Podcast Crazy Nauka · odc. 3

Nieważkość na twardo

21-09-2018 · 36 min · Tematyczny, Ciało i zdrowie, Kosmos i astronomia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Turystyka kosmiczna – to brzmi pięknie! Takie Malediwy. Albo Bali. Tylko lepsze widoki i ta cudowna nieważkość! Tak!!!

No właśnie – nieważkość. Więc może zamiast euforii unoszące się po całej kabinie kuleczki wymiocin? I nie tylko…

A w podcaście wspominamy o kręceniu filmu Apollo 13. Rzućcie więc okiem na tę scenę przygotowań do filmu na pokładzie Vomit Comet:
youtube.com/watch?v=5IAAjk3QdU8

I koniecznie obejrzyjcie teledysk OK GO:
youtube.com/watch?v=LWGJA9i18Co

Oraz to, jak był kręcony:
youtube.com/watch?v=Gsnyqu7xq9c

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski.

Ola: I nasz podcast crazy naukowy.

Piotr: Nieregularnik podcastowy.

Ola: Nieregularnik. Tym razem o nieważkości będziemy rozmawiali, a jest co o czym mówić, dlatego że Elon Musk niedawno ogłosił, kto ma polecieć jako jeden z pierwszych turystów kosmicznych i ma oblecieć Księżyc dookoła.

Piotr: To jest czar Elona Muska, dlatego że jeśli poleci, gdyby poleciał dzisiaj, to byłby ósmy turysta kosmiczny. Już było ich ośmiu.

Ola: Ale bezpiecznie powiedziałam jeden z pierwszych, w związku z czym zachowałam wiarygodność.

Piotr: Jak najbardziej, ale już na przykład królowie wszelkiej wiarygodności, czyli dziennik "Fakt", napisali o pierwszym turyście kosmicznym i generalnie w paru miejscach widziałem tego pierwszego turystę kosmicznego. Bo rzeczywiście faktem jest, że ostatni kosmiczny turysta poleciał dziewięć lat temu. Może jak zdefiniować turystę kosmicznego, bo to w sumie od dawna używane słowo, ale nie do końca wiadomo, o co chodzi. Jak dla mnie to jest taki, który płaci za to, żeby polecieć na orbitę, a nie jemu płacą za to, żeby poleciał na orbitę albo gdzieś dalej. Pierwszy kosmiczny turysta to jest 2001 rok i to był Dennis Tito, który za to wywalił 20 milionów dolarów, a ostatni, jaki się wybrał, to był 2009 rok. Dennis Tito zgłosił się do Rosjan dlatego, że NASA go odrzuciła. NASA mu powiedziała, że sprzęt kosmiczny jest za drogi, zbyt cenny i zbyt wyspecjalizowany, żeby jakiś koleś, amator i cywil, mógł coś zepsuć. I go pogonili z jego 20 milionami dolarów, a Rosjanie przyjęli go z otwartymi rękami.

Ola: Przygarnęli do szerokiej rosyjskiej piersi. Elon Musk również przygarnia do swojej szerokiej piersi turystów kosmicznych. Elon to jest w ogóle specjalista w dziedzinie marketingu. Ileż to on nam rzeczy naopowiadał, o tym, że polecą ludzie na Marsa, że założą tam bazę marsjańską, że będą loty załogowe regularne. Najróżniejsze, najpiękniejsze rzeczy naopowiadał. Póki co wysłał w stronę Marsa swój samochód ze Starmanem na pokładzie i z Davidem Bowie śpiewającym "Life on Mars". I to póki co doszło do skutku. Mam nadzieję, że w ogóle ta wyprawa wokół Księżyca dojdzie do skutku. A tym pierwszym turystą kosmicznym, który będzie pasażerem SpaceX, będzie Yusaku Maezawa. Japończyk, multimilioner, kolekcjoner sztuki, który chce na tę wycieczkę zabrać od sześciorga do ośmiorga artystów. Malarzy, wokalistów, architektów oraz różnych innych niebieskich ptaków.

Piotr: Tak, on zrobił taki projekt, nazywa się Dear Moon. Ma zresztą piękną stronę i, żeby nie było, że oni będą musieli płacić, on płaci im za wszystko. I chce, żeby oni doznali takich artystycznych wrażeń, które później po powrocie na Ziemię pozwolą im stworzyć szczególne, niezapomniane, wyjątkowe dzieła. Tam nawet na stronie Dear Moon jest taki ładny kalendarz, taka linia czasu, na której jest oznaczone, kiedy polecą, a kiedy mają stworzyć te dzieła. Tak więc wszystko jest starannie zaplanowane.

Ola: Już wszystko wiadomo. Ja tylko mam taką wizję tego lotu i tego, co będzie przeżywała załoga SpaceX, która będzie obsługiwała tych ośmioro, dziewięcioro ludzi przyzwyczajonych do przebywania w ekskluzywnych hotelach, w luksusowych miejscach. Ludzi przyzwyczajonych do tego, żeby im inni ludzie usługiwali albo ich obsługiwali. I już teraz mam wizję tego, jak ta cała brygada leci w kosmos i doznaje jednego wielkiego focha z powodu tego, co tam się będzie działo.

Piotr: Na szczęście oni będą mieli dość komfortowe warunki, na szczęście i na nieszczęście, o czym za chwilę, bo w porównaniu z… Właśnie, taką pierwszą misją, która zrobiła coś takiego, jeśli chodzi o trajektorię, jak oni planują zrobić, była Apollo 8, dokładnie 50 lat temu, bo w grudniu minie 50 lat od jej lotu.

Ola: No i sukces być może powtórzymy.

Piotr: Być może. I oni polecieli właśnie taką trasą, która poprowadziła ich za Księżyc, czyli na tę niewidoczną stronę Księżyca, a wcale nie ciemną, bo jest tak samo jasna jak każda inna, ale niewidoczna z Ziemi.

Ola: Bo Księżyc jest jakby przyklejony twarzą w stronę Ziemi i tak się obraca, że tył ma zawsze dla nas niewidoczny.

Piotr: Tak, i zawsze prawie tą samą stroną, jest troszkę wahania, ale tą samą stroną jest zwrócony do Ziemi. Ale wracając do tematu, oni mają właśnie okrążyć Księżyc i wrócić na Ziemię, czyli to jest właściwie trasa Apollo 8 i tych wszystkich misji księżycowych, które nie lądowały na Księżycu.

Ola: Między innymi Apollo 13, słynny film, nasz ukochany.

Piotr: Bardzo dobrze, że go przywołujesz.

Ola: Tak, tak, on jeszcze będzie tutaj przywołany przy innej okazji. Natomiast rzeczywiście Apollo 13, który miał lądować na Księżycu, nie wylądował na nim, okrążył Księżyc. I z różnymi perturbacjami, niemalże cudem, a tak naprawdę ogromnym wysiłkiem inżynierów NASA, wylądował na Ziemi bezpiecznie.

Piotr: I właśnie, jak ktoś nie oglądał tego filmu, to czym prędzej niech go obejrzy. To jest pierwsza i zasadna sprawa.

Ola: To jest film z 95 roku, rewelacyjny, nie stracił nic ze swojej aktualności.

Piotr: I to, co w nim ważne, to jest wnętrze. Wnętrze tych modułów, po których astronauci się poruszają, muszą się tam przenosić. I te wnętrza są ciasne. To znaczy, da się tam żyć całkiem nieźle, ale jest ciasno. I dlatego o tym mówię, że to, co szykuje Elon Musk ze SpaceX, to jest taki pojazd kosmiczny, który ma wewnętrzną średnicę tej rury, w której to wszystko zbudują, dziewięć metrów. Czyli jest naprawdę kawał potężnej przestrzeni.

Ola: Czyli być może dla każdego z artystów uda się wykroić indywidualną salonkę.

Piotr: Ja myślę, że bardziej przyda mi się indywidualna toaleta. Właśnie przechodzimy do tematu nieważkości.

0:06:27 Mdłości i opuchnięta twarz w nieważkości

Piotr: Jak loty kosmiczne potrafią być uciążliwe, to Apollo 7, jak się nie mylę, miało taki problem, że dowódca misji miał poważne problemy związane, powiedzmy, z żołądkiem. Były wywołane…

Ola: Apollo 8, Frank Borman.

Piotr: Frank Borman, dziękuję. I dostał rozwolnienie i gwałtownych wymiotów. Nie do końca jesteśmy w stanie ocenić, jaki był procent nieważkości w tym, a jaki procent tabletki nasennej, którą wziął. I to też jest znamienne, że w kosmosie bardzo źle się śpi. Nie był w stanie zasnąć, wziął tę tabletkę. Jak się obudził, to leciało mu z obu stron.

Ola: Co więcej, nie był w stanie nad tym zapanować, żeby załoga nie musiała mieć styczności z maleńkimi, latającymi po kabinie kuleczkami fekaliów oraz wymiocin.

Piotr: Uwaga.

Ola: Czarująco.

Piotr: Tak, właśnie. I teraz, czy to było 50 lat temu, czy nadal się należy tego obawiać? Nieważkość się nie zmieniła. Nieważkość nadal jest stanem wybitnie nienaturalnym dla człowieka. Zresztą, co ciekawe, badania pokazują, że nie chodzi właściwie nawet o samą nieważkość, tylko o zmianę warunków grawitacyjnych. Bo badania robione w wirówkach pokazują, że ludzie bardzo długo wirowani w wirówkach przez jakiś czas mają efekt bardzo podobny do choroby ruchowej, o której za chwilę. I potem po jakimś czasie przystosowują się do tego i już całkiem nieźle funkcjonują, bo tam symuluje się większą grawitację. A po tym, jak ich przestaną kręcić i wypuszczają, to znowu w naszej normalnej ziemskiej grawitacji zaczynają mieć takie same sensacje przez jakiś czas. Czyli chodzi o zmianę.

Ola: Dokładnie. Problemem jest zmiana. I tak naprawdę ta zmiana w kosmosie jest jeszcze bardziej dotkliwa, bo tam mamy generalnie uczucie, jakby grawitacja nie działała na nas tak jak na Ziemi. Za chwileczkę do tego wrócimy i powiemy, jak bardzo to jest nieprawda, bo grawitacja nadal działa o 10% słabiej niż na powierzchni Ziemi działa na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, o której w tej chwili będziemy mówić. Natomiast jeśli chodzi o samopoczucie, to ono jest złe, ponieważ błędnik wariuje, krew zaczyna być inaczej pompowana do różnych części ciała, serce bije tak samo, natomiast grawitacja nie pomaga przeciskać się krwi przez naczynia włosowate w kończynach, które przeważnie są skierowane ku dołowi, w związku z czym gorzej przebiega krążenie. I to mówił Mirosław Hermaszewski po swoim locie, że duża część krwi gromadzi się w głowie i ma się uczucie, jakby w tej głowie narastało coś bardzo wielkiego, nieprzyjemnego, uczucie takiego napierania, zwiększonego ciśnienia w obrębie głowy.

Piotr: Zjawisko, które się nazywa moon phase, mianowicie wyglądasz jak potwornie napuchnięta, znaczy nie ty teraz na szczęście, tylko jakbyś była w kosmosie.

Ola: Dobrze, że wyjaśniłeś to milionom naszych słuchaczy.

Piotr: I mamy taki efekt opuchniętej twarzy, ponoć zmarszczki znikają, to dobra wiadomość, natomiast człowiek czuje się, jakby miał rozsadzić wszystko, oczy, nos. Zaczyna mieć opuchnięty nos, tak jak przy katarze, kiedy nie mamy jeszcze porządnego gluta, ale mamy opuchniętą śluzówkę. Tu jest dokładnie ten sam efekt, śluzówka jest opuchnięta, dlatego że więcej wody krwi jest w tej górnej części ciała.

Ola: Nie jest spychana ku dołowi za sprawą ziemskiej grawitacji, tylko utrzymuje się gdzieś wyżej.

Piotr: Po pewnym czasie organizm się do tego przystosowuje.

Ola: Dodatkowo płyny są w sposób mało kontrolowany wypychane z obrębu ciała.

Piotr: Ładnie to ujęłaś.

Ola: Prawda? Starałam się, jak mogłam. Mnie porusza zwłaszcza bekanie. Otóż kiedy bekamy, zdarza nam się to, co robimy oczywiście niezwykle dyskretnie.

Piotr: Kobiety tęczą.

Ola: Tak, kobiety nie bekają, jak wiadomo. Ale jest tak, że ten gaz gromadzi się powyżej treści żołądkowej i w momencie dyskretnego beknięcia gaz wylatuje, treść żołądkowa pozostaje na miejscu. Co się nie dzieje w kosmosie, ponieważ tam treść żołądkowa jest dokładnie wymieszana z gazem i efekty podczas beknięcia mogą być naprawdę bolesne dla towarzyszy podróży.

Piotr: Jeden z amerykańskich astronautów opracował taką metodę. Opowiadał o tym, że naciskając brzuchem, żołądkiem na różne elementy w kabinie, był w stanie oddzielić gazy od treści żołądkowej i bezpiecznie beknąć. Taki lifehack. Wyobrażam sobie widok tego astronauty. I teraz uwaga, przeskok intelektualny. Wyobraź sobie malarza ocierającego się brzuchem o architekta. Brzuch architekta.

Ola: Było, było.

0:11:54 Sikanie, wymiotowanie i higiena na orbicie

Piotr: To teraz jeszcze przeskoczę do innych płynów. Mocz. Sikanie na orbicie.

Ola: Ale się nie sika gdziekolwiek, w dowolnym kierunku.

Piotr: Sika się do rurki, do lejka zazwyczaj. Toalety kosmiczne są już bardzo dobrze opracowane. Ponoć te rosyjskie i te amerykańskie, chociaż działają inaczej, wyglądają inaczej, są równie skuteczne. To już szczegóły, ale zabawa polega na czym innym. Otóż na Ziemi, kiedy zaczyna nam się chcieć siusiu, to chce nam się po trochu, dlatego że mamy ciążenie i to ciążenie spycha mocz do dolnej części pęcherza moczowego. I tam czujniki pęcherzowe powoli nam sygnalizują: jeszcze dasz radę dojechać do domu, nie ma co się zatrzymywać na stacji, masz dobre 45 minut. I my, jako dorośli, zwłaszcza że u dzieci to różnie bywa, jesteśmy przyzwyczajeni do kontrolowania tej sytuacji. Natomiast w kosmosie jest inaczej. Tam mocz nie naciska na pęcherz w ten sposób, tylko sobie orbituje i lata w tym pęcherzu. Efekt jest taki, że dostajemy nagle alarm wtedy, kiedy pęcherz jest prawie pełny. To znaczy, ucisk na ścianki i rozciągnięcie ścianek pęcherza moczowego jest tak silne, że zaczyna nam w głowie gwałtownie dzwonić alarm w stylu: jak się nie wysikasz za chwilę, to i tak poleci.

Ola: No to tak jak u małych dzieci.

Piotr: Tak jak u małych dzieci. I dlatego powiedziałem, że może przydałaby się toaleta dla każdego z artystów.

Ola: Oddzielna, w jego salonce.

Piotr: A jeszcze właściwie nie powiedzieliśmy o najgorszym.

Ola: No właśnie. Ja cały czas czekam na ten moment, kiedy będziemy mówili o wymiotowaniu. Mój ulubiony temat, przećwiczyłam temat mdłości i wymiotowania podczas ciąży i muszę powiedzieć, że prawie cztery miesiące mdłości i wymiotów po kilka razy dziennie to jest przeżycie samo w sobie. Tam na orbicie po trzech dniach ponoć większość ludzi przyzwyczaja się do tego dziwnego stanu i przestaje mieć tak silne mdłości, przestaje wymiotować.

Piotr: Ponoć tak. Szacuje się, że to zależy od źródeł i od stopnia wytrenowania. Od 30 do 80% ludzi znajdujących się w stanie nieważkości doznaje tak zwanej choroby ruchowej. Nie do końca trzeba ją mylić z chorobą lokomocyjną na Ziemi, chociaż to jest trochę podobne, ale znacznie gwałtowniejsze i znacznie trudniejsze do ogarnięcia, zwłaszcza że nie mamy tej wizji, że zaraz się zatrzymamy, odpoczniemy i będzie lepiej. Przy naszym locie SpaceX wokół Księżyca lot ma trwać pięć dni. Po trzech dniach ludzie prawdopodobnie zaczynają czuć się lepiej.

Ola: Ciekawe, jak będą wyglądały dzieła sztuki, które powstaną po takim locie.

Piotr: Było już trochę takich dzieł sztuki.

Ola: Podobno zapamiętuje się najbardziej pozytywne rzeczy, a wypiera się te negatywne.

Piotr: Może więcej czasu trzeba by było między powrotem na Ziemię a rozpoczęciem tworzenia tych dzieł, żeby wymazać te wspomnienia.

Ola: Wymazać, to jest znamienne. A jeśli chodzi o wymiotowanie w kosmosie, to są różni rekordziści. Był ktoś taki, chyba jeszcze żyje, Jake Garn. Ten pan poleciał jako załoga na Międzynarodową Stację Kosmiczną i ustanowił jakość samą dla siebie, ponieważ tak wymiotował i miał takie mdłości, że NASA do dziś nieoficjalnie używa terminu skala Garna, jeśli chodzi o moc wymiotowania. Jeden Garn to jest maksimum, jakie można osiągnąć w kosmosie, a zazwyczaj astronauci osiągają jedną dziesiątą Garna.

Piotr: Tak, maksymalnie. Nie wiem, ile osiągnęłaby Walentyna Tereszkowa, bo wtedy, po pierwsze, mamy mało danych, bo bohaterowie Związku Radzieckiego, wiadomo, nie wymiotują. Wyglądają zawsze pięknie.

Ola: Nie defekują.

Piotr: Z wzniesionym czołem głoszą różne hasła. Zresztą akurat Tereszkowa bardzo intensywnie głosiła z orbity te hasła, które jej tam zapisano. To też jest dość zabawny, propagandowy element.

Ola: Ona, bidulka, trzy dni latała, czyli dokładnie tyle, ile trwały te jej mdłości i mogłyby przestać, ale wtedy już wylądowała.

Piotr: I podobno, ponieważ Rosjanie nie do końca wiedzieli, jak to będzie, część tych lotów, gdzie kosmonauci byli przypięci do foteli, nie miała tego zjawiska. Bo człowiek przypięty do fotela nie orbituje, nie kręci się, nie ma tego efektu nieważkościowego tak silnego. Natomiast w przypadku Tereszkowej ponoć było to tak nieprzyjemne i gwałtowne, a jednocześnie statek był nieprzygotowany, że musiała odrywać tapicerkę ze ścian i wymiotować za tę tapicerkę, żeby nie latały te słynne kuleczki po całej kabinie. Zresztą przez jakiś czas uważano, że kobiety nie powinny latać w kosmos, bo to na pewno wina bycia kobietą. Po czym Amerykanie udowodnili, że wręcz odwrotnie, bo jak ich przedstawicielka poleciała w kosmos, to jako jedyna nie wymiotowała z trzyosobowej załogi.

Ola: No, to się różnie zdarza. Ja mam na przykład błędnik dużo bardziej odporny od twojego. Piotrek ma pewien wyczyn na swoim koncie. Zwymiotowałeś do szybowca mistrzowi Polski.

Piotr: Nie, mistrzowi świata. Polacy są już znakomitymi szybownikami. Kiedyś byłem na jakiejś imprezie, gdzie można się było przelecieć szybowcem z mistrzem świata. Przepraszam, nie pamiętam już jego nazwiska. Jakoś tak wymazałem. Start się odbywał z wyciągarki, czyli nie tak łagodnie jak za samolotem, który wyciąga szybowiec, tylko to jest taka maszynka, która rozpędza szybowiec w bardzo krótkim czasie do wystarczającej prędkości, żeby się wzniósł. I w dodatku bardzo gwałtownie się wznosi. A jeszcze był dobry dzień, więc były dobre kominy termiczne, i ten szybownik postanowił mi pokazać, jak to się dobrze lata. W związku z czym bardzo gwałtownie i szybko się wznosiliśmy. Na szczęście miałem na sobie koszulkę i z tej koszulki zrobiłem taki zgrabny woreczek, do którego zwymiotowałem. Po wylądowaniu udałem się do aeroklubu kupić od nich ich firmową koszulkę, a oni stwierdzili, że to jest doskonały interes i że częściej muszą tak latać, bo więcej koszulek sprzedadzą. Tak było.

Ola: Astronauci nie mają takiego szczęścia, żeby mogli tak wszystko starannie złapać. Więc jeżeli mi się rzeczywiście zdarzy puścić pawia w kosmosie, to jest to kosmiczny paw. I teraz uwaga, to nie jest tak, że ten paw będzie się po wsze czasy unosił po kabinie, tylko w końcu jest wciągany przez systemy wentylacji, które mają dość dokładne filtry i tam się wszystko bardzo ładnie miele. Natomiast nie ma czegoś takiego, żeby można było tego pawia natychmiast wyssać z pomieszczenia, bo to jest po prostu niemożliwe, bo powietrze filtruje się powoli. I między innymi z tego powodu wielkie niebezpieczeństwo może stanowić obcinanie paznokci.

Piotr: O tak.

Ola: To Chris Hadfield, jeden z dowódców Międzynarodowej Stacji Kosmicznej sprzed kilku lat, prezentował, jak należy w kosmosie obcinać paznokcie. Otóż obcinanie paznokci tam, gdzie popadnie, może być po prostu niebezpieczne dla życia i zdrowia, bo jeżeli taki latający paznokieć wpadnie komuś w oko, to może zrobić krzywdę, albo nie daj Boże, ktoś go połknie. Co trzeba zrobić? Trzeba paznokcie obcinać dokładnie tuż przy filtrze wymiany powietrza. Podobnie z włosami, bo przecież postrzyżyny też miały miejsce w kosmosie i te włosy nie mogą się unosić po wsze czasy. Mam wizję tych psich kudłów, które u nas leżą na podłodze, od czasu do czasu się kłębią, a w kosmosie by tak sobie latały w rytm walca.

Piotr: Tak, tak, Strauss zdecydowanie by do tego pasował. Teraz jeszcze trzeba powiedzieć, że nie można sobie wymiotować tak po prostu, bo to jest bardzo cenna woda. Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, i podejrzewam też na statku SpaceX, woda będzie odzyskiwana, bo nie można zabrać ze sobą ogromnych zapasów wody. W związku z czym czy się myjemy, czy sikamy, czy się pocimy, czy wymiotujemy, czy robimy cokolwiek innego, co się wiąże z jakimkolwiek wydalaniem wody, to ta woda jest wychwytywana, oczyszczana i potem ją pijemy.

Ola: Oj, wiesz co, no to takie wzdraganie się. Przecież my też pijemy wodę, która przeszła przez filtry w oczyszczalniach ścieków, i nie mamy z tym problemu, że wcześniej w tej wodzie była kupa.

Piotr: No tak, ale nie myślimy o tym i nie widzimy tego bezpośrednio.

Ola: No tak, tutaj jest obiekt zamknięty, to ewidentnie pobudza wyobraźnię.

Piotr: A jeszcze tylko chciałem powiedzieć, że statek ma się nazywać Big Falcon Rocket, a Elon Musk nie ukrywa, że chodzi o Big Fucking Rocket. Taka tylko ciekawostka.

Ola: A być może statek powinien nosić nazwę Vomit Comet.

Piotr: A właśnie, to miało być o nieważkości, miało być o tym, skąd nieważkość.

0:20:47 Skąd się bierze nieważkość

Ola: Skąd nieważkość, a no właśnie, zacznijmy od tego. Co to jest nieważkość? Bo wielu osobom się wydaje, że nieważkość to brak grawitacji albo brak przyciągania ziemskiego.

Piotr: Jestem przekonany, że większość osób tak uważa.

Ola: Natomiast, powiem szczerze, że ja jeszcze kilka lat temu też właściwie tak myślałam, a potem sobie poczytałam. I to jest zupełnie coś innego. Wyobraźcie sobie, że ktoś ciska z bardzo dużą siłą kamieniem, tak że ten kamień zlatuje wysoko, wysoko i znajduje się 400 km ponad Ziemią, i mknie ponad tą Ziemią z prędkością 28,5 tys. km. To jest pierwsza prędkość kosmiczna. I mknąc taką prędkością przez próżnię, nie napotyka oporów i nie hamuje. W związku z czym ma tę prędkość mniej więcej stałą. I co? Próbuje spaść ten kamień na Ziemię? No to jest na tyle rozpędzony, że spada nie na Ziemię, tylko już za Ziemię.

Piotr: Mija się z horyzontem.

Ola: Mija się z horyzontem i tak naprawdę non stop spada, a Ziemia mu ucieka. On jest wciąż za daleko od tej Ziemi, żeby na nią spaść. Bardzo fajnie można sobie to wyobrazić za pomocą kamienia czy piłki. I myślę, że tak sobie możemy wyobrażać tę stację kosmiczną, która krąży wokół Ziemi, cały czas na nią spada i nie może spaść.

Piotr: I zresztą każdy obiekt w niej też tak. Ludzie dlatego latają w powietrzu, i mocz w ludziach, i wymiociny z ludzi. Wszystko to razem spada cały czas na Ziemię, a dzięki dobrze ustalonej, dużej prędkości nigdy nie spadnie.

Ola: Dokładnie tak. A w momencie, kiedy Amerykanie mieli wysłać pierwszych ludzi w kosmos, czyli program Mercury podjęty przez NASA w latach sześćdziesiątych… Nie, czy NASA wtedy już istniało?

Piotr: Nie pamiętam, kiedy powstała NASA.

Ola: Nieważne. W każdym razie Amerykanie stwierdzili, że muszą sprawdzić, co się będzie działo z ludźmi poddanymi nieważkości, dlatego że nie było pewności, czy będą mogli oddychać, czy płyny ustrojowe będą prawidłowo krążyły. To była wielka niewiadoma, w związku z czym zorganizowali tak zwane loty paraboliczne. Loty paraboliczne to są takie loty samolotem, gdzie samolot ostro wznosi się ku górze, po czym za moment nie wyłącza silników, tylko chyba włącza bieg jałowy, wszystko jedno, co robi, w każdym razie zaczyna spadać. Przez 30 sekund mniej więcej odbywa się taki spadek swobodny, po czym znowu samolot wychodzi z tego nurkowania i znowu się zaczyna wznosić, po czym następuje następna taka górka i spadek z niej.

Piotr: Warto dodać, że jak się wznosi, to jest większe przyciążenie, w granicach 2G, czyli…

Ola: 1,8…

Piotr: Czyli prawie dwa razy większe niż przyciąganie ziemskie.

Ola: W każdym razie, ponieważ samolot lecąc kreśli niejako parabolę, nazwano te loty lotami parabolicznymi. I zaletą takiego lotu jest to, że co jakiś czas mamy te 30 sekund, może trochę mniej lub więcej, nieważkości, kiedy można sprawdzić, co się dzieje z ciałem człowieka. Można przeprowadzać testy urządzeń, które potem będą wykorzystywane w kosmosie. Można różne eksperymenty już zacząć wypróbowywać.

Piotr: Można też kręcić filmy.

Ola: Właśnie, można też kręcić filmy. I tak w dużej części był nakręcony film "Apollo 13".

Piotr: Jakbyście chcieli sprawdzić, to policzcie sobie: są tam sceny, gdzie wyraźnie widać stan nieważkości, i to nie są efekty specjalne w rodzaju komputerowych, tylko efekty uzyskane na pokładzie jednego z tych Vomit Cometów.

Ola: Właśnie, bo astronauci przezwali go Vomit Comet, czyli wymiotolot.

Piotr: Żadna z tych scen… Bo tam wybudowano we wnętrzu jednego z tych samolotów scenografię symulującą statek Apollo 13. I żadna z tych scen nie trwa dłużej niż 30 sekund. Proszę zwrócić uwagę, że nigdy nie ma tak, żeby oni tam latali dłużej niż 30 sekund bez cięcia.

Ola: I tu mam takie dane, które sobie wyciągnęłam: ponad 600 razy wznosili się i opadali, i trwało to 13 dni zdjęciowych. Udało się nakręcić cztery godziny materiału. Wyobraźcie sobie, jak wymęczyli tych aktorów, zwłaszcza że nie wszyscy ludzie dobrze znoszą nieważkość, nawet trwającą 30 czy mniej sekund, bo bardzo wiele osób ma po prostu mdłości i wymiotuje. I w tej chwili ci, którzy organizują takie loty, czyli agencje kosmiczne i firmy prywatne, które chcą bogatym ludziom urozmaicić czas, po prostu wręczają ludziom środki przeciwwymiotne przed lotem.

Piotr: I to jest właśnie problem, bo Aviomarin bardzo dobrze działa, ale jednocześnie jest bardzo silnym środkiem. Przyzwyczailiśmy się do tego, że tam, weź se Aviomarin. Tymczasem Aviomarin jest substancją, przy której nie można prowadzić samochodu po jej zażyciu, która przy większej dawce powoduje nawet 24-godzinny sen ciągły. Bardzo dobrze działa przeciwwymiotnie i bardzo głupio. Można sobie zadać pytanie, dlaczego w związku z tym wszyscy ci nieszczęśni astronauci nie biorą Aviomarinu? Właśnie dlatego, że okej, może lot w statku kosmicznym to nie jest bezpośrednio kierowanie samochodem, ale muszą utrzymywać pełną aktywność i sprawność również na sytuacje awaryjne. Więc jedyną stosowaną metodą jest podawanie przez skórę. Są takie plastry z tą substancją aktywną. Mówię "Aviomarin", bo to jest nazwa handlowa, natomiast nie pamiętam, przyznam szczerze, jak nazywa się sama substancja, jakoś wrednie, dość długo. Stosuje się czasem plastry, które powodują powolne wchłanianie się w małych ilościach tej substancji. Ale z kolei: polecieć w kosmos, nabrać się Aviomarinu, pójść spać, to może lepiej nie lecieć.

0:26:54 Pozytywne strony nieważkości: euforia i Stephen Hawking

Ola: Ale w ogóle my tak cały czas mówimy o tych negatywnych skutkach lotu, w ogóle nieważkości. Natomiast bardzo wiele osób zgłasza po locie w takim Vomit Comet, że pierwsze, czego doznają, to jest stan euforii. Ludzie robią fikołki, cieszą się, śmieją się w sposób zupełnie niepohamowany. I to jest oczywiście piękne, dopóki nie doświadczą zaburzeń działania błędnika. Natomiast fajnym przykładem takiego pozytywnego spędzenia takiego lotu był profesor Stephen Hawking, słynny astrofizyk, który był przykuty do wózka inwalidzkiego, ale w 2007 roku został zabrany na pokład takiego samolotu Zero G w Stanach Zjednoczonych i przeprowadzono z jego udziałem krótki lot paraboliczny. Miał osiem wzlotów i upadków, można powiedzieć. I był absolutnie zachwycony tym, co się działo. Zacytuję go, bo to jest naprawdę słodkie, zważywszy na to, że już nie ma [? niepewne: zna miejsca] Hawkinga i to jest wielka strata dla ludzkości. "To było niesamowite", mówił Hawking. "Lot w stanie nieważkości był naprawdę cudowny, a i etap zwiększonej grawitacji nie był dla mnie problemem. Mógłbym tak znowu i znowu. Kosmosie, nadchodzę."

Piotr: To teraz polecam obejrzenie teledysku grupy OK Go. Muzycznie, jak to zwykle, OK Go nie jest mistrzostwem świata, natomiast OK Go specjalizuje się w niesamowitych teledyskach i zrobili teledysk do utworu "Upside Down and Inside Out", który jest w całości nakręcony właśnie w jednym z tych samolotów do lotów parabolicznych. Zastosowana jest tam pewna sztuczka: wycięte są te momenty zwiększonej grawitacji i posklejane te momenty nieważkości, więc wygląda to, jakby oni tam byli prawie cały czas w tym stanie nieważkości. Potem można sobie jeszcze obejrzeć making of tego teledysku. Warto, naprawdę, bo to sporo pokazuje o tym, jak to rzeczywiście wygląda, ten lot.

0:29:02 Woda w kosmosie i incydent Luca Parmitano

Ola: A jeśli chodzi o dziwne efekty nieważkości, to chyba każdy zna zdjęcia pokazujące te piękne kule wody, które latają sobie po kabinie statku kosmicznego, a astronauci sobie tak artystycznie je wypijają. I to, co się dzieje z wodą, jest bardzo charakterystyczne, bo jak się płacze, to ta woda nie ścieka po policzkach, tylko gromadzi się wokół oczu, które nagle zaczynają tonąć w tych łzach. Nie można się normalnie wykąpać, bo woda nie będzie się zachowywała tak jak na Ziemi, to znaczy nie spłynie po ciele ku dołowi, tylko będzie się gromadziła gdzieś na ciele.

Piotr: Tak, zwłaszcza że woda ma bardzo duże napięcie powierzchniowe, co powoduje, że przylepia się do ciała i uczucie jest [? niepewne: dysfidotyczne].

Ola: Właśnie, z tym przylepianiem do ciała miał wielki problem astronauta Europejskiej Agencji Kosmicznej Luca Parmitano. Kilka lat temu odbył taki spacer kosmiczny, który niemalże zakończył się jego utonięciem. Podczas spaceru przeciekał mu w kombinezonie pojemnik z chłodziwem, czyli z wodą, która miała go chłodzić w momentach, kiedy za mocno świeciło Słońce. Ten pojemnik powolutku przeciekał i woda, która z niego wylatywała, zaczęła się gromadzić w pobliżu twarzy astronauty.

Piotr: Zamiast normalnie ściekać, gromadzić się gdzieś tam w nogach.

Ola: I w momencie, kiedy on już wszedł przez śluzę do wnętrza stacji kosmicznej, był niemalże podduszony, bo woda zaczęła sięgać wysokości jego nosa, zatkała mu oczy i zatkała uszy. Prawie że już nic nie słyszał, nic nie widział i jakimś ostatnim rzutem na taśmę zdołał uratować życie, bo naprawdę by się utopił.

0:30:53 Przeziębienie na orbicie Apollo 7

Piotr: A jeszcze a propos dramatycznych wydarzeń, to z kolei Apollo 7. Zdarzyła się tam taka sytuacja, która chyba już nigdy potem się nie zdarzyła: udało się zawlec w kosmos, przez przeziębienie, zwykłego wirusa przeziębieniowego, który na Ziemi, wiadomo, nieleczone przeziębienie trwa tydzień, leczone siedem dni. Generalnie niewiele możemy z tym zrobić, leczenie wyłącznie objawowe. I tam znowu dowódca misji, znowu nie pamiętam, jak się nazywa, ale można sobie sprawdzić, był chory. To znaczy, jak startowali, nie był chory, rozchorował się w kosmosie i zaraził wszystkich swoich towarzyszy. Był to jeden z bardziej, powiedzmy, towarzysko-dramatycznych lotów, zwłaszcza że był to lot tylko orbitalny, na orbicie okołoziemskiej. Testowano różne elementy statków Apollo, które miały później lecieć na Księżyc. I tak wyszło, że kosmonauci zaczęli się buntować. Byli tak wymęczeni tym przeziębieniem, że odmawiali wykonywania różnych zadań. Największa awantura była o powrót na Ziemię. To znaczy, kiedy już mieli wracać, próbowali odmówić założenia hełmów. Nauczona doświadczeniem, zresztą częściowo dramatycznym, tragicznym, ale to już bez szczegółów w tej chwili, NASA wymagała od astronautów, żeby wracali w pełnych kombinezonach na wypadek dekompresji kabiny podczas lądowania. Oni stwierdzili, że nie włożą hełmów, dlatego że nie będą mogli sobie przetykać nosa. Mieli spuchnięte zatoki, opuchniętą śluzówkę, co w zestawieniu z efektem wielkiej napompowanej głowy, o którym Ola wcześniej mówiła, powodowało, że mieli po prostu dramatycznie obolałe zatoki. Jest nawet zapis w archiwach NASA tej kłótni, gdzie nie chcieli włożyć hełmów, i były prowadzone praktycznie pertraktacje, żeby wracali tak, jak to było ustalone. Efekt był taki, że nie chcieli włożyć hełmów, i efekt był taki, że dwójka z trójki załogi już nigdy więcej nie poleciała w kosmos. Uznano, że przy takich reakcjach nie można im zaufać następnym razem. Zrobiło się dramatycznie.

0:33:12 Książka "Cena Nieważkości" i marzenie o locie w kosmos

Ola: Głównie o wymiotowaniu i katarach, i takich rzeczach, a w ogóle o nieważkości i o tym, jak wpływa ona na organizm człowieka, bardzo dużo można się dowiedzieć z książki "Cena Nieważkości", bardzo dobrej książki, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Agora.

Piotr: Ona nawiązuje do autobiografii Mirosława Hermaszewskiego, noszącej tytuł "Ciężar Nieważkości". Tu jest "Cena Nieważkości", dlatego że to tak naprawdę książka w sumie mniej o samym locie, a bardziej o przygotowaniach i późniejszych konsekwencjach czy efektach tego lotu. Bardzo polecamy. Ja tę książkę naprawdę na wdechu przeczytałem. Zresztą mamy rozmowę w TOK FM z autorami tej książki, gdzieś w linkach pod podcastem znajdziecie link do tej rozmowy. Książka jest dobra, co tu dużo mówić.

Ola: A tak poza wszystkim, że tak zniechęcaliśmy cały czas do tej nieważkości, to powiem szczerze, moim wielkim marzeniem jest polecieć na orbitę. Myślę, że dałabym sobie radę, chociaż powiem szczerze, że gorzej mi się błędnik sprawuje niż jeszcze 20 lat temu, kiedy mogłam na karuzeli w dowolną stronę się kręcić i jeszcze na takiej łańcuchowej karuzeli okręcać się dookoła własnej osi, i to mnie bardzo bawiło.

Piotr: Dwa miesiące temu tak się kręciłaś.

Ola: Nie tak hardkorowo jak jeszcze 20 lat temu, ale myślę, że dałabym radę i bardzo bym chciała polecieć w kosmos. Więc ten podcast nie miał na celu zniechęcenia was do lotu, zniszczenia waszych marzeń, tylko pokazania, co może towarzyszyć takiemu pięknemu wyczynowi, jakim są loty kosmiczne.

Piotr: Jestem realistą i wiem, że byłoby to cudowne doznanie, dopóki nie zacząłbym wymiotować i nie byłbym półprzytomny z ogólnego rozbicia.

Ola: Czyli już po chwili po dotarciu na orbitę, albo nawet jeszcze wcześniej.

Piotr: Więc ja jednak chyba zostanę ziemskim fanem lotów kosmicznych.

Ola: Będę pisać do ciebie.

Piotr: Długie zimowe wieczory.

Ola: Okej, to bardzo wam dziękujemy za wysłuchanie naszych wynurzeń o nieważkości. Mamy nadzieję, że poczytacie sobie na ten temat więcej, posłuchacie naszej audycji. Niedługo wrócimy z kolejnym podcastem Crazy Nauki.

Piotr: Dzięki, do następnego razu. A, jeszcze jedno, miałem na koniec poprosić o jedną rzecz. Jeżeli ktoś dosłuchał do tego miejsca i był tak dzielny, to mam taką prośbę: puśćcie nam maila na adres [? niepewne: info@małpa.crazynauka.pl]. Niech to może być nawet jedno słowo: "słyszałem" albo "słuchałem". Ciekaw jestem, ile osób tak naprawdę nas wysłuchuje i ilu osobom będzie się chciało puścić takiego maila. To tylko taka prośba. Dzięki.

Źródła

* https://www.youtube.com/watch?v=5IAAjk3QdU8

* https://www.youtube.com/watch?v=LWGJA9i18Co

* https://www.youtube.com/watch?v=Gsnyqu7xq9c