Podcast Crazy Nauka · odc. 27
Jak ludzkość zwalczyła ospę prawdziwą?
Posłuchaj też na:
Jednym z największych sukcesów ludzkości było wyeliminowanie ospy prawdziwej* – choroby zakaźnej, której straszne epidemie przez długie tysiąclecia aż do lat 70. XX wieku zabiły setki milionów ludzi na całym świecie.
Kres temu położyły masowe szczepienia. W 1980 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oficjalnie ogłosiła akt eradykacji, czyli całkowitej eliminacji ospy prawdziwej. To dziś jedyna spośród chorób zakaźnych, której udało się pozbyć z ludzkiej populacji.
Jak do tego doszło? Kim były ostatnie ofiary ospy prawdziwej? Kiedy po raz ostatni nawiedziła Polskę? I dlaczego wirusa ospy trzeba bezwzględnie trzymać pod kluczem?
W tym odcinku Podcastu Crazy Nauki odwiedzimy starożytną Grecję, Amerykę w czasach konkwistadorów, XVIII-wieczną Anglię, Wrocław z 1963 roku, Indie sprzed 50 lat czy laboratorium mikrobiologiczne w USA w czasach współczesnych.
*nie należy jej mylić z ospą wietrzną, chorobą zakaźną dużo mniej groźną od ospy prawdziwej, na którą wciąż choruje wielu ludzi
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: W jaki sposób udało się opanować epidemię ospy prawdziwej we Wrocławiu?
Piotr: Dlaczego pierwsze w dziejach szczepienie było w istocie skrajnie nieetycznym eksperymentem medycznym?
Ola: Jakie straty ponieśli rdzenni mieszkańcy Obu Ameryk wskutek zawleczenia tam wirusa ospy?
Piotr: Co się stało z fiolkami z aktywnym wirusem ospy, które znaleziono kilka lat temu w opuszczonym magazynie w Stanach Zjednoczonych? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: Dziś opowiemy wam o jednym z największych sukcesów ludzkości, jakim było wyeliminowanie ospy prawdziwej – choroby zakaźnej, której straszliwe epidemie przez długie tysiąclecia, aż do lat 70. XX wieku, zabiły setki milionów ludzi na całym świecie. Kres temu położyły masowe szczepienia. Pierwszą szczepionkę na ospę, i w ogóle pierwszą szczepionkę jako taką, odkrył w 1796 roku Edward Jenner. To również fascynująca historia. Zatem zaczynamy.
Piotr: Zanim to nastąpi, chcemy bardzo podziękować naszym patronom, którzy wspierają nas w serwisie Patronite. W tym tygodniu pozdrawiamy szczególnie Rafała, który do nas dołączył. Dziękujemy wam bardzo za to, że z nami jesteście, że oceniacie i komentujecie podcast. Mieliśmy świetne komentarze i w ogóle odbiór podcastu. Ostatnio na Spotify można głosować i zostawiać komentarze, więc polecamy, prosimy: subskrybujcie, oceniajcie. Jesteśmy obecni wszędzie, na wszystkich liczących się platformach podcastowych. Zatem: Patronite, ocenianie i ruszamy.
0:02:01 Eradykacja ospy prawdziwej – podstawowe fakty
Ola: 9 grudnia 1979 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podpisała akt stwierdzenia eradykacji – trudne słowo, czyli całkowitej eliminacji ospy prawdziwej. Uwaga: nie należy mylić tej choroby z ospą wietrzną, czyli chorobą zakaźną dużo mniej groźną od ospy prawdziwej, na którą wciąż choruje wielu ludzi, ale która nie umywa się do skutków, jakie wywołuje ospa prawdziwa. Ospa prawdziwa to również czarna ospa, niektórzy tak mówią o tej chorobie.
Piotr: Tak, jeszcze powiemy, skąd wzięła się jedna czy druga nazwa, ale wróćmy do eradykacji tej ospy prawdziwej. Jesteśmy w okolicach kolejnej rocznicy, bo to miało miejsce 8 maja 1980 roku, a więc w chwili nagrywania tego podcastu nieco ponad 43 lata temu. Wtedy to zostało potwierdzone i oficjalnie ogłoszone, i mniej więcej od tego czasu dzieci nie są już szczepione przeciw tej chorobie, bo po prostu ona już nie występuje w ludzkiej populacji. Nie ma dzikiego wirusa, którym można się zakazić. Ospa prawdziwa, czy też czarna ospa, to w ogóle jest tak, że prawidłowa nazwa to ospa prawdziwa. Czarna ospa to czasami kolokwialna nazwa, ale też jedna z odmian ospy prawdziwej, bo ona różni się objawami, więc to czasem ma związek z tym, jak się objawia. Trzymajmy się tego. To jest jedyna choroba zakaźna, którą dzięki szczepieniom udało się jak dotąd całkowicie wyeliminować.
Ola: Wtrącę, że udało się ją wyeliminować dzięki szczepieniom i żadnej innej choroby na świecie jeszcze nie udało się wyeliminować.
Piotr: Chociaż jesteśmy blisko eradykacji polio. Raz jest lepiej, raz gorzej, wciąż pojawiają się dzikie ogniska polio. To oczywiście znowu kwestia szczepień – tego, żeby były dostępne we wszystkich miejscach, gdzie są potrzebne, i żeby były akceptowane. Bo oczywiście, jak dobrze wiemy, są różne ruchy antyszczepionkowe, które mają czasem nieskończenie głupie pomysły.
Ola: My tutaj oboje z Piotrkiem jesteśmy żywymi przedstawicielami takiej historii medycznej Polski, ponieważ jesteśmy jednymi z ostatnich roczników, które zostały zaszczepione przeciw ospie prawdziwej.
Piotr: Ona wyciągnęła swoją książeczkę zdrowia, którą sobie przygotowała, taką bardzo zabytkową.
Ola: Bardzo starą, i z adnotacji wynika, że zostałam zaszczepiona przeciw ospie prawdziwej w 1976 roku, czyli rok po moim urodzeniu. To oznacza, że jestem bardzo stara.
Piotr: To był 1976, nie tak źle, spoko.
Ola: Dziękuję, że mnie pocieszasz. Piotrek zawsze jest o rok starszy.
Piotr: Nie zawsze, mam jeden dzień w roku, kiedy jesteśmy w tym samym wieku, bo mamy urodziny dzień po dniu. Bardzo lubię ten moment.
Ola: Właśnie jesteśmy świeżo po tym momencie.
Piotr: Właśnie jesteśmy świeżo, to było w połowie maja mniej więcej. Wirus ospy prawdziwej, czyli variola vera – ta nazwa jeszcze będzie wracała – to tak naprawdę jeden z najbardziej śmiercionośnych zarazków, jakie w ogóle pojawiły się w historii ludzkości. Gdyby ktoś się oburzał, że na przykład ebola jest bardziej śmiercionośnym zarazkiem – nie, bo ebola zabija zbyt szybko, żeby się naprawdę skutecznie rozprzestrzeniać. Trzeba pamiętać, że nie chodzi tylko o to, ile osób przeżywa chorobę, ale też o to, jak ta choroba się rozprzestrzenia, stąd ta śmiercionośność. Choroba, którą ten wirus wywołuje, jest obecna z nami od bardzo dawna. Wiadomo, że pojawiała się w starożytności, w Europie, w Azji. Niestety bardzo dobrze wiemy, że wyludniła obie Ameryki. Ostatni przypadek śmierci wywołany przez variola vera to 1978 rok, Wielka Brytania, gdzie wirus wydostał się z laboratorium.
Ola: A o tym jeszcze powiemy.
Piotr: Właśnie, o tym jeszcze będzie. Natomiast wedle szacunków podawanych przez WHO, w XX wieku…
Ola: I to nie przed naszą erą.
Piotr: Nie przed naszą erą, w tym wieku, w którym się urodziliśmy. Na ospę zmarło na całym świecie około 300 milionów osób. To bardzo dużo. W latach pięćdziesiątych każdego roku na świecie było około 50 milionów przypadków ospy. W Polsce ostatni raz ospa wywołała epidemię w 1963 roku, we Wrocławiu – o tym będzie jeszcze dużo mowy. Uprzedzając: było tam 99 przypadków zachorowań i 3 zgony, chyba… a może 4.
Ola: Chyba 4.
Piotr: Ale spojrzymy jeszcze, za chwilę do tego wrócimy.
Ola: Tak, tak. Opisaliśmy zresztą o tym szeroko u nas na blogu, link podajemy w opisie. Chciałabym przytoczyć w tym momencie cytat od rozmówczyni, która udzieliła wywiadu Crazy Nauce. Nazywa się profesor Danuta Naruszewicz-Lesiuk, jest emerytowaną specjalistką w dziedzinie epidemiologii i wakcynologii z Państwowego Zakładu Higieny. Współorganizowała akcję szczepień w Polsce w minionych dziesięcioleciach, przede wszystkim w czasach PRL-u. Powiedziała jedną rzecz na temat szczepień przeciw ospie, która zapadła mi w pamięć – odnalazłam to teraz w wywiadzie: "W latach osiemdziesiątych, kiedy już nie szczepiono dzieci przeciwko ospie prawdziwej, dochodziło nawet do takich sytuacji, że rodzice ciągle się domagali szczepień. Społeczeństwo akceptowało szczepienia ze względu na świeżą pamięć o ludziach, którzy chorowali, umierali, cierpieli. Niestety jesteśmy tak skonstruowani, że gdy choroba się wycofuje, motywacja do szczepienia maleje. Tak właśnie jest dzisiaj".
0:08:31 Ospa w starożytności
Piotr: Ospa towarzyszyła ludzkości najprawdopodobniej od samych początków epoki rolniczej. Bardzo duża część chorób zakaźnych, które znamy, to choroby odzwierzęce, i to jest właśnie cena, jaką zapłaciliśmy my, ludzie, za wynalezienie i opracowanie rolnictwa.
Ola: I udomowienie zwierząt.
Piotr: I udomowienie zwierząt. O tym jeszcze zresztą będzie mowa przy okazji tego, co się działo w obu Amerykach – to bardzo ciekawy wątek i jeden z ulubionych Oli. Najstarsze dowody na zakażenie tą ospą prawdziwą odkryto najprawdopodobniej – bo za rękę nie złapaliśmy – u trzech mumii egipskich, w tym u Ramzesa V, faraona, który zmarł w 1157 roku p.n.e. Naukowcy sądzą, że wirus ospy prawdziwej mógł być przyczyną słynnej plagi ateńskiej w 1430 roku p.n.e. Ta epidemia przyniosła około 100 tysięcy ofiar.
Ola: Jeżeli wydaje się wam, że to dużo jak na czasy antyczne, to posłuchajcie tego: potem nastała zaraza Antoninów, której przyczyną również najprawdopodobniej był wirus ospy prawdziwej, a ta zaraza miała miejsce w latach 165-180.
Piotr: Jesteśmy nieprzyzwyczajeni do lat, które nie są poniżej tysiąca.
Ola: Nie mogę, coś mi się w oczach mieni. Wówczas bardzo trudno oszacować liczbę ofiar, natomiast niektóre szacunki mówią nawet o pięciu milionach. Być może te liczby są mocno przesadzone, ale nawet jeśli, to i tak była to ogromna liczba ofiar.
Piotr: Nie wiadomo do końca, co to były za choroby przy tych plagach, bo w tamtych czasach specjalnie nie dociekano, zresztą nie miano po temu podstaw. Pamiętajmy też, że nie było metody naukowej – polegano na tym, co się komu wydaje, a nie na jakimś systematycznym podejściu, więc nie porównywano na przykład objawów, nie mówiono wyraźnie, że objawy i czas śmierci są takie same jak w jakiejś innej chorobie czy pladze. Po prostu ludzie umierali.
Ola: Można się zastanawiać, dlaczego potem dowody archeologiczne nie dostarczyły materiału, żeby to zweryfikować.
Piotr: Bo na tkankach miękkich słabo zostają. Mieliśmy o tym podcast.
Ola: Mieliśmy o tym podcast, ale chciałam jeszcze powiedzieć, że udało się, całkiem niedawno, dzięki badaniom mikrobiologicznym prowadzonym na podstawie tego, co udało się wydobyć ze wspólnych mogił ofiar czarnej śmierci, czyli epidemii, która nawiedzała Europę falami w XIV wieku…
Piotr: Bo czarna śmierć niekoniecznie oznacza czarną ospę.
Ola: Dokładnie, i właściwie to wykluczono, ponieważ stwierdzono, że wywoływała ją pałeczka dżumy.
Piotr: No tak, bo kandydatem do zarazy Antoninów był na przykład tyfus – też jest taka hipoteza. Do końca nie wiemy, ale obecnie uznaje się, że najprawdopodobniej była to ospa prawdziwa.
0:11:50 Ospa w Nowym Świecie – zagłada rdzennych Amerykanów
Ola: Ta ospa prawdziwa została zawleczona w XVI wieku przez konkwistadorów do Nowego Świata, gdzie spowodowała genocyd, eksterminację rdzennych mieszkańców obu Ameryk. Efekt, który wywołała, to po prostu zagłada.
Piotr: To jest rzecz, o której tak naprawdę niewiele wiemy, bo przez wiele lat się o tym po prostu nie mówiło – wiadomo, że Kolumb był super kolesiem, który odkrył Amerykę i w ogóle.
Ola: Odkrył dla Europejczyków.
Piotr: Tak, dokładnie.
Ola: Odebrał rdzennym mieszkańcom, można powiedzieć.
Piotr: To w ogóle bardzo ciekawa historia i myślę, że może kiedyś zrobimy o tym odcinek, bo pytanie, dlaczego Europejczycy mieli te choroby i byli na nie mniej lub bardziej odporni… Śmiertelność ospy prawdziwej to jakieś 20-30%.
Ola: Około 30%, natomiast niektóre jej odmiany, które szalały po Europie, miały nawet 95% śmiertelności, ale były stosunkowo rzadkie.
Piotr: Tak, były jakieś odmiany, które atakowały… jakaś krwotoczna chyba, ale okej, nie o tym teraz.
Ola: A o tym, dlaczego Europejczycy stali się odporni na tak zjadliwe wirusy, jest między innymi książka mojego ulubionego autora, Jareda Diamonda, która nosi znamienny tytuł "Strzelby, zarazki, maszyny".
Piotr: I tutaj spoiler: najkrócej rzecz ujmując, Azja i Europa ciągną się, jak weźmie się globus, poziomo, a Ameryki – pionowo. To wbrew pozorom bardzo konkretna różnica.
Ola: I ma duży sens – Azja i Europa mogły ogólnie udomowić więcej zwierząt. I to już koniec z tymi spoilerami, bo chcemy o tym nagrać oddzielny podcast.
Piotr: Zwróćmy uwagę, że mieszkańcy Ameryk mieli ostatni kontakt z resztą ludzkości, zanim przybyliśmy do nich z Kolumbem i całą resztą, jakieś dziesięć tysięcy lat wcześniej. To oznacza, że było to przed nastaniem rolnictwa pełną gębą, przed momentem, kiedy zdążyliśmy przejąć te choroby od zwierząt, a więc się na nie uodpornić.
Ola: W związku z tym, że u nas te choroby – ospa, odra, grypa – szalały od tysiącleci, Europejczycy i Afrykanie, którzy są blisko siebie geograficznie, przez co te choroby szerzyły się w basenie Morza Śródziemnego, przywieźli do Nowego Świata śmiertelny miks wszelkiego rodzaju zarazków. Ospa prawdziwa niszczyła imperia rdzennych Amerykanów właściwie poprzedzając najazd konkwistadorów, bo zanim jeszcze poruszali się w głąb lądu, przed nimi wędrowały zarazki – wraz z kupcami i na przykład ze szczurami, które podróżowały z tymi kupcami – i te zarazy rozprzestrzeniały się błyskawicznie.
Piotr: Zresztą bardzo często były celowo rozprzestrzeniane. Nie oszukujmy się, jest mnóstwo przypadków, gdzie konkwistadorzy, którzy zdali sobie sprawę, jak skuteczną bronią jest broń biologiczna, stosowali ją zupełnie cynicznie i z pełnym wyrachowaniem.
Ola: Bardzo często w miejscach, do których przybywali – w dużych, rozwiniętych miastach – zostawały po prostu całkowicie wymarłe przestrzenie, ze stertami niepogrzebanych ciał leżących na ulicach czy w domach. I nie było to czymś wyjątkowym, było normą. Szacunki dotyczące tego, z czym wiązało się dla mieszkańców obu Ameryk przybycie Europejczyków w 1492 roku, są absolutnie porażające i przerażające: w ciągu nieco ponad 100 lat to przybycie i przyniesienie europejskich zarazków doprowadziło do 56 milionów zgonów wśród rdzennych Amerykanów.
Piotr: To zupełnie inne liczby niż obecnie. W tej chwili szacuje się, że grypa hiszpanka w 1918 roku zabiła 30, 50, a czasem mówi się nawet o więcej milionów osób – ale to były inne miliony.
Ola: Tak, populacja świata była wtedy znacznie mniejsza. Dodam, jaki to był odsetek tej ludności: populacja Ameryki zmniejszyła się w ten sposób nawet o 90%, a gdzieniegdzie o 95%, jak w przypadku Inków.
Piotr: Ta śmiertelność, którą wywoływała ospa prawdziwa i inne choroby – również te, które uważamy za stosunkowo niegroźne – wśród rdzennych mieszkańców Ameryki była zupełnie nieporównywalna z tym, jaki efekt miały one w Polsce, w Europie. Tam po prostu ludzie nie byli odporni, więc śmiertelność sięgała ponad 90%, a tymczasem u nas tylko najbardziej zjadliwe, szczególne odmiany tych chorób sięgały tych 90 kilku procent, ale to było raczej coś wyjątkowego.
Ola: I nawet epidemia czarnej śmierci, czyli dżumy, w XIV wieku miała niższą śmiertelność. Jeśli chodzi o Europę, naukowcy obliczyli, że w XVIII wieku, z którego są już dość dobre dane, ospa zabijała co roku blisko 400 tysięcy mieszkańców tego kontynentu i była odpowiedzialna za jedną trzecią wszystkich przypadków ślepoty – bo trzeba wiedzieć, że wysypka i krosty, które pojawiają się wskutek zakażenia ospą, potrafią pojawiać się też na oczach, na gałkach ocznych.
Piotr: Na rogówce na przykład, co powoduje ślepotę bardzo szybko.
Ola: I spośród zakażonych dorosłych umierało od 20 do 60% osób, a spośród dzieci ponad 80% – czyli de facto, jak kogoś spotkała ta choroba w wieku poniżej 5 lat, miał marne szanse na przeżycie.
Piotr: Jak już mówiliśmy, warto te liczby przypomnieć: w XX wieku na świecie zmarło około 300 milionów osób na ospę, a w latach pięćdziesiątych każdego roku było 50 milionów przypadków ospy. Mówimy o tym, żeby zdać sobie sprawę, jak powszechna była ta choroba, i to w czasach, których nie uważamy za jakieś szczególnie odległe.
0:18:45 Epidemia ospy we Wrocławiu w 1963 roku
Ola: Teraz chcemy wam opowiedzieć o ostatniej epidemii ospy prawdziwej, która zdarzyła się w Polsce w 1963 roku, we Wrocławiu. Przygotowując ten fragment, korzystaliśmy z książki "Variola Vera" Zbigniewa Hory.
Piotr: To dość szczególna książka. Została wydana bardzo dawno temu. Wpadnę Ci tu w słowo, bo to jest książka, która przedstawia tę epidemię tak, jak przedstawiała ją oficjalna, ówczesna propaganda. Są w niej pewne elementy podrzucone dotyczące tego, jak było naprawdę, ale w wielu kwestiach to świetne źródło, a w kilku trzeba uważać.
Ola: W kilku kwestiach to właśnie propagandowe źródło, z 1982 roku. Powszechnie już wiadomo, że ospę zawlókł do Wrocławia w 1963 roku oficer Służby Bezpieczeństwa, czyli SB, podpułkownik Bonifacy Jedynak. Podróżował wcześniej po Indiach, Wietnamie i Birmie, kontrolując tamtejsze placówki SB.
Piotr: Już wiecie, dlaczego wersja oficjalna była inna niż nieoficjalna. O tym, jak było naprawdę, dowiedzieliśmy się znacznie później. W każdym razie jego wyjazd był bardzo tajny i zamotany, jak to w takich sprawach.
Ola: To trochę trąci Bondem, takim PRL-owskim Bondem.
Piotr: Bardzo PRL-owskim Bondem. Ani kapitan Żbik, ani kapitan Kloss się z nim raczej nie umywają. Paszport i książeczka zdrowia, które musiał mieć na wyjazd, oczywiście zostały wystawione na fałszywe nazwisko – bo to przecież wszystko było ściśle tajne. Bonifacy Jedynak spędził tam tylko dosłownie kilka dni za granicą, więc jak wrócił, miał gorączkę, dreszcze, jakieś pojedyncze wykwity na skórze, które bardziej przypominały trądzik niż cokolwiek innego. Nie podejrzewano, że to coś groźnego. Trafił do Instytutu Chorób Tropikalnych w Gdyni. To było 2 czerwca 1963 roku. Tam stwierdzono, że najpewniej ma malarię. Miał tę malarię i zdążył się załapać na szereg różnych…
Ola: Tak, wyzdrowiał z malarii w połowie czerwca, został wypuszczony do domu. A w rzeczywistości, oprócz tej malarii, która przykryła mu różne objawy, był zarażony wirusem ospy prawdziwej, którą – dzięki temu, że przebywał w izolatce, chorując na malarię – przekazał tylko jednej jedynej osobie: salowej w szpitalu, Janinie Powińskiej. To ona stała się wtórnym źródłem epidemii. Potem wszystko poszło jak w kostkach domina. Pierwszą śmiertelną ofiarą ospy we Wrocławiu była córka tej salowej, pielęgniarka. Kolejnym zmarłym – syn salowej. A następnie zmarł również lekarz, u którego ta salowa szukała porady. I teraz uwaga: po tych wszystkich śmierciach wciąż nie wykryto u tych osób ospy prawdziwej. Wciąż nie wiedziano, co jest przyczyną tych śmierci.
Piotr: Co ważne, stan epidemii ogłoszono we Wrocławiu dopiero 15 lipca. Przypominam, że mówiliśmy o samym początku czerwca – czyli 47 dni od pierwszego zachorowania. Ogłoszono go dzięki temu, że do doktora Bogumiła [? niepewne: Arendzikowskiego], który pracował w Miejskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej…
Ola: Czyli w stanie epidemii, tak?
Piotr: W stanie epidemii. Trafił chłopiec, który był świeżo po ospie wietrznej, o której Ola tu wspomniała. Ospa wietrzna wygląda na pierwszy rzut oka, na pierwszym etapie, bardzo podobnie do ospy prawdziwej. Chłopiec przeszedł tę ospę wietrzną, a tu nagle znowu ma jakąś wyraźnie ospowatą wysypkę. I tak być nie powinno, bo ospa wietrzna daje odporność do końca życia, w związku z czym niezwykle rzadko zdarza się, żeby ktoś zachorował na nią po raz drugi, a tym bardziej raz po razie. To wzbudziło bardzo słuszne podejrzenia u doktora [? niepewne: Rędzikowskiego]. Na całe szczęście nie zostało to zlekceważone. Te obawy okazały się słuszne i tego samego dnia, czyli 15 lipca, z Warszawy do Wrocławia przekazano pierwsze 10 tysięcy szczepionek przeciwko ospie prawdziwej.
Ola: I ta wielka akcja szczepień się rozpoczęła. Były to szczepienia obowiązkowe, nie było opcji, żeby się uchylać, a ponieważ obawiano się jakichś protestów i oporu, za odmowę szczepienia groziła kara do trzech miesięcy więzienia. Właściwie okazało się to niepotrzebne, bo ludzie we Wrocławiu, a później w całej Polsce, doskonale rozumieli zagrożenie. Ospa prawdziwa wciąż była źródłem śmierci wielu osób na świecie, i to były całkiem świeże informacje, więc od szczepień ludzie się nie uchylali, sami zgłaszali się na szczepienia. Szczepionki podano 98% ludności Wrocławia, co oznaczało wówczas około 500 tysięcy osób, a w całej Polsce w krótkim czasie zaszczepiono rekordową liczbę 8,2 miliona osób.
Piotr: Znamy osobę, która urodziła się wtedy we Wrocławiu i która do dziś ma na ręce bardzo charakterystyczne ślady po szczepieniu. Najwyraźniej to szczepienie było robione intensywniej niż te późniejsze – ja też byłem szczepiony, a mój ślad jest taki sobie, w ogóle prawie go nie ma.
Ola: Ja tu tylko dorzucę, że ponieważ szczepionek było mało, przyjechał jakiś transport szczepionek ze Związku Radzieckiego, i być może to właśnie te radzieckie szczepionki działały… były takie bardziej, mówiąc brzydko, [? niepewne: jebutne] i robiły różne dziwne ślady.
Piotr: Nie mów tak, bo będę musiał oznaczyć odcinek jako explicit. Aż do 19 września Wrocław był otoczony kordonem sanitarnym, i to na poważnie – jest nawet słynne zdjęcie drogi prowadzącej do Wrocławia z tablicą informującą o epidemii. Dzień rozpoczęcia kwarantanny nazwano potem czarnym poniedziałkiem. Chorych, którzy mieli objawy ospy prawdziwej, umieszczano w szpitalu epidemicznym. Za to ci, którzy byli podejrzani o kontakt z wirusem – a było ich około tysiąca – przewożeni byli do izolatoriów utworzonych specjalnie wokół Wrocławia; żeby nie mogli się migać i próbować uciekać, przyjeżdżano po nich nocą. Był to dość restrykcyjny, opresyjny system, ale w tej sytuacji jest to dość zrozumiałe, zwłaszcza że znanym zjawiskiem jest to, że ludzie mają dość głęboko w nosie choroby, i ci, którzy już mają objawy, bardzo często mają tendencję do uciekania z takiego obszaru, roznosząc w ten sposób chorobę.
Ola: Kilku osobom udało się tam wydostać, w związku z czym objęto później szczepieniami również kilka innych województw. Chcę wrócić do elementu poczucia zagrożenia, jakie panowało w mieście. Nie tylko restrykcje były ostre, ale ludzie wpadli w panikę, bo znajdowali się w zakażonym mieście, byli potencjalnie narażeni na kontakt z chorobą, i sami zwracali uwagę na to, czy po ulicach nie poruszają się ludzie, którzy mogą mieć objawy choroby. Był słynny przypadek dziewczyny, którą ludzie złapali i prawie zlinczowali, bo szła po ulicy z jakimiś wykwitami na skórze, i na siłę zawleczono ją do przychodni czy szpitala. Starała się ludziom wytłumaczyć, że ma po prostu egzemę. W końcu posłano po kogoś z jej rodziny i rodzina potwierdziła te informacje.
Piotr: Trudno się ludziom dziwić, powiedzmy sobie szczerze, bo w takiej sytuacji panuje panika, strach. Przypomnij sobie, jak dwa lata temu reagowaliśmy na kichnięcie, mimo że de facto zagrożenie było zupełnie inne, i skala zachorowań też wyglądała inaczej.
Ola: Same władze Wrocławia starały się zapobiec rozszerzaniu epidemii – na przykład zakazano sprzedaży chleba w sklepach samoobsługowych, żeby ludzie go nie dotykali. Zamknięto wszystkie baseny, co było oczywiste w tej sytuacji. Klamki w miejscach publicznych i w urzędach owinięte były bandażami ze środkiem odkażającym. Na ulicach pojawiły się plakaty przestrzegające, żeby nie podawać sobie rąk na przywitanie. Zamknięto również izby wytrzeźwień. Z Wrocławia nie mogły wyjechać osoby, które nie przedstawiły aktualnego świadectwa szczepień, a podobne ograniczenia spotykały tych, którzy próbowali wjechać do miasta – oni również musieli się wylegitymować i pokazać, że są zaszczepieni. Ci, którzy uchylali się od obowiązku szczepień, mogli się spodziewać dużych kar, choć z reguły tego nie robiono, we własnym, dobrze pojętym interesie. Za utrudnianie leczenia zwiększono potem tę groźbę wiszącą nad mieszkańcami, a za przyczynianie się do roznoszenia epidemii groziło do 15 lat więzienia, co miało zapobiec wydostaniu się ospy z Wrocławia.
Piotr: Mimo tego nie do końca to wyszło.
Ola: Nie do końca to wyszło, bo ospa została zawleczona i do Opola, i do Gdańska, i do Wieruszowa. Ale udało się nad tym zapanować i nie rozprzestrzeniła się dalej.
Piotr: To był czas, który nie sprzyjał rozpowszechnianiu informacji o niewygodnych czy kłopotliwych rzeczach. Rozmawialiśmy niedawno o Czarnobylu i o tym, jak to wtedy wyglądało – więc tutaj również te informacje bardzo oszczędnie dawkowano.
Ola: Bo nie chciano przedstawiać władzy ludowej w negatywnym świetle.
Piotr: No tak, a poza tym popatrz – to też warto sobie uświadomić. To było 15 lipca, a 22 lipca było przecież gigantyczne święto. Zawsze 22 lipca była jakaś rocznica, w tej chwili nie pamiętam czego dokładnie, ale…
Ola: To rocznica ogłoszenia manifestu lipcowego, mój drogi.
Piotr: Lipcowego, w lipcu, co za zaskoczenie. W każdym razie nie bardzo wypadało w tym czasie mówić o rzeczach przykrych, smutnych, niewygodnych.
Ola: Manifest lubelski z 1944 roku, to było zawiązanie się pierwszego rządu socjalistycznego na terenach Polski. Teraz mówię z pamięci, nie czytam.
Piotr: Przepraszam za moją żonę, ona tak ma. W każdym razie pierwsze konkretne radiowe komunikaty pojawiły się 25 lipca, już po tej rocznicy. Nic dziwnego, że szerzyły się – wtedy się to jeszcze nie nazywało fake newsami, tylko plotkami – wszelkiego typu fake newsy opowiadające o tym, jak to we Wrocławiu, z klasyka, stosy trupów na ulicach palą zwłoki, grzebią gdzie popadnie i tak dalej. Czyli takie klasyczne odwołanie do strachów związanych z epidemiami. Kiedy do jednego z izolatoriów przywieziono komorę dezynfekcyjną, natychmiast poszła plotka, że to piec krematoryjny i że będą tam palone zwłoki ofiar choroby. Teraz można się z tego pochichrać, ale trzeba zrozumieć, że ludzie w takich sytuacjach reagują nerwowo, i to jest oczywiste.
Ola: W tym czasie, kiedy ta epidemia się rozkręcała, WHO oceniła, że epidemia w Polsce potrwa nawet dwa lata, a liczba ofiar śmiertelnych może sięgnąć dwóch tysięcy osób. To porażające, ale na szczęście tak się nie stało – i na szczęście, uwaga, mieliśmy PRL. To jedyny przypadek, kiedy można tak powiedzieć.
Piotr: Nieliczne zalety systemów totalitarnych, chociaż jak pokazuje obecna sytuacja w Chinach, wcale im to też do końca nie wychodzi.
Ola: Tam akurat, mimo licznych potknięć i zaniedbań, mimo że ten system tragicznie działał, udało się wprowadzić masowe szczepienia, udało się izolować ludzi i odciąć miasto od komunikacji z innymi miastami, i to poskutkowało tym, że 10 sierpnia 1963 roku zachorowała ostatnia osoba znajdująca się poza szpitalami i izolatoriami.
Piotr: Mimo tego jeszcze przez ponad miesiąc miasto było zamknięte, przypominam. I mamy tu podsumowanie tego, ile faktycznie mieliśmy ofiar śmiertelnych.
Ola: Powiedzieliśmy, że 3 czy 4, a tutaj było 7 ofiar śmiertelnych.
Piotr: 4 to byli pracownicy systemu ochrony zdrowia.
Ola: Tak, a w sumie podczas epidemii zachorowało 99 osób i zmarło 7. I to mimo wszystkich problemów: późnego rozpoznania choroby, długiego zwlekania z powiadomieniem ludzi, problemów ze sprzętem ochronnym, błędów pojawiających się w zarządzaniu tą sytuacją kryzysową. Ostatecznie podjęte działania okazały się skuteczne, a szczególnie ważna była bardzo szeroko zakrojona akcja szczepień. To były ostatnie ofiary ospy prawdziwej w Polsce.
0:33:13 Wariolizacja i szczepionka Edwarda Jennera
Piotr: No dobra, ale jak w ogóle udało się osiągnąć to, że tę ospę prawdziwą wyeliminowano? Pierwotną formę szczepień przeciw ospie, zwaną wariolizacją, stosowano od wieków, a nawet ponad tysiąca lat – chyba znalazłem taką informację, w Chinach, w Indiach, w Turcji. To smakowity wątek.
Ola: Twój ulubiony.
Piotr: Mój ulubiony, absolutnie. Wydzielinę ropną u pacjentów, którzy chorowali stosunkowo lekko, przenoszono na zdrowych ludzi, którzy dzięki temu zwykle też chorowali lekko i zyskiwali odporność – choć to niestety zazwyczaj oznaczało też dość wysoką śmiertelność, choć znacznie niższą niż podczas właściwej epidemii. Jednym z patentów – jest na to ładny obrazek – było wdmuchiwanie przez długą rurę skruszonej, wysuszonej wydzieliny ropnej z trupów do nosa.
Ola: Uwielbiasz takie historie?
Piotr: Uwielbiam, uwielbiam, ale ostatnio ktoś nam zwrócił uwagę, że jak nie gasisz, to są właśnie te najciekawsze rzeczy. Więc uwaga: mielono, rozcierano i wkładano to do takiej rury, która wedle obrazka miała dobre ponad metr – prawdopodobnie chodziło o zachowanie bezpiecznej odległości. Pacjent odchylał głowę, a lekarz profesjonalnie wdmuchiwał mu do nosa taką mieszaninę. Jest chyba taka chińska rycina, bardzo ładna.
Ola: Czytałam też, że tę formę wariolizacji, polegającą na aplikowaniu komuś wydzielin czy sproszkowanych zwłok, stosowano w haremach, gdzie – jak wiadomo – bardzo źle było widziane, żeby ktoś chorował i zarażał innych. Poza tym choroby szpeciły.
Piotr: Ospa jest wyjątkowo paskudna, jeśli chodzi o ślady, które zostawia. Fakt.
Ola: No tak. I dochodzimy do roku 1796, kiedy angielski lekarz Edward Jenner wykorzystał metodę wariolizacji przy wprowadzeniu szczepionki. To pierwsza w historii szczepionka skutecznie chroniąca przed ospą prawdziwą.
Piotr: Czyli dodatkowo nie zabijająca.
Ola: Tak, właśnie. Nie zabijająca, obarczona niskim ryzykiem powikłań czy śmierci. Jenner wykorzystał w tym celu wirus ospy krowianki – zarażenie nim dawało odporność w przypadku kontaktu z ospą prawdziwą, i zaraz powiemy dlaczego. To zdarzenie, o którym chcemy tutaj opowiedzieć, miało miejsce 14 maja…
Piotr: [? niepewne: Noworocznica].
Ola: [? niepewne: Noworocznica] 1796 roku, czyli niemal dokładnie 227 lat temu. I to wtedy odbyło się pierwsze na świecie szczepienie. Tak.
Piotr: W ogóle pierwsze, nie tylko przeciwko ospie prawdziwej.
Ola: Tego dnia Jenner pobrał wydzielinę ropną – Piotrek tutaj smakowicie się oblizuje – od dojarki, czyli od kobiety, która zajmowała się dojeniem krów. Chorowała ona na krowiankę, czyli krowią odmianę ospy, którą zaraził ośmioletniego Jamesa Phippsa, syna swojego ogrodnika.
Piotr: Ta ospa krowianka daje łagodne objawy. Jenner był dobrym obserwatorem – zwrócił uwagę, że kobiety, które pracują przy dojeniu krów, zapadają na tę chorobę, i że te, które ją przeszły, miały ślady zwykle na rękach, bo tam się to zazwyczaj pojawiało, właśnie w wyniku dojenia rękami. Te kobiety, które to przechorowały, zyskiwały odporność na ospę prawdziwą – tę groźną dla ludzi, śmiertelną odmianę. To była obserwacja, która doprowadziła do opracowania pierwszej w dziejach szczepionki. Zwróćmy jednak uwagę na jedną rzecz, co Ola już powiedziała: pierwszym zaszczepionym był ośmiolatek, syn ogrodnika, który pracował dla Jennera. To wybitnie jednoznaczna sytuacja – z dzisiejszego punktu widzenia był to skrajnie nieetyczny eksperyment, bo Jenner nie przeprowadził go na sobie, tylko na dziecku, i to na dziecku ubogim, i to na dziecku człowieka, który był od niego zależny. Nie wiem, co jeszcze powiedzieć.
Ola: To rzeczywiście zupełnie inne standardy w tamtych czasach.
Piotr: Powiedzmy sobie szczerze, że to też nie najlepiej świadczy o samym Jennerze, bo byli lekarze, którzy tego typu eksperymenty przeprowadzali na sobie, i to było uczciwsze. W każdym razie szczęśliwie wszystko poszło tak, jak miało pójść – Phipps rzeczywiście zachorował na krowiankę, a potem z niej wyzdrowiał, bo to nie jest choroba groźna dla życia. I teraz uwaga, kolejny element – eksperyment na dzieciach: pierwszego lipca Jenner zaaplikował mu wydzielinę, którą pobrał od osoby chorej na ospę prawdziwą. Dziecko na szczęście było już odporne, nie zachorowało. Wszystko się potwierdziło.
Ola: Chociaż on oczywiście tej pewności wcześniej nie miał.
Piotr: Oczywiście nie miał, w związku z czym cały eksperyment był przeprowadzony w sposób wybitnie perfidny, z dzisiejszego punktu widzenia. Chociaż mam wrażenie, że i z tamtego można na to tak spojrzeć.
Ola: I w ten sposób Jenner, obok tej swojej perfidii, przekonał się też, że jego szczepionka działa. Phipps był jeszcze kilkakrotnie narażony na kontakt z wirusem, i to nie był przypadkowy kontakt.
Piotr: Z wirusem ospy prawdziwej.
Ola: Tak, z wirusem ospy prawdziwej, i zawsze z tym samym, szczęśliwym skutkiem. Sukces tej metody był tak duży, że z pewnymi modyfikacjami szczepionka wynaleziona przez Jennera była stosowana aż do 1980 roku – do tego roku, o którym już wiecie, że ogłoszono eradykację ospy prawdziwej. W XIX wieku i w pierwszej połowie XX wieku szczepienia przeciw ospie prawdziwej prowadzono w niektórych krajach, między innymi w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, i tam udało się opanować sytuację epidemiologiczną – ludzie wreszcie przestali masowo umierać na ospę. I jeszcze jedna uwaga: te szczepienia wciąż były wykonywane metodą opracowaną przez Jennera. To ważne.
0:40:34 Globalny program eradykacji WHO
Piotr: Tak, to ważne. Oczywiście inaczej wyglądało to w uboższych krajach – tam choroba świetnie sobie radziła, i jeszcze w 1967 roku zachorowało na nią, głównie w Indiach, od 10 do 15 milionów osób, z czego 2 miliony zmarły. Znowu podkreślamy, że to nie jest choroba dawnych czasów, jak ktoś czasem o niej myśli. W latach dwudziestych, w latach trzydziestych…
Ola: XX wieku… Czyli tutaj nieco się cofamy, tak?
Piotr: Tak, troszeczkę się cofamy. Związek Radziecki miał ogromną liczbę zachorowań, ale na szczęście udało się nad tym zapanować w wyniku masowej akcji szczepień przeciw ospie, prowadzonej w latach pięćdziesiątych. Zresztą w 1958 roku, na fali tego sukcesu…
Ola: Samozachwytu.
Piotr: Samozachwytu, tak – ZSRR wezwał świat do całkowitego wyeliminowania choroby. To doprowadziło do tego, że WHO uruchomiło Intensywny Program Eradykacji Ospy Prawdziwej – taka oficjalna nazwa. Program zaczął się w 1966 roku i jak najbardziej był uzasadniony, bo jeszcze w ponad 30 krajach ospa naprawdę szalała. Początkowo był wybitnie niedofinansowany – to było około 2,4 miliona dolarów rocznie, co po prostu nie wystarczało nawet na zakup odpowiedniej liczby szczepionek, a co dopiero na prowadzenie całej akcji szczepień. Zdecydowanie było to za mało.
Ola: Wreszcie, po długich pertraktacjach, udało się wypracować konsensus i kraje wystosowały większe środki na zwalczenie ospy prawdziwej. Doszły do wniosku, że bardziej się to opłaci niż codzienne zmaganie się z tą chorobą, ze śmiercią i chorowaniem tysięcy, milionów ludzi. Przede wszystkim postawiono na produkcję tanich szczepionek – ta produkcja miała się odbywać w krajach dotkniętych chorobą. To ważne, bo produkcja prowadzona w Europie czy Stanach Zjednoczonych byłaby dużo droższa niż ta prowadzona na miejscu. Druga rzecz, której zawdzięczamy sukces tej akcji szczepień, to wprowadzenie taniego narzędzia do szczepień, które nadal funkcjonuje – to skaryfikator, rodzaj rozdwojonej igły, którą drapie się miejsce, do którego wprowadza się szczepionkę. Dzięki tańszym szczepionkom i wprowadzeniu skaryfikatorów, pod koniec lat sześćdziesiątych i do połowy lat siedemdziesiątych, można było szczepieniami objąć miliony ludzi. Szczególnie spektakularne było to w Indiach, gdzie – jak Piotrek już wspomniał – była największa liczba zachorowań. Tam naprawdę było to masowe: zaangażowano kilkusettysięczną armię medyków i pomocników, którzy identyfikowali ogniska choroby i masowo szczepili osoby narażone na kontakt z nią. Trochę przypominało to akcję komandosów – tropili wioski, nawet bardzo oddalone od cywilizacji i dróg, wpadali tam, lokalizowali sieć powiązań między ludźmi i szczepili wszystkich, którzy mieli ostatnio kontakt z zakażonymi osobami. W ten sposób bardzo skutecznie eliminowali stopniowo tę chorobę.
Piotr: I tu znowu, przepraszam, ale ukłon w stronę krajów totalitarnych, bo te kraje znów wykazały się bardzo dużą skutecznością. To zrozumiałe, bo w państwie policyjnym jest cały system nadzoru, który pozwala nagle uruchomić dużą liczbę osób do akcji specjalnych, a ludzie są, można powiedzieć, steroryzowani i bardziej podatni na tego typu działania. W Jugosławii w 1972 roku zawleczono ospę z Iraku, i tam, w wyniku naprawdę kosmicznej akcji, w ciągu 10 dni udało się zaszczepić około 18 milionów osób, a w ciągu dwóch miesięcy tę epidemię opanowano, praktycznie wyeliminowano. Nie żebyśmy chwalili tego typu podejście, ale to jest ta szczególna sytuacja, kiedy rzeczywiście ma ono jakieś pozytywne zastosowanie.
Ola: I w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku świat był już niemal wolny od ospy prawdziwej.
Piotr: Bo w 1975 roku, w Bangladeszu, miał miejsce ostatni naturalny przypadek ospy pochodzący z naturalnego zakażenia – i to najgroźniejszej jej odmiany, bo mówiliśmy już, że jest ich kilka, czyli variola major. Zachorowała wtedy trzyletnia dziewczynka, Rahima Banu, i przeżyła tę chorobę.
Ola: Żyje do dziś, sprawdziłam.
Piotr: Właśnie, bo byłem ciekaw. Natomiast ostatni w ogóle przypadek ospy – tej mniej groźnej, czyli variola minor – pochodzący, podkreślam, z naturalnego zakażenia, to 1977 rok, Somalia. To przypadek 23-letniego kucharza, który pracował w szpitalu [? niepewne: nazwa szpitala], nie wiem, jak się to czyta, przepraszam, nie będę się popisywał.
Ola: Ja tu zamilkłam tajemniczo, nie umiem tego przeczytać.
Piotr: Szczęśliwie on również wyzdrowiał. Co więcej, nikogo nie zakaził i zmarł dopiero w 2013 roku, czyli już bez żadnego związku z tamtą chorobą.
Ola: I tutaj Piotrek kilkakrotnie to powtarzał: chodziło o przypadki pochodzące z naturalnych zakażeń.
Piotr: Specjalnie to podkreślamy.
Ola: Tak, bo to sytuacja odwrotna do przypadków, które wyciekły z laboratorium. Wyciek z laboratorium był przyczyną ostatniego jak dotąd przypadku śmierci z powodu ospy prawdziwej, i to miało miejsce w 1978 roku, uwaga, w Wielkiej Brytanii – nie w kraju uboższym, tylko właśnie w bogatej Wielkiej Brytanii, w Birmingham Medical School, gdzie prowadzono wówczas badania nad wirusem ospy prawdziwej. Są różne opowieści na ten temat i różne źródła, ale wiadomo tyle, że w budynku Birmingham Medical School pracowała Janet Parker. Miała 40 lat, była wtedy fotografką medyczną i pracowała na piętrze powyżej pomieszczeń laboratorium, w którym coś robiono z wirusem ospy prawdziwej. Zachorowała na ospę w groźniejszej odmianie, czyli variola major, w sierpniu 1978 roku, a miesiąc później, 11 września, zmarła. Jak do tego doszło? To nie zostało do końca wyjaśnione – najprawdopodobniej wirus przedostał się przez nieszczelny system wentylacji z piętra na piętro.
Piotr: Najprawdopodobniej ci, którzy pracowali w laboratorium, po prostu nosili odpowiednie stroje ochronne, dlatego nie ulegli zakażeniu, a wirus przedostał się dalej. Niestety Janet Parker nie była tu jedyną ofiarą – na ospę zachorowała też jej matka, która jednak stosunkowo łagodnie przeszła tę chorobę, natomiast 5 września 1978 roku zmarł jej ojciec, który doznał ataku serca wskutek stresu wywołanego chorobą córki. To nie jest, powiem, śmierć na ospę, ale niewątpliwie z nią związana. I jeszcze jedna sprawa: dzień później popełnił samobójstwo Henry [? niepewne: Betson], kierownik wydziału mikrobiologii w Birmingham Medical School – po prostu miał wyrzuty sumienia.
Ola: Poczucie winy.
0:49:36 Co zostało z wirusa – zapasy, wycieki i mpox dzisiaj
Piotr: Po tym zdarzeniu większość laboratoriów na świecie zniszczyła przechowywane u siebie próbki wirusa ospy. Oficjalnie ospę przetrzymują dwa referencyjne laboratoria – w USA i w Rosji – referencyjne, czyli na wypadek, gdyby coś się działo, żeby na podstawie tego, co przechowują, można było stworzyć od nowa, właściwie opracować, szczepionkę. Natomiast skądinąd wiadomo, że duże zapasy wirusa, prawdopodobnie idące w tony, co się, przepraszam za określenie, w głowie nie mieści, były w laboratoriach wojskowych, i nie do końca wiadomo, co się stało z rosyjskimi, radzieckimi zapasami tego wirusa po rozpadzie Związku Radzieckiego.
Ola: A może to, co się stało z zapasami wąglika, które zostały zakopane w zbiornikach na wyspie, na Jeziorze Aralskim.
Piotr: Bez spoilerów.
Ola: Mamy o tym jeden z podcastów.
Piotr: Ale myślę, że to w ogóle jeszcze większy temat, więc na pewno będziemy do tego wracać. Sprawa jest trudna i niejasna. Był jeszcze jeden moment, który był sporą sensacją w 2003 roku: w XIX-wiecznej książce znaleziono kopertę, a w tej kopercie coś. Na szczęście koperta była podpisana, że to jakieś pozostałości po szczepieniu. Kobieta, która ją znalazła, miała dość rozumu, żeby nie sprawdzać, czy w środku jest złoty łańcuszek. Wywnioskowała, że mogą to być strupy wykorzystywane do szczepienia w XIX wieku. Kopertę przekazano do badań. Niemal na pewno z takiej próbki nie da się zakazić, bo była trzymana zbyt długo w warunkach, których wirusy nie lubią – niemal na pewno było to niegroźne, ale szczerze nie chciałbym tego sprawdzać.
Ola: Opowiem o przypadku, w którym znaleziono wciąż aktywne, bardzo dobrze przechowywane wirusy ospy prawdziwej. Uwaga: w 2014 roku, w dawno nieużywanym magazynie należącym do Amerykańskiej Agencji Żywności i Leków, czyli FDA, znaleziono pudełko z sześcioma fiolkami z ospą prawdziwą. Miało to miejsce w miejscowości Bethesda, niedaleko Waszyngtonu – budynek dawniej należał do Narodowego Instytutu Zdrowia. Robiono tam inwentaryzację i, ku zdziwieniu pracowników, w chłodni, w kartonowym pudełku, odkryto sześć fiolek opatrzonych napisem "Wariola" – Variola vera to ospa prawdziwa. Okazało się, że po prostu leżało to sobie niestrzeżone w zapomnianym magazynie. Wkrótce ustalono, że pudełko z fiolkami pochodzi z lat pięćdziesiątych XX wieku, ale wirus ukryty w tych fiolkach jest niezwykle stabilny w postaci liofilizowanej i pozostaje aktywny, więc zakaźne fiolki przeniesiono do zabezpieczonego laboratorium, a następnie – i to długa historia – zniszczono je 24 lutego 2015 roku, pod nadzorem urzędników WHO. Zaczekaj, ty już próbujesz przejść do dalszej części, a ja jeszcze chcę powiedzieć, że minął właściwie rok od odkrycia do zniszczenia, co się okazało…
Piotr: Zgubili je znowu.
Ola: Nie, urzędnicy WHO mieli mnóstwo roboty przy innych sprawach – w tym samym czasie trwała bodajże epidemia eboli – i mieli mnóstwo pracy w innych częściach świata, a przy tak poważnym ładunku biologicznym wymagana jest obecność pracownika WHO podczas niszczenia.
Piotr: Nie miał czasu wpaść do nich na chwilę.
Ola: Tak, nie miał czasu, a zdalne obserwacje nie są tutaj dobrym zwyczajem, w związku z czym rok czekali, żeby pracownik WHO – nie na Zoomie, tylko osobiście – mógł się stawić i zobaczyć, jak niszczą fiolki z ospą prawdziwą.
Piotr: To rzeczywiście bardzo piękne, no dobra. Po tej eradykacji, o której mówiliśmy od samego początku, zniesiono obowiązek szczepienia u dzieci urodzonych po 1980 roku.
Ola: Szczepienia na ospę prawdziwą.
Piotr: Nie mówimy o ospie wietrznej – to wielokrotnie rozróżnialiśmy, to nie ta historia. Przeciwko ospie wietrznej też jest szczepionka i bardzo warto się szczepić, między innymi dlatego, że nie zawsze przebiega ona łagodnie, a w dodatku później może powodować bardzo paskudne powikłania – ta szczepionka jest naprawdę dobrym pomysłem, ale nie o tym teraz głównie mówimy. Pytanie brzmi: czy ci, którzy urodzili się przed rokiem 1980 – a tacy ludzie wciąż żyją – są odporni na ospę prawdziwą, czy my jesteśmy odporni? Niestety nie całkiem. Szacuje się, że około 25 lat po zaszczepieniu ta odporność wygasa, staje się naprawdę znikoma. Można ją podtrzymać, podając dawkę przypominającą, jak w wielu tego typu szczepieniach, ale tej dawki się nie podaje, więc prawda jest taka, że w tej chwili właściwie nikt nie jest przygotowany, zaszczepiony tak, żebyśmy w razie wybuchu takiej epidemii mogli się czuć bezpiecznie.
Ola: Jeszcze ze złych wiadomości: zapasy szczepionki przeciwko ospie prawdziwej, gdyby taka epidemia się pojawiła, są wysoce niewystarczające. Ale mam też dobre wiadomości, żeby już nie siać defetyzmu – wciąż opracowuje się szczepionki przeciw ospie prawdziwej. Co mnie zdziwiło, bo znalazłam taką informację: w 2013 roku nowa szczepionka przeciw ospie prawdziwej, o nazwie Imvanex, została zarejestrowana na terenie Unii Europejskiej. I tu ciekawostka – ta szczepionka wciąż korzysta ze zmodyfikowanej metody Jennera, czyli zawiera atenuowanego, czyli osłabionego, wirusa krowianki, który jest niezdolny do replikacji, nie namnaża się w komórkach człowieka, tylko indukuje, czyli stymuluje, układ odpornościowy do działania. A w 2022 roku, kiedy pojawiły się wysoce niepokojące doniesienia na temat możliwych ognisk małpiej…
Piotr: Małpiej ospy.
Ola: Ospy, oczywiście ospy, mówimy cały czas o ospie. Tę właśnie szczepionkę przebadano pod kątem skuteczności przeciw małpiemu wirusowi.
Piotr: Tak, bo one są znowu, tak jak krowianka, można powiedzieć, blisko spokrewnione z ospą prawdziwą. Małpia ospa jest blisko spokrewniona z nią, stąd te krzyżowe odporności.
Ola: I ta szczepionka okazała się aż w 85% skuteczna przeciwko wirusowi małpiej ospy. Ten wirus już się chyba oficjalnie nie nazywa wirusem małpiej ospy, tylko mówi się o nim mpox. Znalazłam też bardzo ciekawą informację, że w Polsce można się dobrowolnie zaszczepić przeciw mpox inną jeszcze szczepionką, która działa również przeciw zakażeniom wirusem ospy wietrznej – czyli dwa w jednym, ospa wietrzna i mpox. Ta szczepionka nosi nazwę [? niepewne: Inneos].
Piotr: Ciekawe, jak dużym problemem jest właściwie w tej chwili w ogóle istnienie tej małpiej ospy.
Ola: To też znalazłam informację – dane z okresu od 15 czerwca do 15 września 2022 roku, czyli w sumie dość mały wycinek, ale świeżynka: w Polsce zachorowały 173 osoby na małpią ospę, a w lipcu w Europie wykryto ponad 10,5 tysiąca przypadków tej choroby. Na szczęście przechodzi się ją łagodnie i nie powoduje przykrych powikłań. Miejmy nadzieję, że tak pozostanie, że uda się nad nią zapanować, a gdyby miała stanowić jakiekolwiek szersze zagrożenie, to dysponujemy już skutecznymi szczepieniami.
Piotr: Kogo to interesuje, na stronach Ministerstwa Zdrowia łatwo znaleźć informacje umiarkowanie nieaktualne, ale w miarę aktualizowane, na temat ospy małpiej, przypadków, zagrożenia i tak dalej.
Ola: Linki znajdziecie też u nas w opisie odcinka, bo podajemy tam odnośniki do danych, na które się tu powoływałam.
Piotr: Tym razem nie mówiliśmy o wszystkim, będziemy mieli sporo linków w opisie, bo to temat mocno źródłowy. Nasi patroni mają szansę dostać to również w formie trochę rozszerzonej i bardziej opracowanej, więc jakby ktoś miał ochotę, na patronite.pl można nas znaleźć i wesprzeć, za co będziemy bardzo wdzięczni.
Ola: I na koniec prosimy: opowiedzcie innym o naszym podcaście. Przypominamy, że mamy coś takiego jak koszulki Crazy Nauki – też znajdziecie link w opisie, można nabyć bardzo fajne, mądre koszulki. Piszcie do nas pod adres podcast@crazynauka.pl, jeżeli macie jakieś uwagi, a najlepiej, jeżeli chcecie nas pochwalić.
Piotr: Tak jest, i w ogóle dziękujemy. Zaraz musimy jeszcze dograć taką końcówkę, bo nagrywamy zawsze potem jeszcze taki dodatkowy mini odcinek dla patronów – także jakby ktoś miał ochotę, to zapraszamy. A teraz dzięki, cześć i do usłyszenia. Do usłyszenia.
Źródła
Brak źródeł w opisie RSS (kolumna "źródła (z opisu)" jest pusta). W odcinku wspomniano o wpisie na blogu crazynauka.pl dotyczącym epidemii ospy we Wrocławiu oraz o linkach do danych o mpox w opisie odcinka na Spreakerze – żadnych konkretnych URL-i nie podano w transkrypcji.
Źródła
Historia ospy prawdziwej
- ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC281588/
- pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/35143880/
- jstor.org/stable/293979
- journals.asm.org/doi/pdf/10.1128/mr.47.4.455-509.1983
- sciencedirect.com/science/article/pii/S0277379118307261
- pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Jenner
- books.google.pl/books
- en.wikipedia.org/wiki/Rahima_Banu
- en.wikipedia.org/wiki/Ali_Maow_Maalin
- bbc.com/news/uk-england-birmingham-45101091
- ourworldindata.org/smallpox
- nature.com/articles/nature.2014.15526
- Eradykacja ospy prawdziwej
- npr.org/2022/05/20/1099830501/smallpox-covid-vaccine-…
Książka “Variola Vera” Zbigniewa Hory, wyd. Ossolineum 1982
- wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35762,2964110.html
- pl.wikipedia.org/wiki/Epidemia_ospy_prawdziwej_we_Wroc%C5%82awiu
Szczepionki przeciw ospie prawdziwej i małpiej ospie
- gov.pl/web/zdrowie/malpia-ospa–najwazniejsze-inform…
- on.nyc.gov/JYNNEOS-faq-po
- szczepienia.pzh.gov.pl/szczepionka-przeciw-ospie-prawdziwej-chroni-p…
