Podcast Crazy Nauka · odc. 167

Nauka na czasie: Co z tym ekstremalnym El Niño i jak wydłużyć psom życie?

02-06-2026 · 57 min · Nauka na czasie, Klimat i środowisko, Zwierzęta i przyroda

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Silne El Niño może oznaczać więcej pogodowych ekstremów: upałów, susz, powodzi i gwałtownych zjawisk na Ziemi. Skąd wiemy, że nadchodzi? Dlaczego tak mocno wpływa na klimat całej planety? I czy jego skutki mogą być odczuwalne także w Polsce?
W tym odcinku mówimy też o pierwszych lekach, które mogą wydłużać życie psom. Dlaczego duże rasy starzeją się szybciej? I czy badania nad psami mogą kiedyś pomóc także ludziom?

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Upały tu, powodzie tam, czyli co może spowodować czekające nas wyjątkowo silne El Niño. Czy nasze psy będą mogły żyć dłużej dzięki nowemu lekowi? Cześć, tu Ola Stanisławska.

I Piotrek Stanisławski. Podcast, jak on się nazywa? Tyle tych podcastów robimy.

Oj, oj, oj. No dobra, Crazy Nauka.

Wiedziałem, [? niepewne: o niej] chciałem powiedzieć. Chciałem sprawdzić, czy ty wiesz. To twoje poczucie humoru coraz ostrzejsze.

Pracuję nad tym. Dziś czeka was krótszy, przynajmniej hipotetycznie, odcinek.

Dawno takich nie było.

No i w tym odcinku dwa tematy newsowe. Chociaż jak tak patrzę na obszerność tych tematów, to zaczynam wątpić, czy będzie krótszy. Otóż pierwszy z tych tematów, [? niepewne: Norman Oman] jest grzany mocno przez media, a dotyczy nadchodzącego wielkimi krokami wyjątkowo silnego zjawiska El Niño. To jest coś, co zapowiada, że kolejny rok pogody na Ziemi będzie absolutnie zwariowany. I to jeszcze bardziej niż standardowo w ostatnich latach. A drugi temat to będzie pierwsza substancja dopuszczona do, no, w tej chwili już takich szerokich testów, ale pewnie też niedługo do sprzedaży, chociaż zobaczymy. Substancja, która może wydłużać życie psom, bo też będzie o tym, dlaczego psy żyją zauważalnie krócej i tak dalej, i tak dalej. Nie będę teraz spoilerował, ale za to powiem, że jest to świetny moment na zasubskrybowanie naszego podcastu. Bardzo serdecznie polecamy ten pomysł.

I przypominamy też, że są jeszcze dwa inne podcasty, które równolegle robimy. Oba powstają we współpracy z Polskim Radiem, a są to… Laboratorium Zbrodni.

Już dobrze wam znane. Tak jest, sorry. I to jest odcinek fajny, bo jest taka bardzo, bardzo ciekawa metoda naukowa, która pozwoliła, dzięki badaniu włosów, paznokci, kości, otworzyć 25 lat życia pewnego człowieka, o którym właściwie nic nie było wiadomo.

A drugi z tych podcastów to Sekcja Teorii Spiskowych. I w tym odcinku, najnowszym, staramy się dociec, czy Stanley Kubrick pomógł rządowi amerykańskiemu sfingować lądowanie na Księżycu. No i jeszcze musimy wspomnieć, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

I tych nieliczących się również.

[~0:02:41] Czym jest El Niño i czym grozi

Jak już zapowiedziałam, zbliża się wyjątkowo silne El Niño. A co to jest El Niño?

O, dziękujemy za to pytanie, spontaniczne z sali. Jest to element jednego z najpotężniejszych naturalnych wzorców klimatycznych, jakie w ogóle występują na Ziemi. I efekt jest taki, że to El Niño podkręca globalne temperatury, czyli zwiększa ich wysokość, i wzmacnia równocześnie ekstremalne zjawiska pogodowe. No bo im wyższa temperatura, tym większe parowanie, tym więcej energii w atmosferze i tym dziwniejsze rzeczy się dzieją. No więc co nas czeka i jak długo to może potrwać? I wiadomość z ostatniej chwili, łamiąca wiadomość. Musimy mieć na to jakiś dźwięk. Czekaj, zobaczmy, może mamy jakiś. To już w zasadzie może być przesądzone, bo Światowa Organizacja Meteorologiczna doniosła, że różne modele przewidują, iż El Niño na 90% pojawi się już w najbliższych miesiącach i utrzyma się co najmniej do listopada. Już teraz widać jego początkowe objawy, ale jeszcze pochylmy się przez chwilę nad tym, czym to El Niño tak naprawdę jest, a czym nie jest. Dzięki temu pytaniu z sali, spontanicznemu.

Tak, ja zawsze skłaniam się ku tym, którzy pytają.

Wow, mam szereg pytań. Mogę zadawać?

Nie.

Tak myślałem. No dobrze. Mamy więc El Niño i La Niña, która jest odwrotnością El Niño.

O, dzięki. I te zjawiska zachodzą na wodach południowego Pacyfiku i w atmosferze ponad tym oceanem. No, a tutaj należy pamiętać, że Pacyfik, czyli Ocean Spokojny, który spokojny wcale nie jest, jest oceanem, który pokrywa niemal jedną trzecią powierzchni Ziemi. Więc jego wpływ na to, co dzieje się w atmosferze ziemskiej, w klimacie, a również w pogodzie, jest gigantyczny. I w skutek tej ogromnej skali procesów, które tam zachodzą, to, co się dzieje na Ziemi w kwestii pogodowej, również jest w dużym stopniu zależne od południowego Pacyfiku. No i tutaj El Niño reprezentuje fazę ciepłą, czyli podwyższa globalne temperatury, tak ogólnie rzecz biorąc, a La Niña jest fazą chłodną.

Dobrze pamiętam, że to jest po prostu chłopiec i dziewczynka?

Tak, dobrze pamiętasz. Jeśli chodzi o chłopca, to właśnie najpierw powstała nazwa El Niño, ponieważ największe natężenie efektu tego zjawiska pojawia się w okresie Bożego Narodzenia. I El Niño tak się mówi o małym Jezusku. Po prostu chłopiec. A o jego siostrze mówi się La Niña.

No, La Niña to po prostu dziewczynka. Ktoś poszedł na łatwiznę.

No trochę tak. Dodajmy, że to nie jest tak, że one występują naprzemiennie, bo jeszcze pomiędzy nimi pojawiają się fazy neutralne. Całość to są elementy oscylacji południowej i to jest właśnie jeden z największych, najbardziej potężnych naturalnie występujących wzorców klimatycznych na naszym globie. No i czym grozi to, że to El Niño będzie prawdopodobnie, zaraz powiemy dlaczego, bardzo silne, może najsilniejsze w historii pomiarów? Czym grozi to, że to El Niño będzie dla nas w bardzo przykry sposób odczuwalne? Dla nas, mam na myśli całą ludzkość.

O Boże, jak pięknie. Ostatnio nas ktoś strasznie ochrzanił w podcaście. Że my mówimy "my, naukowcy"?

Nie, nie, bo jak zrobiliśmy ten odcinek o teoriach spiskowych, o lądowaniu na Księżycu, i powiedzieliśmy, że my jako ludzkość, no to było straszne, straszne. Tam ktoś [? niepewne: się spróbował], jak to w ogóle, i tak dalej, i wcale, że już poza tym, że w ogóle nie wylądowaliśmy, ale że nie możemy tak mówić. Tylko takie tam refleksje. Ja dużo czytam tych komentarzy pod spiskami.

Dobrze, że ja ich nie czytam tak mocno.

Nie czytaj, bo ja czasami mam takie flashbacki. Wracając do El Niño, nie zapominajmy, że w tle cały czas mamy globalne ocieplenie. Zmiany klimatu, które zachodzą coraz bardziej intensywnie. A ponieważ one nie wygaszają się na czas trwania El Niño, a El Niño podkręca globalne temperatury do góry, więc może być jeszcze gorzej. To znaczy jeszcze goręcej, jeszcze więcej zjawisk ekstremalnych. Szykują się rekordy. Być może będzie kolejny najgorętszy rok w historii pomiarów. Tego jeszcze nie wiemy.

Nie spoileruj.

Bardzo bym tego nie chciała, no ale cóż. Nie zawsze się ma. Coraz częściej się nie ma.

Jeśli chodzi o to, jak Światowa Organizacja Meteorologiczna ocenia to zagrożenie, to mówi, że trzeba się do tego przygotować porządnie. I Celeste Saulo, czyli sekretarz generalna, powiedziała takie słowa: "Musimy przygotować się na potencjalnie silne zjawisko El Niño, które zaostrzy susze i ulewne deszcze oraz zwiększy ryzyko wystąpienia fal upałów zarówno na lądzie, jak i w oceanie".

Tak, na oceanie też mogą. To jest mój wtręt, że na oceanie też występują fale upałów i są bardzo, bardzo szkodliwe dla życia oceanicznego. I tutaj wracam do cytatu: "Ostatnie El Niño, to, które nastąpiło w latach 2023-2024, było jednym z pięciu najsilniejszych w historii i odegrało rolę w rekordowych temperaturach globalnych, jakie zanotowaliśmy w 2024 roku".

No i jeszcze dokłada się do tego sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres, który wydał takie oświadczenie, że jedynym skutecznym rozwiązaniem problemu tego El Niño są działania klimatyczne na miarę kryzysu, czyli położenie kresu uzależnieniu od paliw kopalnych, przyspieszenie przejścia na odnawialne źródła energii, ochrona najsłabszych, czyli głównie tych społeczności, które zależą od tych czynników klimatycznych najbardziej i mają najmniejsze zasoby, żeby się przed nimi chronić. Oraz, tu wracam do cytatu, stworzenie systemu wczesnego ostrzegania dla wszystkich.

No i tu oczywiście to wszystko prawda, natomiast, jak pewnie wielu z was sobie myśli, tere fere. Powtarzają to od tylu lat.

To było mocne.

I co z tym robią? No więc można powiedzieć, że robimy niewiele, a teraz nawet robimy wiele, żeby jeszcze bardziej pogłębić ten kryzys. To jest taki śmiech przez łzy. No i mówiąc "robimy wiele", nie mam na myśli Piotrka i mnie, tylko…

Uważaj, właśnie, to jest bardzo ciekawa wolta, ponieważ zamierzam powiedzieć, że to jest kwestia tego, że Stany Zjednoczone robią wiele.

Czy Stany Zjednoczone to my?

No nie, nie. Obecnie zdecydowanie nie.

Nie identyfikuję się.

[~0:10:26] Likwidacja amerykańskiej sieci pomiarowej oceanów

No więc te wspomniane Stany Zjednoczone robią właśnie coś bardzo złego, to znaczy odłączają swój system pomiarowy, który działa na oceanach, a który od wielu lat nieprzerwanie monitorował stan oceanów, a to się oczywiście przekładało na lepsze modele i lepsze prognozy. No i co teraz będzie? No zobaczymy, co będzie. W każdym razie powiem tak: czasami się na nas złościcie w komentarzach, że wchodzimy w politykę, a wy nas tu słuchacie nie dla polityki, tylko dla nauki. No więc my wchodzimy w politykę praktycznie tylko wtedy, kiedy ta polityka wchodzi w naukę, i właśnie teraz wchodzi w naukę po raz kolejny, więc jak kogoś to strasznie denerwuje, to trudno.

To jest tak, że właśnie w tej chwili administracja Donalda Trumpa postanowiła zlikwidować system pomiarowy, o którym wspomniała Ola. To jest ponad 900 urządzeń głębinowych, które są zakotwiczone wzdłuż zachodniego wybrzeża, nie całego, ale Stanów Zjednoczonych: tam jest Oregon, stan Waszyngton, Alaska, Karolina Północna, to już nie zachodnie wybrzeże, a także obszar między Grenlandią a Islandią. I oni tam naćkali różnych takich, no, nie chcę powiedzieć boi, bo to nie są tylko boje, to są różne urządzenia, niektóre nawet zacumowane na głębokości 3 km, które śledzą bardzo wiele parametrów. Mierzą, nie wiem, pochłanianie gazów z atmosfery, temperaturę oceanów, prądy, mnóstwo bardzo ciekawych rzeczy. Zresztą dzięki temu na przykład zbadano coś, co się nazywa południowym prądem zwrotnym Atlantyku, który, o ile pamiętam, właśnie przy okazji El Niño też ma jakieś znaczenie i którego zmiany mogą mieć bardzo poważne konsekwencje dla pogody, już nie tylko klimatu, ale po prostu pogody w rejonie Ameryki, tak jak i zmiany w Golfsztromie mogą mieć bardzo poważne konsekwencje dla Europy. No i co zrobiła administracja Trumpa? Powiedziała, że oni to zlikwidują.

To jest oczywiście bardziej skomplikowane, bo to nie sama administracja Trumpa, tylko obecne władze Narodowej Fundacji Nauki.

No dobrze, to ja mam pytanie. Czy im się bardziej opłaci zlikwidować to?

Nie, cholera, im się nie opłaca tego likwidować. To jest likwidowanie ideologiczne. Już ci mówię. Cała instalacja jest warta 368 milionów dolarów, ale ona już jest. I teraz trzeba ją oczywiście utrzymywać i rocznie to kosztuje 48 milionów dolarów. 48 milionów dolarów to są waciki. Przepraszam, że tak mówię. Nie dla nas, żeby było jasne. To są żadne pieniądze w budżecie amerykańskim. Żadne, dosłownie żadne. A to nie jest jedno urządzenie, które robi pik, tylko to jest naprawdę 900 urządzeń rozmieszczonych, które prowadzą bardzo ważne, również dla samej Ameryki, pomiary. Bo w ten sposób można się przygotować na dochodzące zmiany. Można je monitorować. I co, oni to teraz wszystko wydobędą?

Wielkimi kosztami? Ile to będzie kosztowało?

Będzie to trwało parę ładnych lat.

I zrobią to dla zasady?

Tak, zrobią to absolutnie dla zasady. Ale mają usprawiedliwienie. Ja tu muszę zacytować… Dzisiaj jest Dzień Cytatów. A ten będzie wiekopomny. Michael England, rzecznik Narodowej Fundacji Nauki, powiedział, że… I tutaj cytuję za "New York Timesem". Będzie link w komentarzu.

A czyje tłumaczenie, mój drogi?

Kochanie, nie wnikaj. Bo nie interesuj się, bo kociej mordki dostaniesz.

Już dostałam.

Proszę o skupienie, bo to jest poważna sprawa. I to jest bardzo głębokie uzasadnienie. Uwaga, ta likwidacja wpisuje się w szerszą strategię Narodowej Fundacji Nauki, która zakłada bardziej elastyczne podejście do ustalania priorytetów, wsparcia dla zmieniających się celów naukowych i nowych technologii, a także przemyślane zarządzanie cyklem życia projektu w ramach portfela infrastruktury badawczej.

Wow. Wow, czyli jak…

Wydalił ustami pan dużo słów. Jak użyć bardzo wielu mądrych słów i nic nie powiedzieć kompletnie. No więc rozpieprzają to wszystko. Będą to robili przez kilka kolejnych lat. Również będą likwidowali systemy sejsmiczne, które są… jak wiadomo, niepotrzebne. Zupełnie, bo co z tego, że u wybrzeża Oregonu jest wulkan aktywny pod wodą i że jest monitorowany. Jeszcze, bo tam z wielkiej łaski będą jeszcze monitorowali przez dwa lata. Natomiast resztę rozbierają czym prędzej. No i tutaj jest problem taki, że Stany są liderem w tych pomiarach. Liderem naukowym. To znaczy były, bo właśnie przestają być, i tutaj albo powstanie gigantyczna ziejąca luka, albo też…

Albo na pewno powstanie, bo nawet jeżeli Europa, Chiny, inne kraje będą się zabierały za zapełnianie tej luki własnymi instrumentami, własnym systemem, to to potrwa, nie wiadomo ile. I też jest tak, że to powoduje, że tracimy ciągłość pomiarów, bo nawet jeżeli zostaną dokonane nowe pomiary, to będą robione w innym miejscu, po prostu innymi urządzeniami. A tu mierzymy już od kilku lat, bo ta sieć nie działa jakoś super długo. Ona zaczęła działać w 2016 roku, więc to jest 10 lat, ale 10 lat ciągłych pomiarów, spójnych, w jednym miejscu, na jednym sprzęcie.

Tak, w okresie, kiedy klimat zmienia się gwałtownie. Temperatury globalne rosną, to jest bardzo dużo. No więc krótko rzecz ujmując, rozpieprzyli to. Jeżeli ktoś by z jakiegoś powodu nie wiedział, dlaczego to rozpieprzyli, to sprawa jest prosta. Rozpieprzyli, bo nie ma żadnych zmian klimatu, to jest zawracanie głowy i nie będziemy wrzucali gigantycznych 48 milionów dolarów w sieć monitorowania takich głupich rzeczy, które nie istnieją.

Okej, na złość babci odmrożę sobie uszy.

Tak, tak. Poziom, nie wiem, jak to powiedzieć, dziecinności, nawet nie chcę dzieci obrażać, głupoty w podejmowaniu takich decyzji jest obecnie kosmiczny. 15 miesięcy mają to demontować, tylko po to, żeby zdemontować. No więc dobrze, jak to kogoś interesuje, to można sobie zgooglać ten temat, też wrzucę z "New York Timesa" tekst, on jest akurat za paywallem, ale to nie problem, jak ktoś chce sobie coś znaleźć na ten temat. To taka wrzutka dotycząca tego, co tam się wydarza i że moment na robienie tego jest naprawdę bardzo zły.

[~0:18:01] Podziękowania i skąd wiemy, że El Niño będzie silne

Ale za to jest to dobry moment w naszym podcaście, żeby wam podziękować za to, że jesteście z nami, że komentujecie, że oceniacie i zwłaszcza że polecacie nasz podcast innym. Jednak zależymy od algorytmów, jeżeli polecacie, grono słuchaczy nam się powiększa i wówczas te algorytmy nie działają na naszą niekorzyść, można tak delikatnie powiedzieć. Bardzo w ogóle chcieliśmy wam podziękować za to, jak zareagowaliście na ostatni odcinek, ten o eboli, bo jest to jeden z najlepiej słuchanych odcinków od wielu miesięcy. To nie jest tylko kwestia algorytmów, bo algorytmy najlepiej przepchnąć subskrypcjami, różnymi lajkami i tak dalej, natomiast po prostu najwyraźniej mówiliście o tym innym i polecaliście sobie. O ile na YouTubie widać, że to jest kwestia algorytmowa, bo temat taki chwytliwy, o tyle również na innych kanałach, takich jak chociażby wspomniany już wcześniej, a nie, dzisiaj wspominaliśmy Spotify, też to bardzo ładnie poszło, więc bardzo wam dziękujemy.

I subskrybujcie, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, to jest właśnie bardzo dobry moment, dzięki temu nic, co wypuszczamy nowego, wam nie umknie. No i bardzo też polecamy nasze Patronite, tudzież [? niepewne: Bajkofitu], bardzo dziękujemy za miłe słowa na [? niepewne: Bajkofitu], naszej jednej z kilku wiernych słuchaczek, ale też [? niepewne: Kawostawiaczek] Oli, która również poprosiła, żebyśmy podrapali nasze psy, poczochrali, są poczochrane. Także bardzo wam za te wsparcia dziękujemy. Patronite, [? niepewne: Bajkofitu], linki są w opisie odcinka.

A wracając do El Niño, skąd my w ogóle wiemy, że to będzie wyjątkowo silne zjawisko? Wciąż jakaś tam niepewność istnieje co do tego, czy rzeczywiście będzie rekordowe, czy nie, natomiast że będzie najprawdopodobniej silne, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo wystąpienia właśnie tak mocnego El Niño. A dlaczego? No bo dane na temat temperatury powierzchni wody, zebrane właśnie w równikowym pasie Pacyfiku w poprzednich miesiącach, są wyjątkowo niepokojące. Chodzi konkretnie o te wody powierzchniowe środkowo-wschodniej części tego równikowego Pacyfiku, bliżej wybrzeży Ameryki Południowej. No i tam do połowy maja te temperatury sięgnęły takiego progu, który zazwyczaj w poprzednich przypadkach świadczył o początku fazy El Niño.

Co więcej, to, że ono będzie wyjątkowo silne, wiemy chociażby z tego, że temperatury podpowierzchniowe, czyli tych wód, które nie są na samym wierzchu, tylko trochę poniżej, na całym tropikalnym Pacyfiku biją absolutne rekordy i są, uwaga, aż o 6 stopni Celsjusza wyższe od średniej wieloletniej. No i ta ciepła woda, która znajduje się tuż pod powierzchnią, będzie się znacząco przyczyniać do zwiększania intensywności tego zjawiska i po prostu do parowania, co również przełoży się na więcej energii w atmosferze, jak już wspominałam. No i tutaj warto jeszcze przypomnieć, że Światowa Organizacja Meteorologiczna nie używa terminu, który się w mediach często teraz pojawia, czyli "super El Niño". No, nie jest to fachowy termin, więc my też nie będziemy go używali.

To ja wytnę to, co powiedziałeś. Użyłaś słowa "super El Niño", to może wytnę.

No nie.

Dobra, okej. To jeszcze sobie powiedzmy, ile to w ogóle może potrwać i jak często się w ogóle te zjawiska El Niño pojawiają. Elninie.

Elninie.

Zazwyczaj co 2 albo co 7 lat. Czyli, no cóż, dosyć nieregularnie. Ostatnie, tak jak już wspominałam, było w 2023 łamane na 2024 rok. Teraz mamy kolejne i ono może potrwać plus minus 9-12 miesięcy. I rozpoczyna się już między marcem a czerwcem, czyli w tej chwili już praktycznie wiemy, że się zaczyna. I ta szczytowa intensywność następuje między listopadem a lutym, z pikiem w okresie Bożego Narodzenia. Łatwo zapamiętać.

A wpływ El Niño na globalne temperatury jest zazwyczaj najbardziej widoczny, uwaga, w drugim roku od początku wystąpienia tego zjawiska. Musi się wygrzać dobrze.

No tak. Chociaż u nas to lato może być wyjątkowo paskudne pod tym względem, czyli fale upałów, susze i tak dalej. Ale o tym jeszcze za chwilę.

[~0:23:09] Skutki El Niño na świecie i w Polsce

W tych najbliższych miesiącach, które nas czekają, w jednych miejscach na świecie pojawią się susze i pożary, w innych ulewne deszcze, powodzie, cyklony i mnóstwo innych ekstremalnych zjawisk. I tak naprawdę trudno powiedzieć, jaki akurat zestaw nam szykują te zjawiska, czy El Niño, czy La Niña. To się różni w zależności od naprawdę wielu czynników, w tym, nie wiem, od okresu trwania, od pory roku, w której się rozwijają, czy tego, jak wpływają na nie inne tryby tej zmienności klimatu. Właśnie to, co Piotrek wspomniał, czyli procesy zachodzące na innych oceanach, na Atlantyku, czy Oceanie Indyjskim, czy południowe. W dodatku nawet w obrębie jednego regionu skutki mogą być skrajnie różne. I tutaj warto też przypomnieć, że nawet takie umiarkowane El Niño, które notabene nam się nie zapowiada, również zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia niektórych ekstremów pogodowych.

I w jaki sposób El Niño czy La Niña korelują z ociepleniem klimatu? Tutaj, jak podaje Międzynarodowa Światowa Organizacja Meteorologiczna, nie ma bezpośrednich dowodów na to, że zmiany klimatu zwiększają częstotliwość albo intensywność zjawisk El Niño, chociaż coraz częściej się mówi, że być może takie dowody wkrótce zostaną odkryte. Natomiast to, co wiemy na pewno, na 100% albo i więcej, to że El Niño może nasilać skutki zmian klimatu, które odczuwamy. To jest zrozumiałe, no bo dodatkowe ciepło, dodatkowa energia jest pompowana do atmosfery. No i tak, jeśli chodzi o takie widoczne, najbardziej jaskrawe efekty, to one będą tworzyły coś na kształt dziwnej mozaiki ekstremalnych zjawisk pogodowych w różnych regionach świata. Na przykład większe opady i powodzie związane z tymi opadami mogą wystąpić i w południowej części Ameryki Południowej, i w południowych Stanach Zjednoczonych, i w części Rogu Afryki, i w Azji Środkowej. Ale jednocześnie w tym samym czasie wyższe temperatury związane z nimi, fale upałów i susze, no i wynikające z tego pożary lasów mogą dotknąć również południową Azję, ale też część Rogu Afryki, która, jak przypominamy sobie sprzed chwili, może również częściowo zostać objęta powodziami. Żeby było łatwiej.

Północna część Ameryki Południowej będzie na przykład bardziej sucha. Karaiby, Australia, Indonezja i Ameryka Środkowa. Natomiast bardziej intensywne huragany, nazywane w tamtym rejonie tajfunami, grożą centralnej i wschodniej części Oceanu Spokojnego, czyli tegoż wspomnianego Pacyfiku.

No a co z nami? El Niño a sprawa Polska. Jak się spojrzy na te mapki, wykresy, które Światowa Organizacja Meteorologiczna publikuje, a publikowała dzisiaj, to w okresie od czerwca do sierpnia temperatury na całej Ziemi mają być wyższe od średniej wieloletniej. Co oczywiście zwiększa ryzyko suszy, ale to może się różnić między poszczególnymi obszarami. Jak się spojrzy na te mapki dotyczące Polski, Europy Środkowo-Wschodniej, to widać raczej taki trend: wyższe temperatury, mniej opadów, czyli ciąg dalszy suszy nastąpi. Natomiast żeby w sposób naukowy i logiczny wytłumaczyć, czy w ogóle El Niño może się przełożyć na pogodę w Polsce tego lata i później, zapytaliśmy o to profesora Szymona Malinowskiego, fizyka atmosfery z Instytutu Geofizyki Uniwersytetu Warszawskiego, który również pracuje w zaprzyjaźnionym z nami serwisie Nauka o Klimacie.

Szymon Malinowski: Ogólnie rzecz biorąc, El Niño w niewielkim stopniu przekłada się na pogodę w Polsce i nie jest to główny, najważniejszy czynnik, który kształtuje pogodę u nas. Wiele innych czynników może spowodować dużo większe zmiany niż to, co powoduje zaburzenie cyrkulacji globalnej, będące skutkiem właśnie tego silnego El Niño. Więc jeżeli będą się działy u nas różne rzeczy, wszyscy pewnie będą krzyczeli, że to skutek El Niño, natomiast my w fizyce próbujemy zrozumieć związki przyczynowo-skutkowe i to wcale tak być nie musi. Pewnie post factum będziemy mogli trochę lepiej stwierdzić, co się przyczyniło do jakich zmian, natomiast ponieważ to El Niño zachodzi daleko, na środkowym Pacyfiku, na równikowym Pacyfiku, po drugiej stronie globu, nie przypuszczam, żeby te efekty były bardzo silne czy dominujące u nas. Ze względu na ruch obrotowy Ziemi jesteśmy bardziej zależni od tego, co dzieje się na Atlantyku. Główne masy powietrza płyną z zachodu na wschód i oczywiście teraz od tego, jak duża jest pokrywa lodowa na Atlantyku, zależą zaburzenia przepływów północ-południe. Więc tak Afryka, tak północny Atlantyk, dużo mniej Azja.

Tak więc wiemy, że możemy się spodziewać bardziej intensywnej pogody tego lata na pewno, natomiast co dokładnie nastąpi, tego nie wiemy. Widzimy jednak ogólny wzorzec, który wynika z procesu zmian klimatu, globalnego ocieplenia, i który nie jest zbyt korzystny dla Polski, bo mamy tutaj wizję coraz wyższych temperatur, no i suszy, suszy, suszy, która dręczy nas już od kilkunastu lat. I tutaj moja rada, jako osoby, która niedawno, dopiero, przyznaję się, zaczęła zbierać deszczówkę.

No, udało nam się wreszcie.

Tak, wreszcie udało nam się instalację założyć. Zbierajcie deszczówkę. Nie podlewajcie ogródków z sieci wodociągowej. Mamy coraz niższy poziom wód podziemnych. Deszczówka bardzo dobrze robi. Przede wszystkim jak się ją zbiera, jak się ją gromadzi, to te nawalne opady, które się ostatnio pojawiają, pozwalają napełnić spory pojemnik błyskawicznie. Tu jeszcze tylko warto dodać, że to, że nas być może bezpośrednio nie będzie pogodowo dotyczyło El Niño, nie znaczy, że nas nie dotknie w inny sposób. To jest na przykład kwestia tego, że intensywne susze i intensywne opady mogą oznaczać wzrost cen owoców i warzyw, tych, które są importowane z odległych krajów, a jest ich w naszych sklepach naprawdę mnóstwo. Oczywiście to jest dłuższa dyskusja, czy to dobrze, czy to źle, ale gospodarczo też możemy odczuć jakieś zmiany i różnice. Także tyle na koniec tego tematu.

[~0:30:57] Psy: pierwszy lek na dłuższe życie i dlaczego duże rasy żyją krócej

A teraz przeskakujemy do tematu psiego. Ciekawa rzecz się wydarzyła w ostatnich dosłownie tygodniach: FDA, czyli amerykańska agencja Food and Drug Administration, która odpowiada między innymi za dopuszczanie leków do obrotu w Stanach Zjednoczonych oraz za bezpieczeństwo żywności…

Tak, również.

…dopuściła coś, co można powiedzieć jest lekiem. A za leki weterynaryjne też odpowiada, od razu mówię. Jest lekiem, ale nieleczącym chorobę, tylko raczej mającym wydłużać życie. Ja wiem, że to brzmi jak jakieś dziwne suple z ciemnej piwnicy, ale ma to sens. I tu właśnie nie chodzi o psy tym razem, chociaż to bardziej skomplikowane. To jest taka spółka z San Francisco, która się tym zajęła i której 6 lat zajęło wykazanie w FDA, że można wstępnie dopuścić tę substancję do kolejnego etapu badań, już bardzo zaawansowanego. O co tu chodzi?

Chodzi o to, że psy żyją krócej, niż by mogły. Krótko rzecz ujmując, oczywiście to jest tutaj z dużą gwiazdką. Generalna zasada, są od niej pewne odstępstwa, ale generalna zasada mówi, że psy dużych ras żyją znacznie krócej niż psy małych ras i to chyba jest dość powszechna wiedza. Dość powiedzieć, że na przykład chihuahua może dożyć bez problemu 14, 16, 18 lat. Dogi niemieckie z trudem dożywają 10. Mastif zależy, ale czasem niektóre żyją tylko 8 lat. Więc jest wyraźny trend, że im większy pies, tym krócej żyje, i ma to swoje powody. Tym powodem jest jedna rzecz, mianowicie wiadomo, że psy są najbardziej zróżnicowanymi ssakami na Ziemi w tej chwili. Mamy w obrębie tego samego gatunku, który teoretycznie może się ze sobą rozmnażać, mniej lub bardziej praktycznie, 50-krotną różnicę masy ciała. To się nie zdarza, nie ma takich innych ssaków, które by miały taki rozrzut.

No tak, to jest oczywiście nasza zasługa, znów nasza jako ludzkość. Dobrze, nie moja, nie Piotrka, natomiast tych hodowców, którzy tak ukształtowali rasy i tak dobierali osobniki do rozmnażania, że pojawiły się rasy psów gigantycznych, jak wilczarze irlandzkie, i psów maleńkich, właśnie tych chihuahua i innych takich.

Tak, dokładnie. No więc jak to działa? Otóż oczywiście wiadomo, wybiórczo dobiera się takie psy z miotu, które będą większe, w ten sposób się hoduje coraz większe, krzyżując te większe z większymi, no, nie trzeba tego tłumaczyć.

Albo mniejsze z mniejszymi.

Albo mniejsze z mniejszymi, ale tu akurat zmierzamy w stronę tych większych. I teraz przy tym wszystkim działa się rzecz, o której oczywiście nie wiedzieli hodowcy, bo nie mieli jak wiedzieć w czasach, kiedy te psy powstawały: żeby one były większe, jednocześnie okazywało się, że te większe osobniki mają wyższy poziom hormonu IGF-1, i to bardzo wyższy, bo te duże rasy mogą mieć nawet prawie 30 razy większy poziom tego hormonu niż małe rasy, oczywiście proporcjonalnie, wiadomo. I to jest bardzo ciekawa rzecz, dlatego że ten hormon to jest insulinopodobny czynnik wzrostu 1, produkowany przez wątrobę. Ona go produkuje, jak jej przysadka mózgowa każe, i wtedy wystrzeliwuje ten IGF-1 do krwioobiegu. I tu bardzo przepraszam wszystkich fizjologów, biochemików i wszystkich tych ludzi, którzy mogą się zrzymać i zmarszczyć na to, co będziemy mówili, ale to jest dosyć duże uproszczenie.

Poczują się skonfundowani?

O mój Boże, o tym nie pomyślałem, tym bardziej ich przepraszamy. W każdym razie ten IGF-1 daje komórkom sygnał, że mają rosnąć, że mają się dzielić, że są w fazie intensywnej budowy. I to jest sygnał, który jest bardzo pożądany na początku życia właśnie takich ras, dlatego że to jest moment, kiedy te psy mają rosnąć, rosnąć, rosnąć, czyli jest to etap rozbudowy ciała, wzrostu i tak dalej. No i teraz jest tak, że u małych ras w pewnym momencie przestają rosnąć, bo są małe, i ten poziom IGF-1 spada.

Do normalnego poziomu, można powiedzieć.

Natomiast u dużych ras jest tak, że jest przez całe życie podwyższony. One w pewnym momencie oczywiście przestają rosnąć, natomiast o ile spada poziom hormonu wzrostu, który bezpośrednio odpowiada za rozrost ciała, o tyle czynnik IGF-1 nie spada i to powoduje, że komórki są cały czas na wysokich obrotach. Na poziomie komórkowym to wygląda tak, że ten IGF-1 uruchamia białko zwane mTOR i ono zmusza komórkę do bardzo intensywnej pracy, między innymi do produkcji nowych białek, do podziałów, ale jednocześnie też wyłącza system autofagii, czyli tak naprawdę, można powiedzieć, sprzątania w komórce. Dla komórek to jest sygnał: mamy mnóstwo zasobów do roboty, potem się będziemy martwili innymi rzeczami, teraz się musimy zmobilizować i rozrosnąć.

Czyli bałagan na zapleczu, a my nadal pracujemy.

Dokładnie, na wysokich obrotach. I teraz w normalnym układzie powinno być tak, że jak spadnie już ten poziom IGF-1, bo on też się okresowo zwiększa, zmniejsza i tak dalej, to komórka się zabiera za sprzątanie, robi porządki i wywala to, co jest złe. A co może być złego w komórce? W komórce może być mnóstwo różnych rzeczy, bo na przykład mogą być jakieś białka, które w czasie produkcji się nie udały, mogą być uszkodzone mitochondria, mogą być jakieś źle sfałdowane cząsteczki, które coś nie wyszło. Komórka je wewnętrznie pożera, rozkłada na czynniki pierwsze, na aminokwasy i tak dalej, i z powrotem włącza w obieg. Natomiast problem polega na tym, że jeżeli tego nie robi, to gromadzą się tam najrozmaitsze tego typu elementy, które mogą być dla komórki toksyczne. Również taka bardzo intensywna praca na wysokich obrotach oznacza, że mitochondria wytwarzają więcej wolnych rodników, bo to jest czas bardzo intensywnej pracy. Mitochondria, czyli tak zwane elektrownie komórkowe.

Jak powiedzieli wszyscy popularyzatorzy nauki chórem. Niestety wolne rodniki z kolei mają paskudny zwyczaj uszkadzania między innymi materiału genetycznego, a to, jak wiadomo, prowadzi do mutacji, a to, jak wiadomo, może prowadzić do nowotworów. Ale też powoduje to różne zmiany, które później na przykład w układzie nerwowym objawiają się chorobami neurodegeneracyjnymi, rzeczami w rodzaju choroby Alzheimera czy Parkinsona. No więc jeżeli cały czas jest wytwarzany ten IGF-1 w wysokim stężeniu, to to białko mTOR jest cały czas aktywne, czyli komórka cały czas zapierdziela jak mały miś. Drugą rzeczą, która się zdarza, kiedy jest nadmiar IGF-1, jest blokowanie białka o nazwie FOXO. To jest z kolei cała grupa takich czynników transkrypcyjnych, które w jądrze komórkowym włączają geny odpowiedzialne właśnie za sprzątanie, za hamowanie podziałów komórkowych, jak jest to niepotrzebne. To jest sygnał dla komórki: dobra, hold your horses, posprzątajmy, uporządkujmy i tak dalej.

[~0:39:08] Leki LOY dla psów, niedojadanie i więź z człowiekiem

No więc to, co mamy u psów, u dużych psów, to jest to, że ich organizmy cały czas, można powiedzieć, starają się rosnąć, chociaż już nie rosną, cały czas pracują na bardzo wysokich obrotach, więc komórki są bardziej podatne na uszkodzenia, bo nie sprzątają. Ich geny są bardziej podatne na mutacje, co powoduje nowotwory. Widać to na przykład u dogów niemieckich, u których bardzo często są nowotwory kości. Jest tak, że te duże rasy często zapadają na jakieś nowotwory. Temu właśnie wszystkiemu postanowiła zaradzić firma o nazwie LOYAL. To znaczy to jest jakaś tam skrótowa nazwa, oni jakoś mają pełniejszą, ale to mało ważne. Postanowili w sumie wprowadzić trzy różne sposoby oddziaływania na ten metabolizm psi i to, o czym ja mówię, co jest najbardziej zaawansowane w badaniach, to jest taki lek, który ma roboczą nazwę LOY-001, przeznaczony dla ras dużych i olbrzymich, co najmniej 18-kilogramowych i mających co najmniej 7 lat. Ta pierwsza wersja, LOY-001, jest podawana w postaci zastrzyków, powtarzanych co 3 do 6 miesięcy, i jej celem jest obniżanie poziomu IGF-1 do takiej wartości, jaka występuje u małych ras. Oczywiście to nie jest całkowite zniesienie tego, bo to jest potrzebne do życia jak najbardziej, natomiast chodzi o obniżenie do takiego poziomu, który nie przyspiesza starzenia. Tak naprawdę jest to naprawienie takiego, można powiedzieć, błędu powstałego przy tworzeniu tych psów, sposobem, metodą doboru, takiej nienaturalnej selekcji.

To jest też ukłon trochę w stronę, tak mi się skojarzyło, GMO, bo gdyby ktoś postanowił zrobić psa GMO, to by bardzo starannie przemyślał cały proces i nie popełniłby takiego błędu, to znaczy psy by rosły w określony sposób, ale nie miałyby przez całe życie podwyższonego poziomu tego hormonu, więc by się tak nie starzały. To jest właśnie różnica między tym, co niektórym ludziom się wydaje, że jest bezpieczniejsze i lepsze, czyli taką naturalną, w cudzysłowie, selekcją. Selekcją, która została wymuszona przez hodowców, którzy niezbyt rozumieli to, co robią. Nie byli w stanie przewidzieć. Dla nich była konkretna cecha, konkretny fenotypowy element ważny, więc cisnęli na niego, a że przy okazji się pod to podczepiło co innego, to shit happens. To samo mamy przy różnych roślinach i tak dalej, taką metodą uzyskiwanych, dlatego jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to akurat GMO było bezpieczniejsze.

Mają też w planach inne rozwiązanie, to znaczy ma być jeszcze LOY-003, bodajże, i to jest ta sama substancja, tyle że podawana w tabletkach, ale ona jest na razie jeszcze w trakcie rozwoju. Natomiast jest jeszcze taka linia LOY-002 i o niej stosunkowo niewiele wiemy na poziomie chemicznym, bo oni tego nie ujawnili jeszcze, ale to jest dla psów starszych, co najmniej 10-letnich i ważących co najmniej 6 kg, czyli już znacznie mniejszych, bo tam było 18 kg. Tak jak mówię, dokładnie nie wiemy, jak to działa chemicznie, natomiast wiemy, że ma zrobić troszeczkę coś podobnego do tego, co robią te wszystkie leki, które są obecnie tak modne i używane przy odchudzaniu, te wszystkie…

Ozempiki.

Ozempiki, no, nie powinniśmy pewnie używać tej nazwy.

No, ale kto nam zabroni?

No wiesz, można nam zabronić. Już jednemu polskiemu wokaliście zabronili, bo użył nazwy, nie powiem jakiego leku, i kazali mu z piosenki wyciąć.

Oj, to PIP.

Tak, zrobię PIP w tym miejscu, może rzeczywiście. No w każdym razie to są leki, które, jak dobrze wiadomo, działają w taki sposób, że człowiek po prostu mniej odczuwa głód, upraszczając znowu bardzo. I postanowiono zrobić coś podobnego u psów i nawet te leki działają. To już jest kwadratura koła, no bo ludzie zapasają psy, a potem mają im dawać tabletki na odchudzanie.

Nie, to jest co innego. Chodzi o to, że psy, ale nie tylko psy, które nie dojadają, to jest tak: jak dostają mniej więcej 25% mniej, niż by powinny teoretycznie, to nie jest jeszcze taka granica, przy której jest to dla nich problem zdrowotny. Wręcz odwrotnie. Było takie duże badanie w latach 80., firma Purina zrobiła je na 48 szczeniętach labradora. Podzieliła je na dwie grupy: jedna jadła do woli, a druga dostawała o 25% mniej, niż by chciała, przez całe życie. To było 14-letnie badanie, więc długie, z grupą kontrolną, porządne. I te psy, które dostawały mniej, żyły średnio o 2 lata dłużej, miały znacznie mniej chorób stawów, znacznie później pojawiały im się nowotwory i tak dalej. Podobne badania były prowadzone na takich populacjach długowiecznych, między innymi w Japonii, gdzie się okazało, że ludzie, którzy tak trochę nie dojadali przez całe życie i mieli pewną określoną dietę, bogatą w ryby, warzywa, owoce, rzeczywiście żyli dłużej w lepszym zdrowiu.

Dokładnie. No więc generalnie, z dużym uproszczeniem, stałe, lekkie niedojadanie jest zdrowe. U tych psów akurat było tak, że jak dostawały mniej kalorii, to miały niższy poziom glukozy i insuliny we krwi, a z kolei dla komórek to był sygnał, że mają mało zasobów. W związku z czym odpalało się tam białko AMPK, które hamowało ten wspomniany mTOR, a jak mTOR był wyhamowany, to komórki były w trybie bardziej oszczędnościowym. To było tak wyważone, że z jednej strony te psy owszem rosły i były zdrowo rozwinięte, natomiast w pewnym momencie te komórki już nie szalały i nie dziczały, tylko działały w trybie takiego lekkiego spowolnienia, takiego ciągłego niedojadania, można powiedzieć.

I teraz oczywiście próbowano zrobić to, co u ludzi się robi, i nie chodziło, jeszcze raz podkreślę, o odchudzanie psów, tylko o to, że wymyślono, że jeżeli psom będziemy podawali te leki GLP-1 [? niepewne: w stylu z MPK], to psy będą mniej odczuwały głód i będą dostawały mniej jedzenia. Wiemy, jak się psy zachowują, jak są głodne, zaraz będziemy mieli prezentację tego.

[? niepewne: Nagrywałem o 17.]

I mamy łomot w tej chwili, ale zaraz szybko spróbuję skończyć. I rzeczywiście już nawet w 2007 roku wszedł taki lek dla tych otyłych psów i to rzeczywiście działało, psy traciły wagę. Liczono, że zadziała to w ten sposób, że jak będą niedojadały, niższy poziom insuliny nie będzie im się odpalał, to mTOR cały czas, komórki będą działały w takim trybie, i to teoretycznie się zgadzało. Tylko dość fundamentalny problem się pojawił, mianowicie psy, które nie były głodne, nie reagowały na wszelkie smaczki, smakołyki i tak dalej, i w ogóle ich kontakt z ludźmi był inny. Słabo też akceptowany przez ludzi, bo nie oszukujmy się, [? niepewne: prawilki, wilk straszliwy albo jakieś tam inne środki] naszych pudelków przyszły do ludzi nie dlatego, że chciały pograć w karty, pogadać o życiu albo popatrzeć na gwiazdy, tylko dlatego, że tam było żarcie. I nie oszukujmy się, cały układ psio-ludzki od wieków, mimo że bardzo nie jest czysty, ja bym powiedział, że to jest nieczysta ekonomia, dlatego że psy już się wyrobiły, to znaczy robią minki i tak dalej, ten układ jest teraz bardziej skomplikowany.

No tak, tu jest wiele emocji, bardzo pozytywnych, ale jednak jest ta wiodąca linia jedzeniowa i na tym jest oparta nauka u psów. Jak się małe psy czegoś uczy, to się uczy na smaczki. Jest to bardzo ważny element i psy, które przestawały być głodne, przestawały reagować na smaczki, przestawały pobierać [? niepewne: podatek serowy], patrzeć głęboko w oczy w ten sposób i tak dalej, i to przestawało funkcjonować jako normalny związek psio-ludzki.

Aha, czyli osłabiało kontakt emocjonalny.

Tak, i emocjonalny w ogóle, więź. Też powodowało, że psy, które przybiegały normalnie na jakiś tam smaczek, tutaj mówiły: żarcie, no come on, weź sobie sam zjedz. No więc nie działało to za bardzo.

Chcę powiedzieć, że jak wymieniasz to słowo, to jeden z psów się tutaj mocno aktywuje.

No więc właśnie to jest dokładnie to. To jest ta godzina obiadu. Więc już troszkę skracając całą historię, bo tam są jeszcze inne próby, jest jeszcze wprowadzana przez inną firmę rapamycyna, która z kolei działa bezpośrednio na to białko mTOR, blokuje już samo to białko, a nie piętro wyżej, to jest już bez wchodzenia w szczegóły. O co chodzi? Jest tak, że w tej chwili rozpoczyna się taki etap badań, który ma doprowadzić do wprowadzenia, jeżeli to się wszystko sprawdzi, a na razie wygląda na to, że się sprawdza, tej substancji jako normalnego elementu dostępnego dla psów. Na początku będzie to na pewno bardzo drogie. Tam gdzieś czytałem szacunki, ale od razu zastrzeżenie, że nie jestem pewien, że to może kosztować w granicach nawet 100 dolarów miesięcznie, tak gdzieś tutaj mam, około 100 dolarów miesięcznie.

Czyli to będzie zabawa dla bogatych.

Będzie zabawa dla bogatych, na tym etapie przynajmniej, jeżeli to się wszystko sprawdzi. Natomiast po pierwsze, nie wiemy, na ile to wydłuży życie. Szacunki bardzo ostrożne mówią, że dużym rasom to może wydłużyć życie na tym etapie o rok, dwa, czyli z naszego punktu widzenia nie ma szału, ale z punktu widzenia psa procentowo rzecz biorąc, jeżeli pies żyje, nie wiem, 8 czy 9 lat, rok, dwa, to jest 10% więcej wydłużenia jego życia. Więc mówimy tutaj o wydłużeniu w dobrym zdrowiu. Nie chodzi o to, żeby ten pies po prostu ostatkiem sił dociągnął, żeby usatysfakcjonować właściciela, tylko to się przekłada na ogólną kondycję organizmu. To jest jedna rzecz. A też nie oszukujmy się, leki weterynaryjne wprowadza się łatwo, szybko i tanio w porównaniu z lekami dla ludzi. Gdzieś tutaj widziałem szacunki, że wprowadzenie leku weterynaryjnego to jest w granicach 50 milionów dolarów od badania do wprowadzenia. Lek dla ludzi jest dużo, dużo droższy, tak ujmę.

I może i dłużej trwa.

I znacznie dłużej trwa, co jest o tyle też na przykład istotne, że w przypadku niektórych leków od momentu opatentowania substancji do momentu wprowadzenia leku na rynek może minąć na tyle dużo czasu, że ten patent już zaraz będzie wygasał, czego nie ma w przypadku leków weterynaryjnych.

[~0:51:17] Po co psom dłuższe życie, co z ludźmi i zakończenie

No a teraz, jak mniemam, wielu naszych słuchaczy zadaje sobie pytanie: ło Panie, a po co to psom tak życie wydłużać, jest tyle małych dzieci, które trzeba wykarmić, i tyle potrzeb na świecie, i wojny, a tutaj ładuje się kasę w psy, a przecież to jest w ogóle nikomu do niczego niepotrzebne. Pomijam w tej chwili ten aspekt, że dla wielu właścicieli psy są niezwykle ważne, bo to jest oczywiste, nie będę o tym w tej chwili mówił. Natomiast jest tak, że planuje się, że wprowadzenie takich leków, jeżeli to się sprawdzi, można również przełożyć na leki dla ludzi. Jakbyście słyszeli stukanie w stół czy coś, to właśnie nasze psy się aktywowały i łapka wędruje na stół, i ręka stuka, muszę przyspieszyć. Więc o co chodzi?

Wiemy, że ludzie, którzy żyją bardzo długo, 100 lat i więcej, zwłaszcza w takich populacjach, gdzie to jest rzeczywiście potwierdzone, że takich ludzi jest tam jakaś istotna ilość, najczęściej mają niższy poziom aktywności tego białka IGF-1 niż ludzie, którzy żyją krócej. To może wynikać z różnych rzeczy, tak jak na przykład u [? niepewne: Aszkenazyjczyków] może być kwestia mutacji w genie, ale może też wynikać na przykład z niedojadania, nie patologicznego niedojadania, tylko takiej diety. To, co wspominałam o tych Japończykach, których tam badano. Więc jeżeli by to się sprawdziło, to rozważa się takie leki, które by modyfikowały poziom tego IGF-1, zwłaszcza że my mamy jeszcze pewną ewolucyjną cechę, o której trzeba pamiętać. To znaczy nasze organizmy są przygotowane fizjologicznie do tego, żebyśmy mniej więcej, kobiety gdzieś w okolicach późniejszych kilkunastu lat, urodziły dużo dzieci, a potem to sobie mogą umrzeć, jak te dzieci odchowają.

No tak to ewolucyjnie wyglądało, więc nasze życie powyżej trzydziestki mniej więcej to już jest takie trochę życie darowane, można powiedzieć.

Tak, taki bonus.

Taki bonus.

Niespodziewany.

W związku z tym dla nas opłacalna jest wysoka aktywność tego IGF-1 na etapie, kiedy organizm rośnie, rośnie i się rozrasta. Natomiast dożywanie do dziewięćdziesiątki czy setki jest rzeczą dość niezwykłą, ewolucyjnie dla naszego gatunku, i ta sama aktywność IGF-1 w późniejszym okresie życia zaczyna być już niekorzystna. Jest zresztą więcej tego typu, można powiedzieć, przystosowań czy cech, które są pozytywne w okresie początkowym życia, a stają się negatywne w późniejszym życiu. To wynika właśnie z tych kwestii ewolucyjnych. Więc jeżeli rzeczywiście byłoby tak, że ten cały system się sprawdził, to otwiera to drogę do badań nad substancjami, które mogą przedłużyć życie, ale uwaga, jeszcze raz podkreślam, przedłużyć też jakość życia, przedłużyć zdrowie.

Poprawić jakość życia. Przedłużyć życie dobrej jakości w ten sposób.

Czyli to, czego wszyscy sobie życzymy.

Dokładnie, bo nie chodzi o to, żeby z trudem dociągnąć do 160, tylko żeby radośnie żyć dłużej.

A przy okazji żyć długo ze swoim ukochanym pieskiem.

Otóż to, właśnie.

Albo pieskami, jak u nas.

Kiedy będzie wiadomo? Pewnie za kilka lat będziemy mieli już bardzo konkretne wyniki badań nad tymi psimi lekami i, nie wiem, może jak my już będziemy tacy bardziej wiekowi, to jeszcze się załapiemy na takie leki ludzkie. Może ktoś nam poda jeszcze.

Razem ze szklanką wody.

Tak, słuchajcie, więc to jest ta opowieść o psach. Moim zdaniem to jest szalenie ciekawe. Myśmy tutaj to skrócili oczywiście, bo można się rozdrabniać nad tymi różnymi genetyczno-fizjologiczno-biochemicznymi rzeczami, ale ponieważ psy nas kopią, bo nie dostają leków hamujących łaknienie…

Przestań grzebać łapą po kablach.

Ona cały czas tutaj grzebie łapą.

Wiem, ale teraz bardziej słychać. Więc słuchajcie, przypominamy, że jeśli lubicie, cenicie nasze podcasty i nasze psy, i opowieści o psach, i nie tylko, to możecie dołączyć do grona naszych patronek i patronów albo dać nam takie jednorazowe wsparcie. Bardzo to doceniamy. I oczywiście nie zapominajcie, że możecie nas teraz słuchać również w podcastach, które powstają we współpracy z Polskim Radiem. I tu przypominamy, jest to Laboratorium Zbrodni i Sekcja Teorii Spiskowych. A na tę drugą zapraszamy też na YouTube, bo tam nas można zobaczyć. A poza tym, wiadomo, strona Polskiego Radia, Spotify.

Jedna ważna informacja. Ja za tydzień wyjeżdżam na bardzo ciekawy wyjazd, może później opowiem. Służbowo.

Ale nie na statek.

W góry. W związku z czym za tydzień przepraszamy, ale w tym podcaście będzie przerwa, natomiast będą i spiski, i zbrodnie. Wszystkiego nie damy rady.

Słowo na dziś. [? niepewne: Fala], nie wchodź na stół. To nie jest słowo na dziś. Ja je wypowiem. Słowo na dziś to: piesy. Piesy.

No właśnie. Wiemy, to nie po polsku. Cześć.

Psy nie wyją. Jedzenie. Trzeba było je aktywować.

Źródła

* https://wmo.int/news/media-centre/wmo-prepare-el-nino

* https://wmo.int/media/update/global-seasonal-climate-update-june-july-august-2026

* https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/piec-pytan-o-enso-el-nino-i-la-nina-469

* https://www.reuters.com/business/environment/un-warns-possibly-strong-el-nino-could-push-global-temperatures-higher-2026-06-02/

* https://www.theatlantic.com/science/2026/05/celine-halioua-loyal-pet-longevity/687005/

* https://www.axios.com/2023/11/29/dogs-drug-extend-longevity

* https://www.avma.org/news/7m-grant-rescues-dog-study-investigating-rapamycin-canine-aging

* https://puppylongevity.com/science/loyal-drug-loy-001-loy-002-update/

* https://trial.medpath.com/news/fda-backed-anti-aging-drug-for-dogs-targets-2026-launch-following-efficacy-approval

Źródła