Podcast Crazy Nauka · odc. 28
11 najbardziej skażonych miejsc na świecie
Posłuchaj też na:
Opowiadamy o najbardziej skażonych miejscach na Ziemi – takich, w których np. toksyczne powietrze skraca ludziom życie o kilkadziesiąt lat, a zanurzenie się w zanieczyszczonej wodzie grozi śmiercią. Niektóre z nich to miejsca zamknięte i starannie strzeżone, inne – wręcz przeciwnie – gęsto zamieszkane.
Dowiecie się, m.in.:
– Jak to się stało, że Czarna Dziura sąsiaduje z Białym Morzem, w dodatku na terenie Rosji?
– Po co mieszkańcy Zambii kopią korytarze w Czarnej Górze?
– Dlaczego syberyjska rzeka stała się krwistoczerwona?
– I gdzie znajduje się najbardziej skażone radioaktywnie jezioro na świecie?
Dziękujemy też naszemu patronowi – ManukUnta za wsparcie!
Transkrypcja odcinka
Transkrypcja powstała automatycznie i została tylko lekko poprawiona, więc może zawierać błędy. W razie wątpliwości liczy się nagranie.
0:00:00 Wstęp
Ola: Jak to się stało, że Czarna Dziura sąsiaduje z Białym Morzem, w dodatku na terenie Rosji?
Piotr: Po co mieszkańcy Zambii kopią korytarze w Czarnej Górze?
Ola: Dlaczego syberyjska rzeka stała się krwisto-czerwona?
Piotr: I gdzie znajduje się najbardziej skażone radioaktywnie jezioro na świecie? Cześć, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski, podcast Crazy Nauka.
Ola: W dzisiejszym podcaście opowiemy wam o najbardziej skażonych miejscach na świecie. Takich, w których np. toksyczne powietrze skraca ludziom życie o kilkadziesiąt lat. A zanurzenie się w zanieczyszczonej wodzie grozi śmiercią. Niektóre z nich to miejsca zamknięte i starannie strzeżone, a inne, wręcz przeciwnie, gęsto zamieszkane.
Piotr: I wiemy, że to wszystko brzmi bardzo dołująco, ale jeżeli akurat macie taki nastrój, że chcecie trochę optymizmu, to trochę go tu będzie, widać światełko w tunelu wbrew pozorom. Otóż w porównaniu z latami 2008 czy 2013, kiedy powstały raporty o tych najbardziej skażonych miejscach na Ziemi, część tych miejsc naprawdę bardzo się poprawiła. Panujące tam warunki już są dużo lepsze. Ograniczono szkodliwe emisje, spuszczanie ścieków do rzek, więc jakby nie patrzeć, tu jest jednak coraz lepiej.
Ola: Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wiele z tych ogłoszonych w mediach prośrodowiskowych działań to niestety może być greenwashing albo działania pozorne. Ale mimo to widać, że od trzech, czterech lat naciski na wielkich trucicieli środowiska są tak duże, że trudno im je dłużej ignorować. I to nawet w Rosji, gdzie jak wiadomo dzieją się rzeczy niebywałe. No i właśnie od Rosji rozpoczniemy tę opowieść.
Piotr: Ale zanim rozpoczniemy, to przede wszystkim gorąco chcemy podziękować naszym patronom w serwisie Patronite, ale też tym wszystkim, którzy oceniacie, komentujecie nasze podcasty na wszelakich platformach podcastowych, na Facebooku, YouTubie, Instagramie. I musimy dodać, że do nagrania dzisiejszego odcinka…
Ola: No właśnie, dołączyło kilku nowych patronów, którym bardzo dziękujemy. A są to Karol, JN, Michał, Manuk Unta i Mariola. Wow, dzięki.
Piotr: Tak, wow, bo to naprawdę duża grupa. Dziękujemy, że do nas dołączacie, to dla nas naprawdę ważne. Ale teraz do roboty.
Ola: O pierwszej z lokalizacji rosyjskich opowiem nieco obszerniej, bo to naprawdę fenomen na skalę światową. Zafascynowała mnie ta historia, kiedy robiłam research do tego odcinka podcastu. Miałam coraz szerzej otwarte oczy i co chwilę wykrzykiwałam Piotrkowi kolejne rewelacje z tym związane. Dzierżyńsk. Dzierżyńsk to takie rosyjskie miasto położone nad rzeką Oka. Kto jest starszej daty, ten może pamięta taką piosenkę: płynie, płynie Oka, jak Wisła szeroka, jak Wisła głęboka.
Piotr: Aha, to jest ta Oka.
Ola: To jest tam, nad tą Oką, gdzie Armia Wojska Polskiego powstawała pod dowództwem generała Berlinga.
Piotr: I serio, to jest ta Oka? Dzierżyńsk, swoją drogą nazwa Dzierżyńsk.
Ola: A Dzierżyńsk to nie jest przypadek, ponieważ to miasto zostało nazwane na cześć słynnego komunisty, zbrodniarza polskiego pochodzenia, Feliksa Dzierżyńskiego, a jakże.
Piotr: Który miał plac w centrum Warszawy, jak się nie mylę.
Ola: Plac Dzierżyńskiego to jest obecnie plac Bankowy.
Piotr: Tak, dopóki nie zwalili jego pomnika, nie pogonili.
Ola: No tak, od 1941 do 1965 roku Dzierżyńsk był ośrodkiem produkcji broni chemicznej. Było to miasto do niedawna zamknięte dla wszelkich osób przybywających z zewnątrz. Nic dziwnego, wytwarzano tam wiele typów gazów bojowych. Takich naprawdę okropnych gazów bojowych, znanych z książek do historii o pierwszej i drugiej wojnie. Środki parzące, takie jak luizyt, tak zwana rosa śmierci, brzmi dobrze, prawda? Czy iperyt, czyli gaz musztardowy. Czy środki działające paralityczno-drgawkowo, takie jak sarin.
Piotr: O, sarin to było głośne jeszcze długo po drugiej wojnie światowej.
Ola: Tak, i wielokrotnie bardziej od niego trujący gaz VX, duszący fosgen, a także cyjanowodór, znany również pod nazwą cyklon B. Dosyć makabryczny. No i chociaż w 1965 roku w Dzierżyńsku zakończono produkcję broni chemicznej, przynajmniej oficjalnie, no to był tak naprawdę dopiero początek kłopotów tego miasta. No wiecie, jak to w Rosji, nie było co zrobić ze szkodliwymi odpadami, więc…
Piotr: Zutylizowano je, niech zgadnę, i zabezpieczono.
Ola: Tak, zgodnie z zasadami bezpieczeństwa. Nie, zakopano je na terenie zakładów o niewinnie brzmiącej nazwie Fabryka Szkła Organicznego Kaprolaktam. I te zakłady pod tą przemiłą nazwą wytwarzały m.in. luizyt, iperyt i fosgen. No i znalazły się tam…
Piotr: Kaprolaktam?
Ola: Tak.
Piotr: Zestawienie kału z mlekiem? Przepraszam, nie, ale to…
Ola: Ale wiesz, to ty znasz lepiej ode mnie język rosyjski i…
Piotr: Nie, to pewnie jest jakiś taki, wiesz, oni mają takie, to się nie nazywa skrótowce, nie wiem, takie kawałki, początki słów…
Ola: Zlepieńce chyba.
Piotr: Zlepieńce, dobra, przepraszam.
Ola: Zlepieńce to są takie skały, które się pozlepiały, dobra, nieważne. No i tam znalazły się wśród tych zakopanych rzeczy materiały o ogromnej zawartości takich najniebezpieczniejszych neurotoksyn znanych człowiekowi, m.in. arsenu. Arsen zakłóca pracę układu nerwowego, układu krążenia, oddechowego, reprodukcyjnego, ma niekorzystny wpływ na produkcję hormonów i odporność organizmu. To tylko taki przykład, jeden, pierwszy z brzegu. No i w czasach już bliższych naszym czasom, w 1994 roku, kiedy panował totalny bałagan po upadku ZSRR, zaczęto demontować linię produkcyjną iperytu i innych gazów. Ja nie wiem, dlaczego tego wcześniej nie zrobiono.
Piotr: Bo zajmowali się obsadzaniem wszystkich możliwych stanowisk i rozkradaniem tego wszystkiego, co się dało w prosty sposób rozkraść. Bardzo to jest swoją drogą interesująca historia.
Ola: Ale poczekaj, zakończyli produkcję w 65 roku i dopiero w 94 ją demontowali? Kto powiedział, że zakończyli produkcję? No dobrze. A w 1998 roku linia produkcyjna luizytu, czyli tej rosy śmierci, nadal nie była całkowicie zdemontowana. To są takie urywki informacji, które mi się udało znaleźć, które gdzieś tam są oficjalnie dostępne. A w ogóle to chciałam powiedzieć, że informacje na temat tego Dzierżyńska wcale nie są tak łatwe do znalezienia. Bo to, co się pisze w mediach anglojęzycznych, to są rzeczy powtarzane od lat te same, nieweryfikowane i nieuaktualniane. A tak naprawdę w mediach rosyjskich bardzo dużo nowego znalazłam, bo ta historia nadal się dzieje. No i pozostałości po tych gazach bojowych upychano gdzie popadnie, w związku z tym w Dzierżyńsku istnieje nadal ponad 50 wysypisk odpadów chemicznych. 50 wysypisk w mieście. I różne źródła podają naprawdę bardzo zróżnicowane dane na temat tego, ile tych toksycznych substancji zakopano w Dzierżyńsku. No i Time, który, muszę powiedzieć, że niezbyt miał aktualne informacje, ale to był Time z 2008 roku bodajże, powołując się na dane od Lokalnej Agencji Ochrony Środowiska, też jak wiadomo bardzo wiarygodne, twierdzi, że w latach 1930-1998 w mieście wyrzucono prawie 300 tysięcy ton odpadów chemicznych.
Piotr: Czyli razy 4 albo razy 10.
Ola: Liczba z sufitu wzięta, ale właśnie razy 4 albo razy 10. No i jesteście zszokowani. No cóż, to co się działo w Związku Radzieckim nie powinno w zasadzie nikogo dziwić chyba.
Piotr: No tak, Związek Radziecki słynie ze swojego bardzo swobodnego podejścia. Tu mała dygresja, nadal w okolicach Związku Radzieckiego pozostajemy. Może pamiętacie nasz podcast poświęcony największym katastrofom wywołanym przez człowieka. Tam jest historia wysuszonego jeziora Aralskiego. I mówiliśmy tam o tym, że znajduje się na tym jeziorze Wyspa Odrodzenia. Bardzo piękna nazwa. Tam Rosjanie prowadzili tajny ośrodek badawczy Aralsk-7. To też charakterystyczne, oni zawsze nazywali w ten sposób te swoje tajne ośrodki. Tam testowano, produkowano broń biologiczną, dla odmiany, w tym m.in. wąglika, dżumę, ospę prawdziwą. Generalnie takie patogeny dość ekstremalne. I po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku ten ośrodek oczywiście został opuszczony, pozostawiony własnemu losowi. Pozostawiono tam też zakopane w ziemi pojemniki zawierające bardzo dużej ilości wąglika. I dopiero w 2002 roku amerykańska ekipa specjalistów, która działała w porozumieniu z rządem Uzbekistanu, zneutralizowała od 100 do 200 ton tych środków bojowych opartych na wągliku.
Ola: Ton wąglika, tak?
Piotr: Tak, dokładnie.
Ola: Niesamowite, to jest w ogóle szok.
Piotr: Zwłaszcza że wąglik już stanowi bardzo poważne zagrożenie w ilości gramów, albo nawet mniej. A tu mamy, tu idziemy w setki ton. Tym się zajmowało 113 osób. Cała akcja trwała ponad trzy miesiące i kosztowała 4-5 milionów dolarów. Także to pokazuje, jaka to jest skala działań, ale też pokazuje, jak bardzo wiele tego typu rzeczy jeszcze najprawdopodobniej zostało w różnych miejscach. I tylko czekamy, aż zaczną wyłazić.
Ola: I to rząd Uzbekistanu tę sprawę w końcu rozwiązał, a to co robi Rosja na swoim terenie, no to najczęściej nic nie robi. No ale to za chwilę o tym szerzej usłyszycie. Wróćmy do tego Dzierżyńska, o którym przed chwilą mówiłam. I słynne są zwłaszcza trzy miejsca na terenie tego miasta, z których dwa doczekały się swoich takich zupełnie unikalnych nazw. Jedna nazwa to Czarna Dziura, a druga to Białe Morze.
Piotr: Takie dość romantyczne.
Ola: Czarna Dziura to taki lej krasowy, do niedawna będący jednym z najbardziej zanieczyszczonych zbiorników na tej planecie. Znajduje się między pobliskim Niżnym Nowogrodem a Dzierżyńskiem, na obrzeżach wschodniej strefy przemysłowej Dzierżyńska. Jezioro, bagnisko, coś takiego nieokreślonego. Otoczone było do niedawna drutem kolczastym z tabliczkami ostrzegającymi o zakazie wstępu. Trudno powiedzieć, jak jest teraz, bo nie mam najnowszych informacji, podejrzewam, że tak jest nadal, i według nieoficjalnych danych jezioro zawiera około 300 tysięcy metrów sześciennych różnych niebezpiecznych substancji. Wiedząc, co tam produkowano, możemy się tylko domyślać, co tam jest. Przebywanie w pobliżu tegoż jeziora jest niebezpieczne dla zdrowia. Stężenie fenolu w pobliżu wysypiska, tego zlewiska, przekraczało normę ponad tysiąckrotnie. To takie urywkowe dane, które mi się udało znaleźć. Co gorsza, Czarna Dziura, okazało się z niecka, jak to lej krasowy, jest z czymś połączony, jest z innymi szczelinami krasowymi.
Piotr: Co to oznacza?
Ola: Szczeliny krasowe to są takie miejsca, którymi, uwaga, płynie woda. I toksyczne substancje sobie tam przez kilkadziesiąt lat przeciekały, przedostawały się do wód gruntowych wraz z nimi, np. do rzeki Oka. Woda w studniach i rzece została więc poważnie skażona.
Piotr: To nie jest skażona byle czym, tylko skażona środkami bojowymi.
Ola: Tak, tak, sympatycznie. A tam żyją ludzie, 200 tysięcy ludzi w samym tym mieście. Z kolei Białe Morze to taki 55-hektarowy zbiornik białego szlamu, zawierającego m.in. dioksyny i wysoki poziom, a jakże, fenolu. Zbiornik ten został zbudowany w 1973 roku przez wspomniany już wyżej zakład Kaprolaktam. I według różnych szacunków mieścił od 2 do 7 milionów ton toksycznych odpadów. No ale jest jeszcze trzecie miejsce słynne na cały świat, wysypisko Igumnowo.
Piotr: Ale nie ma już żadnej romantycznej nazwy typu Różowe Wzburzenie.
Ola: Tak, o powierzchni 111,5 hektara to było, no właśnie, największe w Europie składowisko stałych odpadów komunalnych. A przez kilkadziesiąt lat nielegalnie również tam dorzucały co nieco swojego zakłady chemiczne z Dzierżyńska. No i powoli rozkładające się odpady przez te kilkadziesiąt lat spowodowały nieodwracalne szkody w glebie. Uczyniły ją jałową, cząstki trujące uwalniają toksyczne substancje lotne, smród wyczuwalny jest z daleka, przede wszystkim ten znad Czarnej Dziury. Jest, jak twierdzą okoliczni mieszkańcy, po prostu trudny do zniesienia. No i 12 września 2007 roku ukazał się raport Blacksmith Institute, takiej organizacji pozarządowej z siedzibą w Nowym Jorku, która obecnie nosi nazwę Pure Earth i możecie ją pod tą nazwą znaleźć w sieci. Jest to największa na świecie organizacja zajmująca się problemem toksycznych zanieczyszczeń na skalę globalną. Przeważnie skupia się na państwach, które są zbyt biedne, żeby sobie samodzielnie poradzić z toksycznymi odpadami, z takimi miejscami, które są skrajnie zatrute. No i ten raport wymienił wśród obecnych w Dzierżyńsku zanieczyszczeń. Dzierżyńsk został uznany za najbardziej toksyczne miasto świata.
Piotr: Okej, to jest dość dyskusyjne.
Ola: Tak, bo tutaj jest silna konkurencja. No i tam zidentyfikowano sarin, luizyt, iperyt, cyjanowodór, fosgen, ołów i chemikalia organiczne. Część wody w Dzierżyńsku została, jak już wspomniałam, zanieczyszczona dioksynami, fenolem, na poziomie, który wedle raportu szacowano na 17 milionów razy przekraczający bezpieczny limit. No i właśnie, tutaj jest mowa o tym, że Dzierżyńsk to było najbardziej zanieczyszczone chemicznie miasto na świecie. Tak zresztą uznała Księga Rekordów Guinnessa.
Piotr: Co jest dla mnie, przepraszam, fascynujące, bo ja też, grzebiąc w tych tematach, wielokrotnie trafiałem na Księgę Rekordów Guinnessa. Myślałem, że oni raczej rejestrują takie rekordy w rodzaju, nie wiem, mężczyzna żonglujący największą liczbą jajek na rowerze. Ale się okazuje, że oni mają właśnie również i takie kategorie.
Ola: Tak, tak, zresztą kilka miejsc, o których wam dzisiaj opowiemy, jest właśnie zaczerpniętych z Księgi Rekordów Guinnessa.
Piotr: A to Guinness.
Ola: A obecnie w Dzierżyńsku mieszka 230 tysięcy osób, a liczbę mieszkańców narażonych na ten negatywny wpływ chemikaliów rozrzuconych, zakopanych, parujących tam i wyciekających w okolicach Dzierżyńska oszacowano na około 300 tysięcy.
Piotr: No właśnie, to jest moment, kiedy zaczynamy się zastanawiać, bo tutaj podajemy różne liczby i jakieś inne substancje, ale pytanie, co to realnie robi tym ludziom, tak? Bo nie wątpię, że to nie jest tylko uciążliwość wynikająca ze smrodu z Czarnej Dziury.
Ola: Przede wszystkim te warunki w Dzierżyńsku skróciły średnią długość życia mieszkańców do 42 lat dla mężczyzn i 47 lat dla kobiet. Przy czym wskaźnik zgonów w 2003 roku przekroczył wskaźnik urodzeń o 260%. No i tam już było tak źle, że zainteresowała się tym miejscem rosyjska wierchuszka, zwłaszcza że miejsce zaczęło być sławne wskutek tego, że znalazło się w tych raportach międzynarodowych. No i w 2011 roku przybył do Dzierżyńska sam prezydent Dmitrij Miedwiediew, który podjął wówczas decyzję o rekultywacji Czarnej Dziury i Białego Morza. Miało to nastąpić do 2015 roku, a jakże, i w ciągu tych kilku lat dzielących datę 2011 od 2015 kilka miliardów rubli, które rząd federalny przeznaczył na ten cel, po prostu zostało utopionych w tej Czarnej Dziurze. Zniknęły w atmosferze głośnego, a jakże, korupcyjnego skandalu, a toksyczne odpady na kolejne lata pozostały na swoich miejscach. No i nadszedł rok 2018, kolejne wysiłki zostały podjęte. Lokalne władze za kolejne 7 miliardów rubli wynajęły firmę mającą do 2020 roku zrekultywować te trzy miejsca: Białe Morze, Czarną Dziurę i wysypisko Igumnowo. No i w 2020 roku odtrąbiono z satysfakcją, że prace nad likwidacją Białego Morza i wysypiska Igumnowo zostały zakończone.
Piotr: I już jest czysto.
Ola: I już. A co z Czarną Dziurą? No cóż.
Piotr: Nie rozmawiajmy.
Ola: Kolejna afera korupcyjna stanęła na przeszkodzie likwidacji tego miejsca i w marcu, właśnie znalazłam w rosyjskich mediach informację o tym, że w marcu 2023 roku wykonawca, po procesie wytoczonym przez lokalne władze, przesunął termin likwidacji tego składowiska toksycznych odpadów, tłumacząc się koniecznością pozyskania środków finansowych i wykonania dodatkowych prac. Tak, tak. Czyli generalnie Czarna Dziura, jak była, tak jest. No i na koniec dodam jeszcze, że Dzierżyńsk nadal jest dużym ośrodkiem przemysłu chemicznego. Działa w nim nadal kilkadziesiąt dużych przedsiębiorstw przemysłowych, które produkują około tysiąca rodzajów produktów chemicznych. Produkują amunicję, bojowe i przemysłowe materiały wybuchowe, substancje chemiczne do celów przemysłowych. No i tak się zastanawiamy oczywiście, co się dzieje z odpadami przemysłowymi z tych zakładów.
Piotr: Na pewno utylizują i porządkują teraz już wszystko.
Ola: Na ten temat jeszcze się nie zrobiło głośno, więc nic na razie na ten temat nie możemy powiedzieć.
Piotr: A mnie zaintrygowało w międzyczasie, jak o tym mówiłaś, jaka jest faktycznie średnia długość życia dla reszty Rosji.
Ola: 42 lata dla mężczyzn i 47 lat dla kobiet.
Piotr: To jest długość życia w Dzierżyńsku. A to teraz uwaga: 42 lata dla mężczyzn, w reszcie Rosji 68 lat średnia wieku. Więc widać, jaki to ma wpływ. Natomiast średnia życia dla kobiet w Dzierżyńsku 47 lat, w reszcie Rosji, w całości Rosji, 78 lat. To i tak są bardzo niskie wartości. To jest jeszcze w dodatku długość życia przed pandemią, co ja sprawdziłem, bo wiadomo, że pandemia tutaj dużo robiła, więc rzeczywiście jest tak, że jak dla mnie to pokazuje, jak bardzo duży wpływ ma, bo na coś składa się oczywiście mnóstwo rzeczy, ale to pokazuje, jak duży wpływ to skażenie ma na zdrowie, życie tych mieszkańców.
Ola: Właściwie to można powiedzieć, że całościowo wpływa na ich zdrowie, bo chociażby wpływ samego arsenu, o którym powiedzieliśmy, a tam jest jeszcze całe mnóstwo innych pierwiastków, które robią po prostu wszelkie możliwe szkody w organizmach tych ludzi.
Piotr: No tak, no jeszcze pewnie do tego dochodzi to, że bardzo obniża tę średnią wieku, znaczy średnią długość życia, obniża pewnie przeżywalność noworodków, bo to zawsze jest coś, co ekstremalnie to zmienia.
Ola: Oraz pewnie zwiększona liczba poronień w ogóle, powikłań ciąż.
Piotr: No nie, ale tego się nie dolicza do średniej długości życia. I zanim pójdziemy dalej, to…
Ola: Subskrybujcie, prosimy, nasz podcast na różnych platformach podcastowych.
Piotr: Bo jesteśmy obecni na wszystkich liczących się platformach.
Ola: I nieliczących się również.
Piotr: Podcastowych, dzięki.
0:21:23 Kabwe w Zambii: kopalnia ołowiu Anglo American
Piotr: Dobra, to teraz przeskok w inne miejsce. Też opowieść dramatyczna. Okej, to będzie Kabwe w Zambii. Dzieje tego miejsca to jest taka opowieść, która jest właściwie wzorcowa dla tych wszystkich historii o pogardzie, wyzysku, kompletnym nieliczeniu się z konsekwencjami, zarabianiu kosztem życia, zdrowia ludzi. No taki absolutnie, można powiedzieć, standard.
Ola: Wyzysku kolonialnego.
Piotr: Dokładnie, dokładnie. Mentalność jest zupełnie niesamowita. Dobra, więc okej, Kabwe, czyli to jest południe Afryki. To jest to miejsce z grubsza, w którym powstała ludzkość, tak to można śmiało uznać. I tam działała sobie firma, już nie działa tam, ale działała, o zgrabnej nazwie Anglo American. Tak mnie to ujęło, bo jakby ktoś szukał, gdzie oni działają, skąd oni pochodzą, no to mamy, wiemy, tak?
Ola: To była Zambia, a wtedy chyba jakąś inną nazwę miała.
Piotr: Tak, tak, to za chwilę o tym, bo to też jest część tej historii. W każdym razie Anglo American to jest naprawdę bardzo, nadal bardzo szacowna, notowana na londyńskiej, szwajcarskiej giełdzie papierów wartościowych firma. W tej chwili ich roczne przychody to jest około 30 miliardów dolarów, także dają radę. To jest największy producent platyny na świecie, nadal. Jeden z największych producentów diamentów, miedzi, niklu.
Ola: Brzmi tak na czysty biznes.
Piotr: Tak, tak, czysty i bezproblemowy, właśnie. I kiedyś też to był jeden z największych producentów ołowiu. No właśnie, ołów. I teraz krótko o ołowiu, a to dlatego, że o ile arsen czy jakieś inne tego typu rzeczy nam się od razu kojarzą, no wiadomo, bardzo toksycznie, o tyle ołów, no wiemy, że jest toksyczny, no ale…
Ola: No wiemy, że zniszczył starożytny Rzym, że Rzymianie chorowali na ołowicę, ponieważ mieli naczynia i rury zbudowane z ołowiu.
Piotr: Tak, zostały te rury ołowiane. To jest w ogóle jeszcze rzecz, która w wielu miejscach istnieje, a to czy są toksyczne, czy nie, zależy głównie od twardości wody. Ale to już inna historia i nie na teraz. No w każdym razie, trochę więcej o ołowiu. To jest bardzo w ogóle interesująca sprawa, bo ołów sam z siebie nie pełni żadnej konkretnej biologicznej funkcji w organizmie. Ale jest naprawdę bardzo toksyczny, bo wpływa na działanie enzymów, z którymi się bardzo chętnie wiąże, ze względu na to, że jest chemicznie podobny do pewnych innych pierwiastków na tyle, że chętnie wskakuje w ich miejsce. No i efektem jest przede wszystkim uszkodzenie układu nerwowego, zwłaszcza centralnego. Robi tam niezłe spustoszenie, bo przede wszystkim niszczy osłonki mielinowe komórek nerwowych, co powoduje rozwalenie transmisji danych w mózgu. Niszczy też bezpośrednio neurony, ale też utrudnia ich powstawanie, rozwój i jeszcze, żeby było lepiej, zakłóca przekazywanie sygnałów pomiędzy neuronami. Poza tym jeszcze rozwala nerki, znaczy nie sobie, tylko nam. I właściwie na wszystkie organy w jakimś stopniu wpływa. I teraz to, co tu jest akurat jeszcze w tej historii dość ważne, to to, że ołów najsilniej wpływa na młody organizm, na dzieci. I to wynika z dwóch kwestii. Po pierwsze, organizm dziecka w ogóle dosyć słabo usuwa ołów, znacznie mniej wydajnie niż organizm dorosłego. Tak się szacuje, że mniej więcej jedną trzecią tego jest w stanie usunąć niż organizm dorosłego, co przy jednokrotnej ekspozycji na ołów, nie wiem, jak dziecko sobie wsadzi do buzi coś ołowianego i wyciągnie, no to zostanie większość tego usunięta. To potrwa kilka tygodni czy kilka miesięcy, generalnie jakoś tam organizm sobie poradzi. Natomiast jeżeli to narażenie jest stałe, to ołów zaczyna się bardzo intensywnie kumulować w tkankach, w kościach szczególnie, ale nie tylko. Drugi problem to jest to, że jeżeli ołów trafi na rozwijający się układ nerwowy, to zmiany, jakie tam wywołuje, są już nieodwracalne. To jest nie do naprawienia, bo zaburza rozwój przede wszystkim synaps, czyli tych struktur, które łączą ze sobą komórki nerwowe. To jest podstawa budowy mózgu. Przypominam, że jest to, co też właściwie jest jakimś błędem ewolucyjnym, zaryzykowałbym, może nie błędem, ale drogą, że nasz mózg musi w trakcie transmisji przełączać się między sygnałami elektrycznymi na sygnały chemiczne i z powrotem na elektryczne. Myślę, że jakbyśmy mieli same elektryczne, to by to znacznie szybciej działało, ale właśnie w tych synapsach te przekaźniki chemiczne są rozwalane przez ołów, bo raz, że w ogóle słabiej powstają, a dwa, że neuroprzekaźniki, które tam działają, są uszkodzone przez ołów, więc to wszystko nie działa bardzo dobrze. Przy takich długich ekspozycjach na ołów te zmiany neurologiczne zachodzą stopniowo. Tu jest bardzo dużo badań. Na przykład małe dzieci wolniej zasypiają, źle śpią, mają nierówny sen, a z kolei starsze dzieci narażone na działanie ołowiu zasypiają w ciągu dnia, stają się senne itd.
Ola: A w ogóle płytki sen i osłabienie snu to jest też związane z tym, że mózg nie ma się jak regenerować.
Piotr: Dokładnie, i to wszystko razem powoduje, że taka ekspozycja na ołów zaburza w ogóle rozwój intelektualny, koncentrację uwagi, rozwój mowy, słuchu, dzieci się zauważalnie wolniej uczą, wolniej też reagują, mają dużo niższe wyniki w testach IQ i to też rozwala, jak się okazuje, w efekcie interakcje społeczne, więc można powiedzieć, że tak naprawdę…
Ola: Upośledzona zostaje cała społeczność narażona na działanie ołowiu.
Piotr: Tak, dokładnie, i to od samego początku, od małego dziecka, te dzieci już nigdy nie odzyskują takiego poziomu rozwoju, jaki mogłyby uzyskać, gdyby rozwijały się w czystym środowisku. Okej, wracamy do Kabwe. Tam działała jedna z największych w Afryce, jedna z większych na świecie kopalń ołowiu. Działała przez prawie 90 lat, bo od 1906 do 1994 roku, a najintensywniej wydobywano tam ten metal od 1925 do 1974 roku. W 1974 roku tę kopalnię przejął już rząd, ale wcześniej należała właśnie do wspomnianej firmy Anglo American i oni tam eksploatowali tę kopalnię absolutnie ekstremalnie, bez jakiegokolwiek zwracania uwagi na cokolwiek poza własnym zyskiem.
Ola: Nieetycznie, niezgodnie ze środowiskiem.
Piotr: Znaczy niezgodnie ze wszystkim, po prostu…
Ola: Nie mając na myśli tylko własny interes.
Piotr: Dokładnie tak. Gdy ta kopalnia rozpoczynała działalność, to Zambia, gdzie leży Kabwe, była pod zarządem brytyjskiej kompanii Afryki Południowej. Już samo to sporo mówi o nastawieniu, skoro jakaś kompania tym zarządzała. Później, w 1911 roku, ten obszar stał się protektoratem brytyjskim i nazywał się wtedy Rodezja Północna, i pod tą nazwą przez długi czas był znany. No i teraz, jak sądzicie, na ile Anglo American, Brytyjczycy i Amerykanie w tym czasie i później martwili się o zdrowie i zanieczyszczenie środowiska lokalnego?
Ola: No właśnie, na pewno bardzo się martwili.
Piotr: No właśnie.
Ola: Jak to wszędzie w koloniach.
Piotr: Jak to wszędzie w koloniach. No, te 90 lat działalności kopalni to jest jakieś niesamowite zanieczyszczenie terenu. Nadal jest tam ponad 5 milionów ton odpadów górniczych, tych bardzo toksycznych, zwłaszcza że ołów nie był, powiedzmy, bardzo starannie wydobywany z tej rudy. Było go na tyle dużo, że nie trzeba było tak bardzo dokładnie go usuwać, więc to, co pozostało, jest nadal bardzo zaołowione, i tam mamy, uwaga, Czarną Górę. To jest, jak to, co ty miałaś, Białe Morze i Czarna Dziura, to tu mamy Czarną Górę. I niestety ta Czarna Góra, ogromna hałda przemysłowa, jest nadal jednym z głównych źródeł zarobku dla bardzo wielu mieszkańców. Nielegalnie oczywiście kopią w niej tunele, które służą wydobyciu wciąż obecnej tam rudy ołowiu. Zresztą ta ruda ołowiu jest wszędzie, jest dosyć charakterystyczna, dlatego że to jest galena, czyli siarczek ołowiu. Tworzy takie bardzo ładne, mieniące się w słońcu kryształy, i tam się to wszystko mieni. To znaczy, ten pył z tych kopalnianych składowisk pokrywa naprawdę miasto, okolice. No i oczywiście najbardziej cierpią na tym dzieci. Już nie tylko dlatego, że w ogóle najbardziej ołów na nie wpływa, ale też ze względu na tryb życia. Dzieci bawią się na ziemi i wkładają ręce do ust. Im mniejsze dziecko, tym bardziej w związku z tym jest zagrożone tym ołowiem. Według amerykańskiego CDC norma zawartości ołowiu we krwi to jest 3,5 mikrograma na decylitr. Tam przeprowadzono w Kabwe sporo badań. Takie badanie z 2018 roku pokazało, że 95% dzieci żyjących w Kabwe i w tym regionie ma poziom ołowiu przekraczający 10 mikrogramów. Przypominam, norma to 3,5 mikrograma. Z tego połowa badanych miała ponad 45 mikrogramów.
Ola: Czyli ponad dziesięciokrotnie przekroczoną normę.
Piotr: Dokładnie. I to jest poziom, przy którym CDC zaleca już pilną interwencję lekarską celem odtrucia. To są metody odtruwania z ołowiu, dość skomplikowane i trochę trwają, ale da się to zrobić. Z kolei badanie z 2015 roku, tu mamy konkretne liczby, przebadano 246 dzieci i u ośmiorga z tej grupy stwierdzono poziom ołowiu powyżej 150 mikrogramów. Przypominam, norma to 3,5. U jednego ponad 427 mikrogramów na decylitr krwi.
Ola: To jest absolutnie przerażające.
Piotr: No, to jest przerażające, dokładnie. W ogóle w samym środowisku poziom ołowiu przekracza normy od 10 do 25 razy, tak standardowo. Są takie miejsca, gdzie przekracza ponad stukrotnie, bo to oczywiście zależy od tego, na ile w danym miejscu jest ta Czarna Góra eksploatowana i tak dalej. W tej chwili szacuje się, że kopalnia spowodowała zatrucie ponad 200 tysięcy osób. No właśnie, trwają prace, to jest ten bardziej pozytywny element, które rzeczywiście mają na celu oczyszczenie tego terenu. Od 2015 roku są one intensywne. Zaczęto od usuwania ziemi skażonej z najbardziej zanieczyszczonych domostw, usunięto ją, zastąpiono czystą. To na początek objęło chyba 120 domów, więc bez rewelacji, ale to było sfinansowane przez organizacje pozarządowe. W 2022 roku prezydent Zambii powołał specjalny komitet, który ma się zająć oczyszczaniem tego terenu. No, oczywiście logika nakazywałaby, żeby koncern Anglo American, który zrobił największy syf i który nadal istnieje, ma kupę kasy i tak dalej, jakoś się w to włączył.
Ola: Zapłacił za to, nie wiem, płacił ludziom odszkodowania, czy zajął się uporządkowaniem terenu.
Piotr: Przede wszystkim oczyszczaniem. W każdym razie, został zaskarżony do sądu w RPA, bo nie wnikam w prawne niuanse, dlaczego akurat w RPA. Został zaskarżony przez 12 mieszkańców Kabwe, którzy się skrzyknęli, i został oskarżony o świadome zatruwanie miasta, bo wiadomo, że przynajmniej od 1936 roku firma miała świadomość, że te działania są szkodliwe dla ludzi. Wtedy to dotyczyło bezpośrednio pracowników, ale nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że skoro pracownicy są narażeni, to również ludzie żyjący wokół też. Ten proces na szczęście ruszył, to nie tak, że gdzieś tam leży i czeka. Pierwszy jego etap zakończył się w styczniu tego roku i Anglo American w czasie procesu stwierdziło, że w ogóle nie ponosi odpowiedzialności, bo było tylko pośrednio zaangażowane w działalność kopalni.
Ola: A w ogóle ich tam nie było, nie ciągnęli z tego zysków i w ogóle nic nie widzieli. Dobrzy ludzie, dobre państwo z Zachodu.
Piotr: Tak, dokładnie, którzy działali na rzecz lokalnej społeczności. Myk polega na tym, że najprawdopodobniej opiera się to na takiej prawnej sztuczce dotyczącej niuansów własności kopalni, bo oni twierdzą, że tam kto inny był właścicielem.
Ola: To jakiś słup wystawiony był?
Piotr: Mniej więcej tak to działało, tak. W każdym razie, mimo tej linii obrony, jakże sprytnej, sąd uznał, że pozew może zostać przekształcony, bo taki był zresztą cel tego pierwszego etapu procesu, w pozew zbiorowy, który obejmować będzie 140 tysięcy mieszkańców Kabwe. Czyli to już zaczyna być dla tej firmy gruby problem, bo to już nie jest 12 gniewnych, tylko 140 tysięcy. Zobaczymy, co dalej z tego wyniknie. Do tej pory, czyli do czerwca 2023 roku, od stycznia tam się nic nie zmieniło, ale coś się przynajmniej ruszyło.
Ola: No i jeszcze ciekawostka, taka dygresja na temat samej kopalni, na temat, który nas bardzo interesuje. Otóż w 1921 roku znaleziono w tej kopalni czaszkę, którą opisano jako Kabwe I, i stwierdzono, że należy do nowego gatunku, który został nazwany Homo rhodesiensis, od Rodezji Północnej, jak wówczas nazywał się ten kraj. Bardzo trudno było określić wiek tej czaszki, bo to stanowisko, na którym została odkryta, zostało a jakże szybko zniszczone przez rozrastającą się kopalnię. No i do lat 70. XX wieku uważano, że może mieć nie więcej niż 30-40 tysięcy lat. Potem przesunięto ten wiek na 150 do 300 tysięcy lat, a współczesne badania wskazują, że właściciel tej czaszki żył pomiędzy 324 a 274 tysiące lat temu, czyli kawał czasu, i to jest kawał historii naszego rodzaju, rodzaju Homo.
Piotr: Tak, dlatego jest istotna ta czaszka, dlatego o niej wspominamy, że po pierwsze, to było pierwsze takie ważne znalezisko rodzaju Homo na terenie Afryki, bardzo wyraźny sygnał, że ludzkość tu się rozwijała, można powiedzieć. No i też ta czaszka jest znakomicie zachowana, naprawdę jak na taki wiek, możecie sobie gdzieś tam wygooglać, zresztą link w opisie, w ogóle linki do wszelkich źródeł znajdziecie w opisie, a Patroni jeszcze dostaną je oddzielnie. Bardzo dużo można było powiedzieć na podstawie tej czaszki, zwłaszcza że jeszcze jakieś inne pozostałości tego osobnika znaleziono.
Ola: I obecnie tę czaszkę, Kabwe I, zalicza się do gatunku Homo heidelbergensis.
Piotr: Dziękuję, że przeczytałaś to słowo.
Ola: Wiedziałam, już widziałam, szukałeś ratunku w moich oczach. I powiem tak, że Homo heidelbergensis to jest ten gatunek, który poprzedził pojawienie się Homo neanderthalensis, czyli neandertalczyków, oraz Homo sapiens, czyli nas. Tak jest, jacyś tam nasi, troszeczkę wcześniej, przodkowie albo linia równoległa, to jeszcze nie jest ostatecznie określone.
Piotr: To jest też ciekawe, bo w tej czaszce widać ślady infekcji. Miała bardzo poważne ubytki zębów i prawdopodobnie ta infekcja, wychodząca z tych zębów i obejmująca też ucho wewnętrzne, była przyczyną śmierci tego osobnika. Nieprzyjemna śmierć, ale też bardzo ciekawa obserwacja. No i oczywiście, żeby dodać do tego kwiatek, Brytyjczycy byli uprzejmi zabrać tę czaszkę do British Museum. Tutaj od razu dodam, nie zrobili tego legalnie, bo nawet zgodnie z ówczesnym prawodawstwem ta czaszka została stamtąd wyprowadzona czym prędzej, zupełnie niezgodnie z jakimkolwiek prawem. W związku z czym leży sobie w British Museum, a rząd Zambii od 50 lat próbuje ją odzyskać.
Ola: A dobre państwo z Zachodu jakoś patrzy w inną stronę.
Piotr: Tak, zarówno w tej, jak i w wielu innych sprawach.
0:39:39 Norylsk: imperium metali ciężkich Nornickla
Ola: No i a ja wracam uparcie do tematów rosyjskich, bo naprawdę są fascynujące, i dziwnym trafem ZSRR, a teraz Rosja, to kraj naprawdę obfitujący w monstrualnie skażone miejsca. A będę mówić o Norylsku. O tym samym Norylsku, o którym mówiliśmy już w ramach naszego podcastu Crazy Nauka, poświęconego rozmarzającej wieloletniej, bo już niewiecznej, nie jest tak nazywana, zmarzlinie, które to rozmarzanie sprawia, że w tym mieście, Norylsku, pękają i zapadają się budynki.
Piotr: Tak, i obiecywaliśmy wtedy, że opowiemy więcej o tym skażeniu, przy jakiejś okazji.
Ola: Które dotknęło miasto, zresztą tutaj też będzie o rozmarzającej wieloletniej zmarzlinie, bo i ona przyczynia się do kolejnych skażeń.
Piotr: Dotrzymujemy obietnicy i opowiadamy, to jest ta okazja.
Ola: Tak, Norylsk jest właściwie przerażającym miejscem do życia od samego początku. Miasto położone na Syberii zostało założone w 1935 roku jako obóz pracy niewolniczej i zaludnione początkowo przez więźniów łagrów. I obecnie jest to najbardziej wysunięte na północ duże miasto Rosji i drugie co do wielkości po Murmańsku za kołem podbiegunowym. Liczy sobie obecnie niespełna 200 tysięcy mieszkańców. No i w tym mieście, i jego okolicy, ono się właściwie rozwinęło dzięki temu, że znajduje się tam duma i przekleństwo Norylska, czyli największy na świecie ośrodek przemysłu metali ciężkich, który należy do spółki Nornickel. Zajmuje się on wytopem metali nieżelaznych i metali z grupy platynowców. Kontroluje jedną trzecią światowych złóż niklu i odpowiada za znaczną część całkowitej produkcji niklu, kobaltu, platyny i palladu w Rosji. Naprawdę gigantyczny wytwórca metali ciężkich. No i ze względu na znaczenie strategiczne dla rosyjskiej gospodarki, Norylsk wciąż pozostaje miastem zamkniętym, do którego przepustki wydają miejscowe władze.
Piotr: Tak, to sprawdzona metoda, mówiliśmy o tym sporo, jak te zamknięte miasta działają.
Ola: No i z powodu tego, że kwitnie tam przemysł wytopu metali ciężkich, Norylsk jest też jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie. To dotyczy zarówno zanieczyszczenia powietrza, jak i gleby oraz wody. Po prostu wszystko mają do kitu zatrute. Mieszkańcy mówią o tym mieście, że śnieg tam jest czarny, powietrze smakuje siarką, a średnia długość życia pracowników zakładów Nornickel jest o 10 lat niższa od średniej rosyjskiej, którą już znamy. No i wytapianie metali ciężkich jest bezpośrednio odpowiedzialne za poważne zanieczyszczenie, w tym naprawdę potężne emisje dwutlenku siarki, powodujące kwaśne deszcze, oraz emisje pyłów zawieszonych, które wywołują smog. Nornickel rocznie uwalnia do atmosfery prawie 500 ton tlenków miedzi i niklu. Próbki powietrza przekraczają maksymalne, dopuszczalne stężenia obu tych metali, a badanie z 1999 roku wykazało ich podwyższone stężenie również w glebie, w promieniu aż 60 kilometrów od samego miasta.
Piotr: Przerażające jest to, że tam nadal ci ludzie mieszkają. Człowiek ma taką myśl, że jak mieszkasz w takim miejscu, to uciekaj, ale to niestety tak nie działa.
Ola: Nie działa, bo tam też nie bardzo jest gdzie na Syberii uciec. Zakład Nornickel emituje do atmosfery około 1,9 miliona ton dwutlenku siarki rocznie, co stanowi około 2% jej globalnych emisji. Zakład zanieczyszcza powietrze również swoimi emisjami kobaltu, ołowiu, selenu, fenoli i siarkowodoru. Na tym nie koniec, bo Nornickel zanieczyszcza też swoimi ściekami okoliczne rzeki, za co w 2008 roku Federalna Służba Nadzoru Środowiskowego, Przemysłowego i Jądrowego Rosji nałożyła na Nornickel grzywnę w wysokości ponad 4 miliardów rubli, czyli 60 milionów dolarów.
Piotr: Ciekaw jestem, jak to jest z płaceniem.
Ola: Dodam, że po pierwsze, jak jest z płaceniem, to jedna rzecz, a po drugie, to są śmieszne kwoty jak na obrót i zyski, które ten zakład generuje. No i teraz przejdźmy do tego, jak to działa na mieszkańców. No i znów dzieci w Norylsku. Już tutaj Piotrek mówił dużo, dlaczego dzieci są podatne na działanie metali ciężkich. To, co dotyczy ołowiu, dotyczy również w dużej mierze innych metali ciężkich. Dzieci cierpią na liczne choroby układu oddechowego, które stanowią przyczynę prawie 16% wszystkich zgonów w tej grupie wiekowej. Emisje dwutlenku siarki przyczyniają się do przewlekłych chorób płuc, chorób dróg oddechowych i układu trawiennego, mogą prowadzić do raka płuc. Częste są przedwczesne porody, powikłania przebiegu ciąży. No i te dane, które tutaj wymieniam, pochodzą z raportu wspomnianej już organizacji Blacksmith Institute, czyli Pure Earth. W 2006 roku umieściła ona Norylsk na liście dziesięciu najbardziej zanieczyszczonych miejsc na świecie. A Nornickel wystosował list protestacyjny.
Piotr: Przepraszam bardzo, już to nie jest nic śmiesznego, ale ta koncepcja wystosowania listu protestacyjnego przeciwko danym.
Ola: Ja się nie zgadzam, bo te dane mi się nie podobają.
Piotr: I w ogóle, jak możecie.
Ola: No, w ogóle z czasem rośnie nacisk na oligarchów zarządzających zakładami Nornickel, żeby coś z tym wreszcie zrobili. Mimo że oni przez kilkadziesiąt lat sobie tam bimbali i robili co chcieli, to jednak te naciski, nawet w Rosji, stają się coraz większe. No i zarządzający Nornickelem deklarują, że firma lada moment rozwiąże większość problemów środowiskowych, które generuje. W 2006 roku spółka poinformowała o zainwestowaniu ponad pięciu milionów dolarów w konserwację i remont systemów odzyskiwania i usuwania pyłów oraz w przeznaczeniu niemal półtora miliona dolarów na zapobieganie zanieczyszczaniom powietrza, co w pewnym stopniu przyczyniło się do ich ograniczenia. No, cokolwiek by zrobili, to by się przyczyniło.
Piotr: Nie, nie, no absolutnie. Czasami coś muszą zrobić i to jest ta dobra wiadomość, nawet w Rosji.
Ola: No i podobno, według lokalnych ekspertów do spraw środowiska, w niewielkim stopniu obniżyły się ogólne poziomy zanieczyszczeń, m.in. fenolem, formaldehydem, czy pyłami zawieszonymi, ale inne parametry w tym samym czasie wzrosły, i w przypadku poziomu niklu i miedzi poziom tych emisji zwiększył się już o 50%. No i tutaj, ponieważ oni cały czas zwiększają produkcję, wydobycie i wytapianie, a wiadomo, że celem gospodarki jest stały wzrost, i wiadomo, że stały wzrost nie może się wiązać z niczym, co jest zrównoważone, więc mamy takie oto efekty: wskaźnik zachorowalności pozostał na podobnym, niezmiennym poziomie, choć wskaźnik śmiertelności zaczął spadać w samym Norylsku. No, w końcu w 2010 roku w Norylsku pojawił się sam Putin.
Piotr: No i to jest rzeczywiście coś, bo w tym momencie sprawa staje się sprawą polityczną, a więc takie tupnięcie nóżką może coś spowodować.
Ola: Tak, i zaczęły być nakładane na Nornickel kolejne i kolejne kary finansowe, no i firma podjęła wreszcie, w ostatnich latach dopiero, działania mające ograniczyć jej trucicielski wpływ. I na przykład w 2021 roku zadeklarowała, że do 2030 wyda 27 miliardów dolarów, żeby ograniczyć swój negatywny wpływ na środowisko. No i tutaj specjaliści komentują, bo to jest ten dosyć długi plan, tak? 27 miliardów dolarów brzmi dumnie, ale plan jest na pewno wieloletni. Specjaliści twierdzą, że jest to uderzająco skromna kwota jak na firmę, która wyrzuca całe mnóstwo gotówki i zanieczyszcza środowisko tak mocno jak Nornickel. I wcześniej firma podała, że do 2025 roku ma zamiar ograniczyć emisję toksycznego dwutlenku siarki w rodzinnym Norylsku o 90% za 3,5 miliarda dolarów, i ponoć udało się ograniczyć tę emisję do 2021 roku aż o 85%. Mówię ponoć, bo bazuje to na źródłach rosyjskich, nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować.
Piotr: No tak, to ja jeszcze patrzę tutaj szybciutko na działania Nornickela i jego zasobność. Tu roczny przychód to jest w granicach 8 miliardów dolarów, także są wciąż mniejsi od Anglo American. Ale to w jakimś stopniu pozwala się odnieść do tego, jak to generalnie wygląda, jak to przepływa. Nornickel nie tylko specjalizuje się w takich długotrwałych emisjach przemysłowych, czyli truciu podstaw, ale jeszcze też ma dodatkową specjalność, czyli takie efektowne katastrofy ekologiczne. 2016 rok, słynna już sprawa syberyjskiej rzeki, która nagle stała się krwisto-czerwona. Tutaj widzę, że dużo w ogóle kolorów się nam pojawia w tym podcaście. I oczywiście to dzieło Nornickela, czyli wyciek z jednego z ich zakładów.
Ola: Jak ładnie nazywa się ten zakład, Nadieżda.
Piotr: Nadieżda, Nadzieja.
Ola: Nadzieja, która wywaliła do rzeki Daldykan jakieś potwornie trujące chemikalia.
Piotr: Oczywiście firma zaprzeczała, że wcale nie, i jeszcze w dodatku starała się utrudnić na wszelkie możliwe sposoby zbadanie zanieczyszczeń z tego zakładu. No i po prostu okazało się, że pękła rura szlamowa z jakimiś odpadami kopalnianymi, a ten krwisto-czerwony kolor to po prostu tlenione żelazo zawarte w tych odpadach. Bardzo ładny efekt, nagle cała rzeka po prostu zmienia kolor. Dodajmy, że wywalenie takiej ilości tlenków żelaza to musi być niezły syf dla środowiska, bo to musi jakieś ogromne zmiany powodować. Ciekawe, czy ta rzeka w ogóle kiedykolwiek wróci do normy.
Ola: Ale to nie było jednorazowe. Tutaj było spektakularne, natomiast oni mają mnóstwo tych rur szlamowych przeciekających, tam wszystko dookoła jest czerwone. Jak dotarłam do raportów organizacji ekologicznych, które próbują działać w Rosji, prawdopodobnie tylko próbują, bo są pod butem i każdy chce żyć, no to tam cały czas coś się leje, jakiś szlam, czerwony szlam, tam wszystko jest zanieczyszczone dookoła. A jeszcze jakby tego było mało, w 2020 roku zakłady Nornickel zatruły dokładnie tę samą rzekę Daldykan, ponieważ przewrócił się zbiornik z około 20 tysiącami ton oleju napędowego. I to był zbiornik z czasów radzieckich, należący właśnie do Nornickelu, który zapadł się dlatego, że wieloletnia zmarzlina pod nim zaczęła mięknąć. No i tym jednym rzutem na taśmę skaził obszar o powierzchni do 350 km2. Skutki tej katastrofy ekologicznej porównywano do katastrofy tankowca Exxon Valdez w 1989 roku u wybrzeży Alaski, o której to katastrofie mówiliśmy wam zresztą w odcinku podcastu o topnieniu wieloletniej zmarzliny. W okolicach Norylska, w Kraju Krasnojarskim, ja przypomnę, że to miasto się tam znajduje, w skutek tego wycieku ogłoszono stan wyjątkowy. Usuwanie skutków katastrofy było utrudnione ze względu na to, że tam w ogóle brakuje dróg. Rzeka była zbyt płytka, żeby mogły nią pływać barki. Straty oszacowano na 1,5 mld dolarów, ich usuwanie miało potrwać od 5 do 10 lat. Ale we wrześniu 2020 roku Nornickel poinformował oficjalnie, że zebrał już, cudownym zrządzeniem losu, ponad 90% wyciekającego paliwa. A w 2022 roku wody rzeki, uwaga, wciąż były czerwone. Jak to się mogło stać? To na pewno ekoterroryści.
0:53:17 Czy da się zrobić ranking: złoto i rtęć w Indonezji
Piotr: To zanim pójdziemy dalej, prośba: powiedzcie innym o naszym podcaście, jeśli lubicie ten podcast, bo to bardzo ułatwia szerzenie wiedzy o nim.
Ola: No i przypominamy, że mamy coś takiego jak koszulki w naszym sklepie w Kreatorium. Zajrzyjcie tam, bo jest kilka fajnych wzorów, bardzo fajnie zaprojektowanych wedle naszych pomysłów.
Piotr: Tak jest, linki do wszystkiego jak zwykle w opisie odcinka. Ja tu, zanim pójdziemy dalej, jeszcze jedno wyjaśnienie chciałem dać, bo tak mnie trochę naszło, że może lepiej byłoby, gdybyśmy tę naszą opowieść jakoś uporządkowali i ułożyli jakiś ranking, albo wykorzystali jakiś ranking najbardziej skażonych miejsc świata. Tyle tylko, że tego się nie da zrobić z bardzo prostych powodów. To znaczy, jak to mierzyć? Co jest bardziej skażone? Czy bardziej skażone jest miejsce, gdzie np. od 90 lat wywala się ołów? Czy miejsce, gdzie kilkadziesiąt lat temu raz wywaliła elektrownia jądrowa? Czy może miejsce, gdzie coś tam jeszcze innego? Nie da się tego uporządkować, dlatego że ani wedle liczby osób poszkodowanych to nie ma większego sensu, ani według przekroczonych norm, bo to są normy dotyczące różnych substancji, więc to byłoby właściwie nie do zrobienia. Mimo że się tworzy takie rankingi.
Ola: My się tutaj w jakiejś części opieramy na dwóch rankingach, dwóch raportach tej organizacji Blacksmith Institute, czyli Pure Earth, która zrobiła taki ranking w zależności od tego, ile osób było narażonych na takie skażenie.
Piotr: To nie ma większego sensu.
Ola: W pewnym sensie ma, bo to jakby uruchomiło działania, nagłośnienie tego i umieszczenie tych lokalizacji w tych rankingach uruchomiło działania rządów lokalnych, zmierzające ku temu, żeby ograniczyć te szkody.
Piotr: To mówię, że ułożenie tej listy, że to jest najbardziej skażone, a to jest czwarte najbardziej skażone, to tak nie działa. Można by to ułożyć właśnie według wpływu na ludzi, ale w bardzo wielu z tych miejsc, na przykład, ludzi w ogóle już nie ma, albo ten wpływ jest rozłożony na bardzo wiele lat, więc to strasznie trudno tak naprawdę określić. Dlatego mówię, że mimo że efektowne byłoby zrobienie takiego rankingu i wskazanie: to, to, to, raz, dwa, trzy, to nie do końca ma to sens. Teraz będzie o kolejnym metalu, w ogóle tutaj metale są sponsorem tego odcinka, że tak powiem.
Ola: Ty masz taką książkę swoją ulubioną, opowieści o metalach.
Piotr: To jest radziecka książka wydana po polsku w latach 80. To była jedna z książek, które spowodowały, że się w ogóle zainteresowałem tematami naukowymi. Teraz parę lat temu sobie wygrzebałem ją gdzieś na Allegro i kupiłem.
Ola: To ty może nie wiesz o tym, ale mamy dwie sztuki tej książki, dwa egzemplarze.
Piotr: Tak, już wiem, że mamy dwa teraz. I to jest rzeczywiście bardzo interesująca książka, choć oczywiście jak teraz ją czytam, to ona jest tak w jednej trzeciej propagandowo ruska, bo tam jest o tym, jak to wszystko odkryli radzieccy naukowcy i tak dalej. Właściwie czasami jakiś nieradziecki się gdzieś trafił przypadkiem, ale to właściwie tylko z inspiracji tych radzieckich. Co nie zmienia faktu, że jest to, raz, superatrakcyjna książka, jeśli chodzi o wiedzę, a dwa, książka, jak widać na moim przykładzie, inspirująca. Nie zainspirowała mnie do uwielbienia dla Związku Radzieckiego, natomiast jakieś tam obudziła we mnie zainteresowanie nauką, więc chyba się udało.
Ola: A uczytałeś ją teraz, po latach?
Piotr: I nadal jest fascynująca? Tak, jest w niej mnóstwo superciekawych informacji. Oczywiście teraz mamy już inne czasy, więc takie informacje wylewają się z każdej medialnej i niemedialnej dziury, i łatwo jest do nich dotrzeć. W latach 80. niewiele było rzeczy poza [? niepewne: sądą] w telewizji polskiej i paroma innymi takimi źródłami, więc oczywiście miała większy wpływ jeszcze na mnie, ale jakby ktoś chciał zobaczyć, to pewnie za kilkanaście złotych ją można sobie kupić na Allegro. Nadal jest to przykład tego, jak fajnie można popularyzować wiedzę, zwłaszcza jak się udało odsączyć tę propagandówkę. No więc, metale. Złoto. Złoto jest w ogóle bardzo, jak wiecie wszyscy, odporne na działanie chemiczne. Nie utlenia się, nie reaguje z większością kwasów itd.
Ola: Ale złoto też jest obojętne dla organizmu, jakby nie patrzeć.
Piotr: Tak, więc tu nie będzie o zatruciu złotem.
Ola: Uspokoiłeś mnie trochę.
Piotr: Ale nie, spokojnie, nie uspokajaj się za bardzo, bo złoto ma pewną słabość, zresztą większość metali ma tę słabość. Rozpuszcza się w rtęci. To jest w ogóle absolutnie fascynujące, takie zjawisko z pogranicza chemii i fizyki, bo to raczej powstaje roztwór złota w rtęci. To się nazywa amalgamat. Znamy to chociażby z dentystyki, amalgamaty ze srebrem były wykorzystywane. W ogóle ogromna większość metali rozpuszcza się w rtęci, właściwie chyba tylko cztery się nie rozpuszczają.
Ola: Chcesz powiedzieć, że nam wkładano rtęć do zębów?
Piotr: Tak, natomiast to jest długa historia. To nie jest takie groźne, ani nic się nam strasznego nie dzieje. Jeżeli ktoś ma ten amalgamat rtęciowy, to właściwie tej rtęci w tym nie ma i jej wydzielanie jest żadne, więc to nie jest żadne straszne zagrożenie. Tu amalgamat w innej roli, mianowicie chodzi o wydobywanie złota. Rtęć łączy się ze złotem. Warto sobie zobaczyć gdzieś na YouTubie, jak to powstaje, bo ona zżera to złoto niesamowicie, bo wkłada się do takiej kropli rtęci kawałek złota, i ono znika, rozpuszcza się. Jakbyś położyła kawał masła na patelni, niesamowicie to wygląda. Dzięki temu zjawisku można wydobywać w ten sposób złoto spomiędzy innych materiałów. Jeżeli masz gdzieś drobiny złota, jeżeli generalnie zalejesz to rtęcią, to ta rtęć zeżre to złoto, natomiast inne rzeczy zostawi, łatwo to oddzielić. Potem taki roztwór się podgrzewa intensywnie, rtęć odparowuje i pozostaje czyste złoto.
Ola: Rtęć odparowuje i to jest duży problem, o czym chyba większość z nas wie, bo kiedyś, całkiem niedawno jeszcze, funkcjonowało sporo termometrów rtęciowych, które po rozbiciu, ta rtęć rozbiegała się na takie małe, połyskujące, srebrne kulki, przepiękne.
Piotr: Co samo w sobie nie stanowi śmiertelnego zagrożenia przy takich ilościach, natomiast rzeczywiście rtęć ma tendencję do parowania, i o ile sam metal, dopóki się go nie połknie albo nie wprowadzi do krwioobiegu, to nie jest groźny, o tyle te pary są toksyczne, i to bardzo toksyczne. A tu przypominam, żeby odzyskać to złoto z amalgamatu, to po prostu podgrzewa się ten roztwór, żeby rtęć właśnie odparowała. Co robi rtęć? Rtęć niszczy błony biologiczne i wiąże się z białkami, czyli zmienia ich strukturę, czyli one przestają działać tak, jak powinny, i w efekcie uszkadza układ nerwowy, a jakże, nerki, jelita, układ krążenia. Tu znowu najbardziej dramatyczne zmiany, poza nerkami, są w układzie nerwowym: problemy z koncentracją, zaburzenia pamięci, zmiana osobowości, potem drżenie rąk, trudności w poruszaniu się, aż do śmierci. Z tego powodu w takiej dużej, przemysłowej produkcji wycofano się z używania amalgamatu rtęci i złota. To była metoda powszechnie używana do zdobywania złota, natomiast tam, gdzie dało się w przemyśle z tego zrezygnować, zastąpiono to innymi metodami ze względów bezpieczeństwa. Natomiast warto wiedzieć, że nadal 15% światowej produkcji złota pochodzi od drobnych poszukiwaczy, często działających zupełnie nielegalnie. Złoto nie śmierdzi, jak się je już wprowadzi do obiegu to super, natomiast uzyskiwane jest czasami w dość dramatycznych okolicznościach. Ci poszukiwacze nadal stosują zazwyczaj tę najlepszą dla nich, najtańszą, najprostszą metodę, opartą na starym, dobrym amalgamacie rtęci.
Ola: Albo złym amalgamacie.
Piotr: Złym dla zdrowia, dobrym dla zysku, najkrócej. I tutaj udajemy się na Borneo. Indonezyjska część tej wyspy, bo tam są w ogóle trzy kraje na Borneo, nazywa się Kalimantan. To jest potężny region, zresztą Indonezja jest niezwykle ludnym krajem, i w dwóch prowincjach tego regionu ponad 43 tysiące ludzi żyje właśnie z tego wydobycia złota. Głównie wypłukiwanego z rzeki, zbieranego z brzegów rzeki. I to są drobiny, które są tak maleńkie, że nie da się ich ręcznie zebrać. To nie jest taka opowieść jak w jakichś westernach, gdzie poszukiwacze złota wypłukiwali samorodki i hej, znalazłem grudkę złota. No nie, to są takie drobiny, że tego się nie da wydłubać, więc to się po prostu zalewa rtęcią. Powstaje amalgamat i ten amalgamat później najczęściej dostarcza się do wyspecjalizowanych w tym rzemieślników, którzy po prostu przyjmują pod koniec dnia od tych zbieraczy, poszukiwaczy, to nie są górnicy, ten amalgamat, odparowują go i oddają im już czysty kruszec. No i ci rzemieślnicy pracują zwykle w zamkniętych pomieszczeniach, i tam stężenie tych par rtęci osiąga jakiś kosmiczny poziom. W opisie odcinka znajdziecie materiał BBC, tam jest rozmowa z jednym z takich pracowników, i przy okazji też zbadano jego mocz, bo tak się określa poziom rtęci w organizmie, i tam to stężenie rtęci w moczu osiągnęło poziom prawie 700 mikrogramów na litr. Dodajmy, że norma bezpieczeństwa to jest 100 mikrogramów, natomiast u większości ludzi, którzy nie pracują na co dzień z rtęcią, nie mają z nią nic wspólnego, ten poziom nie przekracza jakichś 3 mikrogramów na litr. No i jeszcze do tego wszystkiego opary rtęci w ogóle dość długo utrzymują się w powietrzu i dość dobrze się roznoszą, można powiedzieć. To nie jest tak, że to zaraz znika, w związku z czym emisje rtęci z tego obszaru są ogromne, a rtęć też dobrze rozpuszcza się w wodzie, więc to powoduje zatruwanie rzek, no i kumulację tej rtęci w łańcuchu pokarmowym, czyli wiadomo, mikroorganizmy i tak dalej, potem ryby, i ludzie to jedzą, co jeszcze bardziej zwiększa ryzyko zatrucia. No i tu jest problem, bo oczywiście znowu, tak jak zresztą w wielu innych momentach, w latach 2000 zaczęto się tym zajmować, w 2013 roku władze Indonezji bardzo zintensyfikowały działania, żeby coś z tym zrobić, no ale to jest bardzo poważny problem, bo ci ludzie żyją z tego wydobycia złota, nadal ta metoda rtęciowa, amalgamatowa jest najskuteczniejsza, najlepsza, no i nie przekona się ich w łatwy sposób do tego, żeby przestali rtęci używać, nie przekona się ich do zmiany zawodu, bo na jaki by mieli zmienić, więc coś się robi, ale ten problem istnieje i pewnie jeszcze przez jakiś czas istnieć będzie.
1:05:39 Delta Nigru: ropa naftowa i katastrofa ekologiczna
Ola: A ja przenoszę się do Afryki, do Nigerii, gdzie mamy kolejną odsłonę drapieżnego, postkolonialnego kapitalizmu. Chodzi o Deltę Nigru oczywiście, która od lat należy do najbardziej niespokojnych i niebezpiecznych regionów całej Afryki. Jest to bardzo gęsto zaludniony obszar, mieszka tam obecnie około 20 milionów ludzi, i to stanowi prawie 8% powierzchni lądowej Nigerii. No i w Delcie Nigru odkryto ogromne, gigantyczne złoża ropy naftowej, jedne z najbogatszych na świecie. Odkryto je w latach 50., odkryli to Brytyjczycy, gdy Nigeria jeszcze była kolonią Wielkiej Brytanii. No i zamiast stać się błogosławieństwem tego kraju, te złoża stały się jego największym nieszczęściem. Od 2012 roku każdego dnia z Delty Nigru wydobywano około 2 milionów baryłek, czyli 320 tys. metrów sześciennych ropy naftowej, każdego dnia. I niezwykle łatwy zarobek, ta ropa naftowa była łatwo dostępna, sprawił, że Nigeria, jeden z najbogatszych krajów Afryki, kompletnie porzuciła pozostałe gałęzie gospodarki, skupiając się wyłącznie na ropie naftowej i stając się właściwie jej zakładniczką. Nigeria sprzedaje surową ropę za granicę, nawet nie próbując jej przerabiać na przykład na benzynę, tę ostatnią musi sprowadzać na własny rynek z zagranicy. Innymi słowy, sprzedaje tani surowiec, a musi kupować droższy produkt, już przetworzony przez bogatsze firmy, które na tym słono zarabiają.
Piotr: Oczywiście, żeby nie było, to nie znaczy, że to wszystko idzie na rozwój kraju. Te naprawdę gigantyczne zyski ze sprzedaży ropy są przeżarte przez korupcję absolutnie. Na szczytach władzy kolejne rządy, oczywiście i cywilne, i wojskowe, kradną ile mogą. Szacuje się, że nigeryjskie elity ukradły od 400 do 500 miliardów dolarów pochodzących ze sprzedaży ropy. To widać, jakie to są gigantyczne pieniądze i jak bardzo korupcjogenne. Z władzami Nigerii o tę ropę konkurowali [? niepewne: partyzanci/bojówki], którzy wysadzali w powietrze instalacje naftowe, dziurawili rurociągi, kradli pompowaną tam ropę naftową, co doprowadziło do krwawej wojny domowej w połowie lat 90. ubiegłego wieku, znaczy dwudziestego. Natomiast na początku tego wieku wojskowi i piraci grasujący na wodach Delty Nigru i w całej Zatoce Gwinejskiej stali się już naprawdę prawdziwą plagą.
Ola: To jest taki rejon świata, w którym po prostu nie chcielibyście mieszkać, my też byśmy nie chcieli, tam jest strasznie. Nieustanne walki, zaniedbania, celowe zamachy terrorystyczne sprawiły, że Delta Nigru jest dosłownie przesiąknięta ropą naftową i innymi węglowodorami. Każdego roku, jak się szacuje, dochodzi tam do wycieku średnio 240 tysięcy baryłek ropy naftowej z powodu awarii mechanicznych, działania osób trzecich i wielu tak zwanych nieznanych przyczyn. Jak obliczono, w latach 1976-2001 doszło tam do prawie 7 tysięcy incydentów związanych z wyciekami ropy naftowej, z których większość tej ropy nigdy nie została odzyskana. I wycieki te spowodowały nie tylko zanieczyszczenie ropą wód powierzchniowych i gruntowych Delty, ale także powietrza i lokalnych upraw. No i tak, wśród tych substancji są m.in. wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, uznawane za substancje rakotwórcze, a miejscowa ludność, utrzymująca się wcześniej z połowów na rzece i z rolnictwa, po prostu straciła źródła utrzymania. Tam jest po prostu jedno wielkie, przesiąknięte ropą naftową bagnisko. I takim nigeryjskim regionem, szczególnie zasobnym w ropę, jest stan Bayelsa w Delcie Nigru. I tam po raz pierwszy odkryto złoża ropy na kontynencie afrykańskim. Ten region odpowiada za około jedną piątą produkcji naftowej w Nigerii. A wydobycie tego surowca doprowadziło z czasem do gigantycznej katastrofy ekologicznej, i wszechobecne wycieki ropy naftowej wyniszczyły środowisko naturalne. Przede wszystkim lasy namorzynowe, z których nawet 40% mogło zostać unicestwionych na skutek wycieków ropy. To są wyniki raportu opracowanego przez Bayelsa State Oil and Environmental Commission. Szacunki podają, że aby usunąć te szkody tylko w tym stanie potrzeba około 12 miliardów dolarów.
Piotr: Nie to, żeby ich tam nie było, tych 12 miliardów dolarów, w tym biznesie, tylko wszyscy mają to gdzieś.
Ola: Oczywiście. A z szybów naftowych wydobywa się również gaz ziemny, z którego większość jest w Delcie Nigru natychmiast spalana i dostaje się do atmosfery z natężeniem około 70 milionów metrów sześciennych dziennie. To stanowi 40% zużycia gazu ziemnego w całej Afryce i czyni Deltę Nigru największym źródłem emisji gazu cieplarnianego na świecie. W raporcie Programu Środowiskowego Organizacji Narodów Zjednoczonych z 2011 roku stwierdzono, że poziomy zanieczyszczenia gleby i wód gruntowych w Delcie Nigru przekroczyły normy krajowe w dwóch trzecich badanych lokalizacji w tej Delcie i wokół niej. Wycieki wpłynęły na wiele różnych sposobów na zdrowie miejscowej ludności. W jednym z artykułów opublikowanych w Nigerian Medical Journal w 2013 roku stwierdzono, że powszechne zanieczyszczenie może prowadzić do 60% zmniejszenia bezpieczeństwa żywnościowego gospodarstw domowych i wzrostu o 24% częstości występowania niedożywienia wśród dzieci. Obecnie to się po prostu dzieje. Zanieczyszczenia w Delcie Nigru przyczyniły się do wzrostu cen żywności, wpłynęły też na jakość jedzenia. Mieszkańcy miejscowi twierdzą, że ropa naftowa dosłownie wycieka ze sfermentowanego manioku, gdy jest on przetwarzany przez lokalne kobiety przygotowujące podstawowy posiłek, który nosi nazwę Gari, a to czyni go po prostu niebezpiecznym do spożycia. Kilka lat temu ponad 13,5 tys. mieszkańców dwóch nigeryjskich społeczności z Delty Nigru, które zostały wyniszczone i pozbawione środków do życia właśnie wskutek wycieków ropy, złożyło pozwy przeciwko firmie Shell, która jest tam największym właścicielem tych złóż i działa w największym stopniu w Delcie Nigru. Pozwy zostały złożone w Sądzie Najwyższym w Londynie i sprawa sądowa jest obecnie w toku. Mieszkańcy Delty Nigru domagają się od Shella usunięcia wycieków ropy, które zniszczyły ich źródła utrzymania, zatruły ich studnie, zanieczyściły ziemię i wodę, wskutek czego nie mogą już uprawiać roli ani łowić ryb. Dowodzą, że gdyby taki poziom skażenia i zanieczyszczenia miał miejsce w Europie lub Ameryce Północnej, co trudno sobie wyobrazić, to musiałoby to pociągnąć za sobą szybkie i poważne konsekwencje, tytułem zadośćuczynienia prawnego i finansowego ludziom, którzy wskutek tego ucierpieli. A tu, ponieważ jest to Afryka, nikt się tym obszarem nie przejmuje. Miejmy nadzieję, że te pozwy przyniosą gigantyczne kary i ograniczenie tej szkodliwej działalności firm naftowych.
Piotr: Nie ma co liczyć na przyzwoitość firm naftowych. Tu z kolei odsyłamy do jednego z pierwszych odcinków naszego podcastu, gdzie mówiliśmy właśnie o wielkich manipulacjach firm naftowych, które tak naprawdę wymyśliły całą współczesną narrację, która zaprzecza istnieniu globalnego ocieplenia, albo próbuje zdejmować odpowiedzialność z człowieka albo z konkretnych krajów itd. Jakby ktoś miał jakieś złudzenia co do tego, jak te firmy działają, to tam chyba ten podcast te złudzenia rozwieje.
1:14:15 Czarnobylski Czerwony Las
Piotr: To teraz rzecz, która się musiała pojawić, czyli Czerwony Las. Miejsce legendarne. Miejsce, które już też stało się elementem popkultury, bo pojawia się w filmach, grach, w ogóle w rozmaitych opowieściach. Czerwony Las to jest miejsce, które leży koło Prypeci, czyli tego miasta, które po katastrofie w Czarnobylu zostało ewakuowane. To jest też oddzielna opowieść, mieliśmy coś na ten temat?
Ola: Mieliśmy odrobinę o tym, o samym Czarnobylu nie tak dużo.
Piotr: Nie tak dużo, ale jakby kogoś interesowało, to może zahaczyć też, mamy tekst u nas na stronie crazynauka.pl, nawet kilka, o Czarnobylu. Czerwony Las leży mniej więcej 2 km od elektrowni czarnobylskiej. To jest powierzchnia około 10 km2. I to właśnie tam trafiła największa część tych materiałów radioaktywnych, które wydostawały się podczas katastrofy z otwartego reaktora. To była kwestia w tym momencie warunków pogodowych i geograficznych. To, co wypadało z reaktora, było dość ciężkie, nie unosiło się wysoko, wypadało i przelatywało kawałek, i lądowało na ziemię. I to był las sosnowy. I ten las umarł, stąd jego nazwa, Czerwony Las, bo te uschnięte igły drzew straciły chlorofil. Zostały w nich tylko te czerwone barwniki, a igły nie spadły z drzew, przez długi czas na tych drzewach wisiały. Las w ciągu kilku tygodni stał się całkowicie rudy, zresztą są zdjęcia pokazujące to, znowu linki w opisie odcinka. Potem ten las zaczęto likwidować. Plan był taki, żeby te wszystkie drzewa i jeszcze potężną warstwę ziemi usunąć i zakopać na hałdach. Zaczęto to robić, częściowo się udało, ale poziom promieniowania, które unosiło się z ziemi, spadało z tych drzew, to był ten problem, że ten opad radioaktywny pozostawał na tych igłach. Jak to wszystko ruszono, zaczęto te drzewa wywracać, poziom był tak wysoki, że trzeba było wstrzymać wszelkie prace. Ogromna większość tego lasu pozostała na miejscu. To było 40 lat temu, od tego czasu wiele się zmieniło. Tam wyrosły nowe drzewa, las już nie jest czerwony, ale pozostało skażenie. Uznaje się, że to jest jeden z najbardziej napromieniowanych obszarów na Ziemi, prawdopodobnie najbardziej napromieniowany obszar pod otwartym niebem. Są miejsca bardziej skażone, chociażby wnętrze reaktora czarnobylskiego, ale pod gołym niebem tam jest chyba najgorzej. Oczywiście krążyły liczne legendy o tym, jakie mutacje się pojawiły w Czerwonym Lesie, jakieś dziwne zwierzęta, rośliny itd. Nie ma zbyt wielu badań, które by to weryfikowały. Wiemy, że są przypadki pojedynczych konkretnych mutacji w tym Czerwonym Lesie, głównie dotyczących roślin, bo zwierzęta się przemieszczają. Były tam jakieś przerośnięte elementy tych roślin, nic dziwnego, przy takim poziomie napromieniowania jest to nieuniknione. To, co sprawiło, że o Czerwonym Lesie znowu usłyszano, to były pożary. W 2015 i 2020 roku ten las się palił.
Ola: Nikt tam nie chodzi, strefa zamknięta, i co, wtem nagle płonie las?
Piotr: Różnie może być. W samym lesie nikt nie chodzi, ale obok biegnie droga, która prowadzi do Prypeci. Jak ja tam byłem w 2008 roku, najpierw zwiedzaliśmy samą elektrownię czarnobylską, a później jechaliśmy do Prypeci, to ten autokar, którym jechaliśmy wtedy, bo to była cała grupa m.in. naukowców, przejeżdżaliśmy koło tego Czerwonego Lasu, niedaleko. Tam po lewej jest słynny Czerwony Las. Nie zatrzymywaliśmy się, z przyczyn zasadniczych.
Ola: Właśnie ostatnio wracaliśmy z Gdańska, dwa tygodnie temu niespełna, i wówczas widzieliśmy płonącą trawę przy drodze szybkiego ruchu. Najwyraźniej ktoś wyrzucił niedopałek przez okno.
Piotr: To były momenty, kiedy panowała bardzo intensywna susza w tym rejonie, więc stąd te pożary. Obawy zaczęły temu towarzyszyć, dotyczące głównie tego, że te pożary podniosą w powietrze, a razem z dymem, ogromną ilość promieniotwórczych izotopów. Były opowieści o chmurze, która nadciągnie nad Europę itd. Nic się takiego nie wydarzyło, monitorowano to wtedy dość dokładnie, te pożary nie wywołały żadnych poważnych efektów. Natomiast wyjaśnieniem, dlaczego te pożary tam akurat wybuchają, jest z kolei badanie z 2014 roku. Okazuje się, że materia organiczna w tym Czerwonym Lesie bardzo wolno się rozkłada. Cały ten łańcuch pokarmowy, de facto ekosystem, który normalnie odpowiada za stosunkowo szybki rozkład drewna, tam funkcjonuje bardzo kulawo. Ten poziom promieniowania sprawia, że przede wszystkim dotyczy to mikroorganizmów, ale też bezkręgowców, po prostu nie żyje ich tam tyle, ile normalnie, w związku z czym materia organiczna się odkłada i przez to ryzyko pożarów jest duże. Tam głównie jest skażenie strontem-90 i cezem-137, i w tej chwili głównie jest to skażenie w glebie. Ponieważ te drzewa, które stały, już tam nie stoją, zazwyczaj poprzewracały się, inne je powypierały i tak dalej, to jest głównie skażenie dotyczące gleby. Zresztą to samo tyczy się w większości tego obszaru. Ja pamiętam, że po tej wizycie w 2008 roku kontaktowałem się z pewną naukowczynią, która prowadziła te badania, i powiedziała wtedy, że największe skażenie jest właśnie na głębokości kilku centymetrów. To akurat nie były próbki z Czerwonego Lasu, tylko z Prypeci i innych miejsc w okolicy, ale to głównie się tam kryje. I teraz taki ostatni wątek dotyczący tego obszaru, to jest inwazja Rosji na Ukrainę, ta inwazja z 2021 roku. Tam wokół elektrowni było dużo zamieszania, Rosjanie tam wjechali i najprawdopodobniej głównym celem było nastraszenie Zachodu, że oni zaraz to wszystko wysadzą. Wiadomo, jak hasło Czarnobyl działa na cały świat. I wedle doniesień, tutaj zastrzegam, że są one częściowo potwierdzone, ale też trudno czasami odróżnić elementy propagandowe od faktów, Rosjanie na pełnym wypasie przejechali przez ten Czerwony Las, ciężkim sprzętem wojskowym, wjechali w ten las i zaczęli tam robić okopy i umocnienia. Co w ogóle wydaje się być najbardziej idiotycznym pomysłem na świecie.
Ola: Z właściwym sobie poszanowaniem życia i zdrowia ludzkiego.
Piotr: Dokładnie. Pojawiły się dość szybko informacje o tym, że podnieśli ogromną ilość tego pyłu. Tam nikt, w tym lesie, przy zdrowych zmysłach i niezdrowych, się nie pojawia od 40 lat, w związku z czym jak oni tam wjechali, to wszystko to podniosło się z ziemi, i są informacje o przynajmniej kilku przypadkach choroby popromiennej. Nam nawet były mówione miejsca, gdzie byli leczeni ci napromieniowani żołnierze. Ponoć jeden potwierdzony, przynajmniej jeden przypadek śmierci w wyniku tej choroby popromiennej. Co można sobie wyobrazić, dlatego że te pierwiastki, o których mówiłem, mają okres półrozpadu rzędu 30 lat mniej więcej, w związku z czym po 40 latach nadal to skażenie jest bardzo wysokie, więc można sobie wyobrazić, że rzeczywiście takie coś miało miejsce, a że Rosja ma w nosie swoich żołnierzy, to żadna nowość.
1:24:05 Garbarnie Hazaribag i Sawar w Bangladeszu
Ola: A ja z kolei przenoszę się do Bangladeszu, i to będzie historia dzielnicy Hazaribag, wchodzącej w skład Daki, stolicy Bangladeszu, która skrajnie zanieczyściła płynącą przez nią rzekę odpadami z licznych garbarni. To będzie również historia pobliskiego miasta Sawar, do którego przeniesiono część produkcji garbarskiej, żeby ulżyć okolicom Hazaribag. Skutek jest taki, że oba ośrodki trują na potęgę rzeki zasilające Dakę. Ale od początku. Od 90 do 95% spośród blisko 300 zarejestrowanych w Bangladeszu garbarni znajduje się w stolicy, Dace, w dzielnicy Hazaribag, na powierzchni około 25 hektarów ziemi. Takie absolutne nagromadzenie zakładów garbarskich. I żyje tam, przynajmniej według formalnego spisu z 2011 r., ponad 185 tys. ludzi na tych 25 hektarach ziemi, nieformalnie znacznie więcej. Większość znajdujących się tam zakładów garbarskich wykorzystuje stare, przestarzałe, nieefektywne metody przetwarzania skór, bo przemysł garbarski, to przypominam, to jest przetwarzanie skór. I to nie dzieje się w sposób przyjazny ani sympatyczny, tylko z pomocą takich środków chemicznych, które są mega szkodliwe dla środowiska. No i w 2013 r., z tego czasu mamy dane, garbarnie te łącznie zatrudniały od 8 do 12 tys. osób i każdego dnia zrzucały łącznie około 22 tys. litrów toksycznych odpadów. I to wszystko trafiało do Burigangi, głównej rzeki Daki i kluczowego źródła wody.
Piotr: To przypomina mi pewną historię, o której zaraz też będzie.
Ola: Domy pracowników garbarni w Hazaribag są budowane obok tych zanieczyszczonych strumieni, bo tam wszystko płynie, stawów, kanałów. Nieformalne firmy zajmujące się recyklingiem skóry na przykład spalają skrawki skóry w celu wytworzenia szeregu produktów, które potem trafiają na rynek na całym świecie, i również silnie zanieczyszczają powietrze. Ale co właściwie powoduje te zanieczyszczenia? W garbarniach do garbowania skór używa się roztworów soli chromu. Ponieważ tam nie istnieją oczyszczalnie, te sole chromu trafiają prosto do rzeki, kanałów. Związki chromu wywołują naprawdę ogromne szkody w organizmie, uszkadzają układ oddechowy, przewód pokarmowy, powodują zmiany skórne, działają rakotwórczo, mutagennie, embriotoksycznie i wywołują astmę. To są tylko niektóre z tych skutków. W ściekach z garbarni znajduje się ponadto około 90 rodzajów substancji chemicznych, w tym szkodliwe dla zdrowia kadm, arsen i cynk. Większość ludzi zatrudnionych przy garbowaniu skór nie używa żadnych środków ochronnych, takich jak rękawiczki czy maski. Raport, na który się tutaj powołuję, który też znajdziecie pod linkiem, dowodzi, że większość tych osób to ludzie bardzo ubodzy i słabo wykształceni, część z nich to analfabeci. Ludzie, którzy po prostu nie zdają sobie sprawy z tego, w jak toksycznym, szkodliwym dla zdrowia środowisku pracują. Niewiele mogli zrobić, bo są uwięzieni w pułapce biedy i tego, gdzie się urodzili. W rezultacie wielu z nich cierpi na choroby skóry, to, co wspominałam, układu oddechowego, oparzenia kwasem, wysypki, bóle głowy, zawroty głowy czy nudności. Częste są nowotwory skóry, utrata wzroku wskutek kontaktu z toksycznymi gazami w fabrykach. Według raportu opublikowanego przez Bangladesh Society for Environment and Human Development, około 500 tys. osób żyjących w pobliżu garbarni jest poważnie zagrożonych z powodu zanieczyszczenia chemicznego. Prawie 90% pracowników garbarni umiera przedwcześnie, przed ukończeniem 50. roku życia. W porze deszczowej odpady z tych garbarni mieszają się z glebą na okolicznych polach uprawnych, zmniejszają żyzność ziemi, i wskutek kontaktu z toksycznymi substancjami ginie życie wodne, zmniejsza się bioróżnorodność i oczywiście zatruwane są te płody ziemi, które są w stanie tam wyrosnąć. Ponieważ ta dzielnica Daki, Hazaribag, stała się niesławna z powodu zanieczyszczenia i umieszczenia jej na liście najbardziej zatrutych miejsc na świecie, rząd Bangladeszu podjął decyzję o przeniesieniu części produkcji garbarskiej w inne miejsce, do oddalonego o kilkanaście kilometrów miasta Sawar. Chciano w ten sposób ulżyć mieszkańcom Hazaribag i poprawić stan środowiska w tej okolicy. Efekt jest niestety taki, że teraz skrajnie zanieczyszczona odpadami garbarskimi jest również rzeka Dhaleshwari, przepraszam, Dhaleshwari chyba się czyta, płynąca przez Sawar, a rzeka Buriganga, o której wcześniej mówiłam, nadal jest zatruwana przez dziesiątki małych zakładów przetwórstwa surowej skóry, które nadal działają nielegalnie w Hazaribag. Innymi słowy, przenieśli część produkcji, te większe zakłady, większych trucicieli, ale ci mali nadal istnieją.
Piotr: Samo przeniesienie nie spowoduje oczyszczenia skażonego już terenu.
Ola: Otóż to. W Sawar działa teraz około 140 małych i większych fabryk produkujących wyroby skórzane, zrzucają one do rzeki odpady stałe i ścieki, i codziennie trafia do Dhaleshwari około 40 tysięcy metrów sześciennych odpadów z garbarni, z czego 15 tysięcy metrów z pominięciem oczyszczalni, bo tam oczyszczalnie po prostu nie wydolają przy takiej ilości ścieków. I tak naprawdę to, co specjaliści mówią o tym, co tam się wydarzyło, można podsumować tak, że przeniesienie garbarni z jednego miejsca w drugie było jednym z najbardziej bezsensownych działań w najnowszej historii Bangladeszu. Generalnie to jest w ogóle kraj naznaczony przez drapieżny kapitalizm, przez wyzyski, i w ogóle również przez warunki pogodowe, i doświadczany przez ocieplenie klimatu, które tam już w tej chwili wywiera bardzo bolesne skutki, no to jeszcze mają problem właśnie z taką produkcją, która jest kompletnie niezrównoważona i która po prostu szkodzi lokalnym społecznościom.
1:31:27 Rzeka Citarum w Indonezji: plastik i przemysł tekstylny
Piotr: No tak, to następna opowieść będzie znowu o chciwości, bezsensie itd. To jest z kolei miejsce, które kiedyś nazywano rajską rzeką, a potem tej rzeki już prawie nie było widać, to znaczy nie dlatego, że wyschła, tylko dlatego, że nie wystaje spod śmieci dosłownie, znaczy nie wystawała, bo tutaj od razu mówię, że będzie jakiś jasny punkt w tym wszystkim. Do tego stopnia, że dosłownie nie było widać wody, widać było taką sunącą warstwę śmieci, głównie plastikowych, ale spoko, bo spod tych śmieci wydobywał się jeszcze potworny smród chemikaliów. I to jest rzeka Citarum, albo Tarum, to różnie jest pisane.
Ola: Albo ja znalazłam informację, że to jest Tarum.
Piotr: Tak, wiesz co, ja szukałem tego, bo w polskiej Wikipedii ta rzeka Citarum funkcjonuje jako Tarum, nie wiem, czy to C to nie jest jakiś przedrostek, ale też jak sprawdzałem, dobra, to jest Jawa, żeby było jasne, tak, znowu wracamy do Indonezji, i myślałem, że tak jak na przykład Ko Samui w Tajlandii to jest po prostu wyspa Samui, ale to C, nie wiem dokładnie co to jest, więc już nie będę wnikał, w każdym razie wszędzie prawie funkcjonuje jako Citarum. Okej, to jest zachodnia część Jawy, i można powiedzieć, że bieg tej rzeki dostarcza wody przynajmniej 500 tysiącom ludzi, to się tak mniej więcej ocenia, tylko że to, co tam płynie w tej rzece, to już przestała być w pewnym momencie woda. Były dwa problemy, jeden polega na tym, że mieszkańcy tego naprawdę bardzo gęsto zaludnionego obszaru oczywiście nie mieli żadnego systemu wywozu śmieci, śmieci można składować obok siebie, ale w pewnym momencie już nie bardzo się da żyć, w związku z czym śmieci się albo pali, albo wywala do rzeki, tu się robi jedno i drugie.
Ola: Jak się pali, to magicznie znikają, jak się wywali do rzeki, to też magicznie znikają.
Piotr: Jedno i drugie ma swój efekt. Jak się pali, to ten smród jest jednak nieznośny i toksyczny, natomiast jak się wywali w jednym miejscu, to nie znikają całkiem, tylko odpływają dalej, i rzeczywiście to jest niesamowite, bo jest sporo zdjęć tej rzeki, na których nie było widać wody, i jeżeli ktoś chciał łowić, a to też było dość często, bo w tej rzece żyło całkiem sporo ryb, co prawda 60% ryb wyginęło, ale 40% wciąż zostało, jak ktoś chciał łowić tam ryby, to nie dało się zarzucić wędki, bo haczyk nie wpadał do wody, tylko zatrzymywał się na śmieciach, w związku z tym robili takie pływające, prostokątne zagródki przy brzegu, kilka na dwa, trzy metry, żeby śmieci nie wpływały na ten kawałek, i tam się dało zarzucić wędkę, więc tak to właśnie działano.
Ola: To jest straszne, tak sobie myślę, że mamy dużo szczęścia, że mieszkamy w takim rejonie świata.
Piotr: To prawda, niedoceniamy tego często, ale mieszkamy w dobrym miejscu pod wieloma względami. No i oczywiście poza tym, niezawodny przemysł, czyli akurat fabryki tekstylne. To jest w ogóle gałąź przemysłu, która ma od zawsze potężne tendencje do zanieczyszczania wody, dlatego że tej wody do produkcji tekstyliów trzeba bardzo dużo. Po drodze, w czasie tej produkcji, ona bardzo mocno zostaje skażona, i tu powinna być oczyszczona.
Ola: Tu barwniki i inne substancje, które służą wybielaniu.
Piotr: Dokładnie, i zanim się to odprowadzi do rzeki, to oczywiście teoretycznie powinno się to oczyścić, ale się nie oczyszcza, bo to drogie. A teraz oczywiście, żeby nie było, że przypadkiem potem t-shirty kupujemy za 30 zł.
Ola: A już teraz coraz rzadziej.
Piotr: Nie, jeszcze wciąż jak się przejedziesz po sieciówkach, to czysty t-shirt kosztuje właśnie 30-40 zł. A co sobie tam kto marży do tego dorzuci, to wiadomo. Nie chodzi mi o to teraz, żeby wywoływać głębokie poczucie winy, ale po prostu warto wiedzieć, że właśnie ten rejon wokół tej rzeki to jest produkcja dla Zary, H&M, Disney, Adidas, Gap. I to nie są żadne mroczne oskarżenia, bo jak znalazłem tekst, też jest link do niego w opisie, to ten rejon chwali się tym, że właśnie tam te firmy produkują swoje ubrania. Więc jakby ktoś chciał potem sobie kupić koszulkę z Indonezji za niezbyt duże pieniądze, to niech pamięta o tym, że to jest właśnie ta działalność. Koszty produkcji mają być niskie, tam widać, gdzie oszczędzamy. Oczywiście efekty są takie, że skażenie wody przekracza większość norm pod względem większości zawartości różnych składników, przynajmniej kilkudziesięciokrotnie. To jest choćby zawartość dioksyn, które są wysoce toksyczne. I tutaj mamy również skażenie biologiczne, bo też zawartość bakterii kałowych w wodzie przekracza normę 5 tysięcy razy.
Ola: Bo jak tam wszystko stoi, mało co płynie.
Piotr: Jednocześnie tam jest bardzo ciepło, średnia lipca to jest 26 stopni, średnia stycznia to jest chyba 22 stopnie, teraz z głowy mówię. Więc po prostu ta zupa tam fantastycznie sprzyja rozwojowi wszelkich bakterii. Oczywiście, co nie jest zaskakujące, fatalny jest stan zdrowia ludzi, którzy korzystają z tej wody, a muszą korzystać. Standardem są wszelkie wysypki, zapalenia skóry. Do tego dochodzą stany zapalne dróg oddechowych, to są zarówno te wyziewy z rzeki, jak i te palone śmieci. Zatrucia pokarmowe, spowodowane zatrutymi, skażonymi rybami i ryżem, bo ryż się uprawiało, już teraz się praktycznie nie uprawia, z tego powodu, właśnie na rozlewiskach tej rzeki. Zresztą też znowu są zdjęcia, filmy pokazujące, że ta woda z rzeki, używana do nawadniania upraw, pieni się.
Ola: Z detergentem.
Piotr: Tak, dokładnie. Trzeba z tego pola później zbierać pianę po podlaniu. Oczywiście to wpływa na nerki, wywołuje bardzo wiele nowotworów, poziom zachorowań na nowotwory jest bardzo wysoki. No i oczywiście wady wrodzone u dzieci, standard. Znowu, to jest rejon, w którym rzeczywiście zabrano się za robotę. W 2011 roku ruszył tam plan oczyszczania tej rzeki. Do 2025 roku teoretycznie ta woda miała się nadawać znowu do picia, raczej nie będzie się nadawała do tego czasu, ale faktem jest, że władze zabrały się za to bardzo poważnie. Zaangażowały do tego wojsko, które idąc od góry rzeki ku jej ujściu, oczyszcza bardzo intensywnie, wywala te śmieci, wywożą je itd. No i jednocześnie mają robić to, co jest największym problemem, czyli likwidować wylewanie tej skażonej wody z fabryk. Ponieważ już od dawna teoretycznie nie wolno takiej nieoczyszczonej wody do rzeki wywalać, więc jest mnóstwo poukrywanych rur, przez które robi się to nielegalnie. Wojsko, idąc systematycznie wzdłuż brzegu, ma te rury wykrywać i likwidować. Problem jest taki jak zawsze: mało pieniędzy na całą procedurę i ogromna korupcja.
Ola: Najpewniej przy okazji krzywda tych ludzi, którzy nie mają zapewnionych alternatywnych form zarabiania czy odprowadzania ścieków.
Piotr: Inaczej, fabryki dałyby pewnie radę, tyle tylko, że musiałyby podnieść ceny ubrań, ale przecież my musimy mieć bardzo tanie ubranka.
Ola: Tak naprawdę to firmy muszą dużo zarobić, bo mogłyby niedobrze na tym wyjść, gdyby zarobiły mniej.
Piotr: One nie zarabiają bardzo dużo, spójrz, to działa w ten sposób: masz ludzi, którzy zarabiają bardzo mało, fabryki, które zarabiają troszeczkę więcej, a w momencie, kiedy te ubrania wychodzą z fabryki i trafiają w ręce tych firm, które wymieniliśmy przed chwilą, to nagle okazuje się, że taka koszulka staje się dwudziestokrotnie droższa.
Ola: Właśnie o tym mówię, o tych firmach mówię. Aha, bo ty mówiłeś o fabrykach, a ja mówię o firmach, które mogłyby nieco mniej zarobić na t-shircie Adidasa, który może kosztować kilkaset złotych.
Piotr: Mogłyby, ale też moglibyśmy nie kupować koszulek za 30 zł, tylko za 60 zł, bo naprawdę przeżyjemy bez kolejnych 30 t-shirtów całkiem nieźle. To jest w ogóle problem nie tylko zarobków firm, ale też naszej konsumpcji, naszego podejścia do tego. Niestety to jest takie miejsce, w którym to bardzo dobrze widać, bo nie mówimy tu o jakichś trochę abstrakcyjnych rzeczach w rodzaju wydobycia ropy. Wiadomo, że z niej korzystamy, ale nie mamy takiego bezpośredniego poczucia, że kupuję ropę, wiadomo, tankuję benzynę, ale jak to bym miał nie tankować? Natomiast fakt, że idę do sklepu tu koło nas i kupuję dosłownie za 30 zł, bo wciąż tyle kosztuje koszulka, albo kupuję Fruit of the Loom za 12 zł w internecie, to jest ten problem, tam te koszulki właśnie powstają.
1:41:39 Agbogbloshie w Ghanie: wysypisko elektrośmieci
Ola: Przenoszę się do Afryki, do Ghany, a konkretnie do stolicy tego kraju, Akry, gdzie w centrum, do 2021 roku, znajdowało się jedno z największych w Ghanie składowisk elektrośmieci, w tym płyt głównych, monitorów i twardych dysków. Pracowało na tym wysypisku około 8 tysięcy osób, zajmujących się zbieraniem, przetwarzaniem, spalaniem i handlem tymi używanymi gadżetami elektronicznymi i złomem. Do tego jeszcze wrócę, bo to ważne. Przez całe lata to wysypisko, które nosi nazwę Agbogbloshie, zaliczane było do najbardziej zanieczyszczonych miejsc na świecie. Dlaczego? A no dlatego, że w elektrośmieciach jest całe mnóstwo metali ciężkich. Tak więc Agbogbloshie zostało skażone m.in. arsenem, kadmem, miedzią, niklem, ołowiem, rtęcią, a także cyjanowodorem. Czyli tymi pierwiastkami i związkami chemicznymi, o których tutaj już bardzo dużo mówiliśmy. I temu, żeby te substancje się wydobywały i np. lądowały w glebie, sprzyjał stale uprawiany na tym wysypisku proceder palenia elektrośmieci, w tym przewodów czy płytek drukowanych. Wszystko po to, żeby odzyskać z nich cenną miedź. Na miejscu również demontowano stary sprzęt elektroniczny. I zarówno w glebie, w miejscu spalania, jak i w miejscu demontażu elektrośmieci, naukowcy w późniejszych latach robili badania i wykryli znacznie podwyższone stężenia szkodliwych substancji, tych, które wymieniłam powyżej. Zanieczyszczenia te stanowią bardzo poważne zagrożenie dla ludzkiego zdrowia, zwłaszcza poprzez bezpośredni kontakt i poprzez pożywienie, jeżeli się dostaną do organizmu ludzkiego. No i ponadto naukowcy przebadali trasy rozchodzenia się i skład czarnego dymu, unoszącego się nieustannie nad składowiskiem w Agbogbloshie. Dane pokazały, że te dymy powodują powstawanie nad Akrą, czyli stolicą Ghany, kwaśnych chmur, zawierających cząstki stałe, czyli pyły zawieszone i inne zanieczyszczenia. Te dymy przemieszczały się nad inne części Ghany i nad inne kraje afrykańskie, udało się prześledzić trasy, którymi się przemieszczały. W którymś momencie to wysypisko Agbogbloshie trafiło znowu do rankingu najbardziej zanieczyszczonych miejsc na świecie. Lokalny rząd w Akrze zaniepokoił się i uznał, że to miejsce przynosi wstyd Ghanie, że jako takie nie może istnieć, bo to jest po prostu antyreklama tego kraju. Mimo że tak naprawdę w okolicach Akry istniało jeszcze kilka podobnych, nieco mniejszych wysypisk, ale nie znalazły się w rankingu, więc to znalazło się na celowniku. I dlatego wczesnym rankiem 1 lipca 2021 roku mieszkańcy tego wysypiska, jego pracownicy, zostali postawieni na równe nogi przez ekipę rozbiórkową, wspieraną przez uzbrojone po zęby wojsko, które brutalnie zlikwidowało wysypisko. Bez odpowiednio nagłośnionego uprzedzenia, na ten 20-hektarowy teren wjechały buldożery, które zrównały z ziemią teren targowiska, magazyny, chaty tych złomiarzy. Większość towarów została zniszczona, pracownicy złomowiska siłą wysiedleni, pozbawieni dobytku, często byli bici, bo nie chcieli np. opuścić swoich kramów albo domów. Targ elektroniczny został przeniesiony poza Akrę, do bliskiego miasta. Zresztą to nie był pierwszy raz, kiedy złomowisko Agbogbloshie zostało wyburzone, w rzeczywistości to jest długa historia wywłaszczeń i wyburzeń na tym złomowisku i okolicznych obszarach. Co to zmieniło? Zmieniło wiele i niewiele. Niewiele dla środowiska, ale tak naprawdę zniszczyło istotną branżę przetwarzania elektrośmieci. To może brzmieć bardzo źle, ale tak naprawdę w to miejsce wkroczyły kilka lat temu organizacje pozarządowe, które starały się poprawić warunki pracy, zdrowia i warunki środowiskowe wśród ludzi, którzy na tym złomowisku pracowali. Wybudowano, za pieniądze ze zbiórek międzynarodowych, na terenie tego złomowiska m.in. modelowy zakład recyklingu e-odpadów, boisko piłkarskie, ośrodek zdrowia, techniczne centrum szkoleniowe, które szerzyło wiedzę o odpowiednim podejściu do recyklingu. Organizacje pozarządowe prowadzą pracę u podstaw, starają się edukować tych ludzi, prowadzić działania prośrodowiskowe. Wjeżdża wojsko, buldożery, pozbawia ludzi dobytku. Co się stało? Ludzie ze zburzonego wysypiska przenieśli się ze swoją działalnością, z wydobywaniem tych substancji, tych metali ciężkich, z płytek drukowanych czy kabli, do swoich domów w innych rejonach Akry. Szkodliwe substancje są często teraz bliżej mieszkańców miasta niż poprzednio, i właściwie pod mniejszą kontrolą. Zanieczyszczenie gleby, jak pokazują badania, wciąż jest poważnym problemem terenów po wysypisku, a podobne wysypiska wciąż z powodzeniem funkcjonują w innych częściach Ghany. To nie zostało załatwione, to zostało przypudrowane.
Piotr: Już nie ma takiego problemu, który był na liście, w rankingu itd.
Ola: Już nie ma wstydu, a tymczasem nieszczęście ludzi i straty dla środowiska w ogóle nie zostały zmienione.
1:48:26 Jezioro Karaczaj: rosyjskie odpady radioaktywne
Piotr: To teraz już ostatnia rzecz. I tak znowu wyszedł nam rekordowo długi odcinek. Ostatnia, bo już troszeczkę o tym mówiliśmy dwa odcinki temu chyba, to było wtedy o tych katastrofach.
Ola: Katastrofach gorszych niż ta w Czarnobylu.
Piotr: Mówiliśmy już o obwodzie czelabińskim i o zakładzie atomowym Majak, który się tam znajduje. I teraz będzie jeszcze takie spojrzenie na jeszcze jeden element, mianowicie jezioro Karaczaj. To było bagniste jeziorko, które znajdowało się właśnie w tym rejonie. Tam były…
Ola: W obwodzie czelabińskim, prawda?
Piotr: W obwodzie czelabińskim, to były właśnie te zamknięte miasta, które tam nosiły nazwy takie, owakie.
Ola: Może żeby przybliżyć, to na południu Uralu, góry Ural, obwód czelabiński, znany m.in. z tego, że tam spadł ten obiekt czelabiński.
Piotr: Ja tu nie będę się tak długo rozwodził, odsyłam do tamtego odcinka, bo tam to wszystko bardzo starannie omówiliśmy. To jest to jezioro, które geniusze rosyjskiej myśli naukowej i technicznej uznali za absolutnie najlepsze miejsce do wywalenia płynnych odpadów radioaktywnych.
Ola: A może było skomunikowane również z innymi ciekami wodnymi?
Piotr: Cóż za zaskoczenie. Wyobraź sobie, że trochę było. Problem polega na tym, że im się zaczęło w pewnym momencie przepełniać, w latach 50. przepełniły im się zbiorniki w tym zakładzie Majak.
Ola: Odpadów radioaktywnych.
Piotr: Coś trzeba było z tym nadmiarem zrobić.
Ola: A wiadomo, jak ktoś ma nadmiar odpadów radioaktywnych, to gdzie najbardziej?
Piotr: To nie było tak, że tam były jakieś plany, żeby w tym jeziorze, bo te odpady muszą być też chłodzone w jakimś stopniu, dlatego je do wody ładowano, żeby w tym jeziorze jakieś zbiorniki umieścić. Nie, po prostu to wywalono. Od października 1951 roku zrzucano nadmiar odpadów z kompleksu C zakładu Majak. I to jezioro miało 26 hektarów, mówię miało, bo tam go właściwie już nie ma. Nagromadziło odpady o promieniotwórczości odpowiadającej mniej więcej sześciokrotności tego, co się dostało z Czarnobyla, na 26 hektarach. Czyli, no, daje radę, można powiedzieć. Oczywiście, tak jak Ola wspomniała, uległy skażeniu również wody gruntowe, no bo to nie tak, że to jezioro było jakoś zupełnie odcięte od reszty świata i rzeczywistości. W ogóle wiele wskazuje na to, że to było trochę na krzywy ryj zrobione. Czy oni tam mieli zgodę jakiegoś typa, który tam kilka lat później zresztą został chyba w nagrodę ministrem czy wiceministrem jakimś tam środowiskowym, to się wtedy tak nie nazywało, ale od takich spraw, w Związku Radzieckim jakoś to było trochę na krzywy ryj zrobione, ale wywalili, wywalili. Właściwie nikt się wtedy jakoś nadmiernie nie przejmował. Co prawda przejęli się w 1967 roku, bo wtedy w tym rejonie była duża susza, to jezioro już było mocno wypełnione tym radioaktywnym syfem, szlamem, wysychało już od dłuższego czasu. No i tutaj wyschło, to znaczy na powierzchni pojawił się pył, bo wody już za bardzo nie było, i ten pył, wywiewany wiatrem, rozniósł się po całej okolicy. Okolica była dość gęsto zamieszkana. Szacuje się, że napromieniowaniu uległo około pół miliona osób, w różnym stopniu. Kompletnie nie znamy skutków zdrowotnych tego, dlatego że nikt tego nie badał, a nawet jeżeli ktoś w jakimś stopniu by zbadał, to na pewno te dane nie zostałyby ujawnione. Tam ludzie i tak byli cały czas napromieniowani, więc teraz byli po prostu bardziej napromieniowani.
Ola: Oczywiście jest to sarkazm, i generalnie Rosjanie się zazwyczaj swoimi ludźmi nie przejmowali specjalnie.
Piotr: W każdym razie, przynajmniej po 1967 roku zauważono problem, że wywalenia takich ilości syfu do jeziora nie można tak po prostu zostawić, bo prędzej czy później będzie jeszcze tylko gorzej. W związku z czym od 1978 do 1986 roku jezioro stopniowo wypełniano takimi betonowymi blokami, wielkimi pustakami, które miały związać te odpady i właściwie zlikwidować jakąkolwiek wodę w tym jeziorze, wszystko to razem zamienić w takie betonowe złomowisko, na którym udałoby się te odpady związać. Przeprowadzono też hydroizolacyjne, trudne słowo, prace, żeby odciąć to jezioro od wód gruntowych, tam prace melioracyjne, które powodowały, że rzeczywiście te radioaktywne odpady nie były już wypłukiwane z tego jeziora. Finalnie można powiedzieć, że ostatni kawałeczek tego jeziora został zasypany w 2015 roku. Są plany, żeby dalej je izolować, żeby tę powierzchnię jeziora pokrywać jakimiś kolejnymi warstwami izolacyjnymi, czyli tak naprawdę utworzyć takie wielkie, podziemne gruzowisko. Tu znowu, ja już raz mówiłem o miejscu, które jest ekstremalnie skażone, tu jest to dyskusyjne, bo Czerwony Las nie był dobrze przebadany, prawdopodobnie konkurują ze sobą, to znaczy konkuruje Czerwony Las i te pozostałości po jeziorze, jeśli chodzi o to, które miejsce jest bardziej skażone. Natomiast Czerwony Las jest wciąż otwarty, można powiedzieć, to jest miejsce, które po prostu jest lasem. Natomiast tu zostało to w jakimś dość istotnym stopniu zabezpieczone. Ocenia się, że w tej chwili do głębokości 3,5 metra w tym jeziorze znajduje się wyłącznie radioaktywny szlam, to znaczy do 3,5 metra to są dość wysoko radioaktywne odpady. To są podobne odpady jak w Czarnobylu, bo to są te same pierwiastki. Nie jest tak, że one tam będą przez jakieś miliony lat, ale potrzeba dobrych kilkuset lat, żeby ten rejon się wystrzelał, żeby rozpad tych izotopów był już na tyle zaawansowany, żeby to nie stanowiło zagrożenia. W każdym razie w tej chwili ocenia się, że gdyby ktoś zamieszkał tam, przebywał w centrum tego składowiska de facto odpadów, to mniej więcej godzinę zajęłoby mu otrzymanie śmiertelnej dawki promieniowania.
Ola: Tu, jak widać, kolejne miejsce w Rosji, w byłym Związku Radzieckim. Widać też, że takich miejsc obecnie wciąż jest dużo, chociaż pocieszające jest to, że pojawiają się te działania mające na celu zminimalizowanie tych niebezpiecznych skutków porzucania tych odpadów, wywalania ich do jezior czy zakopywania w dziwnych miejscach.
Piotr: Wygląda na to, że tu ma sens jakaś presja, przynajmniej może poza Rosją, bo tam jak ktoś na miejscu nie tupnie, to się nic nie dzieje, ale w innych krajach rozmaite rankingi. Czemu one jednak służą?
Ola: Służą czasami też temu, żeby wykonywać ruchy pozorne i przesuwać się z jednego miejsca na inne, albo żeby coś zburzyć po to, żeby przypudrować i żeby środowisko międzynarodowe się nie czepiało. W każdym razie mamy nadzieję, że to było interesujące dla Was. U nas budziło grozę i zdziwienie przez cały czas, kiedy zbieraliśmy informacje. Zbieraliśmy je dosyć długo.
Piotr: Zresztą widać, że po czasie trwania przekroczyliśmy już chyba 2 godziny.
Ola: Jeżeli Wam się to podobało, opowiedzcie innym o naszym podcaście. Miejmy nadzieję, że dotrze on do większej liczby osób.
Piotr: Zajrzyjcie do opisu odcinka, tam jest link do naszego sklepu z koszulkami. Piszcie też na adres podcast@crazynauka.pl, jeżeli macie jakieś pytania, uwagi czy cokolwiek. Bardzo polecamy zajrzenie na Patronite, dzięki naszym patronom jesteśmy w stanie to robić bardziej regularnie, choć tym razem mamy 2 dni opóźnienia. Bardzo Wam dziękujemy. Do usłyszenia.
Ola: Cześć!
Źródła
Brak listy źródeł w kolumnie "źródła (z opisu)" w indeksie (pole puste). W trakcie odcinka prowadzący wielokrotnie odsyłają do linków "w opisie odcinka" (m.in. materiał BBC o wydobyciu złota na Borneo, tekst o czaszce Kabwe I, zdjęcia Czerwonego Lasu, tekst o rzece Citarum, raport ws. Delty Nigru) oraz do tekstów o Czarnobylu na crazynauka.pl – żaden z tych adresów nie jest podany w transkrypcji ani w indeksie, więc nie da się ich tu odtworzyć.
Źródła
Dzierżyńsk, Rosja
- content.time.com/time/specials/2007/article/0,28804,1661031_16…
- svoboda.org/a/27788536.html
- guinnessworldrecords.com/world-records/most-chemically-polluted-town-l…
- worldlifeexpectancy.com/pl/russia-life-expectancy
- worstpolluted.org/projects_reports/display/42
- stnmedia.ru/news/26772/
- interfax-russia.ru/volga/news/nizhegorodskiy-himservis-iniciirov…
Kabwe, Zambia
- worstpolluted.org/projects_reports/display/45
- who.int/news-room/fact-sheets/detail/lead-poisoning-a…
- pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%82%C3%B3w
- academic.oup.com/sleep/article/38/12/1869/2417946
- sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0013935117316614
- childrenofkabwe.com/wp-content/uploads/2020/10/Bose-OReilly-et-al…
- phys.org/news/2020-11-effects-pollution-kabwe.html
- ohchr.org/sites/default/files/2022-03/SacrificeZones-us…
- eprints.lib.hokudai.ac.jp/dspace/bitstream/2115/58817/1/Chemosphere%20v…
- aljazeera.com/news/2023/1/20/mining-giant-turned-blind-eye-…
- en.wikipedia.org/wiki/Kabwe_1
Norylsk, Rosja
- worstpolluted.org/projects_reports/display/43
- web.archive.org/web/20071011181528/http://www.blacksmithinsti…
- reuters.com/article/norilsk-nickel-investor-day-idUSL8N27…
- reuters.com/business/sustainable-business/nornickel-consi…
- bbc.com/news/world-europe-37345105
- theguardian.com/world/2016/sep/07/investigation-ordered-russi…
- theverge.com/2016/9/7/12840374/norilsk-red-river-russia-ch…
- reuters.com/article/us-russia-pollution-nornickel/nornick…
- arctictoday.com/river-water-in-norilsk-is-still-red-from-dies…
Kalimantan, Indonezja
Delta Nigru, Nigeria
- reuters.com/business/environment/nigeria-needs-12-billion…
- cire.pl/artykuly/serwis-informacyjny-cire-24/107081-d…
- wedocs.unep.org/bitstream/handle/20.500.11822/7947/-Environme…
- worstpolluted.org/projects_reports/display/115
