Podcast Crazy Nauka · odc. 168

Wulkan, który powstał w ciągu jednej nocy

16-06-2026 · 50 min · Tematyczny, Żywioły i geologia

Okładka odcinka

Tu jest treść z serwisu Spotify. Po jej włączeniu Spotify otrzyma Twój adres IP i może zapisać w przeglądarce pliki cookies.

Posłuchaj też na:

Jak rodzi się wulkan? Parícutin wyrósł w 1943 roku na polu kukurydzy w Meksyku i w ciągu kilku lat zmienił życie całej okolicy. Ponad 80 lat później nieopodal w podobnym tempie pojawił się wulkan błotny. W odcinku: magma, trzęsienia ziemi, ogniste erupcje i najlepiej udokumentowany cykl życia wulkanu w historii nauki.

Zdjęcie okładkowe: K. Segerstrom, U.S. Geological Survey / PD-USGov-NOAA

Transkrypcja odcinka

Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.

0:00:00 Wstęp

Ola: Czy potężny wulkan może wyrosnąć koło domu w ciągu jednej nocy?

Piotr: Co kotłuje się pod Meksykiem i sprawia, że dzieją się tam rzeczy dziwne i zaskakujące?

Ola: Cześć, tu Ola Stanisławska.

Piotr: I Piotrek Stanisławski. Witamy was w podcaście Crazy Nauka.

Ola: A dziś wracamy po jednym tygodniu przerwy z fajną opowieścią o tym, jak na polu meksykańskiego rolnika powstał wulkan. I to nagle, w ciągu jednej nocy. Proszę nie regulować odbiorników, nie przesłyszeliście się.

A inspirację do opisania bardziej szczegółowego tej historii podpowiedział mi profil Wulkany Świata. Profil na Facebooku prowadzony przez Bartka Krawczyka. Pozdrawiamy i polecamy.

A z kolei, kiedy przygotowywaliśmy ten odcinek, zauważyłam, że w tej samej okolicy, którą tutaj opisujemy jako miejsce narodzin wulkanu, również w ciągu jednej nocy, tyle że niespełna trzy tygodnie temu, utworzył się, uwaga, kolejny wulkan, tym razem błotny.

Piotr: Ciekawe, co będzie z niego dalej. Przypominam, że to dobry moment, żeby zasubskrybować nasz podcast, bo wtedy wam nie ucieknie to, co nagrywamy, a my po prostu szerzej trafiamy, więc bardzo polecamy.

Ola: I przypominamy również, że są jeszcze dwa inne podcasty, które wspólnie robimy. Oba powstają we współpracy z Polskim Radiem.

Piotr: A są to Laboratorium Zbrodni. W tym odcinku mówimy o dziwnej mutacji genetycznej, która pozwoliła bardzo precyzyjnie zlokalizować miejsce zbrodni.

Ola: No, a drugi cykl to Sekcja Teorii Spiskowych. I tam w najnowszym odcinku zastanawiamy się, dlaczego w ogóle ludzie wierzą w teorie spiskowe i dlaczego te teorie okazują się tak trwałe i ryjące mózgi, powracają jak bumerangi.

Piotr: I oczywiście przypominam, że jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach podcastowych.

Ola: I tych nieliczących się również.

0:02:08 Erupcja na polu Dionizia Pulido

Ola: Mamy sobotę 20 lutego 1943 roku.

Piotr: Chyba ty masz.

Ola: No dobrze, może ja mam. Jest około 16 w Meksyku. I tamże rolnik Dionizio Pulido karczuje właśnie swoją ziemię przeznaczoną pod wiosenne zasiewy.

A jego farma leżała w wiosce Parícutin, w dolinie [? niepewne: Coyo Suro], w [? niepewne: kurzystej] okolicy, ponad 300 kilometrów na zachód od Mexico City, czyli miasta Meksyk. I nagle tenże Dionizio usłyszał potężny huk. Jak relacjonował później, aż drzewa zadrżały.

I wtedy zobaczył, że ziemia na jego polu kukurydzy uniosła się i utworzyła szczelinę o średnicy około dwóch metrów. Mówił, że zaglądał w głąb i że było tam głębokości jakieś pół metra, póki co. Ale potem pospiesznie się oddalił i słusznie zrobił.

Bo z tej właśnie szczeliny unosił się dym. I Dionizio usłyszał takie syczenie dochodzące spod ziemi i poczuł zapach zgniłych jaj.

Piotr: Niezawodny znak, że siarkowodór się wydobywa.

Ola: Otóż to. No i tutaj mały spoiler. To był wulkan i on rósł szybko.

No i zaczęła zapadać noc. Wówczas też ludzie się zbiegli z całej okolicy. I potem opowiadali, że słyszeli odgłosy, które przypominały taki jednostajny, to cichnący, to nasilający się szum morza.

A potem zobaczyli czerwone płomienie, które z tamtego miejsca, gdzie wcześniej była szczelina, zaczęły się wzbijać w niebo. I niektóre z nich miały się wznosić na wysokość, tak ludzie mówili, ponad 800 metrów, nie wiem, jak byli w stanie to określić, albo nawet więcej. I jak ognisty deszcz, drobiny tych płomieni spadały na ziemię.

Zaraz wyjaśnimy, co to tak naprawdę było. Kiedy już następnego dnia, w niedzielę, ponownie ludzie się zebrali, żeby zobaczyć, co się tam dzieje, to ten stożek, bo już powstał taki stożek, miał 50 metrów wysokości.

Piotr: Całkiem niezłe osiągnięcie, jak na jedną nockę pracy.

Ola: Dokładnie, na polu kukurydzy u jednego człowieka. Podejrzewam, że ten człowiek nie był najszczęśliwszą osobą na świecie w tym momencie.

Piotr: Zresztą kukurydzy tam nie było.

Ola: Nie było, on to tak przygotowywał. Natomiast pod koniec tygodnia, przypominam, że to była niedziela, kiedy miał 50 metrów wysokości, a pod koniec tygodnia następnego… Niedziela to jest pierwszy dzień tygodnia.

Piotr: Zależy według którego kalendarza. U nas bardziej się przyjęło, że ostatni.

Ola: W każdym razie w ciągu niespełna tygodnia urósł do 100-150 metrów wysokości. W tym czasie zdołał już pokryć całą dolinę popiołem. No i oczywiście w całej okolicy unosił się ten smród zgniłych jaj, czyli zapach siarkowodoru.

Ludzie to doskonale czuli. No i tutaj kilka słów wyjaśnienia od strony naukowej. Otóż to była erupcja o charakterze strombolijskim.

Taka ładna nazwa od wulkanu Stromboli we Włoszech, który właśnie słynie z takiego zachowania, które tutaj przyszło ludziom obserwować. A zachowanie to polega na serii gwałtownych eksplozji, erupcji rozżarzonej lawy, która w momencie, kiedy jest wyrzucona w powietrze, zastyga i szybko opada u podnóża tego miejsca, z którego jest wyrzucana, w postaci takich bomb wulkanicznych, drobniejszych albo bardziej pokaźnych.

Ola: Coś chcesz powiedzieć?

Piotr: Tak, chciałem powiedzieć, że to jest taki moment akurat tej erupcji, kiedy ta magma, która się wydobywa, jest bardzo mocno nagazowana, w związku z czym ten gaz powoduje, że w momencie, kiedy już się wydobywa na powierzchnię, jest, można powiedzieć, rozszarpywana przez ten uwalniający się gaz, który w dodatku jeszcze ją wypełnia. Jak spada ciśnienie, to oczywiście gaz się wydziela w postaci bąbelków, więc stąd też ten żużel, bo kiedy to leci w powietrze, to zastyga nie w postaci takich twardych, ciężkich kamieni, tylko raczej takiego trochę bardziej pumeksowatego czegoś.

Ola: No tak, bo ta lawa jest wypełniona bąbelkami, które w momencie, kiedy ciśnienie spada, rozprężają się i rozrywają.

Piotr: No jak przy otwieraniu butelki z wodą.

Ola: Dokładnie. No więc na to pole, które miało być polem kukurydzy albo było w poprzednim sezonie polem kukurydzy…

Piotr: W poprzednim wcieleniu.

Ola: W poprzednim wcieleniu. Kolejnego nie było niestety. Zaczęły spadać takie bomby, ale niektóre to bombki.

One się nazywają lapille, czyli takie okruchy. Ludzie mówili, że były wielkości orzechów włoskich i nieco większe. Takie półstopione bomby wulkaniczne uderzały wokół, tak że już nikt nie chciał się za bardzo zbliżać.

No i Piotrek już tutaj zdradził sedno tej opowieści: stożek żużlowy zaczął się tworzyć. Czyli zbudowany z luźnych fragmentów materiału piroklastycznego, wyrzucanego przez ten wulkan. Czyli żużel wulkaniczny, pumeks, popiół.

To wszystko się nagromadzało i tworzyło ten bardzo szybko rosnący stożek. I tutaj ważna uwaga: owszem, to musiało być mało przyjemne dla pana Dionizja i dla okolicznych mieszkańców. Tym niemniej takie erupcje nie zagrażają zazwyczaj dużej okolicy. W dużym promieniu nie są zagrożeniem. W przeciwieństwie do innych erupcji, które potrafią generować spływy piroklastyczne, czyli gorące popioły i gazy, które pędzą z niesamowitymi prędkościami i niszczą wszystko na swojej drodze.

Nawet na odcinkach wielu kilometrów.

Piotr: Opowiadaliśmy o tym w odcinku poświęconym erupcji St. Helens. Zaraz sprawdzę, który to był numerek, ale tam było wiele na ten temat i o skutkach tego. To zupełnie inny typ erupcji.

Ola: Ale za to bardzo widowiskowy, bo tworzy takie efekty świetlne, które opisywali mieszkańcy, którzy to widzieli. Szczególnie porażające są nocą, kiedy widać, że jakby pióropusz płynnego ognia wydostaje się z tego krateru.

Piotr: 121. odcinek, erupcja St. Helens. Prawie że sprzed roku.

Ola: Okej, fajnie. To zachęcamy do wysłuchania tegoż odcinka. A ja jeszcze wspomnę, że taki typ erupcji, właśnie taki efektowny, świetlny, notuje się także przy innych wulkanach, na przykład na Etnie.

Ty widziałeś coś takiego nocą na Etnie?

Piotr: Nie, tam się nic takiego nie działo. Niestety. Znaczy, stety, niestety, bo podchodziłem dość blisko krateru, więc może i stety, bo bym wam nie opowiadał.

Ola: Albo byś miał różne problemy psychologiczne związane z przebywaniem w strefie zagrożenia, koniecznością ucieczki, jak to niektórzy turyści, nawet całkiem wielu turystów, doświadcza na Etnie.

Piotr: Tak, to prawda. I to jest ten moment, kiedy chcemy wam podziękować za to, że z nami jesteście i że komentujecie nasz podcast, że oceniacie. Chciałem szczególnie zauważyć, że w ostatnim odcinku słowo dnia, czy tam tygodnia, czy w każdym razie słowo na dziś, wygenerowało się trochę inaczej, niż planowaliśmy, bo myśmy proponowali co innego, a wyście masowo uznali, że słowem na dziś jest fala. Nie właź na stół, nie właź na stół, cholero.

Ola: To bardzo ładne słowo.

Piotr: Więc tak.

Ola: Można ewentualnie nawet hashtagiem takie słowo używać.

Piotr: Można, przydługie będzie. Zobaczymy, co dzisiaj psy będą odwalały. Na razie udaję, że ich nie widzę.

One udają, że nas nie widzą i zobaczymy, co dalej.

Ola: Ich odruch aktywności, jak ustawialiśmy sprzęt, udało się póki co uspokoić dzięki odpowiedniej porcji nagródek.

Piotr: Tak, zobaczymy, co będzie dalej.

Ola: Nie możemy mówić na głos teraz. Nie możemy. Okej.

Przypominamy również, że oczywiście nawet w tym momencie, albo w każdym innym, możecie zasubskrybować nasz podcast i dzięki temu nic nowego, co wrzucamy wam, nie umknie.

Piotr: I zapraszamy też na nasz profil na Patronite. Tam można dłuższe wsparcie zorganizować albo też postawić nam jednorazowo kawę na [? niepewne: bajkofitu] i napisać coś miłego albo niemiłego. Bardzo dziękujemy za to, co piszecie.

Każde takie wsparcie bardzo nas cieszy. Bardzo dziękujemy. Bardzo doceniamy.

A teraz się przyjrzymy temu, co właściwie spowodowało to, że pan nie miał już pola kukurydzy. Dodajmy, bo chyba tej anegdotki nie zawarłaś tu, że kiedy pan wyprowadzał się z tamtego rejonu, no bo nie wiedzieć czemu, skoro masz wulkan koło domu, to niekoniecznie chcesz tam mieszkać, to zostawił tam tabliczkę. Można już bez spoilerów większych o tym powiedzieć. Na tabliczce było napisane, że ten wulkan jest własnością i jest zarządzany przez… jak się nazywał pan? Dionizio Pulido. Więc postanowił zabezpieczyć teren.

Ola: Pierwszy prywatny wulkan w historii.

Piotr: Tak, tak, tak. No w każdym razie…

Ola: No ale w sumie miał prawa do niego.

0:12:21 Geologia Meksyku: płyty, kordyliera i pola wulkaniczne

Piotr: W sumie miał do ziemi i do wulkanu pewnie. Ciekawe, jak to działa. No ale nic.

To jest tak, że ten kawałek świata jest bardzo ciekawy geologicznie i wulkanicznie, bo nie wiem, czy wiecie, ja nie wiedziałem, człowiek się uczy całe życie, w poprzek Meksyku, trochę bardziej na południe, od oceanu do oceanu biegnie coś, co się nazywa po polsku kordylierą wulkaniczną. Czyli jest to taki porządny łańcuch górski, który się składa tak naprawdę w większości z wielu wulkanów. Jego długość, zależy, jak liczyć, tak 700 tys. kilometrów. Szerokość od 90 do 230. To takie nierówne.

No i to rzeczywiście jest dość duże. A wysokość, znaczy tam w ogóle jest wysoki teren, więc to nie są…

Ola: Wysoko położone nad poziomem morza.

Piotr: Dokładnie.

Ola: Tam około 3 tys. metrów.

Piotr: No tak, natomiast część tych wulkanów ma ponad 2 kilometry przewyższenia, czyli w sumie ta wysokość, licząc porządnie, to jest ponad 5,5 tys. metrów nad poziomem morza. No i teraz ten wulkaniczny pas powstał, zresztą nadal powstaje, bo jak widać właśnie z naszej opowieści, jest to bardzo aktywne wciąż.

Powstał w wyniku zapadania się pod jedną wielką płytę tektoniczną jednej albo dwóch mniejszych płytek tektonicznych. Ta wielka płyta tektoniczna jest strasznie wielka, też o niej już opowiadaliśmy chyba przy okazji właśnie St. Helens, bo to jest płyta północnoamerykańska i ona się ciągnie od Syberii, znaczy obejmuje kawał Syberii, przez Amerykę Północną, aż po Islandię. Właśnie na Islandii można sobie stanąć jedną nogą na jednej płycie, a drugą na drugiej.

No a w dół, patrząc na południe, to aż po Karaiby sięga, więc to jest naprawdę jedna z tych największych płyt. A z kolei pod nią wjeżdżają dwie płytki, tu jest oczywiście spór, czy dwie, czy jedna.

Ola: Tak mówisz, jakby to rzeczywiście były maleństwa.

Piotr: W porównaniu z tamtą to są maleństwa. To jest przede wszystkim płyta kokosowa, to moja ulubiona nazwa, i płyta Rivera, która jest albo jej nie ma, bo płyta kokosowa ma taki przydatek na górze po lewej.

Ola: Przydatek, albo jest, albo nie ma.

Piotr: I niektórzy uznają, że Rivera to jest część tej kokosowej, inni nie uznają, nie ma to większego znaczenia. W każdym razie te płytki wjeżdżają pod tę płytę. To jest dosyć typowe zjawisko, bo te dwie mniejsze to są płyty oceaniczne, i w większości miejsc oceaniczne płyty zapadają się pod kontynentalne, chociaż nie wszędzie tak jest, bo na przykład w Himalajach jest odwrotnie.

No i teraz, co się tam dzieje ciekawego? Otóż jak się jedna płyta zapada pod drugą, to zapadanie polega na tym, że ona jest coraz głębiej, i tam jest coraz większe ciśnienie, i jest coraz cieplej. I z tej płyty oceanicznej, która jest dość mocno wysycona na poziomie mineralnym wodą, ta woda jest wyciskana.

Oczywiście, jak się domyślacie, jak tam panuje temperatura rzędu 1300 stopni, to nie jest to taka zwykła woda. Ta woda się znajduje w stanie nadkrytycznym przy takiej temperaturze i ciśnieniu, a w tym stanie woda jest strasznie agresywnym rozpuszczalnikiem.

Ola: Ciekawe, jak stan chemiczno-fizyczny zmienia właściwości takiej łagodnej wody.

Piotr: Możemy się tutaj napić. Napijamy się wody. Proszę nie siorbać.

To było [? niepewne: spedy] siorbanie pokazowe.

Ola: To on, to nie ja.

Piotr: No więc ta woda, kiedy jest wyciskana z tej zanurzającej się płyty, wędruje w górę i tam rozpuszcza tę płytę, pod którą ta oceaniczna [? niepewne: wieża], w tym wypadku właśnie tę północnoatlantycką. I teraz to rozpuszczanie polega na tym, że woda po prostu niszczy sieć krystaliczną minerałów krzemianowych. One występują w postaci takich długich polimerów i ona to tnie na kawałki, można powiedzieć.

Efekt jest taki, że te skały stają się znacznie bardziej płynne i zaczynają się przemieszczać ku powierzchni. Czyli tak naprawdę rośnie aktywność wulkaniczna, no bo zamiast dość stabilnej skały dostajemy skałę, która chętnie wędruje i chętnie podgrzana wydostaje się ku górze. No i tu jeszcze jedna ciekawa rzecz jest, mianowicie ta cała kordyliera wulkaniczna albo, jak kto woli, transmeksykański pas wulkaniczny.

Ola: Kordyliera ładniejsza.

Piotr: Kordyliera piękna jest, tak. Więc trzymajmy się kordyliery. Ona leży nie tak, jak powinna.

To znaczy gdyby była uczciwa.

Ola: Ale to według ciebie?

Piotr: Tak, ja tak oceniam właśnie. Porządne kordyliery wulkaniczne powinny leżeć właściwie równolegle do tej linii, wzdłuż której się zapada jedna płyta pod drugą, a kordyliera wulkaniczna w Meksyku nie zachowuje się tak i jest lekko wykręcona, o kilkanaście stopni. Dlaczego tak jest?

Przez dłuższy czas nie było wiadomo i różne były hipotezy. Natomiast wygląda na to, że wynika to z tego, że te mniejsze płyty zapadają się pod tę większą nierównomiernie. To znaczy w niektórych miejscach one wjeżdżają pod nią i nurkują praktycznie pionowo w głąb ziemi, a w niektórych miejscach niefrasobliwie suną sobie jedna pod drugą, czyli wsuwają się pod tę płytę północnoamerykańską i jadą pod nią nawet przez kilkaset kilometrów.

Ola: To ta niefrasobliwość w wydaniu płyt.

Piotr: Tak, płyty tektoniczne, zwłaszcza te mniejsze, potrafią być takie niefrasobliwe. No cóż zrobić.

Ola: To jesteś taki oceniający.

Piotr: Ktoś musi im to wreszcie powiedzieć. W każdym razie przez to, że w jednym miejscu płyta pionowo spada, w drugim jedzie sobie trochę i dopiero się zapada, wszystko to razem powoduje, bez rysunku trudno ogarnąć dlaczego, ale…

Ola: Szkoda, że państwo tego nie widzą. Słynny tekst z Polskiego Radia, z zawodów sportowych.

Czy to była relacja meczu piłki narzędziowej?

Piotr: Nie wiem, co to było, możesz sprawdzić pewnie w międzyczasie. W każdym razie wszystko to sprawia, że ta całość jest lekko wykręcona. I teraz w ogóle ten fragment nie jest tak naprawdę, wbrew pozorom, bardzo aktywny wulkanicznie.

To znaczy jest aktywny wulkanicznie, ale w nie taki typowy sposób. Jak sobie weźmiemy taki wulkan-wulkan, taki, jak sobie go wyobrażamy, to jest wulkan, który powstaje przez setki, tysiące lat.

W wyniku kolejnych erupcji kolejne porcje lawy się wylewają, spływają po stoku tego wulkanu. Czasem coś pęknie, czasem nie pęknie. I on sobie rośnie.

I to działa w ten sposób dlatego, że wszystkie kolejne porcje magmy dostarczane są tym samym, można powiedzieć, tunelem. To znaczy w skorupie ziemskiej tworzą się takie kanały, przez które przepływa magma, i te kanały pozostają stale te same, więc stale obowiązuje to samo wyjście na powierzchnię i ruch jest zorganizowany. Natomiast tu akurat jest tak, że tej magmy w tym rejonie jest stosunkowo, podkreślam, mało, w dodatku jest rozproszona i pod niewielkim ciśnieniem.

I jeszcze co więcej, ta płyta północnoamerykańska w tym miejscu jest rozciągnięta. To trochę tak działa, jakbyście wzięli, no nie wiem, ciasto drożdżowe, takie, co jest w miarę elastyczne. I je tak rozciągali do granic przyzwoitości.

Ola: Albo ciasto do pizzy.

Piotr: Albo ciasto do pizzy, no to też drożdżowe. I ono się wtedy zaczyna tak rozjeżdżać, to znaczy zaczynają w nim powstawać takie szczeliny, już przestaje być takim litym ciastem i robi się taką dziurawą ciągutką. I coś takiego już tutaj dzieje się z tą płytą kontynentalną.

Ola: Ona jest dziurawą ciągutką.

Piotr: Jest dziurawą ciągutką, w związku z czym magma, która niezbyt intensywnie, bo tak jak mówię, ciśnienie jest zbyt małe, a magmy też nie za wiele, jak się tam przepycha, to okej, przepchnie się, zrobi sobie jakąś dziurkę, wyleje się, jest bardzo z siebie zadowolona. Po czym trochę się powylewa i przestaje. I to trwa zwykle rząd dni, czasem tygodni.

I kiedy znowu próbowałaby się tą samą trasą przedostać, to ta trasa już jest zastygnięta, zatkana i już nie ma sensu iść tamtędy, pchać, a ciśnienie jest za małe, żeby to przepchać, w związku z czym organizuje sobie jakieś inne wyjście gdzieś obok.

Ola: Gdzieś, gdzie jest słabsze miejsce i można się przebić łatwiej.

Piotr: Dokładnie, więc mamy wiele takich małych kanałów, które w różnych miejscach wywalają, i to powoduje powstawanie takich pól wulkanicznych. A akurat ten wulkan, o którym mówimy, wyrósł sobie na polu wulkanicznym, które się nazywa, i tutaj będę kaleczył hiszpański, Michoacán-Guanajuato, mniej więcej tak to powinno brzmieć, mniej więcej, podkreślam. I to jest takie miejsce, które ma bardzo dużo takich, to się nazywa wyloty monogenetyczne. To nie ma nic wspólnego z genetyką w znaczeniu biologicznym, tylko chodzi o to, że są to wyloty, które powstały w wyniku pojedynczego zdarzenia trwającego stosunkowo krótki czas, maksymalnie kilka lat. Bo takie wulkany, gdzie magma, potem lawa, wielokrotnie tym samym kanałem przychodzi, to są poligenetyczne, a tu mamy monogenetyczne, czyli coś raz sobie wyprysnęło, potem do widzenia, idziemy gdzie indziej.

Więc na tym polu takich struktur jest ponad 1400. Jest całe mnóstwo tych stożków żużlowych, o których Ola już wspominała, są jakieś takie niezbyt duże tarcze, gdzie się trochę wylało, i między innymi są 22 maary. To jest bardzo ciekawa struktura, bo to jest taki antystożek. To znaczy one powstają wtedy, kiedy para wodna wybucha, wywala zawartość spod ziemi i w tym miejscu powstaje dziura, która zwykle zapełnia się wodą i powstaje takie gustowne jeziorko.

Ola: To, co z niej wypada, jest dookoła nagromadzone, rozrzucone, ale przede wszystkim zamiast górki powstaje dziurka.

Piotr: No więc tak to działa. W ogóle, żeby już kończyć… Co się stało?

Jakieś nasze psy spadają?

Ola: Nie, pies tarmosi łosia.

Piotr: A nie, no to spoko. Nie to, że mamy tutaj gatunki chronione zjadane przez psy, to nie jest prawdziwe.

Ola: Nie, mamy takie ulubione zabawki psie, które są takimi kółeczkami z głowami łosia. No jak o tym mówię, to brzmi to trochę makabrycznie.

Piotr: Trochę tak.

Ola: Ale to nie tak, jak myślicie. A szkoda, że państwo tego nie widzą, to był tekst Bohdana Tomaszewskiego, słynnego komentatora sportowego, który relacjonował mecze piłki nożnej, i zdaje się, że podczas któregoś z meczów, jeszcze tego nie znalazłam, ale już teraz nie będę szukać. Może na następny raz.

Piotr: Może na następny raz.

Ola: Odnajdę.

Piotr: Co ciekawe, ten wulkan, o którym Oleusz opowiadała, leży na zboczu…

Ola: Parícutin.

Piotr: Dziękuję. Parícutin leży na zboczu innego wulkanu, czyli Pico de Tancítaro. A ten z kolei leży na szczycie jeszcze starszego wulkanu tarczowego. Tak, bo to jest długa historia.

Czyli najpierw był taki potężny wulkan tarczowy. Tarczowy to jest wtedy, jak się wylewa lawa i rozlewa szeroko, jest taka rozpaćkana, nie powstaje taki klasyczny stożek, tylko taka…

Ola: Czyli takie islandzkie wulkany są w większości przypadków tarczowe.

Piotr: Chyba tak. Tu zaraz ktoś mi powie, że nie, musiałbym sprawdzić, żebym czegoś nie palnął, ale rozlewa się w ten sposób i ta struktura powstała, no tutaj nie znalazłem dokładnie daty, dnia i godziny, jakieś 1-1,2 miliona lat temu.

Ola: Otóż niektóre są tarczowe w Islandii.

Piotr: Nie rób sobie tego, już to kiedyś przerabialiśmy, już kiedyś się uczyliśmy.

Ola: Ale chyba nawet powiedziałam, jak trzeba.

Piotr: Że jest tarczowy. Ten słynny, ten, co tak dymił. Geologię, zanim wszyscy wyjdą.

Więc najpierw był ten wulkan tarczowy, który się rozlał na wielkim obszarze. Potem, jak już przestał się wylewać, jakieś 800 tys. lat temu zaczął powstawać taki uczciwy stratowulkan, stożkowy. Tancítaro się nazywał i miał dużo erupcji, i tam w tamtych czasach magma jakoś sobie lepiej radziła, przepychała się skutecznie i wiele razy w tym samym miejscu się wylewała.

On wygasł ponad 200 tys. lat temu. No i na jego zboczu powstały właśnie te różne małe, monogenetyczne dziurki. Czyli podsumowując, mamy wulkanik na wulkanie, na wulkanie.

Czyli takie kolejne warstwy geologiczne. Tam, jak widać, dzieje się od dawna dużo. Dlaczego się dzieje, to już wiemy.

Dlaczego tak się dzieje, też już właściwie wiemy.

0:25:46 Wulkan błotny z maja 2026

Ola: Czyli taka powieść szufladkowa w wydaniu wulkanicznym. Jeśli mi się Incepcja kojarzy, to może już nie wchodźmy za głęboko. Okej, to ja tutaj może wrzucę coś, co jest może nie z ostatniej chwili, ale z ostatnich trzech tygodni, o czym wspominałam już na wstępie.

To znaczy o kolejnej erupcji, która się pojawiła właśnie w tej okolicy, Michoacán. Na tym polu, na którym jest tak wiele wulkanów, które powstają i się zatykają. Ten wulkan, o którym mówię, powstał również w jednej nocy, z 25 na 26 maja tego roku, czyli 2026.

Uformował się na podwórku albo w ogrodzie. Nie znalazłam takiej konkretnej informacji. I to jest wulkan błotny.

Można go nazwać też gejzerem błotnym. Jedna i druga nazwa są prawidłowe. I to się stało na podwórku kogoś, kto mieszka w społeczności El Salitre.

Około 100 kilometrów w linii prostej od tego wulkanu Parícutin, o którym tutaj opowiadamy, o którym jest cała ta historia. I tam ludzie zauważyli, że w pewnej chwili spod ziemi na ich terenie trysnęła gorąca woda, błoto, wydobyły się gazy. No i to jest przejaw aktywności hydrotermalnej.

Miejscowe władze od razu ewakuowały zarówno właścicieli tego domu, jak i kilku okolicznych domów. No i tutaj ta aktywność hydrotermalna też jest charakterystyczna właśnie dla tego terenu.

Piotr: Tak, tak, no zdecydowanie cały ten teren to jest ciekawa sprawa, bo jest aktywny sejsmicznie, wulkanicznie. O tym mieszkańcy oczywiście wiedzą, ale warto też dodać, że takie spektakularne zjawiska zdarzają się tam bardzo często w skali geologicznej, nie bardzo często w skali ludzkiego życia. Poprzednie podobne zjawisko, czyli takie wywalenie wulkanu na polu kukurydzy, z cyklu: nic nie ma, jest dziura na pół metra, a potem nagle pierdnięcie i jest wulkan. Poprzednie takie zjawisko miało miejsce gdzieś, o ile pamiętam, w XIX wieku, czyli na tyle…

Ola: Chyba w XVIII.

Piotr: A może nawet w XVIII, czyli na tyle dawno, że ludzie nie żyją w ciągłym strachu, że o Jezus Maria, czy idę do kurnika, czy będzie kurnik, czy będzie wulkan, no ale jednocześnie jest to…

Ola: Chociaż trochę tak jest, no zwróćmy uwagę, że to, co się dzieje teraz, ludziom dało do myślenia.

Piotr: No tak, ale wulkan błotny to jednak trochę co innego niż taki potężny stożek. No pytanie, kiedy będzie następny, no bo jeżeli następny będzie znowu za kilkaset lat, to sprawa, można powiedzieć, lekko przyschnie. No w każdym razie jest to rejon, w którym się dzieje i dziać będzie, przy czym charakterystyczne jest to, że te zjawiska nie są takie supergigantyczne, że wszystko jest wyniszczone i w ogóle do widzenia, tylko mają raczej lokalne znaczenie.

0:28:59 Zwiastuny erupcji i magma pod ziemią

Ola: Czyli tak naprawdę to, co się stało z tym wulkanem Parícutin, bo taką nazwę mu nadano od miejscowości, w pobliżu której nagle sobie wyrósł, to nie jest rzecz nagła i niespodziewana, bo jak najbardziej mogła być spodziewana, no tyle tylko, że ludzie, którzy żyli na powierzchni, nie do końca się tego spodziewali.

Piotr: Była spodziewana przez naukowców, a niekoniecznie przez mieszkańców.

Ola: Chociaż na kilka tygodni przed tą erupcją były jakieś przesłanki bardzo wyraźne, mówiące, że coś się tam dzieje. Otóż ludzie słyszeli dźwięki, które przypominały grzmoty, ale nie było burzy. I to są, już to jest komentarz naukowców, odgłosy, jakie wydają głębokie trzęsienia ziemi, wywoływane ruchami magmy.

Także już ta magma, widać było, że tam się kotłuje, słychać było bardziej. No i późniejsze badania pokazały, że tę erupcję poprzedziło na pięć tygodni przed jej początkiem aż 21 trzęsień ziemi. I to były trzęsienia o magnitudzie powyżej 3,2.

Piotr: Przy czym powiem tutaj mały dodatek: prawdopodobnie było ich znacznie więcej, dlatego że wtedy, przypominam, w 1943 roku najbliższa stacja sejsmologiczna znajdowała się ponad 300 km stamtąd, w związku z czym trzęsienia słabsze niż około trzech po prostu nie były tam odbierane i również przez tę odległość nie dało się dokładnie określić epicentrum tych trzęsień, więc te badania… Należy wziąć pod uwagę, że tego było jednak więcej.

Ola: Było więcej, bo ja jeszcze tutaj chcę dodać, że tydzień przed samą erupcją gazety pisały aż o 25-30 trzęsieniach ziemi każdego dnia, a z kolei dzień przed powstaniem tej szczeliny i przed właściwą erupcją ta liczba wzrosła aż do około 300. Około 300 trzęsień ziemi odnotowano. Także to jest już taki moment, kiedy ludzie…

Piotr: Trudno nie zauważyć.

Ola: Tak, no trudno nie zauważyć, ale też wiedzieli, że coś się święci, ale trudno przypuszczać, że u ciebie na polu wyrośnie nagle wulkan. No i co tam właściwie się działo pod tą ziemią? Tutaj jest może dobry moment, żeby zadać sobie to pytanie.

Powstało sporo opracowań naukowych dotyczących właśnie tej konkretnej erupcji. Badania nad tym, jak ona przebiega, były prowadzone praktycznie od pierwszych dni i wszystkie te procesy były dokumentowane bardzo dobrze. I to jest jedna z najlepiej przebadanych erupcji wulkanicznych, zwłaszcza tego typu, które miały miejsce na Ziemi.

Piotr: Powiedziałbym, że nawet nie tyle samych erupcji, co najlepiej przebadanych cykli życia wulkanu.

Ola: Nie zdradzaj, jeszcze nie zdradzaj. Okej. I jest taka praca naukowa z roku 2021.

Tak, one powstają do dziś, te prace naukowe.

Piotr: Z 25 znalazłem.

Ola: Właśnie, to ty zaraz o tym opowiesz. A ja znalazłam taką pracę, która ukazała się na łamach pisma Journal of Petrology. Petrology, takie ładne słowo.

I właśnie międzynarodowy zespół naukowców opisał prawdopodobny przebieg tych procesów, które doprowadziły do tej pierwszej erupcji wulkanu Parícutin. I tak opisują to naukowcy, że pod ziemią znajdowały się najprawdopodobniej trzy różne porcje magmy, które wcześniej przez jakiś czas były magazynowane na różnych głębokościach. I część tej świeższej, bardziej pierwotnej magmy zaczęła się podnosić i mieszać z tą starszą, leżącą wyżej.

I w trakcie tego procesu magma krystalizowała i mieszała się, zmieniała skład chemiczny, te procesy działy się bardzo dynamicznie. No i tuż przed otwarciem się szczeliny w tej magmie zachodziły szybkie zmiany temperatury i warunków chemicznych. I według analiz minerałów, które były tam badane i zostały wyrzucone przez ten wulkan, procesy, które poprzedzały sam początek tej erupcji, mogły trwać zaledwie kilka dni.

Potem magma znalazła drogę przez te pęknięcia, przez te szczeliny w skałach ku powierzchni. Przepraszam, trąciłam kabel. I na powierzchnię samą wydostała się 20 lutego 1943 roku.

Najpierw w formie lekko wybuchowej, to znaczy wyrzucała popiół, lapille i bomby wulkaniczne, a potem do tego dołączyła lawa.

0:34:13 Dziewięć lat erupcji i zasypane miasto

Piotr: I teraz, odchodząc troszeczkę od geologii, która cały czas będzie oczywiście w tle, spójrzmy na to, co się działo dalej, no bo jak do tej pory to w sumie spędziliśmy tam noc i kilka dni. Więc ten wulkan rósł na oczach mieszkańców, a po chwili też na oczach naukowców, którzy tam szybko przybyli, no bo okazja była niesamowita. Ten rodzaj erupcji, czyli erupcja strombolijska, powodował, że po czterech miesiącach ten stożek miał 200 metrów, po ośmiu miesiącach miał 365 metrów wysokości. No to jest niemało, powiem.

Oczywiście są większe wulkany, jasna sprawa, natomiast to jest dosłownie kilka miesięcy. Problem polega na tym, że sposób tej erupcji się też zmieniał i po jakimś czasie zamiast takiego dość lekkiego żużlu, który usypywał ten stożek, zaczęły powstawać również szczeliny, przez które zaczęła się wylewać lawa. Ona się na szczęście dość powoli poruszała, w związku z czym, jak się zaczęła zbliżać do tej wioski Parícutin, to mieszkańców bez problemu ewakuowano.

Natomiast, nie wiem, masz tutaj coś o ofiarach śmiertelnych?

Ola: Mam o ofiarach śmiertelnych.

Piotr: To nie będę spoilerował, bo sposób śmierci był dosyć dziwny. No w każdym razie sytuacja się zmieniała i 18 października 1943 roku utworzył się taki boczny krater, drugi, po północnej stronie stożka, i ten z kolei skierował swój wylew lawy w stronę San Juan Parangaricutiro. Chyba dobrze powiedziałem.

Ola: Chyba tak.

Piotr: I to jest miasto, które ewakuowano wtedy i nie wiedziano, czy na stałe, czy nie. Okazało się, że na stałe zostało po prostu opuszczone. Decyzja o ewakuacji była zasadna, a to dlatego, że do sierpnia 1944 roku miasto zostało praktycznie w całości przykryte lawą i popiołem i została tylko na powierzchni jedna super charakterystyczna rzecz, mianowicie część kościoła, górna część kościoła.

Ola: A wieża wystaje.

Piotr: No wieża, taki kawałek. Tak, to znaczy dziwnie to wygląda, bo to sterczy pomiędzy takimi grudami zastygniętej lawy.

Ola: Jak w skałach. No tak, tak.

Piotr: I tam można jak najbardziej się wybrać, są wycieczki organizowane i tak dalej, więc tak.

Ola: No i tutaj wspomniałeś o ofiarach śmiertelnych. Zginęły trzy osoby wskutek tej erupcji Parícutina. Ale nie zginęły dlatego, że zatruły się gazami czy były ofiarami tej fazy piroklastycznej, tylko zginęły od uderzeń piorunów.

Piotr: A co to ma wspólnego z wulkanami?

Ola: No właśnie, podczas erupcji pojawiają się wyładowania atmosferyczne, które obejmują te pyły i gazy wyrzucane przez wulkany.

Piotr: No tak, tam elektrostatyczne ładunki powstają bardzo potężne, w tym trącym o siebie, bardzo suchym, bardzo ostrym popiele i bardzo często można zobaczyć, że podczas erupcji wulkanu nad wulkanem strzelają pioruny. No i te pioruny są oczywiście dość niespodziewane, można powiedzieć, no bo nie ma tutaj żadnej burzy, nie ma takiego zjawiska, w dodatku występują bardzo blisko ziemi.

Ola: No i to jest spektakularny widok.

Piotr: Chyba że się zostanie trafionym takim piorunem, to wtedy nie jest.

Ola: No ale wracając do naszej erupcji Parícutina: do stycznia 1944 roku ukształtowało się prawie cztery piąte docelowej wysokości tego stożka. Wyrzucił on do 8 stycznia, tak obliczają naukowcy, ponad 90% całego materiału, który miał do wyrzucenia, i tego materiału było tak dużo, że popioły dotarły nawet do miasta Meksyk, przypominam, ponad 300 km stamtąd to miasto się znajduje. No i w roku 1944 nastąpiła kolejna, teraz już trzecia faza erupcji.

Powstały takie pęknięcia [? niepewne: popołudniowe], bo pierwsza to była ta lokalna w Parícutin. Potem otworzyła się druga szczelina i polało się w stronę San Juan Parangaricutiro.

Piotr: Tu też dałaś radę.

Ola: Tak, a następnie powstały pęknięcia po południowej stronie stożka i wzrosła aktywność w samym centrum. No i lawa płynęła głównie na zachód i północny zachód. I na tym etapie powstała taka płaska skalna forma terenu, która przypomina niewielki wulkaniczny płaskowyż.

Nazywa się obecnie [? niepewne: Los Ornitos] i jest bardzo charakterystyczna dla tego miejsca. A począwszy od stycznia 1945 roku wulkan zaczął się stopniowo uspokajać. Przypominam, luty 1943 powstał, a w styczniu 1945 zaczął się uspokajać.

No i tutaj trzeba powiedzieć, że jeszcze obserwowano oczywiście popiół, bomby wulkaniczne, lawy, ale one już pojawiały się sporadycznie, miały dłuższe przerwy między kolejnymi erupcjami. Jeszcze do takich gwałtowniejszych wybuchów doszło między styczniem a lutym 1952 roku. I wówczas też strzeliła w niebo kolumna dymu o wysokości około 3 kilometrów.

No to było coś, to było spektakularne. Ostatnie podrygi. Tak, ostatnie podrygi, a ta najostatniejsza erupcja miała miejsce 4 marca 1952 roku, a potem wulkan uciszył się.

0:40:34 Dlaczego tak długo, badania i skutki erupcji

Piotr: Co pasuje bardzo dobrze do tego schematu, o którym mówiliśmy, czyli tych monogenetycznych erupcji. Natomiast tu tylko dodam, że ta była trochę za długa, to znaczy była tak na granicy przyzwoitości, bo one zwykle trwają kilka tygodni, miesięcy.

Ola: A ta trwała 9 lat i tutaj właśnie naukowcy są zgodni, że to jest naprawdę wyjątkowo długi okres.

Piotr: I… Musisz robić, nie, to było akurat otrzepywanie się jej uszu. Wracajmy do wulkanu.

Ola: Wulkan przez te 9 lat osiągnął 424 metry, licząc od dna tej doliny, w której powstał, a w wysokości, Boże, jak to się, bezwzględnej? Nie.

Piotr: No tak, bezwzględnej, od poziomu morza.

Ola: 3170 metrów nad poziomem morza ma obecnie.

Piotr: Ponieważ na pewno was nurtuje to pytanie, dlaczego tak długo, mimo że to tylko 9 lat, dlaczego ta erupcja, mimo że powinna się wcześniej skończyć, trwała dłużej.

Ola: Tak, Piotrusiu, wyjaśnij nam to proszę.

Piotr: Tak, dostaliśmy wiele listów w trakcie trwania tego podcastu. Ludzie listy liczą. Dlaczego tak jest?

No więc wyjaśniam, że najprawdopodobniej ta magma jednak się przepychała dookoła i udawało jej się: jak w jednym miejscu zastygała, to jednak omijała ten czop i jakoś się przepychała. Więc to było trochę nietypowe. Powinno to wszystko trwać krócej, trwało dłużej, no ale dzięki temu naukowcy dostali możliwość zbadania całego cyklu życia wulkanu, czyli od narodzin do wygaśnięcia.

To nieczęsta okazja.

Ola: No tak, jak ja też wspominałam, zjeżdżali tam geolodzy z całego świata, ale pierwsi na miejscu byli Amerykanin ze Smithsonian Institution i naukowiec meksykański z ramienia rządu tamtego kraju i pozostali tam przez kilka lat. W tym czasie robili bardzo szczegółowe opisy tego, co się tam działo. Wykonywali szkice, mapy, pobrali próbki, zrobili tysiące zdjęć i na podstawie między innymi tych badań powstało naprawdę całe mnóstwo artykułów naukowych.

W samym tylko okresie od 1943 do 1948 roku opublikowano ich prawie 50. W najważniejszych czasopismach naukowych na temat geologii, a potem powstało jeszcze więcej i, tak jak wspomnieliśmy, powstają do dziś.

Piotr: Tak, powstają do dziś. Zdaje się, że z zeszłego roku, 2025, już teraz lepiej mówić 2000, bo się można pogubić, są na przykład jakieś analizy dotyczące tego, dlaczego w określony sposób zmieniał się skład magmy wydobywającej się, bo dzięki temu, że to wszystko jest na świeżo, można pobierać próbki i analizować, jak przez te 9 lat zmieniał się skład magmy, czyli tak naprawdę co się wydobywało. Bez wchodzenia w szczegóły, niektórzy uważali, że rozpuszczała się po drodze skała, inni uważali co innego, no w każdym razie jest to temat wciąż bardzo gorący.

To teraz jeszcze spójrzmy na podsumowanie takie właściwie skutków, bilans tego, co tam się wydarzyło. Przede wszystkim, mimo że mówiliśmy, że to jest lokalne wydarzenie, no bo jednak jest, cała ta erupcja zniszczyła powierzchnię 233 kilometrów kwadratowych, to jest całkiem sporo. Na tym terenie właściwie zniknęła w tym czasie roślinność i tak dalej, no to są te wyrzucane fragmenty skał, popiół, lawa i tak dalej. Poza tymi ofiarami śmiertelnymi, o których mówiliśmy, setki osób zostały przesiedlone, no bo po prostu trzeba było uciekać z tego terenu, więc w efekcie jedno miasto, jedna wioska zostały w całości ewakuowane i pochłonięte przez lawę, z kolei trzy inne miejscowości zostały poważnie zniszczone, no ale w sumie przetrwały. Żeby tych ludzi ewakuowanych, przemieszczających się pomieścić, trzeba było wybudować dwie nowe miejscowości, więc skutki, można powiedzieć, społeczne dla ludzi były całkiem istotne, choć nadal lokalne.

Ola: Dodajmy, że te nowe miejscowości to są Parícutin i San Juan Parangaricutiro, do których dodano słowo Nuevo, czyli nowe, w związku z czym trochę na takiej zasadzie, jak Amerykanie nazywają miasta, czyli Nowy Jork…

Piotr: Nowy Meksyk.

Ola: Może to nie był najlepszy przykład. Dobra, w każdym razie obecnie wulkan jest uznawany za wygasły, mimo to jego wnętrze nadal pozostaje gorące i tutaj należy podkreślić, że woda deszczowa, która wsiąka w szczeliny istniejące w tym stożku, w tych skałach, podgrzewa się pod wpływem procesów zachodzących pod ziemią i powoduje emisję pary z różnych szczelin oraz takie zupełnie spontaniczne powstawanie gejzerów, takich jak ten, który powstał na podwórku pod koniec maja tego roku.

Piotr: Co nie świadczy o tym, że ten wulkan jest aktywny, tylko że wciąż jest gorący. Jeżeli zobaczycie na przykład zdjęcia stamtąd, a łatwo je znaleźć, bo tam można się wybrać, to jest tam ta para, która mogłaby uchodzić za dym. Dymem nie jest, to jest po prostu, tak jak Ola mówi, parująca woda deszczowa.

Ola: No i tutaj trzeba jeszcze podkreślić, że ten region absolutnie nie jest spokojny geologicznie. W 1997 roku odnotowano tam rój trzęsień ziemi, było ich aż 230, z czego aż 5 miało magnitudę powyżej 3,9. Z kolei w latach 1995-1998 ludzie zgłaszali też dudnienia, takie odgłosy dudniące dochodzące spod ziemi, i emisje pary.

Z kolei latem 2006 roku wystąpiła kolejna seria, tym razem ponad 300 wstrząsów w pobliżu tego wulkanu Parícutin.

Piotr: Parícutin? Dobrze powiedziałem?

Ola: Dobrze.

Piotr: Tam się będzie wiele działo jeszcze, tylko pytanie kiedy. I w jakiej skali? Niewątpliwie jest to rejon, który spokoju nie da.

Ola: Nie da spokoju. Póki co nie doszło do żadnej nowej erupcji ani w tym miejscu, które opisujemy, ani w tej okolicy. No a obecnie w okolicach tego wulkanu, jak rozwija się turystyka?

Piotr: Chociaż tak, bardzo tam miejscowi na tym korzystają, dlatego że ponoć dojście wcale nie jest takie proste i oczywiste. Trzeba się przedostać między innymi przez gaj awokado. Jakoś tak mnie wyobraźnia poniosła, jak się przedostaje przez gaj awokado.

Ola: Ale trzeba iść z przewodnikiem.

Piotr: Tak, trzeba iść z przewodnikiem. To prawda, również są wyprawy do tego kościoła nie do końca zalanego lawą. Myślę, że to może być bardzo efektowne.

No i naukowcy, oczywiście naukowcy się tam zlatują jak muchy do nie powiem czego. W 2023 roku, w 80. rocznicę tej erupcji, około 100 geologów, wulkanologów zebrało się, żeby sprawdzić obecny stan i zobaczyć, czy tam się aby coś ciekawego nie dzieje.

No, ładne miejsce niewątpliwie. Na pewno nie ma kolejnej aktywności i najprawdopodobniej nie będzie, no bo taki już charakter tych monogenetycznych erupcji.

0:48:27 Zakończenie i słowo na dziś

Ola: A to tyle na dziś. My przypominamy jeszcze, że jeżeli cenicie nasze podcasty, to możecie rozważyć dołączenie do grona naszych patronek i patronów. To byłoby dla nas ogromnym wsparciem.

Piotr: I oczywiście przypominamy o podcastach powstających we współpracy z Polskim Radiem, czyli Laboratorium Zbrodni i Sekcji Teorii Spiskowych.

Ola: A teorie spiskowe są nie tylko do słuchania, ale też do oglądania. Możecie nas zobaczyć na YouTubie, zobaczyć, jak się gimnastykujemy.

Piotr: Wczoraj wpadł kolejny odcinek, w którym rozważamy, jak to się dzieje, że te wszystkie teorie spiskowe tak dzielnie się trzymają i że właściwie mamy to w genach. Słuchajcie, zostało słowo na dziś.

Ola: Słowo na dziś. Ja tutaj miałam taki natłok różnych pomysłów. Poczekaj, zapomniałam.

To była ciągutka. Jaka ciągutka?

Piotr: Już nie pamiętam w tej chwili. Jak ktoś znajdzie, to może też dopisać. To są oficjalne słowa na dziś.

To są?

Ola: Aż dwa. Po pierwsze mi się bardzo podoba brzmieniem. Drugie zresztą też: żużel.

Piotr: A drugie to kordyliera. Więc wybierzcie sobie.

Ola: No to cześć.

Piotr: No tak.

Ola: Słyszycie to?

Źródła

* https://wulkanyswiata.blogspot.com/

* https://en.wikipedia.org/wiki/Par%C3%ADcutin

* https://en.wikipedia.org/wiki/Michoac%C3%A1n%E2%80%93Guanajuato_volcanic_field

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Erupcja_wulkanu

* https://academic.oup.com/petrology/article/62/4/egaa112/6066217

* https://volcanoes.sdsu.edu/Paricutin.html

* https://siris-sihistory.si.edu/ipac20/ipac.jsp?profile=all&uri=full%3D3100001%2114845%210

* https://siarchives.si.edu/collections/fbr_item_modsi9654

* https://watchers.news/2026/05/27/hydrothermal-venting-at-residential-property-prompts-evacuations-in-el-salitre-michoacan-mexico/

* https://www.jornada.com.mx/noticia/2026/05/26/estados/nace-geiser-en-el-patio-de-una-casa-de-el-salitre-michoacan-autoridades-resguardan-zona

* https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82yta_tektoniczna

* https://www.arcgis.com/apps/webappviewer/index.html?id=d4e5914420a349dc8575ae08601d004f&extent=-22747787.2872%2C-3697983.7041%2C7308475.227%2C10508296.6249%2C102100

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Subdukcja

* https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0377027306002046

* https://www.geosociety.org/gsa-today/february-2023/new-insights-into-feeder-dike-swarms-in-scoria-cones-and-their-structural

* https://www.researchgate.net/publication/248795719_Shape_of_the_subducted_Rivera_and_Coco_plates_in_southern_Mexico_Seismic_and_tectonic_implications

* https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1029/2018JB015783

* https://www.volcanosatlas.com/volcano/michoacan-guanajuato

Źródła