go z amerykańskiej farmy, ale szympansy nie spadają z nieba do amerykańskich farm, tylko został sprzedany na tę farmę przez kłusowników, którzy złapali go w Kamerunie. Jak potem przedstawiono tę historię w prasie, to oczywiście nie można było mówić o kłusownikach, więc mówiono o "traperach", bardzo piękne określenie, którzy przypadkiem przywieźli z Kamerunu do Stanów szympansa.
Ola: Jak dobrze, że czasy się zmieniły, bo teraz przynajmniej u Amerykanów taki numer by nie przeszedł, opinia publiczna rozniosłaby ich na strzępy.
Piotr: I ten szympans dostał numer 65, co mnie trochę zastanawia, bo tych szympansów było mniej więcej 40, podobnych, wybierano najbardziej pasujące osobniki, więc dlaczego on miał akurat numer 65, nie wiem. Prowadzono de facto tresurę, żeby na orbicie, pod wpływem stresu i nieważkości, szympans był w stanie nadal wykonywać stosunkowo złożone czynności, więc na Ziemi przyuczano go do reagowania na określone bodźce, jakieś lampki, zapalające się, zdaje się, na niebiesko, i wtedy miał pociągnąć za dźwignię, wykonać konkretną czynność. Jeżeli robił to dobrze, dostawał banana, jeżeli źle, dostawał impuls elektryczny w podeszwy stóp.
Ola: Jak sympatycznie.
Piotr: Bardzo, że tak powiem, skuteczny sposób. W każdym razie po dłuższych debatach wybrano tę 65 do lotu, tego 31 stycznia 1961 roku. Wystrzelono go, to był lot suborbitalny, czyli bez wejścia na orbitę, 16 minut. Miał trwać trochę mniej, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Przede wszystkim już na starcie odpaliły się przypadkowo silniki systemu ratunkowego. Był taki system, którego rolą było odstrzelenie w razie awarii załogowej kabiny od reszty rakiety, żeby uchronić załogę. To zresztą przez długi czas funkcjonowało w promach, potem z tego zrezygnowano, między innymi dlatego zginęła załoga Challengera, że nie było takiego systemu w promach. W każdym razie to przypadkowe odpalenie silników spowodowało naprawdę potężne przeciążenie, rzędu 17G, i mimo tego nasz szympans 65 dał radę, przetrwał to i bardzo sprawnie wykonywał zadania w stanie nieważkości, którego miał zresztą kilka minut więcej niż planowano.
Ola: 17G to jest coś nieprawdopodobnego. Przy 10G ludzie tracą przytomność, nawet wytrawni piloci, wiemy to, bo niedawno ponownie oglądaliśmy "Mavericka".
Piotr: To fakt. To zakłócenie przy starcie nie było końcem trudnych spraw, bo cała trajektoria lotu została zakłócona, lot trwał trochę dłużej niż planowano. W trakcie lotu jeszcze rozszczelniła się kapsuła, bo wibracje spowodowane tymi dodatkowymi silnikami prawdopodobnie doprowadziły do rozszczelnienia zaworu i ucieczki powietrza. Na szczęście szympans był w kombinezonie, można powiedzieć, w jeszcze jednej kapsule wewnątrz kapsuły, więc nie odczuwał skutków tego rozszczelnienia, spadku ciśnienia czy zmiany temperatury. Ta zmiana parametrów lotu spowodowała, że kapsuła wylądowała 200 kilometrów dalej niż planowano, więc nie tak łatwo dało się ją od razu odnaleźć. W dodatku w momencie zderzenia z wodą, oczywiście były tam spadochrony i tak dalej, jeden z elementów się obluzował, coś tam się rozbiło, i znowu kapsuła się rozszczelniła, i do środka zaczęła się wlewać woda. Na szczęście niezbyt szybko, chyba, jeśli się nie mylę, około dwóch godzin szympans czekał na to, żeby go podjęto. Jak już go podjęto, było w środku chyba dodatkowo 350 litrów wody, ale on w tej wodzie nie pływał, bo był zamknięty. Wyciągnięto kapsułę, otwarto ją, 65 miała podobno tylko obity nos, nic mu się poważnego nie stało. Jak otwarto jego kombinezon, szympans się szeroko uśmiechał, to są zdjęcia, taki uśmiech od ucha do ucha. Opisywano to jako stan radości i relaksu, że po tym trudnym locie jest naprawdę zachwycony, że widzi swoich opiekunów.
Ola: Usatysfakcjonowany swoim osiągnięciem. A ja pamiętam, jak ty kilkanaście lat temu byłeś w Hiszpanii w takim ośrodku, który opiekuje się szympansami ocalonymi od kłusowników i od bezprawnego przetrzymywania. I pamiętam, jak mi opowiadałeś dokładnie o uśmiechu u szympansów, że oznacza on coś zupełnie innego niż uśmiech u ludzi.
Piotr: Myśmy tam pracowali przez kilka dni jako wolontariusze, była jakaś fizyczna robota, zrobili nam krótkie przeszkolenie z obsługi szympansów, chociaż nie mieliśmy z nimi bezpośredniego kontaktu, żeby coś się mogło stać, ale pracowaliśmy obok nich, i do szympansów się nie uśmiechamy, proszę państwa, dlatego że uśmiech to jest jakby pokazanie zębów i rozciągniętych warg, to jest sygnał agresji i objaw stresu. Więc to, co zaprezentował szympans 65 po wylądowaniu, to był po prostu ekstremalny stres, on był potwornie przerażony i stąd to obronno-stresowe rozciągnięcie warg i wyszczerzenie zębów. To nie był uśmiech szczęścia, naprawdę.
Ola: Zresztą potem pokazano cały film z lotu szympansa Hama w kosmos wybitnej prymatolożce, badaczce naczelnych, Jane Goodall, bo film w formie ocenzurowanej był wcześniej nieprezentowany, a ona zobaczyła całość i po obejrzeniu stwierdziła, że nie widziała jeszcze tak przerażonego szympansa. A naprawdę jest wybitną znawczynią, pracowała z szympansami w ich środowisku naturalnym, zna doskonale te zwierzęta, i tę jej opinię potwierdziło późniejsze zachowanie Hama, bo kiedy przyprowadzono go ponownie do kapsuły, żeby zrobić mu tam efektowną sesję zdjęciową, bronił się, wpadł w histerię, nie chciał wejść do tej kapsuły, bo widać było, jak duży stres, jak dużą traumę wywołał w nim ten lot. Nie trzeba tu być wybitnym psychologiem, żeby zrozumieć, że to było po prostu za dużo dla takiego zwierzęcia.
Piotr: Zresztą jak zauważyliście, ja na początku powiedziałem, że nazywał się Ham, a potem mówię o nim "sześćdziesiątka piąta", to imię Ham, pod którym jest w tej chwili znany, zostało mu nadane dopiero po wylądowaniu.
Ola: A wiesz dlaczego tak go nazwali? Szynka?
Piotr: Nie, to jest skrót, zaraz znajdę od czego.
Ola: To nie jest szynka.
Piotr: Nie, nie chodziło o szynkę. To było podwójne, bo z jednej strony to był jakiś skrót od miejsca, a z drugiej było też nawiązanie do jakiejś osoby, przepraszam, nasz kochany piesek zaczął się rozpychać, Fala, siedź spokojnie, rozmawiamy o zwierzętach, wiem, że to stresujące, ale mniejsza z tym. W każdym razie to było też nawiązanie do imienia jakiegoś człowieka, za chwilę to znajdę i sprawdzę. W każdym razie to imię wcześniej nie istniało, znaczy miał jakieś imię nadane nieoficjalnie przez opiekunów, ale oficjalnie tylko numerek, bo władze zdecydowały, że nie będą nadawały imion tym zwierzętom, żeby w razie niepowodzenia misji i śmierci pasażera prasa nie miała się nad czym rozczulać. Zupełnie inaczej pisze się, kiedy w wyniku nieudanego lotu zmarł szympans numer 65, a co innego, kiedy można napisać, że zmarł szympans Ham, to jest ta różnica. Bardzo się starano dbać o to, żeby w razie porażki nie było o czym mówić, więc to nawet chyba lepiej pomyślane niż u Rosjan, bo Rosjanie przynajmniej Łajkę nazwali przed startem, jakkolwiek, a Amerykanie tak bardzo dbali o to, żeby nic nie wypłynęło, że Ham był 65, i dopiero po wylądowaniu nadano mu imię, bo wtedy już propagandowo się to nadawało. A samo imię to był akronim od Holloman Aerospace Medical Center, czyli Centrum Medycyny Kosmicznej w Holloman, i jeszcze było tam, zdaje się, nawiązanie do nazwiska jakiegoś człowieka, który był… przepraszam, nie pamiętam, musiałbym to gdzieś wygrzebać. W każdym razie nie miało to nic wspólnego z szynką, tu cię uspokajam.
Ola: Dziękuję, bo cały czas mi to chodziło po głowie.
Piotr: Ja się też nad tym zastanawiałem, dlatego wcześniej sprawdziłem, ale tu nie zanotowałem. W każdym razie, mimo tych wszystkich problemów, ta misja zakończyła się sukcesem, nic mu się nie stało, przynajmniej fizycznie, był zestresowany, ale już nie wnikam co dalej, bo to osobna historia. W każdym razie to było coś, co otworzyło bezpośrednio drogę do pierwszego załogowego lotu w kosmos, Alana Sheparda, o czym za chwilę powiemy.
0:46:26 Gagarin i sprytne kłamstwo o locie
Ola: Rok 1961, przypominam, 31 stycznia to był lot Hama, a 12 kwietnia Rosjanie wykonali to, co Amerykanie uznali za strzał w ich stopę, czyli wysłali pierwszego człowieka w kosmos. I ten wyścig, zobaczcie, jak się zagęszcza, to naprawdę kwestia tygodni, kiedy wydarzy się następna rzecz będąca przełomem w podboju kosmosu. Ale w tym locie pierwszego człowieka w kosmos, w którym leciał Jurij Gagarin, też nie wszystko było zgodne z prawdą. Oficjalna wersja przebiegu lotu kapsuły Wostok-1 mówi o tym, że kosmonauta przebywał w swoim statku od początku do końca misji, tak jak trzeba.
Piotr: Takie były wymagania.
Ola: Tak, to było powtarzane w mediach, podczas każdej konferencji prasowej Gagarin miał przykazane, żeby rozpowszechniać właśnie taką wersję. W rzeczywistości, zgodnie z planem, skatapultował się z kapsuły na wysokości około 7 kilometrów, zanim Wostok uderzył w ziemię, i opadł na spadochronie.
Piotr: W jakim samolocie?
Ola: Na spadochronie, oczywiście. I tutaj od razu przypomina mi się anegdota: jak wylądował na stepie, poszedł do wioski w tym samym kombinezonie kosmicznym, ze spadochronem. Gospodynie domowe, które go zobaczyły, zaczęły krzyczeć z przerażenia na jego widok, bo myślały, że to kosmici przylecieli na Ziemię, albo że Amerykanie atakują. A on, zdaje się, krzyczał: "Ja wasz, ja wasz, ja ruski", taka anegdota.
Piotr: Jest lekkie nawiązanie do tego w "Top Gun: Maverick", takie mrugnięcie, kto oglądał, ten wie, na początku, ale bez spoilerów.
Ola: Dlaczego więc Rosjanie kłamali na temat tego spadochronu? Chodziło o to, żeby rekordy Gagarina uznała Międzynarodowa Federacja Lotnicza, a ona miała takie przepisy, że lot może być uznany na przykład za rekord wysokości i odległości tylko pod warunkiem, że pilot znajduje się i ląduje w tej samej maszynie od początku do końca lotu. W związku z tym Rosjanie ukryli fakt, że Gagarin lądował na spadochronie. Ale niezależnie od sposobu lądowania, Międzynarodowa Federacja Lotnicza i tak w końcu uznała ten lot, mimo że w 1971 roku, już po śmierci Gagarina, Rosjanie ujawnili, jak było naprawdę, pewnie ujawnili to niecelowo, po prostu coś wyciekło. Z lotem Gagarina związane jest jeszcze drugie kłamstwo: Rosjanie postanowili zataić lokalizację miejsca startu statków Wostok. To jest niezwykle sprytne, gruba intryga. Chodziło o to, żeby Amerykanie nie poznali położenia kosmodromu Bajkonur, bo gdyby zostało ono wpisane do rejestrów Międzynarodowej Federacji Lotniczej, wszyscy mogliby wiedzieć, gdzie Bajkonur się znajduje. Dodajmy, że obecnie leży on na stepach Kazachstanu, który już szczęśliwie nie przynależy do Związku Radzieckiego, a wówczas był w obrębie ZSRR. We wszystkich dokumentach Rosjanie przesunęli miejsce odpalenia rakiety o 231 kilometrów na północny wschód, na sam środek bezludnego stepu, i wtem nagle startuje stamtąd statek kosmiczny. Bardzo to było sprytne, z wyjątkiem może tego, że w tym czasie Amerykanie mieli już i używali samolotów Lockheed U-2 i doskonale znali położenie kosmodromu Bajkonur.
Piotr: Wciąż się zastanawiam, czy oni myśleli, że Amerykanie tego nie wiedzą, czy…
Ola: Nie wiem, może dla zasady.
Piotr: Może dla zasady, rzeczywiście, bo to takie bardzo rosyjskie. No dobra, i wreszcie dolecieliśmy do pierwszego Amerykanina w kosmosie.
Ola: My trochę tak lecimy lotem koszącym, raz w przyszłości, raz w przeszłości.
0:50:54 Pierwszy Amerykanin w kosmosie
Piotr: No dobra, ale lecimy. Tu chodzi oczywiście o Alana Sheparda, który został ogłoszony pierwszym Amerykaninem w kosmosie. Technicznie rzecz biorąc, OK, natomiast jego lot… Przepraszam, nasz pies właśnie się wyniósł ode mnie, już skończyliśmy o zwierzętach, to sobie poszedł. Więc Shepard faktycznie odbył lot w kosmos. To była gruba histeria po stronie Ameryki, jest parę fajnych książek na ten temat, bo strasznie się zdenerwowali tym Gagarinem. To była dla nich porażka, i to kolejna porażka, bo przecież najpierw Sputnik, potem Gagarin.
Piotr: I jeszcze Łajka, choć Łajką się tam specjalnie nie przejęli. Sputnik to w ogóle było okropieństwo. W każdym razie ten lot Sheparda był lotem balistycznym, suborbitalnym, o tym za chwilę. Po prostu nie dało się lepiej, zrobili, co mogli. Rakieta, przy pomocy której został wyniesiony, czyli Redstone, była dość jeszcze prymitywną, pochodzącą z wojskowych rejonów rakietą, nie była w stanie wynieść na orbitę okołoziemską niczego. Dlatego zdecydowano, że Shepard po prostu poleci w górę i spadnie. To był króciutki lot, wzniósł się na wysokość 187 kilometrów, i formalnie było to 16 minut lotu.
Ola: Czyli dokładnie tyle samo, co szympans Ham, dokładnie tyle samo lotu.
Piotr: Tak, bo Ham też leciał Redstonem, i dlatego to, co przetestowano na Hamie, czyli na 65, zostało później przeniesione na Sheparda. Tylko że udało się już pokonać te problemy z odpaleniem systemu ratunkowego i tak dalej, więc lot Sheparda przebiegał gładko. Formalnie trwało to 16 minut, natomiast spora część z tych 16 minut to było opadanie, bo już po dziewięciu minutach z groszem, nie pamiętam dokładnie ile, chyba 9 minut 38 sekund, już opadał i otworzyły się spadochrony, więc samego lotu było naprawdę stosunkowo niewiele. Po prostu poleciał w górę i opadł. Dla porównania Gagarin okrążył Ziemię, i to była rozciągnięta orbita, w odległości od Ziemi od 181 do 327 kilometrów, niepełne dwa okrążenia Ziemi, trwało to godzinę 48 minut. W porównaniu z takim, powiedzmy, kopnięciem i opadnięciem w wykonaniu Sheparda, to zupełnie inne światy. Ten lot odbył się 23 dni po Gagarinie, miał być przedstawiony jako bezpośrednia odpowiedź na niego, chociaż tak naprawdę była to jedna wielka porażka. To w ogóle fascynująca historia, bo wzięło się to z tego, że Amerykanie się żarli między sobą, różne grupy sił wojskowych były zaangażowane, lotnictwo żarło się z marynarką, każdy rozwijał swój program. Gdyby wtedy wzięli się wszyscy razem, dobrze to zorganizowali, to polecieliby prawdopodobnie, być może nawet szybciej niż Rosjanie.
Ola: Ale jeśli chodzi o Alana Sheparda, to w końcu naprawdę poleciał w kosmos.
Piotr: Tak, poleciał szczęśliwie.
Ola: W 1971 roku stał się piątym w historii człowiekiem, który chodził po Księżycu, a nawet zagrał na nim w golfa.
Piotr: No tak, to zresztą jest ładna historia, i można powiedzieć, że w końcu mógł się poczuć spełniony po tym takim trochę niby locie. Znaczy, no, był to lot w kosmos, okej, natomiast zestawienie go z lotem Gagarina zdecydowanie nie wypadało na korzyść Amerykanów.
Ola: Ale jak widzicie, mieli za uszami jedni i drudzy, raz jedni bardziej, raz inni mniej. W ostatnich czasach zdecydowanie po stronie rosyjskiej jest pałeczka siania dezinformacji, rozsiewania różnych plotek, fake newsów.
Piotr: Rosja nie ma się też czym pochwalić, jeśli chodzi o te loty. Rosyjski program kosmiczny leży i kwiczy. Po tych spektakularnych dawnych sukcesach, po utrzymywaniu jako takiego jeszcze poziomu przez długi czas, w tej chwili właściwie zakończyli swój program kosmiczny, tak można powiedzieć.
Ola: Ale trzeba im oddać sprawiedliwość, że ich statki Sojuz, czyli obecnie Progress, uratowały w ogóle plany lotów w kosmos prowadzone przez NASA, uratowały te momenty na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, kiedy bez nich niemożliwe byłoby dostarczanie zaopatrzenia i wymiana załóg. I rzeczywiście okazało się wtedy, że ta technologia rosyjska, właściwie jeszcze radziecka, jest solidna, niezawodna, bo te Sojuzy latały, latały i nic im się nie działo, a tymczasem w wahadłowcach co jeden poleciał, to jakiś kolejny przykry, nieprzyjemny incydent.
Piotr: To jest stara konstrukcja, właściwie oni jechali przez całe lata na tym, co kiedyś osiągnęli. Tak było. OK, słuchajcie, kończymy. Zdaje się, że się zmieścimy w godzinie, nawet tym razem. Myślę, że będzie więcej. Przede wszystkim prosimy: jak wam się podobało, opowiedzcie o tym innym, bo to jest najlepszy sposób na zachęcanie do słuchania. Piszcie też do nas na adres…
Ola: Gdybyście mieli jakiekolwiek uwagi, zwłaszcza krytyczne, to podcast@crazynauka.pl, podcast@crazynauka.pl. Zachęcamy was też do tego, żebyście kupowali koszulki wymyślone przez nas i zaprojektowane przez różne słynne graficzki, fajne wzory związane z nauką. Link do sklepu z naszymi koszulkami znajdziecie w opisie tego odcinka.
Piotr: Zresztą znajdziecie tam też link do materiałów, na których się opieraliśmy, więc jeżeli ktoś chce sobie coś rozwinąć, doczytać, to polecamy. I subskrybujcie nasz podcast, bardzo prosimy, gdzie się da, oceniajcie go, to jest najskuteczniejszy sposób, żeby dostawać powiadomienia o nowych odcinkach. Będziemy je robili regularnie. Dziękuję bardzo, właśnie tak będziemy je robili.
Ola: Tak, ponieważ ostatnio zwaliło się na nas całkiem sporo spraw, ale nie chcemy tu narzekać, wracamy do bardziej regularnego prowadzenia podcastów. Dziękujemy wam za to, że wytrwaliście z nami do samego końca, i żegna się z wami Ola Stanisławska, Piotrek Stanisławski i nasz piesek Fala, który teraz śpi u Oli na rękach.
Piotr: Tak jest. Dzięki, trzymajcie się.
Źródła
* https://edition.cnn.com/2022/07/26/world/russia-quit-iss-scn/index.html
* https://edition.cnn.com/2022/10/25/world/iss-maneuver-russia-space-junk-scn/index.html
* https://www.reuters.com/lifestyle/science/russias-nauka-space-module-experiences-problem-after-docking-with-iss-ria-2021-07-29/
* https://www.space.com/international-space-station-cracks-found-zarya-module
* https://www.space.com/russia-blames-nasa-astronaut-soyuz-leak
* https://www.smithsonianmag.com/smithsonian-institution/sad-story-laika-space-dog-and-her-one-way-trip-orbit-1-180968728/
* https://www.space.com/space-dogs-documentary-laika-soviet-spaceflight.html
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Jurij_Gagarin
* https://en.wikipedia.org/wiki/Ham_(chimpanzee)
* https://history.nasa.gov/animals.html
* https://airandspace.si.edu/stories/editorial/mercury-primate-capsule-and-ham-astrochimp
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Mercury-Redstone_3
Źródła
Rosja grozi, że wycofa się z ISS
- edition.cnn.com/2022/07/26/world/russia-quit-iss-scn/index.html
- edition.cnn.com/2022/10/25/world/iss-maneuver-russia-space-ju…
Awarie rosyjskich modułów na ISS
- reuters.com/lifestyle/science/russias-nauka-space-module-…
- space.com/international-space-station-cracks-found-zary…
Rosjanie oskarżają astronautkę NASA o sabotaż
Lot Łajki
- smithsonianmag.com/smithsonian-institution/sad-story-laika-space…
- space.com/space-dogs-documentary-laika-soviet-spaceflig…
Lot Jurija Gagarina
Lot Hama
- en.wikipedia.org/wiki/Ham_(chimpanzee
- history.nasa.gov/animals.html
- airandspace.si.edu/stories/editorial/mercury-primate-capsule-and…
